Bitwa pod Boremlem 18-19 kwietnia 1831 r.


W czasie powstania listopadowego miało miejsce wiele, mniejszych i większych bitew, które w ten czy inny sposób wpłynęły na jego losy. Także wyprawa gen. Dwernickiego, jakkolwiek różnie oceniana, wpłynęła w pewien sposób na jego losy, a także miała znaczenie w kwestii losów części ludności Ziem Zabranych. Niniejszy artykuł Dariusza Ostapowicza w 180. rocznicę bitwy pod Boremlem podejmuję część z tych wątków.

Ziemie Zabrane 1815-1830

Przeniesienie walki zbrojnej na wschód od Bugu, nad Niemen, Styr, Dniestr (nawet, jak marzono, nad Dniepr) czyli na tzw. Ziemie Zabrane legło – jak zdecydowanie twierdził profesor Szymon Askenazy - u genezy zrywu listopadowego. Obecnie już mniej kategorycznie stawiamy tę kwestię, tym bardziej, że podchorążowie nie nawiązali kontaktów z konspiracją zabużańską, o ile za taką uznamy epigonów Towarzystwa Patriotycznego. Natomiast konflikt polsko-rosyjski o Ziemie Zabrane („słowiański spór„ jak powie o nim Puszkin) narastał co najmniej od 1815 r., gdy Aleksander I składał obietnice ”poszerzenia wewnętrznego” Królestwa Kongresowego. Znalazło to swoje odbicie w zapisach traktatu wiedeńskiego, ale niestety, nie w praktyce politycznej.

Dysproporcje między sytuacją polityczną i społeczną Polaków w autonomicznym Królestwie Polskim i na Ziemiach Zabranych pogłębiały się, zwłaszcza od czasu wstąpienia na tron Mikołaja I. Trwał metodycznie postępujący proces deklasacji drobnej szlachty uznanej przez carat za element niepewny, więc skazanej na rusyfikację. Sytuacja ta stanie się impulsem dla miejscowych Polaków by zbrojnie poprzeć warszawskie wypadki Nocy Listopadowej ale jednocześnie konflikt społeczny między polskim, katolickim dworem a ukraińską, prawosławną wsią skaże ruch insurekcyjny na słabość i konieczność czekania na pomoc z zewnątrz. Ratunkiem dla partyzantów miała być wyprawa korpusu Wojska Polskiego na Wołyń pod dowództwem gen. dyw. Józefa Dwernickiego.

Plany powstańcze wobec ziem zabużańskich

W oswobodzonej po 29 XI 1830 r. Warszawie doszło do zróżnicowania poglądów: podczas gdy opinia publiczna dość szybko i natarczywie domagała się przeniesienia walki zbrojnej na wschód, władze powstania były temu przeciwne. Już  bowiem 3 XII 1830 r. na posiedzeniu Towarzystwa Patriotycznego Maurycy Mochnacki nawoływał zebranych: „Nie z Konstantym w Warszawie – (akurat w Wierzbnie toczyły się rokowania z Wielkim Księciem) – ale z Petersburgiem (miał na myśli cara) w Wilnie rozmawiać nam trzeba!„ Mochnacki postulował rozbicie Rosji (według daleko późniejszego określenia) ”po szwach narodowościowych”. Pisał:

„Spróbujmy wtargnąć z tą siłą na Wołyń, Podole, Ukrainę. Tym sposobem ośmielimy Turków, Persów i kaukaskie ludy niesfornie znoszące rosyjską supremację. […] Teatrem wojny nie może być dzisiejsza Polska, ale Polska pod rządami Moskwy zostająca”.

