Historia jak z filmu, czyli jak naprawdę wpadł Adolf Eichmann


Główny koordynator i wykonawca planu ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej, Adolf Eichmann, przy wydatnej pomocy katolickich duchownych uciekł po wojnie do Argentyny, podobnie zresztą jak wielu innych zbrodniarzy wojennych. Nie miał jednak tyle szczęścia co choćby słynny Anioł Śmierci, doktor Josef Mengele, któremu dane było dożyć w spokoju starości. Eichmanna zgubił jego własny syn, któremu wpadła w oko pewna niewiasta o żydowskich korzeniach...

Eichmann_Adolf

Adolf Eichmann

Sukces, jakim było niewątpliwie namierzenie Eichmanna przypisywali sobie niestrudzeni tropiciele nazistów, Szymon Wiesenthal oraz Tuwia Friedman, w rzeczywistości jednak żaden z nich nie miał swojego udziału w wytropieniu hitlerowskiego zbrodniarza. Kto więc i w jaki sposób odnalazł Adolfa Eichmanna? Okazuje się, że kluczową rolę odegrał tu splot  niezwykłych okoliczności.

Syn nazisty i córka Żyda

W 1939 roku do Argentyny wyjechał Lothar Herman, mający za sobą pobyt w obozie koncentracyjnym, prawie niewidomy niemiecki pół-Żyd, który ukrywał swą prawdziwą tożsamość z obawy przed przebywającymi w Argentynie nazistami. O swych korzeniach nie miała pojęcia nastoletnia córka Hermana, Sylvia, która w 1956 roku zaczęła spotykać się z synem Adolfa Eichmanna, Klausem. Mimo że sam Eichmann po ucieczce do Argentyny zmienił swoje personalia, jego dzieci zachowały nazwisko ojca. Pewnego dnia Sylvia zaprosiła Klausa do swego domu, a ten bez skrępowania pochwalił się, że jego ojciec był wysokiej rangi oficerem SS i ubolewał na tym, że Niemcom nie udało się dokończyć dzieła eksterminacji Żydów. Kiedy kilka dni później Lothar przeczytał w argentyńskiej niemieckojęzycznej gazecie artykuł wymieniający Eichmanna jako jednego ze zbrodniarzy wojennych, których nie udało się dotąd schwytać, zaczął łączyć ze sobą pewne dużo mówiące fakty.

Swoimi spostrzeżeniami podzielił się z Fritzem Bauerem, żydowskim prawnikiem, który wyjechał z Niemiec w latach 30-tych, a po powrocie przyjął posadę rządową jako prokurator generalny Hesji. Herman przy pomocy swojej córki ustalił adres pobytu Eichmanna, a Bauer przekazał te informacje Izraelowi. Szef Mossadu, Isser Harel, nie kwapił się z podjęciem zdecydowanych działań. Po miesiącach bezczynności wysłał jednak najpierw jednego, a potem drugiego agenta do Argentyny. Żaden z nich będąc na miejscu nie znalazł w sobie przekonania co do prawdziwości podejrzeń Lothara Hermana. Wątpliwości wzbudziła przede wszystkim zapuszczona okolica, w której miał mieszkać poszukiwany zbrodniarz. Trudno było uwierzyć izraelskiemu agentowi, że tak wysoko postawiony nazista, mający dostęp do żydowskiego mienia żyje obecnie w warunkach, którym bardzo daleko było do luksusu.

Bauer jedzie do Izraela

Na tym sprawa mogła się zakończyć, gdyby nie to, że Friztowi Bauerowi udało się w międzyczasie ustalić z innego źródła fakt, że Adolf Eichmann pod przybranym nazwiskiem Ricardo Klement faktycznie mieszka w Argentynie. Zirytowany brakiem konsekwencji i determinacji Harela, Bauer udał się osobiście do Izraela. Dopiero to posunięcie przyniosło efekty w postaci konkretnych działań Mossadu.

Harel wysłał do Argentyny grupę agentów izraelskich służb specjalnych, a ci wytropili pracującego w zakładach montażowych Mercedes-Benz Eichmanna i opracowali skuteczny i brawurowy plan jego porwania. Następnie po przygotowaniu dla niego fałszywych dokumentów udało się potajemnie przetransportować samolotem nazistę odpowiedzialnego za śmieć sześciu milionów Żydów przez Dakar do Izraela. Największy problem, odnalezienie Adolfa Eichmanna, został rozwiązany i przez chwilę mogło się Izraelowi wydawać, że do osądzenia hitlerowskiego zbrodniarza  wiedzie już teraz prosta droga. Nic z tych rzeczy. Kolejne miesiące pełne były napięć wokół kontrowersyjnych działań Mossadu i kontrowersji w związku z wieloma aspektami zbliżającego się procesu.

