„Nowa Odyseja. Opowieść o kryzysie uchodźczym w Europie” – P. Kingsley – recenzja


„Nawet gdyby zapadła decyzja, by zatapiać łodzie z migrantami, to ludzie i tak będą się przeprawiać, bo uważają siebie samych za martwych od dawna”1. To dla mnie najbardziej zapadające w pamięć zdanie z książki Patricka Kingsleya – poświęconej kryzysowi uchodźczemu ostatnich lat. Nowa Odyseja to pogłębiony i poruszający reportaż o ludziach, którzy zmuszeni przez wojny, głód i przemoc uciekają z domów i ruszają w podróż pełną niebezpieczeństw, a nawet śmierci.

Czytelnik opowieści o uchodźcach zna z przekazów choćby z granicy węgierskiej lub z dramatycznych relacji znad Morza Śródziemnego. Tymczasem te historie zaczynają się przecież dużo wcześniej. Autor docieka przyczyn, dla których tylu ludzi ryzykuje tak wiele. Jedzie zatem do Libii, Egiptu, a potem do Jordanii. Te kraje jednak wbrew pozorom są tylko bramami, w których skupiają się ludzie z najróżniejszych miejsc świata przed ostatecznym wyruszeniem do Europy. Wcześniej trafiają tam z innych państw ogarniętych wojnami i przemocą. Nazywa się ich często migrantami ekonomicznymi, bo uciekają z takich „oaz spokoju” jak ogarnięte wojną i terroryzmem Irak czy Afganistan. Uciekają także masowo z Erytrei, opanowanej przez autorytarny reżim, czy z Nigerii, w której szaleje Boko Haram. Uciekają z Darfuru i Somalii – krajów, które w zasadzie nie istnieją. Na koniec uciekają przed głodem, gdy ich wczorajsze pola zamieniły się w pustynie na skutek zmian klimatu. Niosą swoje dramaty i traumy, które tylko potęguje nierzadko kilkumiesięczna podróż.

Są wreszcie na końcu Syryjczycy, od których teoretycznie się zaczęło, którzy po kilku latach życia w namiotach w Libanie czy Jordanii, bez perspektyw na zmianę, zaczęli się decydować na ucieczkę do Europy. Nawet największa pomoc humanitarna kierowana do obozów w tych krajach nie zmieni przecież braku nadziei na jakąś przyszłość i możliwość wzięcia steru życia w swoje ręce. To przecież tak ludzkie uczucie. Najgorsze jest zaś to, że teraz może być już za późno, by po prostu zakończyć wojnę i liczyć na łatwy powrót do domów. Podziały religijne i społeczne znacznie wzrosły.

Moją uwagę jednak najbardziej przykuły opowieści o początkach dróg uchodźców, jeszcze przed przekroczeniem Sahary albo granic Turcji. To jest coś, co najrzadziej przebija się do mediów, jest niewidoczne, jak biała plama na mapie (a uchodźcy niczym Deus ex machina pojawiają się w portach Libii albo Turcji). Sama przeprawa przez piaski wielkiej pustyni szlakiem przemytników nawet dziś nie jest bezpieczna. Tu nie ma analiz czy statystyk podających, ile osób ginie w drodze. Nie ma komu tego zmierzyć. Na pustyni pozostają po prostu kości. Jedyne, co jest, to szczątkowe relacje osób, którym się udało. Są to opowieści o tym jak łatwo spaść z chybotliwej paki rozpędzonego samochodu (a nikt nie będzie się zatrzymywał) albo o strzelaninach z bandytami. Wreszcie o śmierci z pragnienia, gdy droga trwa zbyt długo.

Jest jeszcze Haszem al-Souki, „zwyczajny Kowalski”, którego Odyseję oglądamy indywidualnie, od początku do końca: od zwykłego życia, jakie toczył w Syrii, aż do miejsca, gdzie będzie można zacząć wszystko od nowa. Jego opowieść śledzimy we fragmentach przez całą książkę – to ważny element, gdyż w tych wielkich historiach i masach uchodźców przelewających się przez strony czasem łatwo stracić z oczu człowieka.

