Operacja Wehrwolf - najbrutalniejsza akcja pacyfikacyjno-wysiedleńcza na Zamojszczyźnie


Polityka okupacyjna III Rzeszy w stosunki do Polski nie różniła się teoretycznie od tej stosowanej w innych krajach, które miały się stać częścią nowego państwa niemieckiego. Podstawową różnicą między akcją wysiedleńczą na terenach polskich a tymi przeprowadzonymi na terenach Alzacji, Lotaryngii czy Słowenii była jej skala.

Wysiedlanie Polaków z Zamojszczyzny w ramach Generalnego Planu Wschodnieg

Z terenów Słowenii wysiedlono ok. 50 tysięcy ludzi. W Alzacji i Lotaryngii było to już  ponad 100 tysięcy. W Polsce wyglądało to dużo bardziej tragicznie. Z samej Warszawy wysiedlono blisko pół miliona ludzi. Łączna liczba wysiedlonych Polaków szacowana jest na 1650 tysięcy ludzi. Kolejna niezwykle istotną różnicą jest przebieg akcji wysiedleńczych. Gdy ludność otrząsnęła się po pierwszych kilku akcjach zaczęła czynnie przeciwstawiać się okupantom. Cywile uciekali ze wsi gdy spodziewali się, że wkrótce mogą przybyć Niemcy, aby ich rugować z ziem.

A partyzanci walczyli z oddziałami mającymi te wysiedlenie przeprowadzać, a także utrudniali osadnictwo przybyłych kolonistów. Poniższa praca ma na celu przedstawienie przebiegu akcji i jej skali na Zamojszczyźnie. Nie do końca można ustalić daty graniczne akcji Wehrwolf. W tej pracy postanowiłem skupić się na okresie między końcem czerwca a połową sierpnia 1943 r.

Akcje wysiedleńcze zaczęły się już w 1939 roku. Przesiedlenia na terenach Generalnego Gubernatorstwa zaczęły się dopiero w następnym roku. Natomiast przesiedlenia ludności z Zamojszczyzny zaczynają się dużo później. Dowódca SS i policji na Lubelszczyznę Otto Globocnik, już w kwietniu 1941 roku zapowiadał rychłe przekształcenie Lubelszczyzny w teren kolonizacyjny. Dopiero 12 listopada 1942 roku wychodzi rozporządzenie Himmlera o utworzeniu na Zamojszczyźnie pierwszego obszaru kolonizacyjnego1. Wkrótce po wyjściu rozporządzenia rozpoczyna się pierwszy etap wysiedleń, trwający od listopada tegoż roku do marca 1943 roku.  Następny etap odbywał się w ciągu wakacji 1943 roku, a dokładniej od końca czerwca do końca sierpnia. Niemcy liczyli na szybkie przeprowadzenie akcji wysiedleńczych. W niektórych miejscach zaraz po wysiedleniu wiosek wprowadzali nowych osadników. Polskie gospodarstwa już dawno miały przydzielonych osadników. Oprócz Volksdeutchów mieli to być, mieszkańcy Lotaryngii, Alzacji, Luksemburga, Słoweńcy, a nawet Norwegowie. Wysiedlaną ludność poddawano ścisłej segregacji rasowej. Dzielono ją na cztery grupy. Do pierwszej i drugiej grupy kwalifikowano osoby, które będzie można poddać zniemczeniu, były to dość nieliczne grupy.  Najwięcej osób należało do trzeciej grupy, która też sama w sobie dzieliła się na dwie podgrupy. Pierwszą z nich były dzieci do lat 14, oraz osoby powyżej 60 roku życia. Wszyscy z tej grupy były kierowane do wsi z których wysiedlono Żydów. Reszta stanowiła drugą podgrupę. Osoby do niej należące kierowane były do przymusowej pracy na wschodzie lub w Rzeszy. Czwarta grupa obejmowała ok. 21% ludności. Wszystkie osoby z tej grupy miały być poddane eksterminacji. Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy 26 października 1942 roku ustalił, że co tydzień z Zamościa miały odjeżdżać trzy pociągi do Oświęcimia oraz dwa pociągi do Berlina2. Ta część akcji wysiedleńczej się nie udała, gdyż wiadomo jedynie o transportach odchodzących w grudniu 1942 roku. Zaniechanie transportów ma najprawdopodobniej taką samą przyczynę jak wstrzymanie całej akcji w marcu. Mowa tutaj o niespodziewanym, dla hitlerowców, oporze ludności polskiej. Gdy Polacy zdali sobie sprawę z zagrożenia wynikającego z akcji wysiedleńczej zaczęli masowo uciekać z domów i ukrywać się. Z planowanych 108 tysięcy Polaków udało się Niemcom wysiedlić około połowy. Dodatkowo niezwykle aktywna na tych terenach była partyzantka. Już pod koniec grudnia 1942 oddziały Armii Krajowej oraz Batalionów Chłopskich atakowały nowo skolonizowane wsie oraz mniejsze oddziały niemieckie wyznaczone do rugowania Polaków .

