Emaus, Rękawka – o krakowskich zwyczajach wielkanocnych


W epoce średniowiecza Emausami nazywano wyprawy podejmowane w Poniedziałek Wielkanocny, których celem były nabożeństwa i odpusty odbywające się w kościołach i kaplicach. A jak wygląda ta tradycja dzisiaj?

„Po miastach mianowicie, a tem samem w Krakowie w pierwszy poniedziałek wylega co żyje na Emaus! Jest to na pamiątkę objawienia się Chrystusa uczniom będącym w drodze do miasta Emaus”1.

Tradycyjne pierniki odpustowe

Tradycyjne pierniki odpustowe

Takimi właśnie słowami opisywano te krakowską tradycję. Święto obchodzono na Zwierzyńcu (dzielnica Krakowa), najprawdopodobniej od XVI w., na wzgórzu między kościołem św. Salwatora, drewnianą kaplicą św. Małgorzaty, a murami klasztoru Norbertanek2. Emaus związany z odpustem kościelnym zasłynął przede wszystkim jako najbogatszy i najbarwniejszy kiermasz w podwawelskim grodzie. Co roku przybywają tam tłumy, które okupują jarmarczne kramy3.

W XVII w. odpust na Zwierzyńcu był uświetniany procesją Arcybractwa Męki Pańskiej, które działało przy kościele Franciszkanów. Cieszyli się oni ogromnym poważaniem i szacunkiem, a jednym z ich działań było wykupywanie więźniów. Dlatego też orszakowi braci ubranych w czarne szaty z kapturami na głowach, niosących obrazy, chorągwie, laski z trupimi czaszkami na końcu, świece i śpiewających w takt dźwięków trąb i kotłów, towarzyszyły liczne rzesze mieszczan krakowskich4.  Dwieście lat później Emaus przeniesiono na ulicę Kościuszki, a było to spowodowane rozbudową wzgórza Salwator. To właśnie tam znalazły się liczne kramy, a nad rzeczką Rudawą swoje miejsce znalazły karuzele. Co ciekawe do dziś w pamięci ludzi przetrwało wspomnienie dotyczące uroku i niespotykanej aury tego odpustu.  Mawiano, że nigdzie indziej nie można było dostać takich zabawek jak właśnie na Emausie – drewniane ptaszki, koniki, gliniane dzwonki, koguciki – wszystko przyciągało kolorem, kształtem i starannym wykonaniem. Dziś natomiast czar „kolorowych jarmarków” zniknął bezpowrotnie. Emausowe stragane pełne są plastikowej tandety, gumowych węży i jaszczurek, wszystkiego, co swoim wyglądem może odstraszyć nie jednego przechodnia. Gdzieś w oddali można tylko znaleźć serce z piernika, które swoim wyglądem nawiązuje do wcześniejszych lat…

Rękawka

Rękawka, Tygodnik Ilustrowany 7/19 maja 1860

Rękawka, Tygodnik Ilustrowany 7/19 maja 1860

Podobny charakter przybierała także Rękawka – wtorek po Wielkanocy. Jest to tradycja mająca swoje korzenie w czasach pogańskich. Rękawką był nazywany kopiec stanowiący mogiłę mitycznego założyciela podwawelskiego grodu – Krakusa, a także odprawiane przy nim pradawne obrzędy zaduszkowe5. Ludy słowiańskie wiosną obchodziły święto zmarłych, dlatego też na grobach najbliższych przygotowywano uczty, z których resztki posłużyły karmieniu tych, którzy nie mieli pieniędzy na swoje utrzymanie, ale także były pozostawiane dla duchów przodków. W czasie tych obchodów palono ogień i sadzone drzewa, które mogłyby być schronieniem dla dusz, organizowano także pojedynki szermiercze, których celem było odstraszenie złych mocy6.

Jak dowodzi Gloger:

„Rękawka jest pamiątką starożytnej lechicko-słowiańskiej„ stypy pogrzebowej i ugoszczenia tłumów ludu zebranego niegdyś na obrzęd pogrzebowy Krakusa w celu usypania mogiły swemu ukochanemu władcy. Sypano ją rzeczywiście rękoma i rękawka oznacza tylko górę ziemi nie rękawami, ale rękoma tłumu nanoszoną”7.

Powyższe słowa są jednym z możliwych wyjaśnień genezy nazwy tej tradycji. Wiadomo jednak, że była ona związana z kultem zmarłych. Te obchody z czasem zanikały, choć w XVI w. na kopcu Krakusa rozsypywano monety ku czci przodków. W XIX w. we wtorek po Wielkanocy, na wzgórza zwane Krzemionkami ściągały tłumy:

„Tłumy zalegają wzgórza zwane Krzemionkami: jednych wabi stojąca tam kapliczka św. Benedykta – drugich mogiła wznosząca się jeszcze wyżej – a wszystkich pocieszna krotochwila rzucania ze stromej góry jajek, bułek, orzechów, pierników i innych przysmaków, które pnące się po spadzistości paupry wydzierają sobie i w ogniu walki o łakomą zdobycz potrącają się i koziełkują z góry na dół”8.

To właśnie zrzucanie jedzenia z mogiły Krakusa stanowiło swego rodzaju kontynuację zwyczaju obdarowywania zmarłych. Jednak pod koniec XIX w. władze austriackie zakazały dokonywania tego obrzędu. Do dziś pozostał tylko festyn, któremu towarzyszą ciekawe imprezy: obrzęd rozpalania ognia, bieg wojów w pełnym uzbrojeniu wokół kopca, dziewczęcy Korowód Wiosenny pod przewodnictwem Jarowita, korowód bogów, czy pochówek możnej Słowianki.

  1. Z. Gloger, Rok polski w życiu, tradycji, pieśni, Warszawa 1900, s. 187. []
  2. E. Ziółkowska, Polskie misteria i obrzędy ludowe, Warszawa 1984, s. 41. []
  3. Tamże, s. 41. []
  4. Tamże, s. 41-42. []
  5. Tamże, s. 42. []
  6. Tamże. []
  7. Z. Gloger, dz. cyt., s. 211. []
  8. Tamże, s. 187. []

Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych artykułach. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

Zostaw własny komentarz