Karły z Auschwitz – rodzina, którą „ocalił” Josef Mengele


Josef Mengele, nazywany Aniołem Śmierci, jest bez wątpienia najbardziej popularnym lekarzem z czasów II wojny światowej. „Sławę” przyniosły mu okrutne eksperymenty pseudomedyczne przeprowadzane na więźniach Auschwitz-Birkenau, bezwzględne skazywanie na śmierć osób niezdolnych do pracy, czy zainteresowanie wszelkimi anomaliami biologicznymi. Nic zatem dziwnego, że kiedy do Auschwitz trafiła siedmioosobowa rodzina Ovitzów - karłów o żydowskim pochodzeniu, Mengele posunął się nawet do tego, aby wyciągnąć ją z komory gazowej, by móc uczynić poszczególnych jej członków obiektami swych szaleńczych badań. „Zostałam ocalona dzięki łasce diabła” – powiedziała po latach Perla Ovitz.

800px-Ovitzsiblings

Ovitzowie - rodzina karłów, która przeżyła Auschwitz

Ovitzowie bez wątpienia byli niezwykłą rodziną. Pochodzili z Rumunii, z rejonu Transylwanii, która dziś kojarzy nam się przede wszystkim z mrocznym hrabią Draculą. Głową rodziny był Shimson Eizik Ovitz, który miał dziesięcioro pociech z dwóch małżeństw, z czego aż siódemka była karłami. Opiekująca się potomstwem matka z góry założyła, że dzieci mogą mieć problemy z zapewnieniem sobie bytu i nie zdołają się utrzymać np. uprawiając rolę. Szybko okazało się jednak, że Ovitzowie mają dar, dzięki któremu będą w stanie zapracować na swoje utrzymanie. Tym darem była umiejętność rozśmieszania ludzi. Wbrew przypuszczeniom rodzina karłów nie znalazła zatrudnienia w cyrku czy grupie teatralnej, ale postawiła na własny biznes i założyła zespół, który nazwano Trupą Liliputów. Przez długie 15 lat Ovitzowie prezentowali swoje umiejętności w różnych miejscach Europy Środkowej, co z czasem przynosiło im coraz większą sławę. Śpiewali piosenki w pięciu językach, grali na skrzypcach, wiolonczeli, gitarze czy akordeonie, a w przerwach między występami opowiadali dowcipy wielokrotnie improwizując przezabawne scenki kabaretowe – nic zatem dziwnego, że publiczność bardzo szybko ich pokochała. Szczęśliwą passę rodziny karłów przerwał jednak wybuch II wojny światowej.

Ze sceny teatralnej do komory gazowej w obozie koncentracyjnym

Jesienią 1940 roku do północnej Transylwanii wkroczyły węgierskie wojska, które w trakcie II wojny światowej walczyły u boku III Rzeszy. Antysemickie przepisy, które wprowadzano na podbitych terytoriach, bardzo ograniczyły możliwość występowania rodziny karłów. Los Ovitzów zawisł na włosku. W myśl wprowadzonego w III Rzeszy programu pt. „Akcja T-4″, zakładającego fizyczną eliminację „życia niewartego życia”, co w potocznym rozumieniu oznaczało po prostu mordowanie ludzi chorych psychicznie, niedołężnych, czy mających dolegliwości neurologiczne, dalsza egzystencja rodziny karłów została zagrożona. Na ich niekorzyść dodatkowo wpływało żydowskie pochodzenie. Choć dzięki fałszywym dokumentom potwierdzającym aryjskość rodziny udało się Ovitzom przez jakiś czas omijać antysemickie przepisy, to rozpoczęta wiosną 1944 roku akcja eksterminacyjna skierowana przeciwko Żydom węgierskim dopadła także rodzinę rumuńskich karłów. 19 maja 1944 roku większość spośród członków Trupy Liliputów znalazła się w obozie Auschwitz-Birkenau. Warto wspomnieć, iż najstarszy przedstawiciel klanu miał wówczas 58 lat, a najmłodszy zaledwie 18 miesięcy.