Obrażona Argentyna

Już kilka dni po porwaniu Adolfa Eichmanna za sprawą mediów cała tajemnica operacji wyszła na jaw, a urażona i zirytowana naruszeniem swojej suwerenności strona argentyńska zażądała natychmiastowych wyjaśnień. Argentyńczycy prawdopodobnie wiedzieli o całej akcji, nie robili jednak nic, by zapobiec porwaniu niechcianego obywatela. Później jednak głośno protestowali przeciwko złamaniu międzynarodowych konwencji. Jak pisze Deborah Lipstadt w książce „Proces Eichmanna” Izrael odpowiedział jedną z najbardziej niedyplomatycznych not w historii dyplomacji:

„Mieszając półprawdy z wymysłami stwierdzała ona, że ochotnicy, którzy zupełnie przypadkiem okazali się Izraelczykami, nawiązali kontakt z Eichmannem i zapytali, czy przyjechałby do Izraela na proces. Ponieważ spontanicznie wyraził zgodę, przewieźli go do Izraela i przekazali władzom. Izrael był nieświadomy tych faktów, dopóki Argentyna nie zażądała wyjaśnień i nie przeprowadzono dochodzenia.”

Tłumaczenia Izraela z miejsca zostały odrzucone, a pod jego adresem ze strony międzynarodowej społeczności zaczęły padać oskarżenia o stosowanie „prawa dżungli” i działań przyrównywanych do ulicznych samosądów. Ostatecznie Izrael wystosował oficjalne przeprosiny, które zostały przyjęte przez Argentynę, ale wkrótce potem stanął przed koniecznością odpierania kolejnych zarzutów, bowiem w oczach wielu, jako państwo, które nie istniało w okresie Holocaustu, nie powinien rościć sobie prawa do osądzenia Eichmanna.

1389.9 Holocaust A

Adolf Eichmann przed sądem izraelskim

Adwokat diabła

Dużym wyzwaniem dla Izraela było znalezienie niemieckiemu zbrodniarzowi obrońcy, a było to konieczne, by nadać procesowi obiektywny charakter. Trudno było wyobrazić sobie, by któryś z obywateli Izraela podjął się próby ratowania przed najwyższym wyrokiem nazisty odpowiedzialnego za eksterminację milionów jego rodaków. Sytuacja tkwiła w martwym punkcie dopóki rodzina Eichmanna nie poleciła Roberta Servatiusa, prawnika z Kolonii, który był obrońcą w Norymberdze, nie wstąpił jednak nigdy do partii nazistowskiej. Gaży dla niemieckiego adwokata rodzina oskarżonego nie była jednak w stanie pokryć, a rząd RFN odmówił subwencji na koszty jego obrony, prawdopodobnie dlatego, by nie sugerować nikomu, że ojczyzna go wspiera. Ostatecznie Servatiusowi zapłacił Izrael.

11 kwietnia 1961 roku ruszył proces Adolfa Eichmanna, rok później 31 maja 1962 roku wykonano na nim wyrok śmierci przez powieszenie. Niemiecki nazista jest drugą i ostatnią jak dotąd osobą skazaną na wyrok śmierci w historii nowożytnego Izraela. Być może nawet bez nieświadomego udziału Klausa Eichmanna żywot jego ojca i tak prędzej czy później dokonałby się na szubienicy. Stało się jednak tak, że to prawdopodobnie osławiona na cały świat nietuzinkowa uroda dziewcząt żydowskiego pochodzenia dała asumpt do przełamania impasu w poszukiwaniu zbrodniarza i doporowadzenia go przed wymiar sprawiedliwości.

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

8 komentarzy

  1. ferdek pisze:

    to jest cały urok Watykanu

    • Tiromi pisze:

      Tak idioto, najbardziej winny jest Watykan. Oni też winni są II wojny światowej...

      • Artaka pisze:

        Bynajmniej Tiromi, ale jak widać Watykan przyczynił do ucieczki od wymiaru sprawiedliwości masowego mordercy 6 milionów Żydów, Polaków, Węgrów, Czechów i Bóg wie kogo jeszcze. Czyli Watykan stał się w tym przypadku adwokatem diabła. Mało to pochlebne.

        • Bilbo pisze:

          Niestety, Watykan ma w tym przypadku różne grzechy na sumieniu. Z drugiej strony w różnych kościołach, zakonach i innych miejscach kościelnych w Rzymie uratowano tysiące Żydów, kiedy hitlerowcy zajęli Włochy.

      • MARCO pisze:

        nie wiem ‚kto jest większym idiota

    • Wierzący pisze:

      Musiał, no MUSIAŁ obciążyć Watykan! To się nazywa chrystofobia. To teraz w modzie., jakie to proste! Tymczasem okazuje sie, że tenże Watykan, ma na swoim koncie setki tysięcy... uratowanych Żydów. No, ale o tym wiedzieć niektórzy nie chcą, nawety gdyby pod twarz im przystawić dowody. Nie, bo nie. Jakie to prymitywne! Odechciało mi sie to czytać, zresztą są luki. Jak Mosadowi udało się zbrodniarza uciszyć w samolocie, np. Półwiedza autora aż bije po oczach. Gupek po prostu! Nawet „ł” na takiego szkoda.

  2. Piotr pisze:

    W 1939 roku do Argentyny wyjechał Lothar Herman, mający za sobą pobyt w obozie koncentracyjnym,(...) to kiedy on zdażył być w tym obozie?

Zostaw własny komentarz