Stworzyliśmy platformę wymiany doświadczeń rekonstruktorów – Centrum Wikingów i Słowian w Wolinie


W okresie wakacyjnym w naszym kraju odbywa się mnóstwo imprez historycznych. Mniejsze i większe miejscowości starają się uświetnić obchody lokalnych świąt poprzez zatrudnianie grup rekonstruktorów historycznych przybliżających realia życia w przeszłości. Na mapie Polski znajduje się kilka miejsc, których renoma urosła do skali ogólnoświatowej. Tak bez wątpienia jest z Centrum Słowian i Wikingów w Wolinie i organizowanym przez nie Festiwalem Słowian i Wikingów. W rozmowie z nami członek stowarzyszenia Centrum Wikingów i Słowian Pan Wojciech Celiński opowiada o imprezie i przybliża kulisy sukcesu tego przedsięwzięcia.

- Jak rodziła się koncepcja powstania festiwalu i skansenu?

DSC_0045.NEF

fot. Aleksandra Zygadlewicz

Po sukcesie wystawy o Jomsvikingach1, Duńczycy postanowili zorganizować pierwszy festiwal w 1998 r. Przywieźli łodzie, konie i cały niezbędny sprzęt. Finansowanie w tym czasie leżało po ich stronie. To była jedna z pierwszych imprez tego typu w kraju, samorząd postanowił podchwycić tą idee. Do realizacji zaangażowano drużynę Jomsvikigów z Philem  Burthemem2 na czele. To właśnie oni zrealizowali kolejne cztery odsłony festiwalu. Następnie organizacją zajął się miejscowy archeolog Błażej Stanisławki. Wtedy pojawiła się koncepcja stworzenia stowarzyszenia, abyśmy sami mogli organizować kolejne odsłony. Od ponad dekady impreza organizowana jest więc przez nas. Impreza nadal cieszy się ogromnym powodzeniem, mimo że nie zmieniamy jej formuły, a jedynie tematykę. W tym czasie wpadliśmy na pomysł stworzenia skansenu, aby ruch turystyczny przedłużyć na cały rok.

Podsumowując, dopiero trzynaście lat temu powstała idea budowy tego miejsca w formie jaką znamy dzisiaj. Następnie rozpoczęła się istna droga przez mękę. Nie dość, że temat był trudny i nowatorski, to zważywszy na czas troszkę niezrozumiały. Takie stanowisko przejawiały także władze miejskie, oczywiście oddały nam teren, wtedy większość stanowiły bagna i trzcinowiska. Pełni zapału ruszyliśmy do pracy, jednak jak się okazało zdobycie pozwolenia na budowę zajęło nam dwa lata. Kosztowało nas to nieco zdrowia. Urzędnicy nie do końca wiedzieli jak mają nas zakwalifikować, bo nie podlega to żadnym normom budowlanym. Do tego obszar, na którym znajduje się skansen, to teren objęty programem Natura 2000, teren zalewowy i dodatkowo pas techniczny urzędu morskiego oraz obszar objęty nadzorem archeologicznym. Po wywalczeniu pozwolenia na budowę okazało się, że problemem będą pieniądze na realizację przedsięwzięcia. W tej sytuacji wspólnie z kolegami ze Stowarzyszenia stwierdziliśmy, że stworzymy skansen tylko dla nas, co pozwoli nam realizować dalsze plany statutowe. Zaczęliśmy więc mozolną pracę, dodatkowo najmowaliśmy się do wszelkiej maści pokazów, a z zebranych funduszy zaczęliśmy powoli urzeczywistniać swoje marzenie. Około dwóch lat zajęła realizacja, aż w końcu zapowiedziałem otwarcie skansenu. Członkowie byli na mnie nieco wściekli, ale to nas tylko zmobilizowało do większej pracy. W żadnym razie nie spodziewaliśmy się tego sukcesu, który udało nam się osiągnąć.  Po otwarciu pojawiły się również środki na realizację dalszych przedsięwzięć. Urząd Marszałkowski zafundował nam realizację sześciu obiektów, Ministerstwo Kultury wyłożyło pieniądze na bramę i fragmenty umocnień. Tak rozpoczęła się ta przygoda, a skansen zaczął przyjmować formę zananą dzisiaj.

- Skąd czerpaliście wiedzę potrzebną do realizacji wspólnego marzenia?

