Pierwsze Wici w Mokrzeskach – relacja z wydarzenia


„Mokrzeska, wioska w parafii Szczepanów, której właścicielem był Spytek Melsztyński herbu Leliwa„1. Tak o miejscowości, gdzie odbywał się relacjonowany festiwal historyczny, pisał Jan Długosz, sporządzając Liber beneficiorum dioecesis Cracoviensis.

W ostatni kwietniowy weekend do leżących pod Brzeskiem Okocim Mokrzysk zjechali się rekonstruktorzy odtwarzający okres od IX po XIII w. Byli to przedstawiciele wielu grup i drużyn, i mimo to niemal wszyscy posiadali na sobie spójne pod względem chronologii i kultury materialnej stroje oraz wyposażenie.

Na teren festiwalu przybyłem już w piątek, 28 kwietnia. Początkowo przelotny deszcz przeszedł w rzęsistą ulewę, która niemal nieprzerwanie towarzyszyła rekonstruktorom aż do późnych godzin nocnych. Mimo że bramy festiwalu miały otworzyć się dopiero następnego dnia, to w Mokrzyskach już w piątek zaczęło powstawać średniowieczne obozowisko. Chyba do końca życia w mej pamięci pozostanie widok wikingów przyświecających sobie glinianymi kagankami i okopujących swe namioty. Wszystko to w strugach ulewnego deszczu. Mocne opady każdemu rekonstruktorowi, a także turyście, uświadomiły, skąd się wzięła nazwa miejscowości - Mokrzyska (historyczne Mokrzeska). Niemal cały teren przekształcił się w podmokłe moczary.

Dies Saturni – Sobota

Sobota zaskoczyła wszystkich, bowiem na nieboskłonie zaczęło nieśmiało pojawiać się słońce. Od samego rana w swych metalowych rumakach przybywali kolejni rycerze, mieszkańcy Polski pierwszych Piastów, popularnie zwani Słowianami. Z czasem teren festiwalu nieśmiało zaczęli odwiedzać pierwsi widzowie. Mimo ponad godzinnego opóźnienia organizatorzy oficjalnie rozpoczęli Pierwsze Wici w Mokrzeskach. Chwilę później w szrankach, do turnieju 1 na 1, stanęli mężowie władający bronią jedno- lub dwuręczną. W tym samym czasie na nieodległej strzelnicy poczęli konkurować ze sobą łucznicy.

(foto1 i foto2)  Średniowieczne obozowisko w całej okazałości (zdjęcia: Klaudia Okas)

Pokrótce tylko rzuciłem oko na zmagania pancernych, ponieważ dłuższą chwilę poświęciłem na obchód po terenie festiwalu. Ostatecznie obozowisko składało się z ponad 20 namiotów i wiat chroniących od deszczu i słońca. Zdecydowanie wyróżniało się obozowisko organizatorów – widać było, iż są to najemnicy, ponieważ wyeksponowali swe uzbrojenie przed nim: żółto-brązowe tarcze, kolczugi i hełmy. Powszechną uwagę zwracały dwa twory, przygotowane specjalnie na potrzeby festiwalu. Pierwszą z nich był poster, umiejscowiony koło wieży nagłośnieniowej i opisujący historię regionu. Z niego dowiedzieć się można było, że festiwal odbywa się w tym właśnie miejscu, ponieważ kilka lat temu, podczas budowy lokalnego łącznika autostradowego, światło dzienne ujrzała dłubanka, datowana najpóźniej na XI wiek. Poster opisywał także średniowieczną historię miejscowości. W pobliżu również znajdowała się ogromna kłoda, nosząca wstępne ślady obróbki. Jak się później dowiedziałem, rozpoczęta została próba odtworzenia dłubanki odnalezionej w Mokrzyskach.

Kolejną rzeczą, która przykuwała uwagę widzów, był drewniany most. Na nim miały się rozegrać widowiskowe walki 5 na 5. Wyróżniał go fakt, iż znajdował się na nasypie, nie posiadał barierek ochronnych, a do tafli wody, nad którą został zbudowany, dzieliło go niemal półtora metra. Po południu, właśnie na moście rozpoczęły się zmagania walczących i osobiście miałem szansę wbiec na nasyp i zetrzeć się z nadbiegającym z naprzeciwka konkurentem. Skupiałem się przede wszystkim na utrzymaniu równowagi i pozostaniu w całości na moście. O ile woda tymczasowo pochłonęła wiele elementów uzbrojenia walczących, o tyle nikt do niej nie spadł. Nikt, poza jednym arbitrem, który sędziował dla lepszej kontroli naszych zmagań, stojąc po kolana w bajorze. Przygotowując się do kolejnej szarży na przeciwników, zacząłem rozumieć, co mogli czuć obrońcy lub agresorzy podczas zdobywania grodu na Jeziorze Lednickim w 1038 roku przez siły Brzetysława Czeskiego.

(foto 3 i foto 4) Przygotowania do walk 5 na 5 i bezpośrednie starcie na moście (zdjęcia: Klaudia Okas)

W kilka chwil po walkach na mostach, w okolicy wieży nagłośnieniowej i wspomnianego wcześniej posteru rozpoczął się krótki wykład tematyczny, połączony z żywą dyskusją. Dotyczył on środków transportu wodnego w średniowieczu, a prowadził go student historii na Uniwersytecie Jagiellońskim, także członek Drużyny Najemnej Rujewit – Grzegorz Ostafin. Pozytywnie zaskoczyła mnie reakcja publiczności, składającej się z rekonstruktorów i turystów, obie strony bowiem wciągnięte zostały w dyskusję i zadawały prowadzącemu (i nie tylko) pytania.

