„Rzeka ciemności” – B. Levy – recenzja


„Widziałem twarz szatana!” miał wykrzyknąć jeden z członków ekipy Wernera Herzoga kręcącej w 1972 roku niezapomniany Aguirre, gniew boży. Trzeba przyznać, że przerażony nieszczęśnik mógł odnieść takie wrażenie, gdy wpatrywał się w oblicze K. Kinsky’ego, odgrywającego według wielu specjalistów rolę swego życia.

Scena, w której Lope de Aguirre,  stojący na zbitej z byle czego tratwie, płynie z leniwym prądem rzeki ku skrytemu w gąszczu dżungli Nieznanemu, jest naprawdę porywająca. Nie ma w niej akcji rozumianej standardowo. Nie ma komentarza. Jest za to szaleństwo. Wiele wypraw podejmowanych przez XVI- i XVII-wiecznych konkwistadorów kończyło się z pewnością w podobny sposób. Czasami jednak finał bywał nie tak tragiczny. O jednej z tych wypraw opowiada książka Buddy’ego Levy’ego Rzeka ciemności.

O treści

Któż z nas nie zna nazwisk: Pizzaro i Cortes? Kto nie słyszał o inkaskim Cuzco i azteckim Meksyku? Sądzę, że bardzo niewielu. Jednak tylko nielicznym mówi cokolwiek nazwisko – Francisco Orellana. A szkoda, bo to niezwykle barwna, ciekawa i nietuzinkowa postać. Wprawdzie był typowym przedstawicielem hiszpańskich zabijaków wychowanych na tradycji walki z Maurami, którzy zapełniali setkami i tysiącami osady i miasta szesnastowiecznej Kastylii, Katalonii, Baskonii, Galicji oraz Andaluzji. Tak jak inni, jemu współcześni, nie wahał się sięgnąć po rapier i arkebuz dla zdobycia sławy pieniędzy i kobiet. Podobnie do całych zastępów przybyszów z Europy, aby osiągnąć swoje cele, potrafił być bezwzględny i niewyobrażalnie sprytny. Ale przy wymienionych wyżej podobieństwach pojawiały się u Orellany cechy wyjątkowe. O tym jednak za chwilę.

Na początku roku 1541 ponad dwustuosobowy oddział Hiszpanów, w towarzystwie kilku tysięcy indiańskich tragarzy, wyruszył z dzisiejszego Ekwadoru na wschód. Wiedli oni ze sobą kilkaset koni, setki świń i dwa tysiące wytrenowanych psów do ataków na Indian. Na czele wyprawy stał jeden z pięciu braci Pizzaro o imieniu Gonzalo. Nieco później ruszyła za nimi niewielka grupa zbrojna dowodzona przez F. Orellanę, pełniącego jednocześnie funkcję zastępcy komendanta ekspedycji. Po siedmiu miesiącach połączone grupy, choć napotykały wiele trudności, przebyły … 240 km! Sytuacja stawała się rozpaczliwa. Brak żywności, choroby, jadowite zwierzęta i owady oraz ataki tubylców wyczerpywały fizyczne i psychiczne siły konkwistadorów. W wąskim gronie oficerów podjęto decyzję o podziale wyprawy. Większość miała pozostać na obecnie zajmowanych terenach.

Pozostali – pod wodzą F. Orellany – musieli ruszyć dalej, odnaleźć miejsca zasobne w żywność i zdatne do odpoczynku, a następnie powrócić do głównego oddziału. Wybrańcy podążyli z biegiem największej rzeki globu. Od tego momentu zaczęła się prawdziwa epopeja 57 śmiałków wiedzionych przez 30-letniego Orellanę.

Gdy 26 sierpnia 1542 r. Hiszpanie ściśnięci na własnoręcznie zbudowanych statkach (San Pedro i Victoria) dotarli do otwartego oceanu przypominali bardziej upiory niż ludzi. Na wychudłych ciałach pobrzękiwały zardzewiałe pancerze, w drżących i pokrytych bąblami dłoniach ściskali to, co kiedyś nazywali bronią, a ich wielką radość z ocalenia zdradzały jedynie pełne ognia oczy. To, co przeżyli w ciągu minionych osiemnastu miesięcy, na zawsze ich odmieniło. Wstrzymując się od zdradzania najsmakowitszych kąsków zawartych w Rzece ciemności, wspomnę tylko, iż podczas podróży po Amazonce staczali zacięte walki z Indianami dowodzonymi przez kobiety, otarli się o terytoria zajęte przez kanibali, zetknęli się z olbrzymimi tubylcami o białej cerze, byli świadkami opowieści o chrześcijanach zamieszkujących brazylijski interior, etc. Mimo wielu cierpień – przetrwali. Czy zawdzięczali to przewadze w uzbrojeniu i wiedzy inżynieryjnej? Nie tylko. A nawet, nie przede wszystkim.