Bardzo dużo uczyliśmy się sami, wymagała tego od nas sytuacja. Nauczyliśmy się m.in. krycia trzciną, robienia gontów. Mieliśmy ogromne szczęście, że poznaliśmy rekonstruktorów z Białorusi. Po jednym z festiwali postanowiliśmy ich zatrudnić. Okazało się, że szczególnie dwóch z nich miało ogromną wiedzę i doświadczenie w budownictwie drewnianym, wyniesione z funkcjonowania w kulturze białoruskiej. Organizowaliśmy także mnóstwo warsztatów – krycie gontem, trzciną, łupanie, itd. Chcieliśmy pokazać, że stare zawody nie zanikły do końca. Po pewnym czasie okazało się, że stało się to naszym sposobem na utrzymanie. Jako Stowarzyszenie realizowaliśmy projekty w Muzeum Wsi Kieleckiej w Tokarni3 , w Biskupinie4 , w Nowej Słupi5 i jeszcze kilku innych miejscach. Warsztaty, które organizujemy co roku przed festiwalem dają nam impuls do rozwoju. Rosną one do miary drugiego festiwalu, gdyż trzystu-czterystu uczestników skupionych na rzemiośle to jednak jest skala, którą można się już pochwalić. Także staramy dostosowywać się tematycznie do potrzeb uczestników. Dla przykładu dwa lata temu zajmowaliśmy się garncarstwem, pojawili się wtedy goście z Litwy, Polski, Białorusi, którzy pokazywali różne technologie, rodzaje wypałów, style. W tamtym roku zajmowaliśmy się metalurgią, w tym roku zaś jubilerstwem.

Uczestnicząc w takich warsztatach, można wiele podpatrzeć. Sporo osób właśnie w ten sposób rozpoczęło swoją przygodę z rzemiosłem. Początkowo, zanim zabraliśmy się za realizację naszej koncepcji, przecież sami odwiedzaliśmy naszych kolegów z Torgelow6 , którzy jako pierwsi zaczęli wcielać tego typu ideę w życie. Od lat przyjeżdża do nas jeden z naszych przyjaciół z tego skansenu, guru wśród rzemieślników – Peter Hoffman z Madlen. To właśnie nasi niemieccy przyjaciele pokazywali nam jakie trudności będą nas czekać. Początkowo chcieliśmy zrobić wszystko ortodoksyjnie, czego przykładem jest plan wykonania łupanej palisady. Peter poprosił, żebyśmy przywieźli trzy dęby, wtedy uświadomił nam ile będzie nas kosztować pracy taka palisada. Z tych trzech dębów mieliśmy jej całe dwa metry! Doszliśmy wtedy do wniosku, że całość kosztować będzie nas majątek, a palisadę w takiej formie – jaką chcemy, żeby przybrała – zobaczymy dopiero po kilkunastu latach.

- Powiedz mi proszę ilu członków liczyło stowarzyszenie w początkowym stadium?

Początkowo liczyło piętnastu, zaś dziś dwudziestu pięciu. W związku z doświadczeniami jakie zebraliśmy na pewnym etapie, postanowiliśmy stworzyć spółdzielnie socjalną. Ona obsługuje skansen, a my jako założyciele wróciliśmy do początku swojej działalności, a obsługuje to, kto chce.

- Nasuwa się pewne pytanie, bo wśród skansenów wczesnośredniowiecznych prym wiodą trzy imprezy, w Wolinie, Torgelow i Trelleborg7 . Co spowodowało ten sukces? Czy to legenda stojąca za Jomsvikingami? 

W Trelegorgu jest mały skansen, w Ribe8 jest o wiele większy i lepiej zorganizowany. W naszym przypadku to także legenda o Winecie, położenie geograficzne, bliskość morza i liczba turystów. Nasz idea od początku głosiła, że to nie jest muzeum. Tutaj turysta może przyjść, a wygląda to wszystko tak, jakby ktoś przed chwilą opuścił chatę, każdy obiekt jest wyposażony i wszystkiego można w nim dotknąć i spróbować. W żadnym razie nie zabraniamy takich rzeczy. Podobnie jest z festiwalem. Po pierwsze, współpracujemy z uczestnikami i spełniamy ich marzenia. Jeżeli ktoś wpada na pomysł, a my mamy możliwości realizacji jego idei, robimy to. W tej chwili mamy na to środki. Pomaga to rozwijać się rekonstruktorom, a nam wnosi wartość dodaną przez nich.

- Wolin stał się zjawiskiem na mapie Polski i Europy, z radością to obserwuje tę wymianę doświadczeń, słyszę o niej od rekonstruktorów. To jest niesamowite, bo z tym spotykam się bardzo rzadko.