WP_Josef_Mengele_1956

Josef Mengele

W pracowni doktora Josefa Mengele

Na temat tego, jak rodzina Ovitzów trafiła do pracowni doktora Josefa Mengele, krążą różne wersje. Jedna z nich mówi, że po przybyciu do Auschwitz rodzinę karłów umieszczono w odseparowanym bloku obozowym, gdzie przetrzymywano więźniów z rozmaitymi anomaliami i ułomnościami. Z tego też powodu ów budynek określany był mianem „zoo„. Jak można się domyślać, znajdujące się tam osoby były skazane na natychmiastowe unicestwienie. Tak też miało stać się z rodziną Ovitzów, która wkrótce po przybyciu do obozu została skierowana do komory gazowej. Josef Mengele, znany ze swojego zamiłowania do wszelkich ”wyzwań naukowych” dowiedział się od strażników o tym, że na terenie Auschwitz znajduje się cała rodzina karłów. Podobno to właśnie Anioł Śmierci miał wyciągnąć już ledwo żywych Ovitzów z komory gazowej, kazać ich ocucić i skierować do swojego laboratorium. Według innej wersji zdarzeń, strażnicy obozowi poinformowali Mengele o rodzinie karłów od razu po ich przybyciu do Auschwitz, a podekscytowany nowym obiektem swoich badań lekarz miał wykrzyknąć z wrażenia: „Teraz mam pracę na kolejnych 20 lat”.

Niezależnie od tego jak do tego doszło, efekt końcowy był taki, iż Ovitzowie trafili do pracowni Anioła Śmierci. Owładnięty manią stworzenia czystej rasy aryjskiej Mengele, słynął z szokujących i bezlitosnych eksperymentów na więźniach. Nie inaczej było w przypadku rodziny Ovitzów. Mengele co prawda o nich dbał, ale wynikało to wyłącznie z faktu, ich byli mu oni potrzebni do jego celów badawczych. Zdaniem szalonego lekarza członkowie rodu Ovitzów i inne karły miały stanowić szczebel ewolucyjny ludzi pochodzenia semickiego. Według jednej z głoszonych przez niego tez, przedstawiciele tej nacji mieli ulec przekształceniom na przestrzeni dziejów, a w taki właśnie sposób osiągnęli stadium karłów i kalek.

Tym, co najbardziej intrygowało Josefa Mangele w rodzinie Ovitzów był fakt, iż jej członkami nie były wyłącznie karły, lecz także osoby o normalnym wzroście. Choć rumuńska rodzina została otoczona szczególną opieką, dawano im dodatkowe porcje żywności czy też czyste ubrania, to nie ominął ich udział w eksperymentach szalonego doktora Mengele. I tak poszczególnym członkom rodu Ovitzów wyrywano zdrowe zęby oraz włosy, pobierano szpik kostny, czy też przeprowadzano testy genealogiczne. Poza tym eksperymenty obejmowały także wkraplanie kwasu do oczu, wlewanie do uszu na przemian wrzątku i lodowatej wody, czy celowe zakażanie ran, aby móc obserwować reakcję organizmu. Dodać należy, iż Ovitzowie musieli rozwiązywać różnego rodzaju testy, co miało na celu sprawdzenie ich poziomu inteligencji.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Brama obozowa w Auschwitz

„Zostałam ocalona dzięki łasce diabła”

Z pełnym przekonaniem należy mniemać, iż wszyscy członkowie rodziny karłów z pewnością zginęliby tuż po tym, jak Josef Mengele zakończyłby na nich swoje eksperymenty. Choć wydaje się to wręcz nieprawdopodobne, Ovitzowie w komplecie doczekali wyzwolenia Auschwitz w styczniu 1945 roku przez żołnierzy Armii Czerwonej. Zostali wtedy umieszczeni w sowieckim obozie dla uchodźców, a po jakimś czasie wrócili do rodzinnej miejscowości w Transylwanii. Jako że ich dom był już wówczas splądrowany, Ovitzowie podjęli decyzję o emigracji do Izraela, gdzie znów zaczęli występować na scenie. W połowie lat 50. podobno zakupili nawet kino i kawiarnię, które zapewniły im dostatnie życie.