Nieco wyżej wspomniałem, że Francisco Orellana na tle swych towarzyszy znacząco się wyróżniał. Według zachowanych świadectw1 posiadał bowiem nieprzeciętne zdolności mediacyjne, stosował nietypowe metody zarządzania ludźmi, częściej od miecza używał perswazji i – co chyba najważniejsze – był wybitnie uzdolniony językowo. Suma tych walorów w znaczącym stopniu umożliwiła jego drużynie powrót do cywilizacji.

Należy podkreślić, że wyżej naszkicowane  wydarzenia stanowią jedynie fragment  treści recenzowanej pracy, bo dla samego Francisca nie był to koniec przygód z Amazonią. Motywowany wyobraźnią i pragnieniem zdobycia bogactw El Dorado powrócił do tej krainy. Jak zakończyły się jego zmagania z przyrodą i ludzkimi słabościami? O tym trzeba przekonać się samemu.

O formie

Przeczytałem kiedyś, że prawdziwy mężczyzna powinien mieć pełny portfel, gorące serce i jasny umysł. Być może kolejność była inna … Nieważne! Parafrazując to stwierdzenie, można powiedzieć, że dobra książka to intrygująca treść, sprawne pióro i przyzwoite wydanie. W moim odczuciu Rzeka ciemności spełnia te warunki.

O tematyce już kilka zdań padło. Jeśli chodzi o język, to przyznam, że robi wrażanie. Opisy przyrody, oddanie nastrojów europejskich zdobywców zagubionych niczym dzieci w obcym środowisku, dramaturgia zbrojnych potyczek, pogłębione charakterystyki głównych bohaterów, nuty smutku i radości… Wszystko to zostało oddane bardzo przyzwoicie. Jak sądzę, wielka w tym zasługa tłumacza. Tak trzymać!

Oprzyrządowanie – jak mawia młodzież – „bez szału”, ale również bez zarzutu.  Solidna porcja źródeł i opracowań (bite 10 stron!), indeks osób oraz miejsc, treściwe przypisy, skromna tablica chronologiczna, nieliczne, lecz wyraźne ilustracje, mapka poglądowa. Do tego dochodzi twarda okładka i porządny papier. Czego chcieć więcej?

Wnioski 

Dawno, dawno temu – tak jak wielu moich rówieśników – zaczytywałem się w literaturze przygodowej. Z wypiekami na policzkach wertowałem Dwa lata wakacji, Orle pióra, Tomka u źródeł Amazonki. Po przeczytaniu Rzeki ciemności muszę stwierdzić, że przy podobnej do innych książek przygodowych sile oddziaływania na wyobraźnię czytelnika, posiada ona potężną przewagę nad wymienionymi tytułami. Jaką? Opisane wydarzenia i uczestniczący w nich ludzie nie są fikcją literacką. To wydarzyło się naprawdę. 

Plus minus: 
Na plus: 
+ tematyka
+ solidne wsparcie w źródłach
+ narracja
+ jakość wydania
Na minus:
- niezbyt marketingowa ilustracja na okładce.

Tytuł: Rzeka ciemności. Wyprawa Francisca Orellany z biegiem Amazonki – legendarne odkrycia w cieniu śmierci
Autor: Buddy Levy
Wydawca: Dom Wydawniczy REBIS
Rok wydania: 2012
ISBN: 978-83-7510-694-7
Liczba stron: 339
Oprawa: Twarda
Cena: ok. 45 zł
Ocena recenzenta: 8.5∕10

  1. Główne źródło stanowi kronika pt. Relación, napisana przez duchownego Gaspara Carvajala, który towarzyszył Orellanie w wyprawie. []

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Opinie i ocena zawarte w recenzji wyrażają wyłącznie zdanie recenzenta, nie musi być ono zgodne ze stanowiskiem redakcji. Z naszą skalę ocen i sposobem oceny możesz zapoznać się tutaj. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanej recenzji, by to zrobić wystarczy podać swój nick i e-mail. O naszych recenzjach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych recenzjach. Możesz także napisać własną recenzję i wysłać ją na adres naszej redakcji.

1 komentarz

  1. Patrycja pisze:

    Dzięki za recenzję. Bardzo dobrze napisana. Myślę, że nie zawiodę się na książce:-) Ale okładka rzeczywiście beznadziejna...

Zostaw własny komentarz