Przerwanie akcji wysiedleńczej nie oznaczało bynajmniej jej końca. W ciągu tych kilku tygodni, tj. od marca do końca czerwca Niemcy zebrali liczne oddziały SS, policji, żandarmerii a nawet wojska w celu pacyfikacji oddziałów partyzanckich na terenach Zamojszczyzny, a potem całej Lubelszczyzny. Symptomy planowania drugiej fali wysiedleń dało się zauważyć już na początku czerwca 1943 roku. Najprawdopodobniej 1 czerwca została spacyfikowana wieś Sochy koło Zwierzyńca. Na początku miejscowość została otoczona przez hitlerowców, a następnie zbombardowana przez lotnictwo niemieckie, wszyscy którzy próbowali uciec zostali zabijani. Z 360 mieszkańców przeżyło ok. 20 osób3.  W odwecie partyzanci zaatakowali i spacyfikowali wieś Siedliska, także ostatnio wysiedloną i skolonizowana przez osadników niemieckich. W wyniku tej akcji władze hitlerowskie wydały specjalną odezwę do mieszkańców4. Mówiła ona o tym, że czas tolerancji i jak najmniejszego szkodzenia ludności polskiej się skończył. Od tego momentu wszelkie tego typu zbrodnicze czyny miały być surowo karane. Za każdego Niemca zabitego w wyniku akcji odwetowych przeprowadzonych przez partyzantów, zostanie złapana i rozstrzelana wielokrotna ilość Polaków. Owe  groźby zostały zrealizowane tuż po zniszczeniu Siedlisk. W wyniku akcji odwetowej wzięto 80 zakładników ze wsi Kosobudy oraz wysiedlono kilka wsi w okolicy Siedlisk. Wszystkich ujętych podczas tej akcji Polaków wywieziono na Majdanek5. Oprócz akcji militarnych Niemcy stosowali również innej represje wobec ludności polskiej. Zakazano, bez specjalnego zezwolenia policyjnego, używania publicznych środków komunikacji, takich jak koleje i samochody. Wstrzymana została również komunikacja telegraficzna i telefoniczna w dystrykcie lubelskim.

Akcja „Wehrwolf” polegała na przesiedlaniu konkretnych grup ludności w różne części dystryktu lubelskiego, a nie tylko na wysiedleniu Polaków. Pierwsze wysiedlenia miały miejsce w powiecie biłgorajskim. Powiat ten przygotowywany był pod Ukraińców i Volksdeutschów wysiedlanych w tym samym momencie z Zamojszczyzny. Mieli być oni przesiedleni na tereny tego powiatu, żeby przygotować Zamojszczyznę dla osadników niemieckich. Polacy mieli zostać wysłani na roboty przymusowe do Niemiec. Propaganda niemiecka głosiła, że ludność polską, żyjącą na tych terenach z rabunku i bandytyzmu należy usunąć. A wprowadzenie na ich miejsce ludności ukraińskiej i niemiecki spowoduje zmianę struktury agrarnej, która wzbudzi intensyfikację rolnictwa i zwiększenie plonów, a także odrzuci dawną własność proletariacką. W propagandzie niemieckiej często ludność polską przedstawiano jako stronników Związku Radzieckiego, również dlatego w oficjalnych odezwach do społeczeństwa partyzantkę nazywano bandami bolszewickimi. Mimo bardzo brutalnego przeprowadzania akcji wysiedleńczych przez Niemców nie udało im się zdławić polskiej partyzantki, która na bieżąco walczyła z oddziałami które miał przeprowadzać pacyfikacje. Akcje Polaków były najbardziej skuteczne w momencie gdy Niemcy chcieli niszczyć oddziały partyzanckie i zaczęli wchodzić do lasów.  W tym terenie partyzanci bronili się bardzo skutecznie i zadawali duże straty hitlerowcom. Dlatego też, wkrótce, taktyka wysiedleń zaczęła się zmieniać. Porzucono wszelkie próby niszczenia oddziałów partyzanckich, jedynie sporadycznie bombardowano lasy w których mogli się ukrywać partyzanci. Teraz Niemcy skupili się głównie na wysiedleniach wiosek. Zazwyczaj akacje były przeprowadzane a bardzo podobny sposób6. Teren około 2-3 gmin został okrążany silnymi oddziałami wojskowymi. Do tak przygotowanego kotła wkraczają SS, żandarmeria i wojsko, które przeczesują wszystkie lasy, pola i wioski. Cała pochwycona ludność zostaje wysiedlono z pacyfikowanych terenów. Wszyscy próbujący ucieczki zostają zabijani.

