Włodzimierz Sokorski. Stalinowski minister kultury, który zniszczył Władysława Strzemińskiego


Włodzimierz Sokorski był stalinowskim wiceministrem kultury i sztuki, propagatorem idei socrealizmu w sztuce. To on bezpośrednio stał za decyzją o zwolnieniu Władysława Strzemińskiego z PWSSP, która oznaczała dla malarza śmierć artystyczną.

Włodzimierz Sokorski (po prawej) z Hermannem Henselmannem w Berlinie

Władysław Strzemiński to jeden z najwybitniejszych polski artystów pierwszej połowy XX w., twórca teorii unizmu w sztuce. Prekursor sztuki nowoczesnej w Polsce, założyciel pierwszego w Europie i drugiego po Nowym Jorku muzeum sztuki nowoczesnej. Współtwórca, wykładowca i profesor w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Łodzi. Był także wybitnym teoretykiem sztuki, autorem Teorii widzenia i cyklu obrazów pt. Powidoki.

Mimo iż Strzemiński nie był politykiem i w swoich dziełach nie wypowiadał się przeciwko nowej komunistycznej władzy, to został zniszczony. Artysta próbował nawet tworzyć awangardowe prace poświęcone ludzkiej pracy, jak cykle Żniwiarki i Przy krosnach, ale ze względu na brak dosłowności nie znalazły uznania u komunistycznych decydentów.Powodem zwolnienia Strzemińskiego z PWSSP było nierespektowanie norm doktryny realizmu socjalistycznego. Własnoręczny podpis pod tą decyzją złożył Włodzimierz Sokorski, wiceminister kultury i sztuki. Andrzej Wajda działania Sokorskiego jako ministra kultury określił jako „hańba dla polskiej kultury”1.

W tych ponurych czasach stalinizmu w Polsce nie było miejsca na indywidualizm artystyczny i awangardę. Podsekretarz stanu w Ministerstwie Kultury (1948–1952), a następnie minister (1952-1956) Włodzimierz Sokorski był w Polsce promotorem socrealizmu w sztuce. Pod jego wpływem artyści w Polsce Ludowej byli zobowiązani przekazywać treści socjalistyczne w narodowej formie. Schematyczne malarstwo miało ukazywać heroizm pracy i gloryfikować jej przodowników. Zatem dla takich artystów jak Strzemiński nie było miejsca. Albo podążało się socrealistycznym nurtem, albo przestawało się istnieć.

Strzemiński nie podporządkował się doktrynie Sokorskiego i zapłacił za to śmiercią artystyczną. W ramach odwetu nie tylko pozbawiono go pracy na uczelni, ale także zamalowano stworzoną przez niego w Muzeum Sztuki w Łodzi Salę Neoplastyczną, a dzieła niezgodne z duchem socrealizmu przeniesiono do magazynów. Został także skreślony z członkostwa w Związku Polskich Artystów Plastyków.

Sala Neoplastyczna / fot. P. Tomczyk, CC-BY-SA 3.0

Komuna położyła ręce nawet na jednej z jego ostatnich prac, jaką była płaskorzeźba Wyzysk kolonialny, przedstawiająca na ścianie łódzkiej kawiarnii „Egzotyczna” czarnoskóre osoby niosące worki z kawą. Została skuta ze ściany, gdyż nie wpisywała się w socrealistyczny nurt w sztuce.

Strzemiński, aby przeżyć imał się różnych zajęć, w tym malowania plakatów i projektowania sklepowych dekoracji. Wielki artysta został sprowadzony do roli czeladnika. Nie mógł podjąć innej pracy, gdyż w trakcie I wojny światowej stracił rękę i nogę, był inwalidą. Mimo to jego dorobek nie został zapomniany, o czym świadczy chociażby film Andrzeja Wajdy Powidoki, który opowiada o ostatnich latach życia artysty.

