„Smoleńsk” – A. Krauze – recenzja filmu


To nie jest film o tym, co stało się z polskim samolotem prezydenckim 10.04.2010 r. - chociaż reżyser  przedstawia w nim swoje wyjaśnienie. To jest przede wszystkim film o dniach, tygodniach i miesiącach po katastrofie. O tym, co stało się wtedy w Polsce, w sercach i umysłach Polaków. Dlatego każdy mieszkaniec naszego pięknego kraju powinien to obejrzeć, niezależnie od tego, jakie ma poglądy polityczne czy zdanie na temat katastrofy smoleńskiej.

7750721-3Antoni Krauze powiedział w jednym z wywiadów przed zakończeniem zdjęć, że recenzje tego filmu są już dawno napisane w niektórych redakcjach. Niestety miał rację. Zanim obejrzałem Smoleńsk, przeczytałem kilka opinii na jego temat, napisanych przez zawodowych recenzentów i wiem na pewno, że większość z tych ludzi w ogóle filmu nie widziała. Napisali swoje teksty na polecenie  szefów tak, jak ich chlebodawcy tego wymagali. Zarzuty formułowane w tych recenzjach najczęściej sprowadzają się do oburzenia. Według nich, obraz nie jest klasycznym thrillerem, political fiction, filmem historycznym czy dramatem. Jednak czy dla widza rzeczywiście ma znaczenie kategoria, do jakiej można zaliczyć dany film?

Smoleńsk rzeczywiście wymyka się sprawdzonym do tej pory ramom konstrukcji filmowej, bo  temat dzieła nie znajduje precedensu w historii kina. Czy adepci X muzy próbowali kiedyś opowiedzieć o tragicznej śmierci dziewięćdziesięciu osób ze ścisłej elity państwowej dużego kraju w Europie?  O Śmierci, której towarzyszyła niewiarygodna wręcz symbolika, niczym z  tragedii greckiej? I wreszcie o katastrofie, którą poprzedziła - ale co gorsza również nastąpiła po niej - straszliwa kampania propagandowa mainstreamowych mediów,  inżynieria społeczna rodem z Orwella? Do tego seria „samobójstw” osób, w taki czy inny sposób niewygodnych dla ówczesnej władzy, popełnianych zawsze w piątkowy wieczór (sekcja zwłok dopiero w poniedziałek).  Jak o tym opowiedzieć ? Wybrać jeden z wymieniowych wyżej wątków, inne pozostawiając na boku? To niemożliwe – jeden bez innych nie istnieje. Muszą być opowiadane razem.

Antoni Krauze podjął się tego zadania. Miał przeciwko sobie nie tylko ówczesne oficjalne czynniki państwowe, niechętne drążeniu tematu, ale też nieprawdopodobny, w wolnym i demokratycznym kraju, ostracyzm swojego własnego środowiska oraz medialny przemysł pogardy. Wytrzymał to wszystko i doprowadził swoje dzieło do końca. Chwała mu za to.

Co otrzymaliśmy? Arcydziełem film niestety nie jest. Nie wgniata w fotel, nie wciąga wartką akcją, a dramaturgia wydarzeń nie odbiera tchu. Ale to nie znaczy, że film nudzi. Przede wszystkim przypomina prawdziwe wydarzenia. W odróżnieniu od słynnego JFK Olivera Stone‚a, gdzie 10 proc. narracji to fakty, a reszta to snuta przez  reżysera teoria spiskowa. Tutaj mamy proporcje odwrotne. Teza reżysera o dwóch wybuchach nie jest dostatecznie udowodniona, można się z nią zgadzać lub nie, zaś reszta filmu to fakty. To znaczy, że film jest prawdziwy, a to wielki komplement dla dzieła.

Słabością filmu jest aktorka grająca główna rolę - Beata Fido . Scenariusz dał jej szansę. Dziennikarka stacji TVM (aluzja jasna dla każdego), początkowo stojąca w głównym nurcie przekazu, przyjmująca bezkrytycznie oficjalne komunikaty o wypadku, winie pilotów, czterech  próbach  lądowania, nietrzeźwym generale Błasiku w kokpicie itd. Z czasem jednak zaczyna odkrywać, że coś tu nie gra, otwierają się jej oczy. Potencjalnie wspaniałe pole do gry aktorskiej. Niestety, zmarnowane. Przykro to pisać, ale aktorka nie ma tym filmie wiele do zaoferowania - dlaczego zatem nie została zmieniona po pierwszych dniach zdjęciowych?