Prasa powstańcza (np. gazeta „Nowa Polska„) również domagała się rozwoju powstania na wschodzie. Ale zarówno dyktator Józef Chłopicki jak Książę Adam stali na stanowisku literalnego przestrzegania kongresu wiedeńskiego (nie dostrzegając, że sukces Belgów dokonał się na skutek złamania jego postanowień). W XII 1830 r. liczono na dyplomatyczne załatwienie sprawy i w instrukcji wręczonej Lubeckiemu i Jezierskiemu, udającym się do Petersburga sugerowano, by Mikołaj spełnił wreszcie obietnice zmarłego brata. Czartoryski obiecywał carowi „wdzięczność Polaków [która] zrobi z nich najsilniejszą podporę tronu„. Przestrzegał też, że w razie odmowy „cały kraj będzie bronił się do upadłego” (ale w granicach Kongresówki; przeniesienie działań zbrojnych za Bug wykluczał). Chłopicki kategorycznie zabraniał podejmowania działań zbrojnych za Bugiem, emisariuszy zbywał stwierdzeniem: ”Ani jednej skałki nie mam dla was”. Odrzucił również pomysły Ignacego Prądzyńskiego przejęcia Korpusu Litewskiego, gdzie służyło wielu Polaków (później korpus ze rusyfikowaną kadrą wejdzie w skład wojsk gen. Rosena i będzie bił się przeciw Polakom) oraz wysłania na Wołyń oddziałów partyzanckich – akurat teren był zimą słabo obsadzony przez jednostki rosyjskie. Pomysł działań zaczepnych przedstawił mu – jak pisze w pracy o bitwie pod Stoczkiem historyk Tomasz Strzeżek - generał Dwernicki, przewidujący atak wojsk Dybicza z Lubelszczyzny na Warszawę. Udaremnieniem zamiarów wroga mogła być zatem partyzancka dywersja oddziału kawalerii dowodzonego przez Dwernickiego. Dopiero gdy wodzostwo objął gen. Michał Radziwiłł, przychylił się do sugestii Dwernickiego, wysłał na Wołyń emisariusza z zadaniem kolportowania odezw powstańczych oraz wydał tajną instrukcję (2 II 1831) nakazującą prowadzenie wojny partyzanckiej na Wołyniu siłami batalionu piechoty i szwadronu jazdy krakusów. Oddziałek ten miał stać się kadrą dla rosnących szeregów partyzanckich – i co istotne – nie staczać wielkich bitew w otwartym polu z silniejszym wrogiem. Na dowódcę powołano gen. dyw. Józefa Dwernickiego. (Gdy na skutek rozwijającej się akcji zbrojnej nad Wisłą otrzymał inne zadania uwieńczone sukcesem pod Stoczkiem, dowództwo zaproponowano gen. Julianowi Sierawskiemu i jeszcze dwóm pułkownikom, ostatecznie jednak ponownie został dowódcą wydzielonego korpusu). W lutym walki toczyły się pod Grochowem, więc nie było realnych szans na wymarsz na wschód, jednocześnie na lewym brzegu Wisły Dwernicki miał zwalczać oddziały rosyjskiego gen. C. Kreutza (bitwa pod Nową Wsią 19 II 1831).  Nowy Naczelny Wódz, gen. Jan Skrzynecki początkowo myślał o wysłaniu Dwernickiego na szosę brzeską, na tyły Dybicza – dywersja na tyłach wroga, zdobycie magazynów rosyjskich w Siedlcach miałyby kolosalne znaczenie dla szans polskiego zwycięstwa (Nota bene: w kwietniu 1831 bitwa pod Iganiami stanie się częścią realizacji tego planu), ostatecznie jednak postanowił przerzucić korpus polski za Bug, licząc na wycofanie choćby części wojsk Dybicza spod Warszawy. Jak ustalił historyk, Andrzej Wroński, Skrzynecki przekazał Dwernickiemu mylną wiadomość o wybuchu powstania na Wołyniu 25 lutego (liczył zatem na szybkie wejście wojska polskiego na Wołyń i wycofanie się z nad Wisły Rosjan w pogoni za nimi). Dwernickiemu wręczono również  instrukcję polityczną datowaną 28 II 1831 r. Zgodnie z jej treścią generał miał zachęcać lud do chwycenia za broń, obiecując ulgi podatkowe, wolność osobistą i własność ziemi, ustanawiać polską administrację w imieniu Rządu Narodowego, założyć drukarnię i drukować ulotki w języku polskim i rosyjskim (liczono na udział w walce osadników gen. Arakczejewa), zyskać skarby z leżącej w głębi Ukrainy Białej Cerkwi (majątku hrabiny Branickiej, córki Katarzyny II), wykorzystać pomoc patriotów z rozbitego po 1826 r. Towarzystwa Patriotycznego a przede wszystkim:

„Póki Pan Generał powstania nie upowszechnisz, znakomitej siły nie zbierzesz, unikaj walnych bitew. Masz góry, lasy, błota – a więc wyborny teatr podjazdowej, niszczącej nieprzyjaciela wojny” podkreślał Skrzynecki.

Pomysł wyprawy Wojska Polskiego na Wołyń rozwinął się w polskim sztabie dopiero wraz z planami wiosennej ofensywy powstańczej gen. Prądzyńskiego, który wydał w tej sprawie na początku marca 1831 r. konkretną instrukcję wojskową, będącą uzupełnieniem decyzji gen. Skrzyneckiego. Dwernicki otrzymał ją 7 III 1831 r., gdy przeprawiał się w okolicy Puław przez Wisłę. W porozumieniu z gen. Sierawskim miał skompletować korpus 1500 kawalerii, wziąć 6 dział, wyruszyć na Wołyń, rozpocząć walkę podjazdową skupiając wokół siebie oddziały partyzanckie. Naczelny Wódz i kwatermistrz dawali generałowi sporo swobody w działaniu, w zależności od sytuacji militarnej, wskazywali na Zamość jako punkt oparcia w razie kłopotów – i ponownie przestrzegali by unikać „przeważnych sił [nieprzyjaciela] na całej przestrzeni rozciągającej się po Dniepr i Dźwinę”.

Siły walczących stron

Na początku wojny na radzie wojennej obradującej w nocy z 6 na 7 II 1831 r. gen. Dwernickiemu powierzono dowództwo osobnego korpusu, który dopiero miał powstać i działać na prawym skrzydle armii polskiej. W jego skład weszły głównie nowo tworzone formacje powstańcze: cztery czwarte bataliony z 1., 2., 5., i 6. pułków piechoty liniowej, batalion wolnych strzelców płk. M. Kuszla; siły kawaleryjskie tworzyły nowe - trzecie dywizjony ośmiu pułków kawalerii oraz 1. p. krakusów im. Kościuszki i krakusi im. Księcia Józefa Poniatowskiego. Artyleria składała się z 6 armat 3-funtowych. Koncentracja korpusu sprawiła nieco kłopotu ze względu na rozproszenie oddziałów, zwłaszcza kawalerii. Zmiany w stanie liczebnym korpusu między 5 II-15 III odnotował sumiennie historyk, Tomasz Strzeżek; z dostępnych archiwalnych acz wybiórczych danych wynika, że liczebność kawalerii wzrastała, natomiast piechoty – malała. Dysponując takimi siłami Dwernicki zwyciężył pod Stoczkiem (14 II), Nową Wsią (19 II), zajął Puławy i Lublin, toczył wojnę podjazdową z gen. Kreutzem, sam ścigany przez rosyjski korpus gen. Tolla schronił się za murami Zamościa. Przebywał tutaj dość długo: od 13 III do 3 IV 1831 r. uzupełniając stan korpusu (przybyli ochotnicy z Towarzystwa Patriotycznego i Piotr Wysocki), czekając na zaopatrzenie, lecząc ludzi i konie. Jednocześnie Dwernicki złamał wyraźny zapis w instrukcji, by na Wołyń wziąć tylko 1500 żołnierzy – postanowił wyruszyć z siłami całego swego korpusu. Emisariusz wysłany na Wołyń, mjr Bazyli Chróściechowski – w oczach późniejszych emigrantów postać mocno kontrowersyjna – rozsiewał całkowicie mylne pogłoski o 20 tysiącach żołnierzy polskich, maszerujących za Bug. Historyk Andrzej Wroński uważa, że to sam Dwernicki polecił mu w ten sposób dezinformować Rosjan. Później, „na paryskim bruku” generał i powstańcy wołyńscy będą rzucać gromy świętego oburzenia na - prawdę mówiąc – chaotyczną działalność emisariusza.

