Rewolucja francuska Arsenalu, czyli dwie dekady Arsene’a Wengera w północnym Londynie


Rzadko zdarza się, aby jedna osoba zmieniła tak wiele. Przyjście Arsene’a Wengera do Premier League z japońskiej ligi traktowano z przymrużeniem oka. Nie wiadomo było kim jest, ani jak to się stało, że francuski szkoleniowiec miał zająć miejsce menedżera w jednej z czołowych angielskich drużyn. Obecnie człowiek, którego nazwiska na początku nie umieli poprawnie wymówić najlepsi brytyjscy dziennikarze, ma za sobą 20 lat pracy w jednym klubie. Pracy, która diametralnie różniła się od metod stosowanych przez jego poprzedników.

logoW 1996 r. Arsenal borykał się licznymi problemami wewnątrzklubowymi (m.in. łapówkarstwem - oskarżano poprzedniego trenera, George’a Grahama o pobieranie prowizji za przeprowadzane transfery - i problemami z nadużywaniem alkoholu przez piłkarzy), a Premier League nie była przyzwyczajona do zatrudniania szkoleniowców z zagranicy (pierwszym był dr Jozef Venglos - szkoleniowiec Aston Villi w sezonie 1990-1991). Zatrudnienie menedżera, który nie zna brytyjskiego futbolu „od kuchni„ było więc ryzykownym posunięciem. Najlepszym dowodem na to, jak podchodzono do całej sytuacji w Anglii będzie tytuł artykułu w „Evening Standard„ po zatrudnieniu Wengera - ”Arsene? Jaki Arsene?”.

W pierwszym przemówieniu do piłkarzy zapowiedział wszystko to, co potem kolejno wywoływało zdziwienie, a co sam menedżer nazwał „kulturą zmiany”. Chciał, aby wciąż źródłem drużynowej siły było poczucie jedności, ale jednocześnie zaznaczył, że zmieni metody treningowe, a także ułoży inną dietę. Było to m.in. pokłosie tego, czego nauczył się w Japonii – wcześniej bowiem pracował w Nagoya Grampus.

Mimo że pierwsze słowa skierowane do drużyny zawierały dokładnie to, co chciał przekazać, niektórzy zawodnicy mieli problem z poważnym podejściem do jego przemówienia. Wszystko przez charakterystyczny akcent. Francuz, mimo częstych wcześniejszych rozmów z Davidem Deinem (ówczesnym wiceprezesem zarządu klubu), poprawiających jego angielski, nadal miał nawyki językowe, które były na początku powodem żartów. Zawodnicy obawiali się także, czy tak mało doświadczony szkoleniowiec da sobie radę w czołowym klubie najwyższej klasy rozgrywkowej w Anglii.

Pierwsze zmiany dotyczyły metod treningowych. Zawodnicy byli przyzwyczajeni do połączenia: stałe fragmenty + gierki. Tymczasem Wenger sprowadził na trening 30 mat, na których zawodnicy uczyli się na nowo rozciągania i gimnastyki. To on także sprawił, że w repertuarze treningowym pojawiła się plyometryka, a także zdecydowanie więcej ćwiczeń z piłką. Jak Johnowi Crossowi, biografowi Wengera, powiedzieli ówcześni piłkarze Arsenalu - Ray Parlour i Nigel Winterburn, jednostki treningowe Francuza były może krótkie, ale bardzo intensywne i dokładne, gdyż szkoleniowiec prowadził je ze stoperem.

Wenger w czasie treningu

Wenger w czasie treningu

W czasie ćwiczeń Wenger potwierdzał to, co zapowiadał wcześniej - że chce grać atrakcyjny i ofensywny futbol. Na boisku w czasie ćwiczeń pojawiały się manekiny, a zawodników zachęcał do gry kombinacyjnej. Był zdania, że w ich głowach jest za dużo schematyczności. Zależało mu na tym, aby jego piłkarze umieli dryblować i bardzo dobrze panować nad piłką. Jak się okazało później, niemal bezbłędnie umiał oszacować ofensywny potencjał każdego sprowadzanego zawodnika. Sytuacja była diametralnie inna w przypadku defensywy. Dość wspomnieć, że pierwszą defensywę, której przewodził Tony Adams, „odziedziczył” po poprzednikach.

Swoją drogą to właśnie jeden z najlepszych angielskich obrońców tamtych lat był początkowo dużym sceptykiem, co do pracy Wengera. Według niego w czasie treningów za słabo pracowano nad kondycją, o czym też wspomniał szkoleniowcowi. W autobiografii Tony Adams. Addicted wspominał, że na początku sceptycznie podchodził do Francuza, który nie przekonywał do siebie śmiało robionymi transferami mało znanych zawodników. Dzięki swojej osobowości Wenger przekonał jednak do siebie wszystkich zawodników.