Dwóch synów Shimsona – Avram i Micki – doczekało się potomków o normalnym wzroście. Żadna jednak z córek Ovitzów nie mogła mieć dzieci. Perla, najmłodsza z rodzeństwa, zmarła w 2001 roku.

Kontrowersje wokół historii rodziny karłów z Auschwitz

W kontekście obozowego życia Ovitzów pojawia się szereg nieścisłości. Jak już wspomniano wcześniej, choć rodzina karłów poddawana była regularnym eksperymentom, to jednak z uwagi na fakt, iż była „oczkiem w głowie” Josefa Mengele, mogła liczyć na nieco lepsze warunki swojego egzystowania. Niektórzy świadkowie twierdzą jednak, że wszechstronnie uzdolniona Trupa Liliputów była odpowiedzialna w Auschwitz za zapewnienie rozrywek dla kapo i SS-manów. Choć Perla Ovitz w jednym z wywiadów stanowczo temu zaprzeczyła, to w dalszym ciągu pojawiają się głosy, jakoby zapewnianie oprawcom przez więźniów-artystów dobrej zabawy w obozach koncentracyjnych było rzeczą całkowicie naturalną. Tego zdania jest m.in. Israel Gutman, który twierdzi, iż organizacja nocnego życia przez uzdolnionych więźniów była na porządku dziennym. Nie inaczej wspomina życie obozowe Fania Fénelon – piosenkarka, która w swojej autobiografii wyraźnie zasugerowała, że rodzina rumuńskich karłów, podobnie jak ona sama, brała czynny udział w wieczorkach kulturalno-rozrywkowych w Auschwitz.

Artykuł powstał w oparciu o książkę: Y. Koren, E. Negev, Sercem byliśmy wielcy. Niezwykła historia żydowskiej rodziny karłów ocalałej z holocaustu, Chorzów 2006.

Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych artykułach. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

4 komentarze

  1. Lis napisał(a):

    Mengele nigdy nie został złapany, miał szczęście ten #$%#@#$$$. Podobno uciekł do Ameryki Południowej. PARADOKSEM jest, iż w jakiś sposób pchnął naukę do przodu, gdyż nikt nie byłby wstanie w normalnych okolicznościach robić takich eksperymentów. Nie mniej i ten wkład jest mizerny, bo czy do czegoś się przyczynił?

  2. muzg_juzefa napisał(a):

    „Wieczorki kulturalno-rozrywkowe w Auschwitz”.
    Musiała być niezła impreza.

  3. prawdanaswyzwoli napisał(a):

    Dlaczego nazywacie eksperymeny mordercy Mengele szalonymi, pseudomedycznymi, itd. W TV Discovery pokazali, że w ich prowadzeniu i dokumentowaniu pomagał mu żydowski profesor by zapewnić najwyższy możliwy profesjonalizm i pełną zgodność z ówczesna wiedzą i sztuką eugeniki, obecnie genetyki. A co można mowiedzieć o eksperymentach Louisa Pasteura który zarażał sieroty wścieklizną.

  4. Wiera napisał(a):

    Mordowali głodzili znęcali się nad narodami ‚okradali ‚palili w piecach barbarzyńcy ‚jak wojna się skończyła to uciekali i chowali się mordercy jak te szczury ‚zmieniali tożsamość ‚i wypierali się wszystkiego bo bali się że staną przed trybunałem .

Zostaw własny komentarz