Władysław Strzemiński

Strzemiński w dniu 26 grudnia 1952 r. zmarł w nędzy i zapomnieniu, chorował na gruźlicę. Natomiast Sokorski nie tylko nie poniósł konsekwencji swojej decyzję, ale był awansowany. Miesiąc przed śmiercią profesora został ministrem kultury i sztuki, następnie przewodniczył Komitetowi ds. Radia i Telewizji, był posłem na Sejm PRL I, IV, V i VI kadencji. prezes Zarządu Głównego Związku Bojowników o Wolność i Demokrację. Pełnił liczne funkcje w ramach Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Zmarł w 1999 r. w Warszawie.

Czytaj także:

  1. za: http://film.wp.pl/wlodzimierz-sokorski-najwiekszy-plotkarz-prl-u-6025227646485121g []

Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych artykułach. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

11 komentarzy

  1. Awangarda napisał(a):

    Pewnie i emerytura była wysoka... Przynajmniej o ministrze pamięta się może w Polsce, a o Strzemińskim na świecie

  2. Bilbo napisał(a):

    I ten Wajda jednocześnie zawsze popierał tych polityków, którzy sprzeciwiali się jakimkolwiek rozliczeniom z komuną.

    • Komar napisał(a):

      Wajdzie przystoi milczeć w tej sprawie, ze względu na jego aktywność w latach pięćdziesiątych. A co do rozliczeń - Niemcy dobrze wyszły na tym, że zajęły się głównie rozwojem gospodarczym i budowaniem dobrobytu, a sprawy rozliczeń nazizmu i nazistów zepchnęły na dalszy plan. Natomiast w Polsce odwet realizowany przez oszołomów pod hasłem rozliczeń stał się ważniejszy niż rozwój, na którym oszołomy się po prostu nie znają.

      • Bilbo napisał(a):

        Cóż, chyba jednak „oszołomy”, jak ich kolega Komar sympatycznie nazywa za „Gazetą Wyborczą”, umieją jednak rozwijać państwo, bo statystyki gospodarcze po faktycznie nienajlepszym początku jednak są coraz lepsze, a dostrzegają to instytucje europejskie i światowe (chociażby ratingi w stosunku do Polski czy oceny np. Banku Światowego). Nie twierdzę, oczywiście, że nie ma zagrożeń, bo uważam, że PiS jest za bardzo etatystyczny, a za mało rynkowy, ale na razie jest całkiem dobrze. Zresztą, Kaczyński, wbrew jego „czarnej legendzie”, potrafi być elastyczny, jak pokazał przykład przykład ś.p. prof. Gilowskiej czy obecnie młodego Morawieckiego. Choć ta elastyczność ma swoje granice.
        Jeśli chodzi o porównywanie Niemiec i Polski - jest to kompletnie bez sensu, bo Niemcy od niemalże początku rozwijali się jako kapitalistyczne państwo demokratyczne. A Amerykanie nie pełnili w stosunku do nich takiej roli, jak Sowieci w stosunku do PRL.
        Nie rozliczenie okresu komunistycznego sprawiło, że III RP stała się kompletnie patologicznym krajem postkomunistycznym. Chyba, że ktoś wierzy w wizję Polski rodem z „Gazety Wyborczej”, która sama ma na sumieniu haniebną rolę w tzw. aferze Rywina.

        • Komar napisał(a):

          Kolega Bilbo poruszył problem rozliczeń - i do tego problemu odniosłem się, porównując rozliczenia z nazizmem w Niemczech zachodnich i rozliczenia z komunizmem w Polsce. W Niemczech zachodnich po wojnie na różnych (czasem wysokich) stanowiskach działali eks - naziści, w tym również zbrodniarze, a wielu ludobójców po prostu zostawiono w spokoju, a śledztwa przeciwko nim umarzano. Co do roli USA - Amerykanie patrzyli na to przez palce. Sprawy gospodarcze są oddzielnym zagadnieniem. Będziemy mogli o nich konkretnie rozmawiać, gdy GUS ogłosi dane za rok 2016. Ja rozumiem, że PiS dużą wagę przywiązuje do doszukiwania się win poprzedników, ale większości społeczeństwa nie interesują przepychanki między rządzącymi a opozycją, tylko efekty rządzenia. Chciałbym przypomnieć, że mamy już drugi rok rządów PiS.