Druga zmiana dotyczyła diety. Wenger był zdania, że „Gdyby tak stworzyć listę tego, czego nie powinien jeść sportowiec, wyszłaby z tego dieta typowego Brytyjczyka„1. Z jadłospisu wyrzucił m.in. keczup, pojawiły się: ryby, grillowane lub gotowane dania, drób, ryż. Wspominał, że to pokłosie jego pracy w Japonii, gdzie dieta jest bardzo ważnym elementem życia. Znakiem charakterystycznym jego zmian był równomiernie rozprowadzany w filiżance herbaty lub kawy cukier, z którym też nie należało przesadzać. Wenger wprowadził również suplementy - głównie kreatynę.

Ufał swoim piłkarzom, ale jednocześnie starał się trzymać rękę na pulsie. Kiedy byli w hotelu i podejrzewał, że zawodnicy mogą chcieć coś zamówić za pośrednictwem room service’u, prosił pracowników tego obiektu o współpracę i informowanie go w przypadku takich sytuacji. Niektórzy na zgrupowania próbowali przemycać zakazane składniki, a Wenger, żeby przekonać zawodników do swoich pomysłów (zdawał sobie sprawę z tego, że to jeszcze potrwa), sprowadzał w dwóch pierwszych tygodniach pracy dietetyka, który mówił na temat odpowiedniego odżywiania.

Trener przekonał do siebie zawodników m.in. przez swoją słowność i poświęcenie. Zależało mu na tym, aby jego piłkarze czuli się doceniani, dlatego jedną z pierwszych rzeczy na jakie się zdecydował, było oczekiwanie od zarządu podniesienia wartości kontraktów swoich podopiecznych. Dbał o podwładnych, a oni odwdzięczali mu się szacunkiem i poświęceniem na boisku.

Wpływy Wengera na funkcjonowanie klubu wybiegały poza boisko. Ośrodek szkoleniowy Colney, który jednocześnie był ośrodkiem treningowym piłkarzy Arsenalu, podnajmowany był od University College London. Francuz zabiegał o budowę całkowicie nowego miejsca, którą osobiście nadzorował. Nie chodziło bynajmniej o nadzór ogólny, bowiem „Wenger osobiście doglądał budowy nowego ośrodka, sam wybierał sztućce oraz krzesła do stołówki2. Pomagał w kwestii logistycznej i wielu innych aspektach funkcjonowania zespołu.

Niewątpliwie sposób, w jaki pracował Wenger i jego wpływ na klub miało bardzo duże znaczenie. Arsenal diametralnie zmienił styl. Dotychczas, przed przyjściem Francuza, znany był przede wszystkim z twardej defensywy. Od momentu pojawienia się nowego szkoleniowca Kanonierzy przede wszystkim strzelają. Francuz spełnił obietnicę złożoną podczas pierwszego spotkania. Pod tym względem Arsenal był pionierem w dwojaki sposób - jako jeden z pierwszych klubów w pełni zaufał zagranicznemu szkoleniowcowi, a także pokazał, że angielska piłka, mająca raczej opinię twardej, męskiej gry, może być atrakcyjna dla oka piłkarskiego fana.

Od momentu przyjścia do klubu z Londynu Francuza zaszło wiele zmian. Mogą tutaj przemówić liczby - z obrotu oscylującego wokół 21 milionów funtów w 1996 r. zmieniły się 200 milionów w sezonie 2007/2008. Może też przemówić sam styl, czy też następujące potem trendy. Ofensywnie grający Arsenal zapewne pomógł w przyciągnięciu inwestorów zza granicy - Romana Abramowicza do Chelsea czy też szejka Mansoura bin Zayeda do Manchesteru City. Rewolucja francuska okazała się więc bronią obosieczną - z jednej strony pomogła lidze, z drugiej zaszkodziła Arsenalowi.

Bibliografia:

  1. Adams T., Ridley I., Uzależniony,
  2. Cross J., Arsene Wenger,
  3. Fynn A., Whitcher K., Arsenal. Jak powstawał nowoczesny superklub,
  4. Okoński M., Profesor niezwyczajny; [w:] Plus i minus z dn. 1-2 października 2016.

  1. J. Cross, Arsene Wenger. s. 36. []
  2. J. Cross, Arsene Wenger. s. 50. []

Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych artykułach. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

Zostaw własny komentarz