Ciężko jest ustalić konkretną datę rozpoczęcia akcji pacyfikacyjno-wysiedleńczej, jednak najbardziej słuszną datą wydaje się być przełom 23 i 24 czerwca 1943 r. Już od połowy czerwca Globocnik przygotowywał się do rozpoczęcia tej akcji. Ściągnął dodatkowe oddziały żandarmerii z Francji oraz lokował dodatkowe oddziały wojskowe w Janowie, Biłgoraju i Zamościu. Kazał również zgromadzić zapasy benzyny w większych miastach. Mimo, iż kolejna fala wysiedleń była nieuchronna to i tak została przeprowadzona przez Niemców z dość dużym zaskoczeniem. Przyczyną tego zapewne była jej masowość. W pamiętniku Zygmunta Klukowskiego można przeczytać jak ludność reagowała na te działania Niemców. W notatce z 24 czerwca pisze takie oto słowa:

„Przez całą noc szło przez miasto jakieś wojsko z taborami w kierunku na Zwierzyniec. Dawno nie wiedzieliśmy takiej ilości wojska. Dziś rano obiegła miasto sensacyjna wiadomość: w nocy niespodziewani wyjechali z miasta wszyscy żandarmi i polscy policjanci. […] Dokąd wyjechali i po co, oczywiście, nie wiadomo.”7.

Dziś wiadomo, że był to początek pierwszej fazy akcji wysiedleńczej na Lubelszczyźnie. W dniach 23 czerwca – 3 lipca wysiedlono z powiatu zamojskiego okolice Szczebrzeszyna i Zwierzyńca, niemalże cały powiat biłgorajski oraz pojedyncze wsie z powiatów lubartowskiego, tomaszowskiego i krasnostawskiego. W powiecie zamojskim wysiedlano głownie mężczyzn w wieku 16 – 60 lat, z powiatu biłgorajskiego wysiedlano cała ludność. Na Zamojszczyźnie zostały wysiedlone gminy Krasnobród, Zwierzyniec, Stary Zamość, Radecznica, Suchowola, Sułów. Wysiedleńców pędzono do obozu pod Zamościem, a gdy ten się zapełnił kierowano ich do nowo powstającego obozu w Zwierzyńcu. Stamtąd przewożeni są do obozu na Majdanku. Dziennie po 2-3 transporty, każdy po 1000-1300 osób8. Tam przeprowadzana była selekcja. Zdolni do pracy wysyłani byli transportami do Rzeszy. Nie zwracano uwagi na to, że rozdzielano rodziny kierując ludzi różnymi transportami. Mimo, iż Niemicy początkowo obiecywali, że rodziny, które stawią się dobrowolnie do obozu, nie zostaną rozdzielone. Oczywiście było to kłamstwo, jednak część ludność dała się na to nabrać. Pozostali więźniowie obozów przesiedleńczych, ci, którzy nie nadawali się do pracy, umierali z głodu wycieńczenia. Byli to głównie dzieci i starcy. Warunki w obozach były straszne. Ludzie nocowali pod gołym niebem. Nie było osobnych miejsc gdzie można by załatwić potrzeby fizjologiczne. Nie głodowali jedynie Ci, którzy mili rodzinę poza obozem i otrzymywali od niej paczki z jedzeniem i pieniędzmi. Szacuje się, że do 3 lipca dni wysiedlono ok. 10000 ludzi z całej Lubelszczyzny. W kolejnych dniach lipca prowadzono dalsze akcje wysiedleńcze w innych częściach Lubelszczyzny.  Piątego lipca9 zaczęła się akcja w powiecie janowskimi. Tam podobnie jak w powiecie zamojskim wysiedlano głównie mężczyzn. Chociaż w niektórych wioskach leśnych wysiedlano całe rodziny i niszczono gospodarstwa. Do zakończenia wysiedleń w powiecie janowskim mogło być wysiedlonych nawet 20 tysięcy osób. Po około dwóch tygodniach intensywnych działań wysiedleńczych wojsk niemieckich tempo akcji na chwilę zwolniło. Nie oznaczało to wcale łagodniejszego obchodzenia się z ludnością polską. 16 lipca 1943 r. Globocnik wydał odezwę do mieszkańców dystryktu lubelskiego10. Nakazywał, aby wszyscy, którzy opuścili swe domostwa w czasie akcji tępienia bandytyzmu na terenie dystryktu, powrócili na swe miejsce zamieszkania i pomagali w kontynuacji akcji. Wobec tych którzy wrócą nie zastaną wyciągnięte żadne konsekwencje. Ci, którzy nie zameldują się do 31 lipca zostaną traktowani tak samo jak bandyci i w razie pochwycenia będą rozstrzelani.

