Zdrajca Wyklętych – „kpt. Lawina”, czyli Henryk Wendrowski


Dopiero po 1989 r. możemy w Polsce przedstawiać prawdziwe dzieje Żołnierzy Wyklętych. Praktycznie jednak to w ostatnich latach niezłomni bohaterowie antykomunistycznej konspiracji i walki, poprzez książki, komiksy, filmy i muzykę, przebili się do szerokiego grona odbiorców, popularyzując w tej kwestii polską historię. Po wielokrotnym zaprezentowaniu przeżyć polskich bohaterów tym razem postanowiłem przedstawić losy tych, którzy, porzuciwszy swoich towarzyszy broni, przeszli na stronę komunistów i bezpieki.

Henryk Wendrowski, rok 1944 lub 1945 (IPN).

W działaniach operacyjnych prowadzonych już wtedy pod szyldem UB tytułowi zdrajcy wyklętych częstokroć wyprzedzali swoich mocodawców w gorliwym wykonywaniu poleceń i przyczynili się do rozpracowania oraz likwidacji wielu grup niepodległościowych. Jedną ze sztandarowych postaci owych zdrajców był Henryk Wendrowski, który w pracy operacyjnej posługiwał się pseudonimem „kpt. Lawina”.

Henryk Wendrowski urodził się 10 stycznia 1916 r. w Saratowie w Rosji. Jego ojciec Hugon był ślusarzem i pracował na kolei, a matka Zofia (również pochodząca z rodziny robotniczej) zajmowała się domem. Po zakończeniu I wojny światowej rodzina Wendrowskich przyjechała do Polski i zamieszkała w Białymstoku. W tym mieście Henryk skończył szkołę powszechną i średnią, a następnie odbył przeszkolenie wojskowe w 39. Pułku Piechoty stacjonującym w Jarosławiu, otrzymując stopień kaprala podchorążego. Po zakończeniu służby próbował studiować, ale po pół roku uczęszczania do Akademii Sztuk Pięknych w Wilnie musiał zaprzestać nauki z powodu braku pieniędzy (spowodowanego przejściem ojca na emeryturę). Z tego też względu w 1938 r. przyszły „kpt. Lawina” rozpoczął pracę jako nauczyciel.

Kiedy 1 września 1939 r. wybuchła wojna, Henryk Wendrowski – pracujący w oświacie – nie został zmobilizowany. Na Białostocczyznę wkroczyli Sowieci, zaprowadzając swoje rządy, mimo to Wendrowski w dalszym ciągu pracował jako nauczyciel. Uczył krótko w szkole w Białymstoku, a później przez dwa lata w Kołodzieży, gdzie awansował na kierownika placówki. Cały komunistyczny system okupacyjny zawalił się, gdy 22 czerwca 1941 r. Niemcy zaatakowały ZSRR. Wendrowski przeczekał przejście frontu, a potem stopniowo angażował się w antyhitlerowską konspirację. Według różnych źródeł od 1941 r. lub od 1942 r. działał w Polskiej Organizacji Zbrojnej „Racławice”, włączonej następnie w szeregi Armii Krajowej.

W organizacji podziemnej pełnił odpowiedzialną funkcję szefa komórki legalizacyjnej okręgu. Ale po wsypie i aresztowaniu szwagra oraz teścia, Henryk zmuszony został do ucieczki z miasta. Pomimo wyjazdu z Białegostoku w dalszym ciągu pracował dla AK, tym razem jako kierownik komórki legalizacyjnej Inspektoratu Białostockiego AK. Latem 1944 r.  przyszedł front i Sowieci wyzwolili Białystok. W tym czasie Wendrowski, który w akowskiej konspiracji używał pseudonimów „Narbutt„, „Kos„ i „Nawrot”, został zatrzymany przez Armię Czerwoną na przesłuchanie. Podczas rozmowy wyjątkowo szybko poszedł na pełną współpracę z sowieckim kontrwywiadem wojskowym ”Smiersz” i zdekonspirował znaczną część białostockiego akowskiego podziemia. Przekazał Rosjanom m.in. posiadany zbiór fotografii potrzebnych do wyrobienia fałszywych dokumentów dla konspiratorów z AK. Współpracę z Sowietami tłumaczył później chęcią wyprowadzenia z podziemia pozostałych członków AK.