Dokładne wyliczenie stanu korpusu przed wejściem na Wołyń jest zatem trudne. Historycy (W. Tokarz, A. Puzyrewski, J. Grobicki, S. Przewalski) podawali różne dane – w tym miejscu bazuję na ustaleniach Stefana Przewalskiego, który zestawił l’ordre de bataille korpusu:

Dowódca: gen. dyw. Józef Dwernicki (1779-1857), weteran wojen napoleońskich, partyzant w 1809 r. (przedarł się z Podola do Galicji), dowódca eklerów-krakusów w 1813, w wojsku Królestwa Polskiego dowodził m. in. 2. p. uł. Miał opinię szczerego patrioty, prącego naprzód jak Blucher, zdolnego kawalerzysty.

„Nie znał zasad współdziałania rodzajów wojsk, kawalerii wspartej przez artylerię konną z piechotą i artylerią pieszą” – ocenia generała Tomasz Strzeżek.

W sztabie znaleźli się mjr Stanisław Osiński, mjr Feliks Szymanowski, 3 adiutantów (w tym ppor. Anastazy Dunin), 3 oficerów kwatermistrzostwa, 13 oficerów sztabowych.

„Sztab Dwernickiego przypominał raczej zebranie towarzyskie, a nie ciało, w którym podejmowano decyzje i przygotowywano działania korpusu” – ocenił gremium T. Strzeżek.

I Brygadą dowodził ppłk Stanisław Rychłowski
Składała się z sześciu szwadronów – 2., 4., 5. pułków strzelców konnych; batalionu piechoty wolnych strzelców, baterii 6 dział kpt. Józefa Puzyny;.

II Brygada w składzie: dowódca: ppłk Dominik Terlecki
W jej składzie znalazły się cztery szwadrony: z 1. p.s.k. oraz 1. pułku ułanów;
Dwa szwadrony krakusów im. Kościuszki, batalion 6. pułku piechoty liniowej.

III Brygada dowodzona przez ppłk. Antoniego Wierzchlejskiego
Składała się z czterech szwadronów z 2. i 4. pułków ułanów, dwa bataliony z 1. i 5. p.p.l., sześciodziałowa bateria ppor. Froehlicha.

IV Brygada – dowódca ppłk Wincenty Szeptycki
W jej skład weszły: cztery szwadrony z 3. p.s.k. oraz z 3. p. uł., dwa szwadrony krakusów im. Poniatowskiego.
Ogółem powstańczy korpus wraz z obsługą artylerii liczył  4226 żołnierzy. (Tokarz podaje liczbę 4700, Grobicki podaje, że w dniu bitwy Polacy posiadali ok. 6 tys. wojska, w tym 3 ½ batalionu piechoty, 22 szwadrony jazdy, 12 dział).

Przeciwko siłom polskim Rosjanie mogli wystawić korpus gen. Fiodora Rüdigera (1784-1856), Niemca w służbie carskiej, zdolnego kawalerzystę, weterana wojny 1812 r. i wojny z Turcją (1828-1829).  Wojsko rosyjskie składało się z 25 batalionów piechoty, 30 szwadronów jazdy, 6 sotni kozaków 33 dział (wg Grobickiego; W. Tokarz w Wojnie… ocenia siły carskie na 14 batalionów piechoty, 30 szwadronów jazdy i 24 działa).

Uzbrojenie obu walczących stron było podobne do siebie, tym bardziej, że Wojsko Polskie przed 1831 r. musiało czerpać z zapasów rosyjskich. Kawalerzyści używali głównie szabel wz. 1817 i 1826 o długości ok. 1 metra i ciężarze 1 kg. Lance polskie były nieco krótsze od rosyjskich (2,85 m-2,6 m) i ozdobione chorągiewkami. Karabiny gładkolufowe skałkowe osiągały większa precyzję strzału z dystansu mniejszego niż 50 metrów. Artylerzyści Dwernickiego zaczynali kampanię z działami 3-funtowymi, Rosjanie dysponowali armatami 12 i 6 funtowymi. Zalety i braki wyszkolenia obu armii ujawnią się pod Boremlem: piechota rosyjska gorzej atakowała, lepiej się broniła, kawaleria carska dobrze sprawiała się na maneżu ale nie w szarży, rozgromiona przez Polaków, pojedynek artyleryjski wygrają również Polacy.