Zwolnienie tempa akcji wysiedleńczej tym razem miało na celu rozpoczęcie drugiej części planu niemieckiego, a mianowicie początek osadnictwa rolników z tzw. Starej Rzeszy. W tym samym czasie gdy do Niemiec odchodziły transporty z Polakami, którzy mieli być tam przymusowymi robotnikami, na Zamojszczyznę przychodziły pociągi z nowymi gospodarzami tej ziemi. Tym razem Niemcy byli na tyle zdeterminowani, aby doprowadzić swoją akcję do skutku, iż nawet przygotowali zaplecze naukowe, które miałoby pomóc przyszłym osadników niemieckich.

Już w kwietniu Globocnik wysłał do uniwersytetu w Wiedniu zapytanie o możliwość wysłania na Zamojszczyznę 80 studentów, którzy poprzez odbywanie tu praktyk mieli by pomagać w rozwoju gospodarstw przyszłych osiedlonych tu rolników11. Tuż po wysiedleniach zaczęto intensywna akcję osiedleńczą w opuszczonych gospodarstwach. Według danych niemieckich skolonizowano 126 wsi. Tworzyły one 11 tzw. rejonów wsi głównych. Były to Komarów, Krasnobród, Miączyn, Rachanie, Ruskie Piaski (Złojec), Skierbieszów, Szczebrzeszyn, Tarnawatka„ Tomaszów Lubelski, Werszczyca i Zamość12.  Wraz z pojawieniem się nasiedleńców coraz trudniejsze warunki mieli Polacy, którym udało się uniknąć wysiedlenia. Nie dość, że byli oni zmuszani do pracy w gospodarstwach Volksdeutchów i innych nasiedleńców, to jeszcze często padali ofiar kradzieży, napadów a nawet zabójstw13.  Oczywiście nie było to regułą. W niektórych wioskach nasiedleńcy starali się współpracować z miejscową ludnością, jednakże nie były to przypadki częste.

Mimo tak ciężkich warunków bytowania Polacy mogli liczyć na pomoc. O godne traktowanie swoich współrodaków walczyła Rada Główna Opiekuńcza. Przez swoje delegatury mogła na bieżąco kontrolować sytuacje na terenach dotkniętych przesiedleniami i wspomagać ludność, cierpiącą z ich powodu.

Odilo Globocnik / fot. Bundesarchiv, ten plik udostępniony jest na licencji CC Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Niemcy