Jej przeciwieństwem jest Aldona Struzik, czyli aktorka odtwarzająca postać pogrążonej w bólu wdowy po generale Błasiku - wielkie brawa.

W tym filmie są sceny, przy których ciarki przechodzą po plecach, jak chociażby świetnie zrekonstruowana sekwencja wiecu w stolicy Gruzji - Tbilisi 12.08.2008 r.  i ówczesne przemówienie Lecha Kaczyńskiego, który wtedy, w 2008 r., mówi że „ […] dzisiaj Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze państwa bałtyckie, a później może przyjść czas i na mój kraj […]”1. Dzisiaj, w 2016 r., wiemy jak  prorocze były to słowa. Wielkie ukłony należą się też specjalistom od efektów specjalnych za stworzone eksplozji na pokładzie samolotu prezydenckiego, których nie powstydziłyby się hollywoodzkie wysokobudżetowe produkcje.

Myślę, że nie mogą usiedzieć na tym filmie - bądź nie mają odwagi się na niego wybrać do kina – ludzie, którzy uczestniczyli sześć lat temu w przemyśle pogardy (lub tą pogardę popierali) wobec prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego rodziny, wobec składających kwiaty i zapalających znicze na Krakowskim Przedmieściu, wobec modlących się za ofiary katastrofy i zadających odważne pytania o jej przyczyny. Ten film ukazuje pogardzającym ich oblicze oraz obnaża  podłość i zakłamanie. Prawda w oczy kole.

Smoleńsk jest filmem historycznym szczególnego rodzaju, tak jak szczególny jest fragment polskiej historii, którego ten film dotyczy. Przedstawione wydarzenia miały miejsce sześć lat temu - tak, to już tyle lat minęło - a jednak temat jest wciąż obecny w mediach, wciąż wywołuje spory o temperaturze wrzenia.

To powoduje, że niezwykle trudno spojrzeć z dystansem na ówczesne postawy i zachowania Polaków, tak wiele mówiące o nas i o naszym państwie. Dlatego wartość dokumentacyjna tego dzieła – mimo, że to film fabularny - jest bezcenna.

 

Plus/minus

Na plus:

+ Odważne podjęcie bardzo trudnego tematu

+ Przypomnienie faktów, postaci i nastrojów społecznych w Polsce 2010 r.

+ Ukazanie źródeł jednego z wciąż aktualnych sporów politycznych w naszym kraju

+ Znakomicie stworzone sceny wiecu w Tbilisi i wybuchów na pokładzie

Na minus:

- Słabo zagrana główna rola

- Film nie angażuje, nie „wciąga” widza

Tytuł: Smoleńsk
Reżyser: Antoni Krauze
Rok: 2016
Wydawca: Fundacja „Smoleńsk 2010”
Długość: 120 minut
Ocena recenzenta: 6/10

 

Redakcja merytoryczna: Marcin Tunak

Korekta: Jagoda Marek

 

  1. Wypowiedź Lecha Kaczyńskiego na wiecu w stolicy Gruzji,  M. Wąsowicz, Lech Kaczyński przewidział kryzys na Ukrainie. W 2008 roku mówił: „Dziś Gruzja, jutro Ukraina, a później może Polska”, http://natemat.pl/93701,lech-kaczynski-przewidzial-wydarzenia-na-ukrainie-w-2008-roku-mowil-dzis-gruzja-jutro-ukraina-a-pozniej-moze-i-czas-na-polske, (dostęp:15.10.2016). []

Opinie i ocena zawarte w recenzji wyrażają wyłącznie zdanie recenzenta, nie musi być ono zgodne ze stanowiskiem redakcji. Z naszą skalę ocen i sposobem oceny możesz zapoznać się tutaj. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanej recenzji, by to zrobić wystarczy podać swój nick i e-mail. O naszych recenzjach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych recenzjach. Możesz także napisać własną recenzję i wysłać ją na adres naszej redakcji.

13 komentarzy

  1. Mik47 napisał(a):

    Szacunek za tę recenzję. Przypuszczam, że autorowi bliżej do prawej niż lewej strony, ale przy tych przytykach do ówczesnej władzy zachował w recenzji obiektywizm i przyzwoitość. Daleki od prawicowego zachwytu i antypisowskiego skowytu nad tym filmem. Jednakże, co do efektów specjalnych mam inne zdanie, dla mnie niestety wybuch wyglądał karykaturalnie, a reżyser jednoznacznie rozstrzygnął, że mieliśmy do czynienia z zamachem, co może w oczach niektórych widzów czynić ten film propagandowym. W przypadku Pani Fido zgadzam się w 100% ta rola mogła dać jej szansę, nawet w tym filmie..., ale z tej szansy w mojej opinii nie skorzystała.