Tak, to budzi pewien rodzaj dumy. Byłem na dwudziestopięcioleciu grupy Silver Wolf9 z Moskwy, po wejściu do ich klubu zobaczyłem tablicę drogową z nazwą Wolina. W żadnym razie nie popieram takich aktów, jednak w pewnym sensie ich rozumiem. Oni sami powtarzają, że Wolin jest dla nich najważniejszą imprezą w roku. Jesteśmy szczerze dumni, że nie jesteśmy jedynie z nazwy Centrum Słowian i Wikingów, ale stworzyliśmy platformę wymiany doświadczeń rekonstruktorów. Taka była właśnie nasza idea. Stworzyć miejsce, które nie będzie działać tylko trzy dni w roku, w czasie festiwalu.

- Poza samym rozwojem skansenu, jakie prowadzicie działania proedukacyjne?

W ciągu roku współpracujemy z miejscowymi szkołami, prowadzimy także koło historyczne. Dodatkowo w ofercie dla szkół mamy otwarte warsztaty i gry terenowe. Wykorzystujemy miejscowe legendy. Cieszy się to ogromnym powodzeniem, w sezonie letnim mamy niemal pełne obłożenie. Te warsztaty pozwalają wciągnąć młodzież w historię. W dalszych planach mamy realizację ośrodka szkolno-wychowawczego, który pozwoliłby nam robić tematyczne zielone szkoły, takie jak dwa tygodnie z wikingami, dwa tygodnie pod żaglami. Aktualnie w Urzędzie Marszałkowskim jest realizowany projekt Wrota Czasu, podjęliśmy już pierwsze kroki tworząc ścieżkę wokół wyspy Wolin – wspólnie z Kamieniem Pomorskim i Świnoujściem. W zaprzyjaźnionych szkołach realizujemy także konkursy. Podczas festiwalu organizowana jest strefa czytania, wtedy też organizujemy wykłady otwarte dla zwiedzających i rekonstruktorów. Prosimy także rzemieślników o to, aby informowali turystów, co robią – bo tego się w książkach nie przeczyta. Warto zaznaczyć, że niejeden rekonstruktor potrafi przegadać profesora.

- Jak wygląda współpraca skansenu z uczelniami wyższymi? Najbliżej mamy Szczecin, czy uniwersytet podejmuję jakiś dialog z wami?

Przy organizacji festiwalu, tworzymy także sesje naukową, która jest realizowana już od kilku lat na przemian przez Uniwersytet im. Adama Mickiewicz i Uniwersytet Szczeciński. Prócz tego naukowcy chętnie uczestniczą w strefie czytania, w tym roku nawiązujemy do chrztu Polski przez temat chrztu Wolina. Podzieliliśmy więc festiwal tematycznie. Pierwszego dnia mamy jeden Wolin dwóch religii, zaś ostatniego mamy do czynienia z chrztem Wolinian. Naukowcy opowiadają zebranym o tych wydarzeniach, żeby wymienić tylko Jakuba Morawca. Robiliśmy także prelekcje profesora Słupowskiego czy profesora Urbańczyka pod naszymi strzechami. Z działań edukacyjnych dodatkowo naszą dumę budzi film – Wolin miasto zatopionych bogów10 . Pokazuje wartość dodaną, którą tworzymy. Prócz pełnego filmu, powstała też wersja dwudziestominutowa przeznaczona dla szkół, którą rozesłaliśmy wszystkim szkołom powiatu kamieńskiego. Nawet mieszkańcy nie do końca zdawali sobie sprawę z potęgi miasta, dopiero animacje, które znajdziemy w filmie, unaoczniły jego wielkość.

- To bardzo ważna misja. Zwykły, przeciętny obywatel często nie będzie w stanie zrozumieć naukowego tonu wypowiedzi, przyswoi go pobieżnie lub wcale. Potęga rekonstrukcji leży w jej namacalności, która zaszywa się w podświadomości.

Dlatego też jestem zdania, że naukowcy powinni włączyć się w tego typu działania. Niektórzy jednak są temu niechętni, a de facto to jest promocja ich dokonań w kształcie zrozumiałym dla zwykłego Polaka.

- Jesteśmy świadkami rodzącego się nurtu nowej historii, która walczy o swoje miejsce i tworzy swoją metodologię, należy więc akceptować jej obecność i doceniać jej wkład.

I wspomagać. Niektóre ośrodki zostały zostawione same sobie i to potem ulega komercjalizacji. Bez wsparcia środowisk naukowych nie będzie możliwe utrzymanie pewnego poziomu. Nas też kusili inwestorzy, proponując np. stworzenie osady Kajko i Kokosza.

- Jak wygląda wsparcie samorządu? Odczuwacie impuls do rozwoju?