Już w połowie czerwca 1943 r. Powiatowy Komitet Opiekuńczy w Zamościu wysłał prośbę do RGO14. Zawarto w niej dokładne plany i kosztorys stworzenia ochronek, półkolonii oraz sierocińców na terenach najbardziej dotkniętych wysiedleniami. Delegatury RGO znajdowały się w większości większych miast na terenie Zamojszczyzny. Pozwalało to na w miarę sprawną ocenę sytuacji w jakiej znalazła się ludność konkretnych powiatów i ustalenie kto z osób przebywających w obozach potrzebuje pomocy.  Dzięki temu nawet ludzie z biednych rodzin mogli otrzymywać paczki z żywnością do obozów. Oprócz doraźnej pomocy dla ludności członkowie delegatur działali także na polu dyplomatycznym wśród wyższych szczebli władz niemieckich. Dzięki licznym raportom zawierającym także informacje o karygodnych zachowaniach władz niemieckich, obiecujących przeprowadzenie akcji wysiedleń
w sposób humanitarny, delegaci RGO uzyskali mocne argumenty przeciwko dalszemu prowadzeniu akcji wysiedleńczej i ogólnie przeciwko całej działalności Globocnika, na stanowisku szefa Policji i SS w dystrykcie Lublin. Aby osiągnąć założono cele przedstawiciel RGO nie wahali się nawet rozmawiać z generałem gubernatorem GG Hansem Frankiem15. Dzięki stanowczej interwencji członków RGO akcja pacyfikacyjno – wysiedleńcza została wstrzymana na początku sierpnia16.

Co ciekawe, zaraz po wstrzymaniu akcji pacyfikacyjnej, w dystrykcie Lublin, została podjęta sprawa dymisji Globocnika. Tą sprawa również zakończyła się sukcesem RGO. Globocnik został przeniesiony na analogiczne stanowisko w strefie adriatyckiej. Oczywiście naiwności by było wiara w tak wielką siłę polityczną Rady Głównej Opiekuńczej, aby sama mogła przekonać najwyższych urzędników III Rzeszy do zmiany jednego z głównych celów polityki hitlerowskiej. Prawdą jest,  że przedstawiciele RGO idealnie wybrali czas na tego typu działania pod względem sytuacji geopolitycznej Niemiec. Trzeba pamiętać, że przełom lipca i sierpnia to czas gdy miała miejsce największa bitwa pancerna II wojny światowej, czyli bitwa na łuku kurskim, zakończona porażką Niemców. Dodatkowo, hitlerowcy musieli zmagać się z wojskami brytyjskimi i amerykańskimi, które w tym samym czasie dokonały desantu na Sycylii. Niestety zgoda władz niemieckich nie równała się z rozwiązanie problemów wysiedleń w dystrykcie lubelskim. Wciąż, w obozach na Majdanku, w Zamościu i w Zwierzyńcu przebywało wiele tysięcy wysiedlonych Polaków. Teraz delegatury RGO musiały starać się o jak najszybsze wypuszczenie z obozów jak największej liczby Polaków, bo zaprzestanie wysiedleń wcale nie oznaczało, że wszyscy do tej pory wysiedleni powrócą na swoje miejsca zamieszkania. Oznaczało to jedynie tyle, że ludzie nie musieli się już obawiać nagłego wkroczenia wojska do wsi i zabrania całej ludności. Nawet pomimo tego, że obóz w Zamościu został zlikwidowany kilkanaście dni po wstrzymaniu akcji wysiedleńczej to nie udało się uratować byt wielu osób z tego obozu. Prawie wszyscy zostali przetransportowani na Majdanek17. Pozostało jedynie kilkaset osób, które były zbyt chore i wyczerpana, aby mogły być transportowane. Oprócz tego, ludność polska mieszkająca wśród nasiedleńców niemieckich wciąż doświadczała różnych represji z ich strony. Dochodziło także do pacyfikacji całych wsi przez wojska niemieckie.

Były to przypadki sporadyczne mimo to wciąż się zdarzały. Przykładem takiego działania może być wieś Wirkowice18. 5 sierpnia oddział SS wkroczył do tej wsi. Kazano wszystkim zebrać się na placu, na miejscu rozstrzelano ok.  40 osób19, reszta została ujęta i zabrana do Zamościa. Mimo tych incydentów dało się zauważyć, że terror wśród ludności Zamojszczyzny wyraźnie osłabł. Z pewnością nie można stwierdzić, że ludność mogła już spokojnie egzystować. Jednak główne działania akcji Wehrwolf zostały zakończone wraz z dymisja Globocnika.