Bitwa pod Boremlem 18-19 IV 1831

Między 3 a 9 IV 1831 r. trwał marsz  korpusu w kierunku granicznej rzeki. W nocy 9/10 IV pod Kryłowem nastąpiła przeprawa, 11 IV doszło do pierwszego starcia pod Poryckiem. Pododdziały 4.p.s.k oraz 2.p.uł. stoczyły zwycięską potyczkę ze szwadronem kargopolskiego pułku dragonów. Dnia 14 kwietnia Dwernicki wypełnił jeden z punktów instrukcji politycznej – w imieniu Rządu Narodowego ustanowił nową, polską władzę na Wołyniu mianując regimentarzem Michała Czackiego. Uczestnik wyprawy i pamiętnikarz, Jan Bartkowski wspominał, że żołnierzom najbardziej doskwierał brak chleba i bliskiego dostępu do świeżej wody. Jakimś pocieszeniem był „widok nadobnych Wołynianek„, których obecność autor tłumaczy chęcią spotkania z bliskimi. „Mięsa mieliśmy pod dostatkiem a słoniny i wódki co niemiara„ dodaje pamiętnikarz. (W propagandzie carskiej – jak nadmienia T. Strzeżek – korpus Dwernickiego przedstawiano jako gromadę pijaków. Na postoju zdarzały się kłótnie podchmielonych żołnierzy „- Pod Zamościem skradłeś mi, złodzieju, pistolet, mniejsza o to” – mówił jeden do drugiego – ”ale teraz skradłeś mi z worka kurę, tego nie mogę ci przepuścić” i dochodziło do rękoczynów).

Nocą z 15 na 16 kwietnia Dwernicki wydał rozkaz marszu do Boremla, gdzie miały być dogodne warunki do przeprawy przez Styr. Ppłk Terlecki ruszył natychmiast i nad ranem dotarł do miasteczka, rodowej siedziby Czackich. Tego samego dnia około południa nadciągnął gen. Dwernicki i stanął nad Styrem rezydując ze sztabem w pałacu i rozstawiając tam baterie dział. Rosjanie wcześniej przezornie zniszczyli most, którego naprawą zajęli się żołnierze polscy. Kompania piechoty przeszła po prowizorycznej kładce i obsadziła teren wokół grobli wypierając harcujących kozaków.

Ppłk Rychłowski około godz. 13. z dywizjonem z 5.p.s.k. wsparty przez kompanię piechoty z dwoma działami przeprawił się na prawy brzeg Styru, by obsadzić browar i lasek a w razie przewagi nieprzyjaciela otrzymał rozkaz cofania się za most bez wiązania się walką. Wkrótce gen. Rüdiger zjawił się nad Styrem naprzeciwko korpusu powstańczego. Prawe skrzydło oparł o Chryniki, lewe o Tołpyżyn i rozpoczął atak. Po wymianie ognia karabinowego cztery bataliony jegrów rosyjskich (z 19, 20, 22 i 49 pułku 10. dywizji piechoty) z achtryjskim pułkiem huzarów uderzyły na las za groblą wypierając tyralierę powstańczych wolnych strzelców i trzy kompanie piechoty. Na pomoc żołnierzom polskim ruszyły dwie kompanie 6. p.p.l. W walce na bagnety odpierano ataki Rosjan.

„Szczupły oddział piechoty naszej […] ustępował wszelako jak lew, odpierając nieprzyjaciela co kilka kroków ogniem i bagnetem” – relacjonował Bartkowski.

Wróg wtargnął na groblę, ale musiał się z niej wycofać ponosząc straty pod celnym ogniem artylerii polskiej z drugiego brzegu rzeki. W boju męstwem odznaczyli się kpt. Piotr Wysocki, mjr Łubkowski, ppłk Rychłowski.

Bateria rosyjska nad Styrem złożona z ośmiu dział rozpoczęła kanonadę przeciwko działom polskim. Ale plutony artyleryjskie por. Lipskiego, por. Sobańskiego i por. Korzeniowskiego (łącznie 6 dział) zwyciężyły w tym pojedynku demontując cztery działa wroga i trzy jaszczyki. Na rozkaz gen. Rüdigera nowa, 24 funtowa bateria zaczęła ostrzeliwać pałac. Kanonada trwała do godz. 14:30. Straty polskie wyniosły około 50 zabitych, 18 rannych (w tym mjr Szymanowski) i 44 jeńców (m. in. por. Szamocki); rosyjskie były znacznie wyższe – tylko liczbę zabitych szacowano na 200 żołnierzy. Dowódcy wrogich wojsk podjęli różne decyzje: Rüdiger powoli rozpoznając prawdziwą liczebność sił polskich (na razie oceniał je na 8 tys. żołnierzy) postanowił stoczyć walną bitwę; Dwernicki nie zamierzał wdawać się w rozstrzygający bój, gdyż zamierzał maszerować w głąb Wołynia. Bał się równocześnie okrążenia, dlatego pozostawił ppłk. Wierzchlejskiego z jazdą i w ten sposób osłabił swoje siły o 4 szwadrony,  które przyszły spóźnione, dopiero pod koniec bitwy. Wieczorem, kazawszy zgasić ognie, Dwernicki zarządził alarm i trzymał w gotowości szwadrony jazdy. Z brzaskiem dywizjon 1 p. uł. wysłano do Nowosiółek, by zluzował stojący tam na czatach dywizjon 4 p. uł. Ułani stanęli za wsią i rozsypali flankierów naprzeciw linii kozaków i z obu stron rozległa się długa, bezładna strzelanina. Gdy ucichła, polscy żołnierze podrzucili przed linie wroga paczkę odezw do Rosjan i sztandar z napisem „Za Waszą i naszą wolność”. W ulotkach znalazły się wezwania w języku rosyjskim do przejścia na stronę polską, odwołania do dekabrystów i obietnice poprawy losu  w służbie polskiej. Rosyjski oficer, parlamentariusz miał odpowiedzieć, że usiłowania polskie są nadaremne, bo kozacy to… analfabeci.