    • Artur Kolęda napisał(a):

      Dziękuję za miłe słowa. Co do „przytyków do ówczesnej władzy” : film przypomina fakty, m.in. podłe zachowania ówczesnych rządzących i sprzyjających im mediów. Po prostu podłe.
      Reżyser rzeczywiście przedstawił swoje, jednoznaczne wyjaśnienie katastrofy.Nie odbierajmy mu tego prawa.Przecież nikt nie zabrania innym reżyserom zaprezentowania swojej, odmiennej wizji.Wolność słowa to piękny atrybut demokracji.....

  2. Bilbo napisał(a):

    Krauze jako reżyser miał pełne prawo przedstawić swoją wizję artystyczną. W innych krajach, a zwłaszcza USA, robi się tak cały czas (np. różne wersje zabójstwa JFK).
    Co do zachowania establishmentu po katastrofie smoleńskiej zgadzam się w 100% - było podłe do kwadratu. To, w jaki sposób traktowano ludzi „broniących krzyża” i ich wsparcie przez media, to było zwykłe barbarzyństwo. Z drugiej strony wiadomo, że tzw. obrona krzyża okazała się prowokacją. Wystarczy sprawdzić dalsze losy Andrzeja Hadacza.
    I na koniec - Pani Fido, niestety, kompletnie nie udźwignęła swojej roli.

  3. Anonim napisał(a):

    Na wstępie, rzeczywiście podziękowania dla recenzent że dał ocenę tak nietypową dla tego filmu (bo zwykle oceny to albo murowane 10 - czyli arcydzieło, albo 1 - czyli totalna klapa). Zatem sama ocena sprawia wrażenie przemyślanej. Ciekawe zwrócenie uwagi na różne role p. Feldo jak i p. Struzik. Sam dodałbym ciekawą kreacje aktorską p. Redbada Dostrzeganie takich niuansów jest w recenzji ważne.
    Cieszy także wskazanie nietypowej formy samego filmu, nie uważam by reżyserowi ona jakoś specjalnie udała, ale niewątpliwie jest ona ciekawa. Krauze zresztą szedł
    Niestety wiele sformułowań w samej treści recenzji już nie napawa optymizmem. Wiele wzbudza sprzeciw. I tak po kolei
    1) wielu recenzentów nie widziało i na pewno oceniło źle. Taki generalny zarzut bez poparcia konkretnym dowodem (pokazanie sensownego serwisu i recenzji która spełnia postawioną tezę) - jeśli takowego brak, to to jest po prostu zarzut bez pokrycia. Zresztą żeby nie było, osobiście uważam że rolą recenzenta jest po prostu opisanie swoich wrażeń, a nie polemika z „innymi”, nie wymienionymi.
    2) Założenia o rzekomej „Wrogiej” kampanii propagandowej? Ja rozumiem że fajnie stworzyć sobie kukiełkę i z nią walczyć, ale co się za tym faktycznie kryje? Trzeba pamiętać że w tym kraju są po prostu ludzie o liberalnych poglądach, dla których to co stało wokół budowy smoleńskiego „mitu” jest sporym nadużyciem. To nie jest wrogość, tylko zdziwienie i opór na poziomie intelektualnym. Ja wiem że to b. trudno zaakceptować, ale tak jest, ludzie miewają różne poglądy, to nie oznacza automatycznie diabolicznych „Wrogich kampanii”. To zresztą też najsłabszy element filmu. Jakiś spisek, tak tajny że nie mamy dowodów...
    To zresztą warto wspomnieć o rzekomej śmierci dziennikarza (w filmie), który jako pierwszy wypadek sfilmował. To że żyje to drobnostka. Warto wspomnieć o tym w recenzji filmu niestety po stronie negatywów.
    3) medialny przemysł pogardy? really? Jak nazywać reakcję na bezkrytycznie budowaną hariografię? Gdzie gram sprzeciwu jet od razu „pogardą”?
    Stąd uważam że recenzja powyższa jest nie najszczęśliwiej zbudowana.