Pierwszy dzień festiwalu zwieńczył przemarsz wojsk z obozowiska na ubite pole, zakończony wieczorną bitwą. Teren walki w Mokrzyskach wyróżniało miejsce. Szranki te odbyły się po drugiej stronie rzeki Uszewki, która dzieliła na pół miejsce odbywającego się festiwalu. Ponadto obecne były przeszkody, takie jak wysoka trawa i gęste zarośla. Sobotnia bitwa składała się z 7 starć. Każde z nich poprzedzał rytualny rzut oszczepem. W ten sposób poświęcano przelaną krew (swoich i wrogów) pogańskim bogom. Po stronie rzeczułki stali obrońcy. Od mokradeł zaś nadchodziły wojska agresorów. Dynamiczna bitwa pełna była taktycznych okrążeń, klinów czy zmian szyków. Zwieńczyły ją tzw. harce wojowników i rycerstwa. Pancerni ustawili się w krąg i zależnie od okrzyku – Honor! Zdrada! - toczyli odpowiednie starcia. W przypadku pierwszego hasła były to zwyczajne pojedynki 1 na 1, w przypadku drugiego zaś, każdy na każdego. Wówczas żadne zasady nie obowiązywały. Powrót zorganizowanej kolumny walczących i ich pomocników do obozowiska zakończył pierwszy dzień festiwalu.

Dies Dominica – Niedziela

Nastał ostatni dzień kwietnia, a zarazem ostatni dzień Mokrzeskich Wici. Organizatorzy przewidzieli na niedzielę finały turnieju 1 na 1 oraz łuczniczego. Muszę przyznać, że nie zawiodłem się, oglądając zmagania wojów w bitewnych szrankach, ponieważ rozegrały się one w systemie minutowym – walka do upadłego przez 60 sekund. Podobne zdanie miała także publiczność, która zdecydowania dopisała swoim dopingowaniem. Śmiało mogę stwierdzić, że w niedzielę na terenie festiwalu pojawiło się zdecydowanie więcej żądnych wiedzy historycznej widzów. Warto nadmienić, że nad widowiskową walką pancernych czuwał (podobnie jak i dnia poprzedniego) zastęp sędziów, a także opieka medyczna (która szczęśliwie nie musiała interweniować – skończyło się na kilku siniakach).

(foto 5 i foto 6) Wymarsz na ubite pole i sama bitwa (zdjęcia: Klaudia Okas)

Chwilę później, w oddali rozpoczął się finał turnieju łuczniczego i turniej rzutu oszczepem. Odtwórcy popisywali się swymi umiejętnościami strzelania z ponad 100 metrów, czy też rzutu wspomnianym oszczepem do celu po paraboli lub w dal. Rywalizujący zasłużyli sobie na mój osobisty szacunek, ponieważ konkurowali ze sobą, stojąc na mokrych i lichych, drewnianych podestach rozłożonych na bagnistym terenie. Było to dodatkowe utrudnienie, tak więc zarówno oszczepnicy, jak i łuczniczy musieli się wykazać nie lada zręcznością (utrzymanie równowagi) oraz hartem ducha (kompletnie przemoczone, skórzane buty).

Warto odnotować, że w niedzielę organizatorzy zaangażowali widzów do wspólnych zmagań. Każdy odwiedzający festiwal mógł stanąć do walki w bitewnych szrankach z mieczem w dłoni, strzelić z łuku do celu lub spróbować swych sił rzucając oszczepem. Jak dla mnie również wielkim plusem był fakt, że odtwórcy byli otwarci względem odwiedzających. Opowiadali turystom o historii, średniowiecznej kuchni, a także umożliwili przymierzenie poszczególnych elementów swego stroju cywilnego lub bojowego. Co bardziej ciekawscy widzowie zaglądali również do namiotów – szczęśliwie zabrakło w nich śpiworów i plecaków; rekonstruktorów bowiem obowiązywały skóry, lniane worki i wełniane koce.

(foto 7 i foto 8) Turniej 1 na 1 i turniej łuczniczy (zdjęcia: Klaudia Okas)

Ostatni dzień festiwalu w Mokrzyskach ponownie zwieńczyła bitwa. Ubite pole otoczyła znaczna liczba widzów, całość zaś dopełniła konferansjerka na wysokim poziomie. Była to znacząca różnica względem walk, które odbyły się dnia poprzedniego. Widzowie byli zdecydowanie bardziej zainteresowani i żywo reagowali na dynamiczne starcia w szrankach. Poza tym bitwa wyglądała podobnie jak w sobotę – podział na obrońców i agresorów, także liczba starć nie uległa zmianie. Pozostawiono też harce, które nastąpiły po wszystkim.

Wyjeżdżając w niedzielny wieczór z terenu festiwalu historycznego Pierwsze Wici w Mokrzeskach, miałem poczucie dobrze spędzonego czasu. Organizatorzy zapewnili zarówno widzom, jak i rekonstruktorom wiele atrakcji. Jednocześnie każdy zainteresowany miał możliwość w przystępny sposób poznać historię regionu, nie tylko średniowieczną... Pozostaje liczyć na to, iż na jednej edycji tego wydarzenia się nie skończy.

Redakcja merytoryczna: Grzegorz Antoszek
Korekta: Klaudia Orłowska

 

  1. http://rcin.org.pl/dlibra/doccontent?id=26926&from=FBC [dostęp 03.05.2017] []

Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych artykułach. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

Zostaw własny komentarz