Ranek 19 kwietnia 1831 r. okazał się rozstrzygającym dniem bitwy pod Boremlem. O godz. 8. rano Rosjanie zajęli w tyralierze dębowy lasek za Nowosiółkami. Na wiadomość o zbliżaniu się wroga gen. Dwernicki osobiście pojechał na zwiad, a przekonawszy się, że teren jest niedogodny dla działań jazdy, zdecydował się podjąć walkę pod Boremlem. Jego zasługą jest, że zmusił nieprzyjaciela do podjęcia bitwy na dogodnym dla naszych wojsk terenie. Kilkuset strzelców pod dowództwem kpt. Łabędzkiego z 1 p. p. wycofując się z Nowosiółek próbowało w pośpiechu podpalić wieś. Dywizjony, pod ogniem artylerii rosyjskiej cofały się w porządku, jak na paradzie, a na ich lewym skrzydle rozproszeni w tyralierę wycofywali się strzelcy.

„Dla wytłumaczenia tego odwrotu śpiesznego muszę tu dodać objaśnienie topograficzne„ – referował Bartkowski – ”Ową obszerna płaszczyznę między Boremlem a dębiną nad Styrem przerzynał jakby długi wał graniczny […] i dosyć stromy od strony, gdzieśmy stali. Było w nim na kilka łokci szerokie przejście tuz pod samą wsią [Nowosiółkami]. Wypadało więc przede wszystkim przebyć tę zaporę, inaczej obskoczeni przez chmarę jazdy nieprzyjacielskiej nie byłaby wyszła z nas ani noga”.

Okazało się później, że spłonęły tylko dwie chaty i, niestety, miejscowość stała się bazą dla Rosjan. Gen. Rüdiger zgromadził pod Boremlem, na prawym brzegu Styru brygadę jegrów z 10 dywizji piechoty i dwa bataliony jegrów z 19 i 20 p.p., grupę kozaków i jedną baterię a główne siły stacjonowały w Chrynikach.

W południe gen. Dwernickiemu zameldowano, że Rüdiger idąc od Nowosiółek rozpoczął atak; baterie spod browaru i lasku rozpoczęły ostrzał. Rüdiger ustawił w pierwszej linii brygadę dragonów, w drugiej - brygadę huzarów. Dwie baterie dział znalazły się pod wsią Nowosiółki, zajętą już przez piechotę. Kozacy wraz z pozostałą artylerią zgrupowali się na skrzydłach obu linii. W  odwodzie pozostawał pułk huzarów orańskich i batalion piechoty. Dwernicki zgromadził w pierwszej linii batalion piechoty, dywizjony 4. p. uł., 1 p.s.k. W drugiej linii na lewo od Boremla ustawił artylerię i jazdę: strzelców konnych gwardii, szwadrony 2. i 3. p.s.k. po opuszczeniu Nowosiółek szwadrony 2, 3, 5 p.s.k. zasiliły pierwszą linię. W drugiej linii stanęły dywizjony 1, 3, 4 p.uł., krakusi Kościuszki (razem w obu liniach 16 szwadronów). W rezerwie stanął dywizjon krakusów Poniatowskiego. Artyleria zajęła stanowiska na skrzydłach drugiej linii; na prawym kpt. Puzyna, na lewym por. Froehlich (razem 10 dział). W Boremlu piechota w sile półtora batalionu obsadziła kościół, cmentarz, rogatki miejskie. 3. batalion wraz z dwoma działami pilnował mostu i grobli nad Styrem.

Bitwa rozpoczęła się wraz z wejściem jazdy rosyjskiej na otwarte pole pod Boremlem. Gen. Dwernicki wysunął do przodu baterię kpt. Puzyny i dał rozkaz do otwarcia ognia, a pierwszej linii jazdy rozkazał zaatakować armaty rosyjskie. Zdążyły wystrzelić jeden raz i zostały zdobyte przez krakusów Kościuszki. Szwadrony polskie (pierwszą linię wsparły dywizjony 1.p.s.k i 4. p. uł. wracające spod Nowosiółek) uderzyły na brygadę dragonów, których dowódca, gen. Płachowo, zginął. Cofający się Rosjanie wszczęli popłoch i wywołali zamieszanie w dalszych szeregach brygady huzarów. Kawalerzyści polscy śmiało natarli również na nich zmuszając do cofnięcia się pod dębinę. Tak początek pierwszego uderzenia wojsk polskich zapamiętał sam Dwernicki:

„Pierwsza nasza linia atak przypuściła z taką natarczywością, iż w mgnieniu oka rozbite huzary i dragony odsłoniły dwie baterie swej artylerii, które kawaleria nasza przeleciawszy, uderzyła na drugą linię, za tymi dwoma bateriami stojącą”.

Pozostawiony w rezerwie pułk orański rozpoczął kontratak uderzając na skrzydło jazdy polskiej przy wsparciu ogniowym własnej artylerii. Rozproszeni dragoni i huzarzy skupili się na powrót i zaczęli atakować. Nastąpiła wówczas dość bezładna walka. Jeźdźcy Dwernickiego musieli przebijać się przez okrążenie grupkami lub samotnie dając dowody swej zręczności i odwagi. W pierwszym ataku wyróżnili się: zwycięzca pojedynku z Płachowym, strzelec Rozwadowski, strzelec Psarski, który wziął do niewoli majora dragonów, mjr Lewiński, mjr Krasnodębski, mjr Trojanowski, kpt. Modzelewski. W starciu najbardziej ucierpiały szwadrony 5. p.s.k. Rosjanie odbili utracone działa i rozpoczęli z nich ostrzał.