Patrick Kingsley bada temat kryzysu migracji od kilku lat. Ma to szczęście że „Guardian”, w którym pracuje, nie szczędzi środków, by mógł zająć się tematem na serio. Efektem jest wstrząsający reportaż o ludziach, którzy uciekają przed wojną, przemocą, brakiem perspektyw i nadziei na jakiekolwiek zwyczajne życie; którzy będą uciekać pomimo wszelkich przeszkód stojących im na drodze. To jest dla mnie najbardziej wstrząsające przesłanie tej książki – oni będą tu szli nie dlatego, że chcą komuś zrobić na złość albo zamienić w muzułmanów. Będą szli, bo w bliskiej okolicy nie ma żadnego innego stabilnego miejsca, gdzie można spokojnie żyć, pracować, wychowywać dzieci. Być może ich przyszłość tu też będzie niepewna, ale przynajmniej daje jakąś nadzieję na poprawę. Jedyne, co można próbować zrobić, to w jakiś sposób zarządzać tym procesem, by nie dopuszczać do tak niekontrolowanych ruchów. To się zresztą już na pewną skalę zaczęło.

Wiedzą o tym także terroryści, dlatego bez przerwy próbują zbudować wielki mur niechęci do uchodźców – mur z bomb i krwi ofiar zamachów. Pozbawieni nadziei i zepchnięci na margines społeczeństwa uchodźcy sami wpadną w ręce radykałów i fundamentalistów oferujących im proste rozwiązania.

Książka ma niestety też drobne słabsze strony. Dosłownie w jednym czy dwóch miejscach autor narzeka na bogate naftowe kraje Zatoki Perskiej (same nierzadko zaangażowane w konflikt syryjski), które nie starają się pomóc uchodźcom. Brakowało mi prób zrozumienia tego wątku i dziennikarskiej dociekliwości. Oczywiście nie interesują mnie proste odpowiedzi, świat muzułmański jest (wbrew pozorom) wewnętrznie podzielony nie mniej niż chrześcijański – daleko mu do monolitu dążącego do podboju okolic. Ten brak reakcji zapewne utrudnia działania w Europie w odpowiedzi na kryzys uchodźczy, niemniej Kingsley po prostu nie podjął tego wątku; bardzo szkoda, pomimo że domyślam jak musiałoby być to trudne. Brakowało mi też mimo wszystko kilku liczb, zestawień skali migracji z poszczególnych kierunków z podziałem na lata i może najważniejszego – źródeł pochodzenia.

Książka została bardzo dobrze wydana, sama okładka jest świetnie dobrana – mały stateczek wspinający się na falę. Wewnątrz dobry papier, do tego wkładka ze zdjęciami autora – dosłownie kilka, ale są z miejsc, w których był śledzić bohaterów swojej opowieści. Mapy przy każdym rozdziale ułatwiają orientację w opisywanych wydarzeniach.

 

Plus minus:

Na plus:

+ rzetelne podejście do opisywanego tematu

+ szerokie spektrum poruszanych wątków związanych z emigracją

+ dotarcie do wielu uczestników procesu migracji takich jak przemytnicy czy straż wybrzeża

Na minus:

- brak odniesienia się do sytuacji w krajach Zatoki Perskiej

- brak zestawień tabelarycznych o kierunkach i źródłach migracji

 

Tytuł: Nowa Odyseja. Opowieść o kryzysie uchodźczym w Europie

Autor: Patrick Kingsley

Wydawca: Krytyka Polityczna

Rok wydania: 2017

ISBN: 978-83-65369-66-6

Liczba stron: 352

Okładka: twarda

Cena: 44,90 zł

Ocena recenzenta: 9,5/10

 

Redakcja merytoryczna: Marcin Petrynko

Korekta językowa: Aleksandra Czyż

  1. P. Kingsley, Nowa Odyseja. Opowieść o kryzysie uchodźczym w Europie, Warszawa 2017, s. 117. []

Opinie i ocena zawarte w recenzji wyrażają wyłącznie zdanie recenzenta, nie musi być ono zgodne ze stanowiskiem redakcji. Z naszą skalę ocen i sposobem oceny możesz zapoznać się tutaj. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanej recenzji, by to zrobić wystarczy podać swój nick i e-mail. O naszych recenzjach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych recenzjach. Możesz także napisać własną recenzję i wysłać ją na adres naszej redakcji.

Zostaw własny komentarz