Mamy duże wsparcie Urzędu Marszałkowskiego, gmina Kamień Pomorski wspiera nas raczej merytorycznie. Urząd w pewnym momencie dostrzegł wartość turystyczną skansenu, który jest rozpoznawalną marką, wspieramy się wzajemnie z obopólną korzyścią. Oni rozumieją, że jeżeli stworzysz coś nietuzinkowego, nowego, to media się tym zainteresują. Współpraca z miastem układała się różnie na przestrzeni lat. Zawsze twardo stawialiśmy warunki i zarysowywaliśmy granice tego, na co możemy pozwolić. Impreza wnosi bardzo dużo do obrazu miasta i regionu. Filmy kręciła tu polska, amerykańska, kanadyjska czy Japońska telewizja. W tym roku drugi raz chcą kręcić Rosjanie. To już nie jest idea lokalna, bo skoro kręci National Geographic, to idzie to do stu pięćdziesięciu krajów.

- Amerykanie mają ogromne środowisko rekonstruktorów, które powoli zaczyna wpływać na opinię publiczną, a ta rzutuje na postrzeganie rekonstruktorów. Mamy do czynienia ze zjawiskiem globalnym.

Wciąż jestem zaskoczony, bo w tamtym roku przyjechały dwie kobiety z Wenezueli. Były na wycieczce w Berlinie i zorientowały się jak blisko jest Wolin. Miały później problem z powrotem, więc je przenocowaliśmy i były wniebowzięte. Zdarzali się goście z Moskwy oraz Nowosibirska, których bilet i pobyt tutaj kosztuje więcej niż czas, który się znajduje wspólnie z nami. Zdarzali się również goście z Wietnamu czy Iraku. Doszło kiedyś do pewnej zabawnej sytuacji. Otóż zmęczony wróciłem do swojego mieszkania, pozostawiając za sobą swój namiot na terenie skansenu. Z rana wracam, widzę, że ktoś w nim śpi, więc budzę tych ludzi. Okazało się, że w jednym miejscu spali Irańczyk, Rosjanin, Niemiec i Polacy. Sześć osób. Miło się obserwuje, kiedy wieczorem przy jednym ognisku widzi się Polaka, Węgra i np. Czecha.

- Prowadzicie statystyki na temat odwiedzin?

W tamtym roku było około 70 tys. turystów. To nam pozwala na realizacje nowych koncepcji, po drugiej stronie rzeki budujemy nową siedzibę, o której wspominałem wcześniej. Dwadzieścia pokoi gościnnych, restauracja, sala konferencyjna, to pozwoli przedłużyć nam sezon. Chcemy także podzielić się z organizacjami pozarządowymi, bo wiemy jak ciężko im jest się przebić. Nie mają naszego doświadczenia i często wsparcia samorządów, bez tego nie da się ruszyć. Wypracowaliśmy odpowiednio duży kapitał, który pozwala nam na rozwój i wspieranie ciekawych inicjatyw.

- Jak wygląda osławiona bitwa? Czy jej koncepcja zmienia się?

Jej koncepcja rozwija się. Zainteresowanie jest na tyle duże, że utworzono nową armię. Armię Bolesława, która w tej chwili liczy już dwustu pięćdziesięciu wojowników, którzy wspólnie trenują w na Węgrzech, w Czechach i Polsce. Zainteresowanie jest ogromne, wiele grup narzeka, że nie może się dostać na Wolin, czuje pewien niedosyt, zaś – przykro mi to mówić – niektóre grupy się zatrzymały w swoim rozwoju.

- Wierzę, że festiwal jest organizacyjnym molochem, jak dajecie sobie radę tak skromną grupą organizatorów?

Jak ci powiem, że pierwsze dwa-trzy festiwale robiłem sam, to z perspektywy czasu sam w to nie wierzę. Miałem oczywiście wsparcie przyjaciół. Wydaje mi się, że na zdrowie wychodzi nam fakt, że festiwal jest ograniczony terenem, w związku z tym musimy przeprowadzać solidną selekcję. Wpływa to zdecydowanie na prestiż imprezy. Listę uczestników mógłbym de facto zamknąć już w styczniu.  W tamtym roku przyjęliśmy ponad  2 tys. rekonstruktorów, a mieliśmy ponad 3 tys. chętnych. W zeszłym roku byli to goście z dwudziestu sześciu krajów, w tym roku jest również kilka nowych. Wyraźnie widzę, że południe i zachód Europy się mocno aktywizuje. Mam tu na myśli chociażby gości z Hiszpanii, Francji czy Portugalii. Tradycyjnie pojawiają się Skandynawowie, Anglicy. Ze wschodu Węgrzy oraz Rosjanie, którzy dość niechętnie wyjeżdżają.

