Marine Nationale w okresie II wojny światowej


Marynarka Wojenna Francji była przed wojną jedną z pięciu najpotężniejszych flot na świecie. Kiedy wybuchł konflikt, nie miała jednak okazji, by wykazać się w walce. Oto historia La Royale w momencie najcięższej próby.

Francja wyszła z Wielkiej Wojny zwycięsko, jednak olbrzymie straty ludzkie i materialne, w tym zatruta na dekady ziemia tam, gdzie toczyły się walki, uczyniły tę wiktorię pyrrusową. Także La Royale, sporadycznie wykorzystywana, wyszła z konfliktu osłabiona i niedofinansowana. Pomimo wprowadzenia w latach 20. nowoczesnych okrętów – krążowników typu Duguay-Trouin, lotniskowca Béarn i kilku typów szybkich i silnych niszczycieli – w traktacie waszyngtońskim została zrównana tonażem z głównym przeciwnikiem, Włochami. Obydwa kraje dysponować miały okrętami o łącznej maksymalnej wyporności 175 tys. ton. Niemal dwukrotnie większy tonaż przyznano wschodzącej potędze, Japonii.

Dyplomaci zgromadzeni w Waszyngtonie na konferencji dotyczącej zbrojeń morskich.

Kolejny traktat, zawarty w Londynie w 1930 r., został przez Francję podważony. Wprowadzane przez niego ograniczenia w budowie niszczycieli i okrętów podwodnych spowodowały, że Paryż poczuł się zagrożony. Był to również efekt tego, że Włochy domagały się umożliwienia rozbudowy floty. Ostatni przedwojenny traktat o zbrojeniach morskich, zawarty sześć lat później, został z kolei zbojkotowany przez Włochy i Japonię. Pozostałe floty także zaczęły projektowanie i budowę większych okrętów, pozbawionych wad wynikających z ograniczeń międzynarodowych.

Nie godząc się na ograniczenie tonażu niszczycieli do 1850 ton, Francja już w latach 30. rozpoczęła budowę silnych, wielkich niszczycieli, które nazywano również małymi krążownikami. Dzięki temu pojawiły się typy Burrasque czy Fatasque. Większe okręty – pancerniki typu Richelieu, krążownik ciężki Algérie i kilka innych – budowano jednak w zgodzie z postanowieniami traktatowymi, co spowodowało, że miały typowe dla „okrętów traktatowych” wady i było ich niewiele. Efektem sytuacji gospodarczej i międzynarodowej Francji było to, że w maju 1940 r. Marine Nationale miała na stanie: trzy nowoczesne pancerniki, pięć drednotów, jeden lotniskowiec, siedem ciężkich krążowników, jedenaście lekkich, 32 wielkie niszczyciele, 38 kontrtorpedowców i osiemdziesiąt łodzi podwodnych.

Od września 1939 r. do maja roku następnego, poza zabezpieczeniem wybrzeża i linii żeglugowych, flota nie wykonywała większych operacji. Działania toczyły się na Atlantyku i Morzu Norweskim, gdzie były wsparciem dla alianckich desantów w rejonie Oslo i Narwiku. Jednakże pogarszająca się sytuacja we Francji, gdzie walki toczyły się od 10 maja 1940 r., spowodowała wycofanie jednostek lądowych i okrętów z Morza Północnego. Przed podpisaniem kapitulacji 22 czerwca tego samego roku okręty La Royale zdążyły jednak wziąć udział w operacji „Dynamo”, czyli ewakuacji British Expeditionary Force i jednostek sojuszniczych na Wyspy Brytyjskie.

Niszczyciel Burrasque tonący pod Dunkierką w trakcie operacji „Dynamo”.