Teraz nastąpił drugi atak. Na pomoc zagrożonej kawalerii gen. Dwernicki osobiście poprowadził szarżę drugiej linii. Dywizjony 1. i 3. p.uł oraz krakusi im. Kościuszki zdobyli 8 dział, w tym pięć zabrano a trzy zdemontowano. W pewnej chwili generał znalazł się o krok od śmierci lub niewoli. Padł pod nim koń a jeźdźca otoczyli dragoni rosyjscy. Zdołał zawołać:

„Bracia, do mnie!„ (według innej relacji: ”Czy tak bracia opuszczacie waszego starego generała?”).

Żołnierze 4. p. uł. w ostatniej chwili uratowali swojego dowódcę z opresji, por. Baum przekazał generałowi swojego konia. Rosjanie wykorzystali zamieszanie w szeregach polskich i cofali się ku dębinie osłaniani przez ponoszących spore straty huzarów pułku orańskiego. Sukces Polaków  nie był pełny – piechota i artyleria rosyjska dalej stanowiły zagrożenie a zmęczona jazda daremnie oczekiwała na  pomoc ze strony ppłk Wierzchlejskiego, więc cofnęła się na nowe pozycje wyjściowe. Oddział eskortujący ok. 200 jeńców rosyjskich musiał przejść koło Nowosiółek, narażając się na ogień rosyjskiej artylerii. Kolejne oddziały jazdy rosyjskiej wsparte przez piechotę zaczęły wychodzić z Nowosiółek, rozpoczynając z lewego skrzydła trzeci atak. Artyleria powstańcza wysunęła się do przodu, zdziesiątkowała kartaczami i zmusiła do ucieczki huzarów achtryjskich i olhopolskich.

Jednocześnie trwała zacięta walka o groblę. Brygada jegrów rosyjskich przy wsparciu artylerii uderzyła zza browaru na groblę i most. Artylerzyści polscy mjr. Szymanowskiego powstrzymali i ten atak.

Nastąpiła kolejna, trzecia już szarża obu linii jazdy polskiej, która pogoniła Rosjan aż do dębiny. Gen. Dwernicki znów osobiście poprowadził atak – tym razem na piechotę carską, w którym wzięły udział dywizjony 1. i 2. p.s.k. i 2. p.uł. (Obecność żołnierzy 2. p.uł. sugeruje, iż ppłk Wierzchlejski właśnie pojawił się na polu bitwy. W Rutkach pozostał jeden szwadron 4.p.s.k.). Rosjan rozbito i rozproszono pod Nowosiółkami. „Siły nasze nie starczyły na zniesienie innych [batalionów rosyjskich], które posunąwszy się na lewym skrzydle moskiewskim, stanęły w czworobokach i służyły za tarczę, za którą rozbite pułki jazdy formowały się na nowo” – pisał Bartkowski. Dwernicki jednak nie zaatakował silnie umocnionej wsi i z braku dostatecznej ilości piechoty (miał tylko 2 bataliony) cofnął się ku Boremlowi. W Pamiętnikach narzekał na brak choćby jednego pułku piechoty regularnej, przez co sukces okazał się niepełny: zajęcie wsi rokowało pełne zwycięstwo, a musiano poprzestać na wzięciu 143 jeńców.

Szarża kawalerii polskiej dotarła do dębiny i rozproszyła jazdę przeciwnika cofającą się ku Chrynikom. W panice i zamieszaniu jeźdźcy rosyjscy wpadli na sztab gen. Rüdigera, obalili dowódcę wraz z koniem i przeszli nad nim, co niewątpliwie wstrząsnęło nim. Rüdiger szykował się jeszcze do czwartego ataku z użyciem jazdy i piechoty, ale widząc nadciągającego ppłk Wierzchlejskiego i nie znając jego sił – zrezygnował. Dodatkowo burza i ulewa przerwały zmagania zbrojne. Wydał zatem rozkaz odwrotu. Dwernicki opanował pole bitwy. Fanfary zagrały marsz zwycięstwa, nad polem rozległy się radosne okrzyki: „Niech żyje ojczyzna! Niech żyje generał Dswernicki!” Wódz przemówił do podkomendnych:

„Bracia! Dopełniliście godnie powinności. Ojczyzna będzie wam wdzięczną. Wiecie, coście zdziałali, sześciu Moskali było na każdego z was, nie daliśmy się, pobiliśmy ich!”.

Rosjanie stracili 1000 zabitych i rannych, 400 jeńców, 13 dział (w tym 5 utraconych, 8 zdemontowanych). I choć osłabieni, dalej mogli posuwać się w ślad za siłami polskimi.

„Wśród radości nad odniesionym zwycięstwem nie mogliśmy się wszelako otrząsnąć z żalu nad poległymi towarzyszami broni, których nie mieliśmy kim zastąpić, gdy tymczasem nieprzyjaciel ściągał zewsząd posiłki, szczególnie w piechocie” (Bratkowski).

Nocą obie strony wysłały naprzeciw siebie patrole ale po zlustrowaniu pozycji przeciwnika do starć już nie doszło.