          • Bilbo napisał(a):

            Kolega Komar wyciąga z historii to, co mu pasuje, niestety. Owszem, Amerykanie, po krótkim okresie denazyfikacji, darowali sobie rozliczanie III Rzeszy (oczywiście, wynikało to w dużej części z ówczesnej sytuacji geopolitycznej), tylko jest jedno ale - RFN lat 60. czy 70. nie była państwem patologicznym, jak postkomunistyczna III RP. Zachodni Niemcy, w dużej części dzięki Amerykanom, wykształcili demokrację, w której po pierwsze, byli naziści dostosowali się do cywilizowanych reguł gry, po drugie, struktury i organy państwa były na tyle sprawne i skuteczne (co jest całkowitym przeciwieństwem III RP), że były w stanie pojawiające się patologie wykrywać i likwidować. RFN tamtych czasów nie przeszedł do historii jako państwo skorumpowane.

          • Komar napisał(a):

            Kolego Bilbo,
            rozliczenia nie są metodą na rozwój gospodarczy. Stany Zjednoczone były najbardziej skorumpowane w okresie swojego najbardziej intensywnego rozwoju - od lat dwudziestych do lat czterdziestych dwudziestego wieku. Mafie miały wpływy na wszystkich szczeblach aparatu władzy - od szeregowego policjanta patrolującego ulice po centralne urzędy w Waszyngtonie. Niejeden ród amerykańskich miliarderów dorobił się na związkach z mafią. Słyszałem o takim rodzie miliarderów, który dorobił się na handlu alkoholem w czasach prohibicji. Zresztą - skąd pochodzi powiedzenie, że pierwszy milion dolarów trzeba ukraść? I nikt nikogo w USA z tego nie rozliczał. A tu nagle rozliczanie ma stać się istotnym czynnikiem wzrostu gospodarczego.

  3. ros napisał(a):

    Bilbo, o tym PiSie serio? Jest coraz lepiej? Chyba wierzysz w wizję rodem z reżimowej TVP, która z dziennikarstwem nie ma już nic wspólnego, albo żyjesz w jakimś pisowskim matrixie.

  4. Bilbo napisał(a):

    Kolego Komar, rozliczenia są potrzebne do tego, żeby obywatele danego państwa byli przesądzeni o obowiązywaniu w nim elementarnej sprawiedliwości, a to akurat chyba jest jedną z podstawowych cech zdrowego systemu gospodarczego, czyż nie?
    Co do rządów PiS-u w zakresie gospodarki - oczywiście, że nie wszystko jest takie super, oczywiście, że różne zmiany prawne można by przeprowadzić lepiej, ale nikt nie może powiedzieć, że polska gospodarka źle się rozwija. Moim zdaniem, wprost przeciwnie - generalnie rozwija się w dobrym kierunku.

  5. Komar napisał(a):

    Kolego Bilbo -
    właśnie o tym pisałem, że zarówno w USA, jak i w NRF celowo zrezygnowano z rozliczeń - i jakoś od tego nie załamało się poczucie sprawiedliwości w społeczeństwie ani nie rozsypała się gospodarka.
    Poza tym nie wiem, czy na pewno zmierzamy w kierunku systemu opartego na sprawiedliwości, skoro w tym systemie sądy mają ferować wyroki pod dyktando kierownictwa partii. Bo do tego sprowadza się podporządkowanie sądów instancjom politycznym.

  6. Bilbo napisał(a):

    W Hiszpanii parlament też wybiera członków tamtejszej KRS, i jakoś nikt nie mówi o braku demokracji. W Niemczech i we Francji funkcjonują surowe przepisy prawne dekoncentracyjne na rynku medialnym, i kraje te uchodzą za demokratyczne. W Niemczech prowadzona jest po dziś dzień lustracja, i jakoś nikt tam nie trąbi o łamaniu praw człowieka. To są przykłady z wielu innych, jak na Zachodzie coś całkowicie normalnego, w Polsce nagle staje się rzekomym zagrożeniem demokracji, niemalże wyznacznikiem faszyzmu. Zresztą, dzięki temu to zjawisko staje się bardzo zastanawiające - dlaczego na Zachodzie takie rozwiązania mogą istnieć, a w Polsce nie.

Zostaw własny komentarz