Po podpisaniu aktu kapitulacji w starym, historycznym wagonie w lasku Compiègne, marszałek Pétain ogłosił neutralność Francji i zobowiązał się do niewydania floty francuskiej byłemu przeciwnikowi. Teoretycznie powinno to było uspokoić zarówno Niemców, jak i Anglików oraz pozwolić cennym okrętom przetrwać. Winston Churchill, pełniący funkcję premiera Wielkiej Brytanii, postanowił jednak definitywnie rozwiać niepewności co do dalszego udziału okrętów francuskich w wojnie.

Niecałe dwa tygodnie po kapitulacji Francji, Royal Navy stanęła w okolicach portu, w którym skoncentrowała się największa liczba francuskich okrętów. Położony w północno-zachodniej Afryce port w Mers-el-Kebir chronił pancerniki Dunkerque, Strasbourg, drednoty Provence i Bretagne oraz kilka niszczycieli. Inne okręty znajdowały się w Dakarze i Aleksandrii. Kierujący operacją „Catapult” adm. James Somerville postawił ultimatum, w którym proponowano zamkniętym w porcie Francuzom przyłączenie się do walki, internowanie w portach brytyjskich lub amerykańskich albo ewakuację do kolonii na Morzu Karaibskim. Odrzucenie ultimatum skutkować miało żądaniem zatopienia okrętów przez własne załogi bądź przez Brytyjczyków.

Pancernik Strasbourg manewrujący w ostrzeliwanym porcie Mers-el-Kebir. 3 lipca 1940 r.

3 lipca okręty Royal Navy otworzyły ogień do stojących w porcie okrętów francuskich. Ostrzał spowodował zatonięcie drednota Bretagne oraz liczne uszkodzenia na innych okrętach. Pancernik Strasbourg w asyście kilku niszczycieli zdołał opuścić port i uciec do Tulonu. W następnych dniach ostrzał i ataki samolotów z lotniskowca HMS Ark Royal dopełniły dzieła zniszczenia. Zatopienie i uszkodzenie okrętów oraz śmierć 1300 marynarzy stały się poważną skazą na stosunkach angielsko-francuskich, zwłaszcza ze świeżo utworzonym ruchem Wolnej Francji gen. Charlesʼa de Gaulle’a. Nadszarpnęło to zaufanie Francuzów co do intencji sojuszników i dopiero rozmowy dyplomatyczne na wysokich szczeblach uratowały sypiący się sojusz.

Internowane w Aleksandrii i innych portach brytyjskich okręty Anglicy przekazali ruchowi Wolna Francja, ale marynarka gen. de Gaulle’a cierpiała na braki kadrowe, gdyż większość marynarzy zdecydowała się na powrót do ojczyzny i zaniechanie walki.

We wrześniu 1940 r. Anglicy i członkowie ruchu Wolna Francja podjęli próbę opanowania Dakaru, jednego z najważniejszych portów zachodniej Afryki. W dniach 23–25 września okręty brytyjskie, wspierane przez cztery jednostki gaullistowskie, stanęły naprzeciwko portu, w którym zacumowane były wierne Vichy: pancernik Richelieu, trzy nowoczesne krążowniki typu La Galissonière, trzy wielkie niszczyciele La Fatasque oraz kilka okrętów podwodnych i pomocniczych, mające utrzymać władzę marsz. Pétaina nad Francuską Afryką Zachodnią.

Walki, w wyniku których uszkodzeń doznały liczne jednostki obydwu stron, nie doprowadziły do pomyślnego dla gen. de Gaulleʼa rozstrzygnięcia. Atakujący wycofali się. Kolejne operacje, których celem było opanowanie wiernych Vichy kolonii, przeprowadzano już jednak z większymi sukcesami, dzięki naukom wyciągniętym z nieudanego rajdu na Dakar. W operacjach w Gabonie, Syrii, Maroku, Algierii i na Madagaskarze okręty ruchu Wolna Francja i Francji Vichy toczyły przeciwko sobie bratobójcze walki.

Czołgiści 7. Panzer Division przy czołgu PzKpfw IV przyglądają się płonącemu okrętowi francuskiemu w porcie wojennym w Tulonie. JEst to prawdopodobnie krążownik Colbert. 