  4. krytyczny napisał(a):

    Szanowny Panie,
    na wstępie rzeczywiście ocena w rodzaju „6” za ten film, nader często spotykam się na różnych portalach z 10 (czyli arcydzieło i kropka), lub 1 (czyli totalna klapa). Zatem podjęta próba wyważenia oceny jest warta pochwały.
    Podobnie zwrócenie uwagi na dobór aktorów, ze słabą kreacją p. Fido i naprawdę niezłą p. Struzik. Ja bym jeszcze dodał ciekawą kreację p. Klijnstry.
    Zgadzam się też z tezą, że forma jest warta zwrócenia uwagi. Mnie ona ta konkretna forma, jakoś specjalnie nie ujmuje, ale sam zwykle dopinguje kogoś, kto odważy się wyjść poza schematy. Za to więc reżysera warto doecnić.
    Niestety szereg ocen faktów i własnych opinii rzucanych w tekście, wzbudza raczej opór i zdumienie. Po kolei jednak
    1) „Inne recenzje pisane na zamówienie„. Jeśli Autor pisze, że ”wie na pewno”, że tak było, niech pokaże konkretne przykłady takich tekstów, opublikowanych na rzeczowych portalach/prasie. Do tego niech wykaże ową nieznajomość filmu, a na koniec wypadałoby wykazać fakt pisania na zamówienie. Inaczej to jest oskarżenie bez pokrycia, nośne oczywiście, wpisujące się budowany wokół całego wydarzenia (nawet nie filmu) mit, tylko że… całość wisi w powietrzu. Wiemy że tak było, a było tak bo wiemy…
    Dodam jeszcze na sam koniec, że sam jestem przeciwny by we własnej recenzji krytykować innych, a skupić się na opinii o filmie. Chyba, że piszemy polemikę, ale powyższy tekst polemiką nie jest.
    2) Przemysł pogardy - no to już jest zupełnie niepotrzebne w całej wypowiedzi. Z przekorą napiszę, żadnej pogardy nie widziałem. Powiem tylko że w tym kraju są też ludzie o innych poglądach, dla których ś.p. L. Kaczyński był po prostu prezydentem, który zginął w tragicznym wypadku. Tylko tyle. Dziwi za to bezkrytycyzm wobec postaci i budowanie mitu, dość cyniczne zresztą. Ten sprzeciw wystarcza by wejść do kategorii „pogardy”? Ja z kolei widziałem za to szereg smutnych i przykrych wydarzeń, szantaż moralny i przymus akceptacji narracji wokół tych wydarzeń.
    3) „propaganda mainstremowych mediów„ – really? Nawet ciężko to skomentować. Krytycyzm automatycznie musi być ”propagandą”? Ja bym powiedział że sporo ludzi odreagowuje właśnie nachalną narracje (zamach, wybuch?) budowaną wokół tego wydarzenia. Jeśli już piszemy o propagandzie, warto by wspomnieć o użytym w filmie zabiegu i wprowadzeniu autentycznej przecież postaci, dziennikarza który jako pierwszy był na miejscu wypadku i miał zginąć. Problem w tym że on żyje. Jak to nazwać? Sprawa była przecież głośna, warto by odnieść się i do tego faktu.
    4) Wybuch – jeśli mówimy o wybuchu, no to warto by wspomnieć że to właśnie jest jeden bardziej kontrowersyjnych wątków filmu, często krytykowany z lewa i prawa.

  5. krytyczny napisał(a):

    powyżej wklejone zostały moje dwa komentarze. Jeden z dnia poprzedniego - a drugi z dziś. Wczoraj zawiesił mi się interent i myślałem że komentarz nie przeszedł... proszę o skasowanie pierwszego komentarza (tego z 24 paźdz.)

  6. Bilbo napisał(a):

    Jeśli ktoś nie widział „przemysłu pogardy” przeciwko Prezydentowi RP L. Kaczyńskiemu (przypomnę kilka przykładów rzekomej krytyki: Borubar, odwrócony szalik reprezentacji Polski, seplenienie i mlaskanie, kartofel, strzelanie do kaczek), to musiał być chyba bardzo ślepy. Co innego merytoryczna krytyka, co innego obrażanie i wyśmiewanie.
    Co do „rzekomej” śmierci dziennikarza w Smoleńsku - fakt, to nie dziennikarz zmarł, ale operator Faktów TVN.

    • Mik47 napisał(a):

      A Ty widziałeś przemysł pogardy przeciwko Komorowskiemu? Jak na każdym spotkaniu na niego krzyczeli i te media, które po nim jechały oburzały się jak robili to samo wobec LK.