- Warto to podkreślić, gdyż Rosjanie mają swój prężnie działający gród pod Kijowem.

Tam bardzo dużo państwo dokładało, z przyczyn wydaje się nieco propagandowych. Działają również bardzo prężnie.

- Jakie największe problemy ma skansen?

Największy problem to ciągłość pracy w roku. Wyszkoliliśmy świetną kadrę, natomiast po sezonie mamy problem z utrzymaniem ich. Dlatego powstała spółdzielnia, i dlatego właśnie budujemy nowy obiekt. Praca może być jak najbardziej ciekawa, ale kiedy nie będzie zapewnionej tej ciągłości, to dzieci się o to upomną. Staramy się przedłużać ruch turystyczny. Do tej pory jest z tym ciężko, próbujemy jak tylko możemy.

- Macie grupy zajmujące się łucznictwem tradycyjnym na terenie skansenu?

Pomagamy zasadniczo wszystkim, kto tej pomocy chce i przedstawi ciekawą koncepcję. Organizujemy turnieje łucznictwa. Powstała też Gędźba – wspierana przez nas grupa muzyczna. Zespół niestety się rozpadł, ale jego członkowie nadal utrzymują z nami kontakty. Jedna z osób wciąż z nami współpracuje. Co podkreślałem wielokrotnie, chcemy wspierać ludzi, zapewniamy nawet wkład własny. W planach mamy uruchomienie biura, które będzie pomagało organizacjom pozarządowym zdobywać środki, dążymy również do tego, aby organizować szkolenia z księgowości. Dzielimy się wiedzą, jak kiedyś inni dzielili się nią z nami.

- Jakie macie oferty komercyjne?

Prócz warsztatów i gier trenowanych dla grup, organizujemy eventy oraz spotkania. Udostępniamy także miejsce firmom, na przygotowywane przez nich wydarzenia. Zdarza się, że wynajmujemy obiekty osobom prywatnym.

-Dziękuję za rozmowę.

-Ja również dziękuję i zapraszam na tegoroczny festiwal.

Link do strony Stowarzyszenia Centrum Słowian i Wikingów

http://www.jomsborg-vineta.com/

W 2015 roku skansen czynny od 1 kwietnia:

kwiecień – czerwiec 10.00 – 16.00
lipiec – sierpień 10.00 – 18.00
wrzesień – październik 10.00 – 16.00

bilet normalny: 9.00 zł | bilet ulgowy: 7,00 zł

bilet grupowy normalny: 7 zł
bilet grupowy ulgowy: 5 zł
(grupa powyżej 10 osób)

przewodnik 25 zł (ok. 1 godziny)

Tegoroczne imprezy:

24-25.06 Noc Świętojańska
1-3.07 Miodobranie
29.07-3.08 Warsztaty Archeologii Eksperymentalnej
5-7.08 XXII Festiwal Słowian i Wikingów
27-28.08 Słowiańskie Święto Plonów
19-23.09 Warsztaty Wrześniowe

Fotografie za uprzejmością Pani Aleksandry Zygadlewicz

  1.  O Armii Jomsborga i Jomsvikingach dziś pisaliśmy już wcześniej: http://historia.org.pl/2016/01/16/i-liga-czyli-o-jomsborgu-i-jomsvikingach/ []
  2. Nieżyjący jarl Jomsvikingów, którego pogrzeb odbył się na Wolinie. Wyspę do dziś zdobi kamień runiczny poświęcony jego pamięci. Patrz fotografie. []
  3. Więcej informacji: http://mwk.com.pl/ []
  4. Więcej informacji: http://www.biskupin.pl/asp/pl_start.asp?ref=1&typ=13&menu=4&strona=1&m=3&nazwa=285&schemat=0 []
  5. Więcej informacji: http://www.osadasredniowieczna.eu/asp/pl_start.asp?typ=13&menu=2&strona=1&schemat= []
  6. Więcej informacji: http://www.ukranenland.de/ []
  7. Więcej informacji: http://www.destinationviking.com/attraction/trelleborgen-trelleborg []
  8. Więcej informacji: http://www.ribevikingecenter.dk/da/forside.aspx []
  9. Więcej o grupie: http://www.silverwolf.ru/news/ []
  10. Film do zakupienia na miejscu w Centrum, trailer: https://www.youtube.com/watch?v=vE88IIcjeQY []

Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych artykułach. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

1 komentarz

  1. Bilbo napisał(a):

    Bardzo dobry pomysł.

Zostaw własny komentarz