Najtragiczniejsze dla Francuzów i La Royale stały się walki w Afryce Północnej. W wyniku uporu adm. Darlana, dowódcy floty Vichy, który doprowadził do wymiany ognia, zatonęły lub zostały uszkodzone kolejne okręty francuskie. Najboleśniejsze było jednak samozatopienie pozostałości floty francuskiej, bazującej w Tulonie na południowym wybrzeżu Francji. Osiemdziesiąt okrętów, w tym Strasbourg i Algérie, zostało zniszczonych przez własne załogi. Związane to było z wejściem wojsk niemieckich na terytorium Vichy, pod pretekstem wsparcia w obronie przeciwko domniemanemu desantowi na francuskim wybrzeżu Morza Śródziemnego. Więcej szczegółów na ten temat ujawnił historyk Marine Nationale adm. R. Monaque w wywiadzie TUTAJ.

Akt samozatopienia wyeliminował ostatecznie La Royale jako zagrożenie zarówno dla Niemców, jak i aliantów. Pomimo tego, że oficjalnie tłumaczono to dążeniem do zachowania honoru, większość Francuzów odebrała go jako absolutne fiasko dotychczasowej polityki Vichy. Spowodowało to także wzrost agresji skierowanej przeciwko Niemcom i wzrost sił partyzanckich.

Służba nielicznych okrętów ruchu Wolna Francja była związana z osłoną konwojów atlantyckich oraz patrolami okrętów podwodnych. Ostatnimi aktami uczestnictwa marynarki francuskiej w wojnie była osłona desantów w Normandii i na południu Francji w lecie 1944 r. W części były to okręty przedwojennej Marine Nationale, a także te otrzymane od Anglików i Amerykanów.

Wojenne dzieje Marynarki Wojennej Francji są, najdelikatniej mówiąc, tragiczne. Wielka i potężna flota musiała skapitulować i z konieczności zachować neutralnoś. Dotknęła ją również katastrofa bratobójczej walki, w której nie tylko tracono okręty, ale przede wszystkim ludzi. Patrząc jednak na te wielkie zniszczenia i głęboki podział na patriotycznych Wolnych Francuzów i kolaborantów z Vichy, marynarka odbudowała się bardzo szybko, stając się jednym z filarów mocarstwowej pozycji Francji.

Korekta: Edyta Chrzanowska

Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych artykułach. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

2 komentarze

  1. Marynarski napisał(a):

    Dlaczego marynarze nie zdecydowali się na „bunt” i nie dołączyli do Aliantów lub nie uciekli np. do portów w USA? Tylko pozwolili na zatopienie floty... Kuriozalna decyzja. Tekst znakomity.

    • Grzegorz Antoszek napisał(a):

      Panie Marynarski,

      marynarze odkręcający zawory denne na okrętach w Tulonie obawiali się, że w razie ich ucieczki do Aliantów społeczeństwo francuskie czeka zemsta niemiecka. Jesienią 1942 r. było wiadomo, czego mogą dopuścić się Niemcy w akcie zemsty lub kary za nieprzestrzeganie ich poleceń. Proszę pamiętać, że już nie tylko wybrzeże Kanału La Manche i Zatoki Biskajskiej było okupowane, ale dotychczas w miarę wolne i samorządne tereny petainowskiej Vichy.

      Kwestią otwartą pozostaje, czy lepiej było uciec i walczyć, jak zrobiły to setki tysięcy Polaków, narażając pozostałych na zemstę bezlitosnego wroga czy pozostać i nie walcząc chronić mimo to biologiczny byt narodu. Na to pytanie ani ja, ani nikt inny nie da pewnej odpowiedzi, bo kwestia jest zbyt delikatna.

      Na koniec dziękuję za słowa uznania 🙂

      Pozdrawiam
      autor

Zostaw własny komentarz