      • Bilbo napisał(a):

        Owszem, widziałem, aczkolwiek - moim zdaniem - zintensyfikowało się to zjawisko dopiero w końcówce jego prezydentury. W przypadku Kaczyńskiego poziom pogardy utrzymywał się mniej więcej na tym samym poziomie przez cały czas jego rządów. A jeśli chodzi jeszcze o Komorowskiego to: po pierwsze, media prawicowe miały (i mają po dziś dzień) o wiele mniejszą siłę od mediów establishmentowych, po drugie, ja tą pogardę przeciwko niemu traktuję w dużej części jako czysto ludzkie odreagowanie sytuacji po prezydenturze Kaczyńskiego. Nie jest to, oczywiście nic pozytywnego, czy tym bardziej godnego pochwały, ale niektórzy zwolennicy Kaczyńskiego (czy PiS-u generalnie) postanowili pogardę wobec swoich idoli odbić sobie na przeciwnikach. Taka jest ludzka natura.

  7. Wania napisał(a):

    Szacun dla autora recenzji, trafna w 100% Na filmie byłem i jak dla mnie nawet był ok.

  8. Komar napisał(a):

    Każdy prezydent III RP był przedmiotem brutalnych ataków ze strony swoich przeciwników politycznych. Wystarczy przypomnieć, co zwolennicy „merytorycznej krytyki” i przeciwnicy „przemysłu pogardy” wykrzykiwali pod adresem prezydenta Wałęsy. Taka etyka Kalego (jeśli ktoś czytał „W pustyni i w puszczy”).
    Wracając do filmu: jego treść (podobnie jak cały film w pierwszej wersji) była konsultowana z kierownictwem partii PiS. Istnieje więc społeczne odczucie, że przedstawiona w filmie wersja przyczyn katastrofy jest zbieżna z poglądem PiS w tej sprawie. Tym bardziej, że nowe władze polskie zdyskredytowały i zanegowały wnioski dotyczące przyczyn katastrofy zawarte w raporcie komisji Millera. O ile się orientuję, to raport Millera nie funkcjonuje już jako oficjalny dokument państwowy. I obecnie mamy sytuację skandaliczną: po sześciu i pół roku od katastrofy Polska nie ma oficjalnego raportu państwowego wyjaśniającego przyczyny katastrofy smoleńskiej. Jedynym obecnie oficjalnym raportem państwowym w tej sprawie funkcjonującym w obiegu międzynarodowym jest raport MAK podpisany przez p. Anodinę. To wielki sukces Rosji i wielka porażka Polski. Porażka na własne życzenie.

  9. Bilbo napisał(a):

    Jeśli chodzi o Wałęsę, to chciałbym przypomnieć, że za jego prezydentury był on bardzo brzydko i agresywnie atakowany przez obecnych wielbicieli. Wystarczy przeczytać ówczesne wydania np. „Gazety Wyborczej”, aby zobaczyć, że „przemysł pogardy” wtedy był stosowany przez drugą stronę. Hipokryzja do kwadratu, którą można też określić - jak zauważył kolega Komar - mentalnością Kalego.
    Poza tym, już to wspomniałem wcześniej - co innego krytyka, co innego wyszydzanie, oczernianie i obrażanie.
    Jeśli chodzi o raport Millera - owszem, Polska obecnie postawiła się w bardzo trudnej sytuacji międzynarodowej, negując ten dokument. Problem tylko jest taki, że nie mogła zrobić inaczej z powodu kompletnej nierzetelności tego raportu. Komisja Berczyńskiego ujawniła wypowiedzi Millera, które są całkowicie dyskwalifikujące. Abstrahując już od faktu przyjęcia takiej, a nie innej podstawy prawnej śledztwa smoleńskiego. Poza tym, z drugiej strony co za różnica, jaki raport funkcjonuje oficjalnie (Anodiny czy Millera), skoro polski dokument - poza winą rosyjskiej obsługi lotniska - niczym praktycznie nie różnił się od rosyjskiej wersji.
    Komisja Berczyńskiego zaczyna wyciągać na światło dzienne coraz bardziej ciekawe fakty, i zobaczymy, jak to dalej się potoczy.

  10. Aprix napisał(a):

    Niezaleźnie od Waszych ocen politycznych to warsztatowo, oceniając film jakby opowiadał o fikcyjnych wydarzeniach, to i wtedy się nie broni...

Zostaw własny komentarz