Skutki bitwy i spory emigracyjne

Zwycięstwo militarne, niepełne, skoro nie zdołano zdobyć Nowosiółek, okupione zostało stratą ok. 500 zabitych i rannych żołnierzy polskich, poza tym wystrzelano połowę amunicji wziętej na wyprawę (Tokarz podaje liczbę 1275 naboi działowych). Miejscowa szlachta mizernie zgłaszała się do generała, ani nie podpisując się pod kolejnym manifestem powstańczym, ani nie wstępując w szeregi korpusu. Zderzenie propagandy (owych „20 tysiecy„ wojsk) z rzeczywistością było dla nich przygnębiające – byt korpusu liczyli już (jak zauważył Dwernicki) na godziny. Tymczasem na pomoc Rüdigerowi spieszyły kolejne wojska rosyjskie generałów Kajzarowa i Rotha. Historyk Andrzej Wroński uważa, że w tej sytuacji jedynym wyjściem mogła być próba przebijania się siłami samej kawalerii na teren Polesia Wołyńskiego, gdzie operowały siły partyzanckie a nie decyzja o marszu na Podole, w kierunku Kamieńca. Przez Beresteczko, Radziwiłłów, Poczajów, Kołodno – a zatem wzdłuż granicy austriackiej maszerowali polscy żołnierze, coraz silniej naciskani przez wojska carskie, których liczebność tymczasem wzrosła do 13 tys. żołnierzy, które zaczęły okrążać korpus Dwernickiego z trzech stron. Z Beresteczka dywizjony 1. i 2. pułku ułanów ubezpieczały marsz, a dywizjon 3. pułku ułanów chcąc zmylić Rosjan demonstracyjnie kierował się na Włodzimierz. Nie powiodła się jednak próba skierowania korpusu na Krzemieniec, gdyż droga była już przecięta przez siły rosyjskie. Jedyna trasa odwrotu prowadziła nad granicą – i przez granicę austriacką. 25 IV 1831 r. korpus zatrzymał się między Lulińcami i Kutyrkami. Jak pisze W. Tokarz, generał ”liczył na to, że wybuch powstania na Podolu, na tyłach Rüdigera, zmusi przeciwnika do rozdzielenia sił i da mu możność wymknięcia się z matni”. Niestety, również Podole nie poruszyło się do walki. Następnego dnia Dwernicki zwołał po raz pierwszy w trakcie wyprawy radę wojenną, na której postanowiono przejść na teren Galicji, pod Klebanówkę, na trakt wiodący ze Zbaraża do Kamieńca Podolskiego i w ten sposób przez terytorium zaborcy austriackiego dostać się na Podole rosyjskie. Stan korpusu przedstawiał się źle:

„Nie było gdzie furażować, bo wsie były zrabowane. […] Słota, głód, cholera uderzyły na nas, konie padały” – wspominał Dwernicki.

Na widok zbliżających się Rosjan generał rozmieścił siły korpusu na wzgórzach, nad samą granicą od strażnicy nr 112 do 118, zaś niezdolnych do walki pod eskortą krakusów przewieziono za kordon. Parlamentariusz polski wysłany do władz austriackich z pytaniem, czy chorzy i ranni mogą przebywać na terytorium Habsburgów przywiózł odpowiedź, że wszyscy zostaną internowani. Kiedy rano, 27 IV do Dwernickiego zgłosił się oficer austriacki, mjr August z żądaniem wycofania taborów, rozmowę przerwała wiadomość o przekroczeniu granicy austriacko-rosyjskiej przez wojska Rüdigera i wszczęciu walk polsko-rosyjskich. Piechurzy polscy osłaniali odwrót kawalerii i artylerii. Bartkowski WSP[omina, że huzarzy rosyjscy zabili piechurów eskortujących wozy Borem rannymi, co sami przypłacili śmiercią pod szablami jednego Borem polskich dywizjonów. W książce „Boreml 1831” odnajdujemy opis dramatycznych wydarzeń.

„Korpus posuwał się w kierunku wsi Lisiczyńce, a za nim pędziła cała dywizja huzarów rosyjskich. […] Gen. Rüdiger kłamał później, że granicę naruszył niewielki oddział kawalerii […], pojedynczy maruderzy albo że „hołota korpusu powstańczego podała się za Rosjan”.

W rzeczywistości znaczne siły rosyjskie przebywały w Galicji do wieczora, zachowując się jak w zdobytym kraju: plądrowali i palili wsie, zabijali mieszkańców. Między oba wrogie wojska wjechał szwadron austriackich huzarów a ich dowódca płk Fack wezwał walczących do złożenia broni na obcym terytorium. Gdy Polacy i Rosjanie odmówili, Fack rozlokował korpus powstańczy w dalszej odległości od granicy, w Klebanówce. 1 V 1831 r. Polacy w liczbie 712 oficerów i 3575 żołnierzy złożyli broń i zostali internowani i rozmieszczeni głównie w Siedmiogrodzie, skąd niepilnowani bacznie przez Austriaków, przekradali się z powrotem do walczącej Kongresówki (Dwernicki stacjonował w Steyer w Austrii). Wydarzenie to dla współczesnych stało się szokiem. Powszechnie obwiniano gen. Skrzyneckiego o złe pokierowanie korpusem i w efekcie spowodowanie klęski. („patrząc zazdrosnym okiem na zwycięstwa odniesione przez Dwernickiego, chciał go wysłać na niechybną zagładę” – ocenia Bartkowski naczelnego wodza).