Plakat z wystawy pt. „Planung und Aufbau im Osten” przedstawiającej plany wysiedleńcze Polaków i Żydów / fot. Bundesarchiv, R 49 Bild-0025, CC-BY-SA

Wśród zachowanych dokumentów niemieckich można odnaleźć sprawozdanie opisujące liczbę ludności polskiej wysłanej na przymusowe roboty do III Rzeszy20. Znajduję się tam informacji o tym, że do 24 lipca 1943 roku do pracy do Niemiec wysłano 21 359 osób. Obok tej informacji jest jeszcze dopisek, iż pięć do sześciu tysięcy można jeszcze przekazać. Daje nam to ok. 26 tysięcy ludzi. Do tego należy jeszcze doliczyć osoby, które zostały zabite podczas przymusowego wysiedlenia, osoby, które zmarły w obozach przejściowych, a także osoby które uciekły do lasów aby wraz z partyzantką walczyć z okupantem. Przez to niemożliwym jest dokładne podanie ludności jaka ucierpiała w wyniku akcji pacyfikacyjno – wysiedleńczej na Zamojszczyźnie. Szacunki zaczynają się na trzydziestu tysiącach, a kończą sześćdziesięciu. Niestety niemożliwe jest nawet podanie jakiejś pewnej szacunkowej liczby. Pewnym jest natomiast, że ciężko jest na terenach Zamojszczyzny odnaleźć wioskę, której mieszkańcy nie byliby w jakikolwiek sposób dotknięci represjami wynikającymi z akcji Wehrwolf. Smutną prawdą jest, że ta akcja przyczyniła się do znacznego opustoszenia ziem Zamojszczyzny. Wciąż widać pozostałości tej akcji wśród ludności tych terenów. Wiele osób starszych pamięta te dwa straszne miesiące podczas których większość nocy spędzono w lesie, w obawie przed łapankami niemieckimi. Jak już wcześniej było wspomniane praktycznie przez cały czas trwania akcji nie można było się zorientować co się dzieje na terenach oddalonych zaledwie kilkanaście kilometrów od miejsca zamieszkania. Wszystko w wyniku wstrzymania łączności telegraficznej i telefonicznej w całym dystrykcie. Wszystkie informacje jakie ludzie mieli to tylko plotki znajomych. Co prawda dużo dało się wywnioskować z nagłych ruchów wojsk niemieckich, które nagle w nocy opuszczały miasto, mimo to nie wiadomo było gdzie i po co udają się te wojska. Nastroje panujące w tym czasie wśród ludności można odnaleźć w wielu pamiętnikach spisanych przez mieszkańców Zamojszczyzny. Doskonałym przykładem jest książka Zamojszczyzna 1918-1959, zawierająca wspomnienia ordynatora szpitala w Szczebrzeszynie, Zygmunta Klukowskiego. Okres wojny jest opisany niemalże dzień po dniu. Autor zawarł w książce nie tylko informacje o najważniejszych wydarzeniach, ale przedstawił dokładne opisy akcji niemieckich jak i odczucia oraz zachowania ludzi w trakcie najbardziej ciężkich dni pacyfikacji. W relacji z drugiego lipca opisuje akcje pacyfikacyjną Szczebrzeszyna21. Dokładnie opowiada jak miasto zostało otoczone przez Niemców i nie było możliwości ucieczki. Jak każdy dom, został przeszukany i wszyscy mężczyźni do 65 lat zostali zabrani przez wojsko. Porównuję to akcje do okresu gdy likwidowano Żydów, różnica była tylko taka, że teraz było dużo więcej wojska. Dalej można znaleźć opis wysiedlania pozostałej części ludności, bez względu na płeć czy wiek. Jeszcze tego samego dnia można przeczytać, że w mieście zaczęli się pojawiać pierwsi osiedleńcy niemieccy.  Zaczęła działać komisja mieszkaniowa, rozlokowująca nowych obywateli miasta w mieszkaniach pozostałych po wysiedleńcach. Co ciekawe informacja o „zmianie metod zarządzania”, czyli o dymisji Globocnika i faktycznym zaprzestaniu akcji pacyfikacyjnej nie została opisana przez autora z jakąś szczególną radością22. Mimo, że do miasta powoli wracali ludzi, którzy byli uwięzieni w obozach i mieli to szczęście, że nie zostali jeszcze wysłani do pracy do Niemiec, to wśród ludności panował wciąż nastrój przygnębienia. Przyczyny tego było różne. Ogólne przygnębienie powodował widok osób, które wróciły z obozu - „szara, ziemista cera, wychudzenie lub obrzęki, ociężałość ruchów”23. Część osób nie mogła odżałować rodziny i krewnych zabitych podczas akcji wysiedleńczych. Inni cierpieli z powodu szykan nasiedlonych do miasta Niemców. Mimo zakończenia akcji pacyfikacyjnej ludność długo jeszcze nie mogła powrócić do normalnego funkcjonowania.