Jako tajny współpracownik po roku został przekazany polskiej bezpiece. Oficjalnie zajmował stanowisko starszego referenta w Powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego w Olecku, a od kwietnia 1946 r. był nawet p.o. szefa tegoż urzędu. Ale w Olecku przebywał rzadko, a jego tajne misje wykraczały daleko poza granice powiatu. Latem 1946 r. został przeniesiony do dyspozycji Szefa Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Białymstoku, a następnie jesienią tego samego roku do Wydziału III Departamentu III Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, skąd w dalszym ciągu kierowany był do niejawnych operacji prowadzonych przeciwko polskiemu podziemiu niepodległościowemu. Nowo pozyskany agent praktycznie od początku dał się poznać jako nietuzinkowa postać z bogatym konspiracyjnym doświadczeniem, które wykorzystywał w akcjach prowadzonych przeciwko podziemiu. Wkrótce, z racji swoich wysokich zdolności i ogromnego zaangażowania w ubeckiej pracy operacyjnej, stał się kluczową postacią w rozpracowywaniu „wrogiego podziemia”, nawet w skali ogólnopaństwowej.

Płk WSW Henryk Wendrowski (IPN).

Jako „kpt. Lawina„ Henryk Wendrowski odpowiedzialny był za rozbicie kilkuosobowej grupy z oddziału Józefa Zadzierskiego ps. „Wołyniak„, której członków podstępnie zwabiono do Gliwic i zlikwidowano. Sukces tej akcji sprawił, że podobną operację na dużo większą skalę powtórzono w stosunku do oddziału Narodowych Sił Zbrojnych Henryka Flamego ps. „Bartek„. Wendrowski jako wysłannik podziemnej centrali nawiązał kontakt z grupą ”Bratka” i nakłonił dowódcę oraz żołnierzy do zmiany miejsca działania. Ubecki agent zorganizował trzy transporty samochodowe, które przewoziły ochotników w rejon Wrocławia, gdzie partyzanci NSZ mieli osłaniać podziemną radiostację i walczyć przeciwko niemieckiemu Werwolfowi. Żołnierze ”Bartka” nigdy jednak nie dotarli na miejsce docelowe, a cała akcja była ubecką prowokacją wykonaną wespół z sowieckim NKWD. Transporty były wyreżyserowane w podobny sposób, a polscy żołnierze likwidowani w środku nocy podczas noclegu w drodze do celu podróży. Ginęli obrzuceni granatami, rozstrzelani czy też wysadzeni w powietrze wraz z całymi budynkami. W taki bestialski sposób życie straciło około 100 polskich partyzantów, a kilku kolejnych zostało aresztowanych i skazanych na karę śmierci.

Po sukcesie akcji skierowanej przeciwko partyzantom „Bartka„ Henryk Wendrowski został uhonorowany w szczególny sposób. As ubeckich służb jesienią 1946 r. otrzymał awans na stopień porucznika i został odznaczony Brązowym Krzyżem Zasługi. Jego inne późniejsze odznaczenia to m.in. Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski (1954 r.), Odznaka „20 Lat w Służbie Narodu„ (1966 r.) i Złota Odznaka ”Za Zasługi w Ochronie Porządku Publicznego” (1985 r.). Warto jeszcze odnotować, że za zwalczanie podziemia niepodległościowego już w 1947 r. Henryk Wendrowski został przez komunistów uhonorowany Krzyżem Walecznych.

Wiosną 1947 r. Wendrowski znowu był potrzebny w ubeckich rozgrywkach. Skierowano go na Białostocczyznę, gdzie miejscowe podziemie rozważało sprawę ujawnienia. Henryk Wendrowski pojechał tam jako przedstawiciel UB i odbył rozmowę z szefem Okręgu Białostockiego Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” Józefem Ochmanem, z którym dobrze znał się z czasów konspiracji. Zdołał przekonać podziemny okręg do ujawnienia, a według jego późniejszych słów w Białostockiem z konspiracji wyszło i złożyło broń około 12 tysięcy ludzi.