Spory przybrały na sile w epoce Wielkiej Emigracji, gdy polemizowali ze sobą płk Karol Różycki, dowódca partyzanckiego Pułku Jazdy Wołyńskiej ( w 1837 r. wydał Uwagi nad wyprawą generała Dwernickiego na Ruś), adiutant generała, Anastazy Dunin, który udzielił Różyckiemu Odpowiedzi (Londyn 1837) , a w końcu sam Dwernicki (Odpowiedź, Londyn 1837). Generał i jego adiutant gubili się w wyjaśnieniach, raz tłumacząc, że maszerując wzdłuż granicy realizowano zamysł zapisany w instrukcjach, innym razem, że sytuacja do tego zmusiła korpus. Różycki słusznie replikował, że korpus, osaczony przez Rosjan w wyzwolonym Kamieńcu Podolskim nie przysłużyłby się sprawie narodowej. Dwernicki raz pisał, że chciał sforsować Styr, by iść w głąb Wołynia, innym razem, że tylko pozorował przeprawę. Tłumaczył, że nawiązał kontakt ze spiskowcami -  tylko „któż w głębi Wołynia czytał którą proklamację?” – kpił Różycki. Pułkownik ocenił bitwę pod Boremlem negatywnie:

„bez żadnego widoku została przyjęta. Walecznie lecz nieprzezornie była ona przeprowadzona. Przeszło czwarta część korpusu stała daleko od pola walki, co jest przeciwne pierwszej zasadzie sztuki [wojennej]”.

Ludwik Mierosławski w Rozbiorze krytycznym kampanii 1831 (Paryż 1845) ponowił zarzut Różyckiego i dodał własny:

„Nadaremnie bohaterskie szwadrony nasze po trzykroć łamały jazdę moskiewską, bo za każdym postępem naszej linii ogień miotany z Nowosiółek giął ją i przygotowywał jeździe moskiewskiej odwet morderczy”.

W ślad za emigrantami historycy uznali, że korpus był za duży jak na prowadzenie działań partyzanckich, za słaby zaś w konfrontacji z regularnymi siłami rosyjskimi. Sytuacja ułożyła się zatem w prawdziwe błędne koło: słaby korpus nie mógł wesprzeć słabej insurekcji ukraińskiej i odwrotnie. Z całą pewnością zabrakło piechoty by sukces boremelski uczynić całkowitym; można było wyruszyć na Wołyń z połączonymi siłami gen. Sierawskiego (w tym Legią litewsko-ruską powołaną przecież do walki na wschodzie), nawet z oddziałem gen. Chrzanowskiego (który spóźniony, w maju 1831 r. szedł na pomoc).

„Nie ujmując męstwa osobistego gen. Dwernickiemu, trzeba obiektywnie stwierdzić, iż jego decyzja złożenia broni przed Austriakami była fatalna w skutkach politycznych i moralnych” – ocenia prof. Władysław Zajewski.

Rzeczywiście, wydarzenia znad granicy galicyjskiej posłużyły później za przykład do naśladowania gen. Giełgudowi na Litwie (choć decyzję przejścia granicy pruskiej przypłacił śmiercią; notabene Prądzyński w Pamiętnikach sugerował Dwernickiemu… zabójczy strzał z ręki wroga), w październiku 1831 r. również gen. Rybińskiemu pod Brodnicą. Klęska korpusu wpłynęła na usztywnienie stanowiska Austrii wobec powstania, przekreślenie szans na pomoc Rumunów, internowanie żołnierzy stało się też precedensem w prawie międzynarodowym. W obronie Dwernickiego stanął historyk Andrzej Wroński; przypomniał, że pierwsi granicę przeszli Rosjanie; generał nie mógł narazić korpusu na całkowite okrążenie i zniszczenie, miał nawet pewne szanse przebijać się na Podole. Tokarz odrzucał taką możliwość: zmęczone konie polskich kawalerzystów nie podołałyby zadaniu w obliczu przeważających sił przeciwnika. Jednocześnie autor Wojny 1831 r. wystawił jak najlepsze świadectwo Polakom w zmaganiach nad Styrem:

„Zwycięstwo pod Boremlem było jedyną wielką rozprawą kawalerii w tej wojnie„ – napisał. W pamięci Polaków Dwernicki okazał się wodzem w całym znaczeniu tego słowa, a każdy z jego podwładnych był bohaterem – pisał jego biograf, Bronisław Pawłowski – i konkludował: ”Bitwa pod Boremlem, uważana sama w sobie bez żadnego względu na okoliczności, które ją poprzedziły i po niej nastąpiły, pozostanie jak najświetniejszym pomnikiem dla wodza i jego żołnierzy”.


Bibliografia:

  1. Bartkowski J., Wspomnienia z Powstania 1831 r. i pierwszych lat emigracji, Wydawnictwo Literackie Kraków 1966.
  2. Kamieniecki M., Boreml 18-19 IV 1831 boje kawaleryjskie, „Taktyka i Strategia”, nr 33/2011.
  3. Ostapowicz D., Boreml 1831, Bellona, Warszawa  2010.
  4. Pawłowski B., Dwernicki, Poznań 1927.
  5. Przewalski S., Bitwa pod Boremlem, SMHW, 1963, t. IX, cz. 2.
  6. Strzeżek T., Stoczek – Nowa Wieś 1831, Bellona Warszawa 2010.
  7. Tokarz W., Wojna polsko-rosyjska 1830 i 1831, Wolumen-Bellona, Warszawa 1994.
  8. Wroński A., Powstanie Listopadowe na Wołyniu, Podolu i Ukrainie, Neriton, Warszawa 1993.
  9. Zajewski W., Powstanie Listopadowe 1830-1831, Bellona Warszawa 1998.

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

Zostaw własny komentarz