Nawet bez specjalnego wgłębiania się w temat akcji wysiedleńczych wśród ludności polskiej, można bez problemu zauważyć, iż akcja Wehrwolf była jedną z najstraszniejszych. Wśród mieszkańców Zamojszczyzny wciąż można znaleźć wielu naocznych świadków tej tragedii. Mimo tego warto zwrócić uwagę na odwagę ludności polskiej. Wiele osób wolało pójść „do lasu” aniżeli dobrowolnie poddać się Niemcom i mieć nadzieje na łagodniejsze traktowanie. Zamojszczyzna jest terenem na którym struktury partyzancie było bardzo rozbudowane i wielu z mieszkańców, którzy nie zostali wywiezieni, współpracowało lub było członkiem Armii Krajowej. Należy pamiętać, że oni także przyczynili się swoimi działaniami do wstrzymania akcji wysiedleńczych. W drugiej połowie lipca hitlerowcy zaprzestali praktycznie atakowania oddziałów partyzanckich ukrywających się w lasach, bo przynosiło to zbyt duże straty. Za to Polacy nie bali się atakować oddziałów niemieckich, które wywoziły mieszkańców wsi. Dzięki takim akcjom udało się uratować sporą cześć ludności polskiej. Trzeba zauważyć, że gdyby nie czynny opór polaków podczas akcji wysiedleńczej,  cała pacyfikacja mogłaby się skończyć dużo gorzej. W końcu to też dzięki trudnym warunkom prowadzenia akcji dla hitlerowców i protestom członków RGO udało się wstrzymać wysiedlenia.

Bibliografia:

Źródła:

  1. Zamojszczyzna – Sonderlaboratorium SS, Zbiór dokumentów polskich i niemieckich z okresu okupacji hitlerowskiej, pod. red. Czesława Madajczyka, tom II, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza 1977

  2. Zygmunt Klukowski, Zamojszczyzna 1918-1943, Ośrodek KARTA, Warszawa 2007, tom I

Opracowania:

  1. Czesław Madajczyk, Polityka III Rzeszy w okupowanej Polsce, Wydawnictwo PWN,  Warszawa 1970

  1. Czesław Madajczyk, Polityka III Rzeszy w okupowanej Polsce, Warszawa 1970, s. 325. []
  2. Tamże, s.326. []
  3. Artykuł w czasopiśmie konspiracyjnym AK „Biuletyn Informacyjny” , o nowej fali terroru na Zamojszczyźnie i o kontrakcji społeczeństwa, [w:] Zamojszczyzna – Sonderlaboratorium SS, Zbiór dokumentów polskich i niemieckich z okresu okupacji hitlerowskiej, pod. red. Czesława Madajczyka, tom II, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza 1977 , dok. nr. 285 []
  4. Ulotka władz niemieckich z 8 czerwca przedrukowana przez czasopismo konspiracyjne CKRL „Wieś – Agencja Informacyjna” [w:] Zamojszczyzna – Sonderlaboratorium SS…, dok. nr 282. []
  5. „Informacja bieżąca” nr 25(98) o pacyfikacji Lubelszczyzny [w:] Zamojszczyzna – Sonderlaboratorium SS…, dok. nr 287. []
  6. Informacja w czasopiśmie konspiracyjny CKRL „Wieś – Agencja Informacyjna” o wielkiej akcji pacyfikacyjnej na Zamojszczyźnie [w:] Zamojszczyzna – Sonderlaboratorium SS…, dok. nr 303. []
  7. Zygmunt Klukowski, Zamojszczyzna 1918-1943, Ośrodek KARTA, Warszawa 2007, tom I, s. 349. []
  8. „Informacja bieżąca” nr 29(102) o akcjach pacyfikacyjnych okupanta wobec ludności Lubelszczyzny [w:] Zamojszczyzna – Sonderlaboratorium SS…, dok. nr. 317, s. 128. []
  9. W nr 29 (102) „Informacji bieżącej” jest podana data 7 lipca. []
  10. Tamże, s. 127. []
  11. Prośba niemieckiej placówki badawczej w Lublinie, zajmującej się zagadnieniami wschodu, do kierownika oddziału studenckiego w Wiedniu, Gerdy Scheuble, o skierowanie 80 studentów na praktyki na tereny wysiedlone w Zamojszczyźnie [w:] Zamojszczyzna – Sonderlaboratorium SS…, dok. nr 308. []
  12. Wykaz wsi osiedlonych przez Niemców w powiatach: zamojskim, hrubieszowskim, biłgorajskim i tomaszowskim. [w:] Zamojszczyzna – Sonderlaboratorium SS…, dok. nr 358. []
  13. Pismo starostwa w Zamościu do szefa urzędu gubernatora dystryktu lubelskiego o karygodnym zachowaniu się niektórych przesiedleńców. [w:] Zamojszczyzna – Sonderlaboratorium SS…, dok. nr 340. []
  14. Prośba Powiatowego Komitetu Opiekuńczego w Zamościu do RGO w Krakowie o zwiększenie pomocy finansowej na dożywieni ludności wysiedlonej. [w:] Zamojszczyzna – Sonderlaboratorium SS…, dok. nr 283. []
  15. Żądania doradcy RGO na okręg lubelski, A. Skrzyńskiego, przedstawione gubernatorowi dystryktu lubelskiego w sprawie zaprzestania wysiedleń i uspokojenia ludności polskiej. [w:] Zamojszczyzna – Sonderlaboratorium SS…, dok. nr 325. []
  16. Sprawozdanie doradcy RGO na okręg lubelski, A. Skrzyńskiego, z konferencji w sprawie zaprzestania wysiedleń i uspokojenia ludności polskiej (dla RGO). [w:] Zamojszczyzna – Sonderlaboratorium SS…, dok. nr 326. []
  17. Notatka służbowa Polskiego Komitetu Opiekuńczego w Zamościu w sprawie likwidacji obozu wysiedleńczego w tym mieście. [w:] Zamojszczyzna – Sonderlaboratorium SS…, dok. nr 346. []
  18. Pismo doradcy RGO na okręg lubelski, A. Skrzyńskiego, do gubernatora dystryktu lubelskiego w sprawie pacyfikacji wsi Wirkowice w powiecie zamojskim przez oddział SS. [w:] Zamojszczyzna – Sonderlaboratorium SS…, dok. nr 338. []
  19. W nr 33 (106) „Informacji bieżącej” podana jest liczba ok. 30 osób. []
  20. Fragment sprawozdania sytuacyjnego dla Generalnej Guberni za lipiec 1943. [w:] Zamojszczyzna – Sonderlaboratorium SS…, dok. nr 359 []
  21. Zygmunt Klukowski, Zamojszczyzna 1918-1943, Ośrodek KARTA, Warszawa 2007, tom I, s. 353-356. []
  22. Tamże, s. 372. []
  23. Zygmunt Klukowski, Zamojszczyzna 1918-1943, Ośrodek KARTA, Warszawa 2007, tom I, s. 373. []

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

1 komentarz

  1. Tomasz pisze:

    Bardzo ciekawy artykuł. Sam jestem mieszkańcem Zamojszczyzny, moi dziadkowie przetrwali okres wysiedleń w bardzo ciężkich warunkach. Słyszałem również wiele opowieści starszych osób o tych wydarzeniach. Nie ma chyba rodziny z tych ziem która nie utraciłaby kogoś bliskiego. Z tego powodu ogarnia mnie pusty śmiech gdy słyszę jakieś niemieckie tłumaczenie typu „wykonywaliśmy tylko rozkazy”. Rozkazy mordowania całych rodzin, palenia żywcem, rabowania, gwałcenia...
    Z mojej strony dodałbym jeszcze że partyzanci nie ograniczali się jedynie do akcji odwetowych i działań „leśnych”. Przykładem mogą być niemieckie akcje Sturmwind I i Sturmwind II podczas których dochodziło do prawdziwych bitew pomiędzy regularnym wojskiem niemieckim a oddziałami partyzanckimi. Chociażby bitwa pod Osuchami. I wiele, wiele innych przykładów poświęcenia życia miejscowej ludności dla obrony swoich bliskich, sąsiadów, rodaków i ziemi Zamojskiej, Biłgorajskiej, Janowskiej. Z takiej postawy ludności powinniśmy być dumni. Jest to krwawa ale i piękna karta historii Polski. Szkoda tylko że tak mało znana i ignorowana podczas nauczania historii.

Zostaw własny komentarz