Trzy wielkie obrazy, trzy wielkie sensacje…


Szokujące wiadomości ze świata sztuki tj., uszkodzenie obrazu Eugène’a Delacroix, sensacyjna wiadomość o odnalezieniu brakującego rzekomo dzieła Gustave’a Courbet’a, będącego częścią „Pochodzenia świata„ oraz ujawnienie ”drugiej Giocondy” doprowadziły do burzliwej dyskusji, szczególnie we francuskich mediach.

Eugene Delacroix, „Wolność wiodąca lud na barykady”

Po tym jak uszkodzono „Wolność wiodącą lud na barykady” pojawiły się pytania, wątpliwości co do standardów przedsiębranych środków ostrożności we francuskich muzeach. Zastrzeżenia co do skuteczności metod mających zapewnić bezpieczeństwo, wynikają z łatwości z jaką 28-letnia kobieta dokonała dewastacji obrazu: powstrzymał ją dopiero jeden z gości, po czym włączył się dopiero pracownik ochrony.

Dziennikarze „Le Figaro„ zapytali kustosza w muzeum w Luwr-Lens dlaczego wszystkie obrazy nie są zabezpieczone odpowiednią witryną. Otóż, okazuje się że jest to możliwe jedynie z dziełami o stosunkowo niewielkich rozmiarach, gdyż w przypadku obrazów o tak dużych wymiarach jak „Wolność wiodąca lud na barykady„ pozostaje to niewykonalne ze względów technicznych. Rozwiązaniem problemu miałoby być wzmocnienie ochrony konkretnych dzieł sztuki – taki pomysł spotkał się z aprobatą Rijksmuseum dla „Straży nocnej„ Rembranta, po tym jak próbowano go uszkodzić przy pomocy noża w 1975 roku. Trzeba jednak pamiętać, że takie wyjście z sytuacji nie wystarczy w przypadku ”naniesienia poprawek” za pomocą pędzla, ołówka czy innego narzędzia codziennego użytku, nierekwirowanego przy wejściu do muzeum. ”Jak moglibyśmy zabierać przybory szkolne uczniom albo pędzle artystom? Taka sytuacja byłaby absurdalna” – komentuje dyrektor muzeum w Luwrze-Lens, Xavier Dectot, przy czym podkreśla, iż jedyne co mogą zrobić władze muzeum to nasilenie ochrony w postaci zaangażowania większej ilości ochroniarzy. Niestety, nawet najlepsze zabezpieczenia nie uchronią dzieł sztuki przed nieobliczalnym, niczym nieuzasadnionym zachowaniem oglądających gości…

Fragment okładki z Paris Match, Philippe Petit

Wiele kontrowersji budzi również kwestia autentyczności cudownie odnalezionej części obrazu „Pochodzenie świata„. „Paris Match„, które jako pierwsze poinformowało świat o niesamowitym wydarzeniu, uparcie broni teorii kolekcjonera sztuki, który dokonał tego ”rewolucyjnego” odkrycia. Gazeta przedstawia ekspertyzy cieszącego się uznaniem znawcy sztuki Jeana-Jacquesa Ferniera, mówiące o koncepcji parcelacji znanego dzieła sztuki, a dodatkowo wskazuje na (znane sobie) wyniki badań laboratoryjnych.

Z tymi argumentami nie zgadza się natomiast całkiem duża ilość innych znawców tematu, do których dotarł „Le Figaro” czy „Le Monde„. W wywiadzie z Hubertem Ducheminem, ekspertem z 25-letnim stażem, dziennikarz tej pierwszej pyta o argumenty obalające ogłoszoną przez Paris Match teorię. Duchemin mówi o niej wprost „la foutaise„ [głupstwo]: „styl wykonania nie ma nic wspólnego z tym reprezentowanym przez Courbeta. Dwuletnie dziecko jest w stanie to zauważyć!”. Znawca używa mocnych słów, ponieważ jego zdaniem obraz mający być częścią ”Pochodzenia świata” świadczy o stylu drobiazgowym, dbającym o szczegóły. W przeciwieństwie do agresywnego, wręcz dzikiego Courbeta, tutaj mamy do czynienia z precyzją i zwyczajną…. nudą.

Wydaje się, że sprawa wzbudziła sensację zanim została dokładnie przebadana przez większą ilość ekspertów, jednak gdyby rzeczywiście naukowcy znaleźli potwierdzenie wizji obrazu-puzzli wartość dzieła, jako ikony, wzrosła by do niebotycznej wartości. Mówi się o kwotach w przedziale od 20,000  do 200,000 euro!

„Mona Lisa„ wraz ze swoją ”siostrą”, wystawioną w Szwajcarii

Sprawą niemalże potwierdzoną (zebrano już ponad 300 dowodów) jest natomiast autorstwo „Mony Lisy z Isleworth„, która została namalowana przez Leonarda da Vinci 10 lat przed ukończeniem znanej nam „Mony Lisy„. Trzeba przyznać, że odkrycie to wzbudziło niemałą sensację, niemniej jednak Henri Loyrette, dyrektor muzeum w Luwrze, studzi emocje: „istnieje tylko jedna, unikalna Gioconda, ta znajdująca się w Luwrze, której autentyczność nie ulega wątpliwości, gdyż trafiła do królewskiej kolekcji bezpośrednio spod pędzla Leonarda da Vinci„. Historyk sztuki wyraża mimochodem również żal: ”spoglądamy na Giocondę jak na ikonę, a nie jak na obraz wybitnego malarza”, zapominając zresztą bardzo często, że ”jest wielkim dziełem w historii malarstwa”, co rzeczywiście stanowi słuszną uwagę o nas samych – masowych odbiorcach.

Źródło: La sécurité, maillon faible des muséesPour le directeur du Louvre, «il n’y a qu’une Joconde»; Le visage de L’Origine du Monde: «De la foutaise!»„L’origine du monde” leur fait perdre la téte„L’Origine du monde” : le poids des mots, le choc du faux

Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick, e-mail i rozwiązać proste równanie. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych artykułach. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

Zostaw własny komentarz