Historia jednego zdjęcia – złoty warkocz pani Eli


Ambitna, uparta, dążąca do celu, wszechstronna, silna, a zarazem przyjacielska. Taka była Elżbieta Krzesińska z domu Duńska. W 1956 r., w australijskim Melbourne, odprawiła rywalki z kwitkiem, zdobywając olimpijskie złoto w skoku w dal. Gdyby nie jej słynny, długi warkocz i pewna głęboka sędziowska analiza, mistrzynią mogłaby zostać już cztery lata wcześniej.

Skok „złotej” Elżbiety Krzesińskiej

Elżbieta Krzesińska urodziła się 11 listopada 1934 r. w Młocinach. Dzieciństwo głównie kojarzyła z II wojną światową, w czasie której spłonął jej dom, a rodzice byli zmuszeni przeprowadzić się do Elbląga. Po zakończeniu działań wojennych młodziutka Ela rozpoczęła naukę. Dość przypadkowo nauczyciel wychowania fizycznego zauważył, że ma smykałkę do sportu – była zwinna, szybka i bardzo skoczna. Rozpoczęła treningi, które szybko zaprowadziły ją do reprezentacji Polski w lekkoatletyce. Jej specjalnością był skok w dal.

Już w czasie swoich pierwszych igrzysk olimpijskich w 1952 r. skakała kapitalnie. Niestety, jej gruby warkocz tuż po lądowaniu zostawił na piasku ślad. Mimo protestu Węgrów i nieścisłych przepisów sędziowie stwierdzili, iż ów warkocz jest częścią ciała i zmierzyli polskiej zawodniczce krótszą odległość. Skończyło się na 12 miejscu.

Cztery lata później nie było już żadnych wątpliwości – Krzesińska wygrała, skacząc 6,35 m. Wyrównała tym samym ustanowiony przez siebie rekord świata. Wynik mógł być jeszcze lepszy. Niestety dwie próby „Złotej Eli” były minimalnie spalone (lądowała w nich w granicach 6,70–6,80 m). Druga w klasyfikacji Amerykanka – Willye White – straciła do Polki 26 centymetrów. Brąz trafił do reprezentantki ZSRR – Nadieżdny Chnykina-Dwaliszwili (6,07 m). Ela Krzesińska odebrała medal z rąk duńskiego księcia Alexa..

Jest jeszcze coś, czym zjednywała sobie kibiców i rywalki – mianowicie zwykłą, ludzką dobrocią. Potrafiła doradzać konkurentkom, przekazywać swoje doświadczenie i uwagi. Więcej! Robiła to także w trakcie wspólnej rywalizacji. W 1960 r., na rzymskich igrzyskach, podeszła do niej Wera Krepkina, która regularnie paliła swoje próby. Panie porozmawiały i pochodząca z Kijowa lekkoatletka przesunęła nieco początek rozbiegu. Później Wera oddała najdalszy skok w konkursie, a złoty medal zawisł na jej szyi. Drugie miejsce przypadło... Krzesińskiej. Chociaż w tamtej chwili straciła tytuł mistrzyni olimpijskiej, to zyskała coś znacznie cenniejszego – dozgonną wdzięczność i przyjaźń Krepkiny.

Tamtą sytuację podstępem starały się wykorzystać władze PRL. Posłużyła ona do celów propagandowych, w myśl których sportsmenki z bratnich, socjalistycznych narodów miały pospieszać sobie z pomocą. Pani Ela krytykowała takie działania. W ogóle była bardzo niechętna i nieposłuszna władzy ludowej, przez co „działacze„ uprzykrzali jej sportowe życie. W tej walce również pokazała swoje ”ja”, za co należy jej się wielki szacunek.

Po zakończeniu kariery została stomatologiem. Zmarła w nocy z 28 na 29 grudnia 2015 r., w wieku 81 lat.

 

Artykuł powstał we współpracy z blogiem historiasportu.info

Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych artykułach. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

Zostaw własny komentarz