W lipcu 1947 r. za kolejne sukcesy porucznik Wendrowski został awansowany na stopień kapitana. Wyższy stopień wojskowy pociągnął za sobą również nominację w służbie i przeniesienie na stanowisko kierownika Sekcji II Wydziału II Departamentu III MBP, co wiązało się z dwukrotnym zwiększeniem pensji. Pod koniec tego roku Henryk Wendrowski został ponownie skierowany do pracy przeciwko antykomunistycznej konspiracji. W ramach wielkiej ogólnopolskiej operacji „Cezary„ (prowokacyjna i całkowicie zależna od UB V Komenda WiN) występował jako fikcyjny oficer WiN-u, używając pseudonimów „Kazimierz„ lub „Kos”. Był np. tym, który przyjmował wysłannika Delegatury Zagranicznej Zrzeszenia – Adama Boryczkę ps. ”Adam”.

Oficjalnie, według zapisów komunistycznych dokumentów, Wendrowski z początkiem 1950 r. został przeniesiony w „stan nieczynny„, co mogło oznaczać jedynie jeszcze bardziej zakamuflowany sposób współpracy z bezpieką. Wydaje się to logiczne wobec trwania operacji „Cezary„ i udziału w niej ubeckiego agenta. Ostatecznie 15 czerwca 1953 r. Henryk Wendrowski został „wyłączony z sieci”. Od tego czasu ”kpt. Lawina” pracował w Komitecie ds. Bezpieczeństwa Publicznego, a następnie w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych.

Równolegle z karierą zawodową szły jego awanse wojskowe: w 1948 r. był majorem, od 1957 r. podpułkownikiem, a z dniem 2 lipca 1959 r. otrzymał promocję na stopień pułkownika Wojskowej Służby Wewnętrznej. W międzyczasie z ramienia Ministerstwa Spraw Zagranicznych Henryk Wendrowski został wysłany do Wietnamu. Po powrocie i zwolnieniu z MSW (1968 r.) dawny „kpt. Lawina” miał już przygotowaną wygodną posadę za granicą. Jako że już wcześniej Wendrowski ukończył studia na Wydziale Dyplomatyczno-Konsularnym Szkoły Głównej Służby Zagranicznej w Warszawie, mógł od razu objąć stanowisko ambasadora nadzwyczajnego i pełnomocnego w Królestwie Danii. Po pięciu latach wrócił do kraju, ale w dalszym ciągu służył PRL-owi jako dyrektor departamentu łączności w Ministerstwie Spraw Zagranicznych. Zwieńczeniem jego kariery dyplomatycznej było stanowisko ambasadora PRL w Islandii.

Ubecki agent „kpt. Lawina” zmarł w 1997 r., nie doczekawszy żadnych konsekwencji za swoją antypolską działalność i służbę w zbrodniczym stalinowskim UB. Według historyka Tomasza Łabuszewskiego ubecka aktywność Henryka Wendrowskiego mogła przyczynić się do śmierci nawet kilkuset i aresztowania kolejnych kilku setek ludzi z podziemia niepodległościowego.

 

Wszystkim naszym czytelnikom polecamy najnowszą książkę Szymon Nowaka pt.: Zdrajcy wyklętych, która ukazała się nakładem wydawnictwa Fronda.

 

Redakcja merytoryczna: Marcin Petrynko
Korekta językowa: Edyta Chrzanowska

Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych artykułach. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

9 komentarzy

  1. rycerz napisał(a):

    Trzeba przeglądnąć takie osoby i zastanowić się nad odbiorem emerytur.

  2. Bilbo napisał(a):

    Jeśli facet żyje, zgodnie z przegłosowaną ustawą dezubekizacyjną będzie miał zmniejszoną emeryturę jako były funkcjonariusz organów bezpieczeństwa państwa w okresie PRL.

  3. luek napisał(a):

    Dobrze ze juz nie ma go bo to pewnie pejsata hiena ktora przybrala polskie nazwisko

  4. Adrian napisał(a):

    Tępił bandytów z NSZ i to mu się akurat chwali

  5. Bilbo napisał(a):

    NSZ było jedyną organizacją konspiracyjną, która doskonale przewidziała przyszłą rolę kolaboranckich zdrajców z AL.

  6. Wania napisał(a):

    Syn Wendrowskiego, Jeremi, studiowal wlatach 70-siatych na Akademii Teologii Katolickiej, gdzie zdobyl status „opozycjonisty”, lecz nadal pracowal dla MSW, rozpracowujac struktury opozycyjne.

Zostaw własny komentarz