„Ostatni z żywych. Opowieści z fabryki snów” – R. Moore – recenzja


Podtytuł drugiej autobiografii sir Rogera Moore’a, zmarłego 23 maja 2017 r., może obecnie brzmieć groteskowo i wzbudzać co najmniej ironiczne uśmieszki. Jednak dla czytelników tej książki nie jest on zagadkowy, bowiem autor już we wstępie przekonująco wyjaśnił swój wybór.

Nawiązał w nim mianowicie do słów swojego przyjaciela, Franka Sinatry: „Kto zostanie, żeby zgasić światło?”1 – a więc kto spośród słynnych aktorów, reżyserów i producentów filmowych dożyje starości i będzie pamiętał o ich pasjach, przeżyciach, przygodach? Kto zostanie, aby o nich opowiedzieć w sposób, w jaki na to zasługują? Osiemdziesięcioletni Roger Moore przypuszczał, że to właśnie jemu może przypaść to zadanie i postanowił mu sprostać.

Rzeczywiście, niełatwo byłoby znaleźć lepszego kandydata na autora opowieści o świecie brytyjskiej i amerykańskiej kinematografii ubiegłego stulecia. Roger Moore udowadnia, że nie mógł narzekać na brak znajomych i przyjaciół wśród osób przeróżnych profesji (nawet królewskich rodów) i pochodzenia. Dowodzi również, że potrafi umiejętnie snuć opowieści.W 2015 r.za sprawą Domu Wydawniczego Rebis jego bogate wspomnienia, tak zgrabnie ułożone na niespełna trzystu stronach książki, trafiły do rąk polskich czytelników, wśród których z pewnością nie brakuje fanów licznych wcieleń filmowych autora. Polskie wydanie zostało przygotowane z należytą starannością. Z tłumaczeniem często niełatwych fragmentów na język polski bardzo dobrze poradził sobie Maciej Szymański, oddając lekki styl autora książki i zgrabnie przekładając przytaczane przez niego liczne żarty i omyłki językowe tak, aby pozostawały zrozumiałe również dla polskojęzycznych czytelników. Treść książki, podzieloną na osiem rozdziałów (plus wstęp, refleksyjne postscriptum i poruszające zakończenie), świetnie uzupełniają liczne fotografie, okraszone komentarzami samego autora. Układ treści nie jest do końca chronologiczny, ponieważ w każdym rozdziale prezentowane są wspomnienia z różnych etapów życia aktora – autor zdecydował się raczej na układ tematyczny. Na podkreślenie zasługuje z pewnością fakt, że przy tak licznych, różnorodnych i osadzonych w różnych kontekstach opowieściach dotyczących wielu postaci kina i teatru oraz wielu wydarzeń Moore’owi świetnie udało się zapanować nad materiałem i uniknąć chaosu w narracji.

Książkę można polecić każdemu, kto interesuje się światem kina. Spodoba się z pewnością osobom lubiącym czytać o sławnych i bogatych, rozkapryszonych i pełnych fantazji gwiazdach show businessu. Spodoba się tym, których interesują anegdoty o kulisach produkcji filmowych, negocjacjach i sporach między agentami i producentami, czy finansach, projektach, sukcesach i porażkach największych wytwórni filmowych ubiegłego wieku. Spodoba się fanom Rogera Moore’a, którzy znają swojego idola nie tylko z kultowych kreacji filmowych i serialowych, ale i z jego zaangażowania na rzecz UNICEF-u i z niezmiennie czarującej autoironii. Z racji tej ostatniej cechy Moore’a, jak sądzę, spodoba się też tym, którzy byli raczej fanami „tych innych Bondów„, bo jak się okazuje, ich wielbicielem był sam Roger Moore, który dał temu wyraz opisując choćby najnowsze, Craigowskie wcielenie agenta 007: ”To idealny Bond; wygląda tak, jakby naprawdę potrafił zabić... podczas gdy ja co najwyżej tuliłem moje przeciwniczki albo zanudzałem wrogów na śmierć”2.

Ktoś mógłby zauważyć, że jak na autobiografię Rogera Moore’a znacznie mniej w tej książce Rogera Moore’a niż można by się spodziewać po tytule. Aktor zdecydował się sportretować raczej otoczenie, w którym przyszło mu żyć i pracować w czasie swojej wieloletniej kariery, niż bezpośrednio swoją osobę. Lista nazwisk, pojawiających się na kartach książki, jest rzeczywiście imponująca – przy czym bynajmniej ich przywoływanie nie jest tylko zabiegiem czczego „rzucania nazwiskami„ sławnych osób, obliczonego na wywołanie uczucia nostalgii. Przeciwnie: Roger Moore utrzymuje, że znał prawie wszystkie pojawiające się w książce osoby i jeśli sam nie był świadkiem opisywanych historii i anegdot z ich udziałem, to można wierzyć, że poznał je z pierwszej ręki. Wiele ciepłych słów poświęcił wieloletnim przyjaciołom: do nich należeli z pewnością Gregory Peck i Michael Caine. Z wielkim szacunkiem odnosił się do Franka Sinatry, opisując go jako człowieka niezwykle lojalnego przyjaciołom i hojnego, czy do Michaela Winnera, sprawiedliwie oddając wrażliwe, choć i choleryczne usposobienie tego reżysera. Amatorzy bardziej rubasznych historyjek nie raz zaśmieją się i pokręcą głowami, czytając o ”toaletowych” przygodach Honor Blackman czy Diany Dorslub, raczej żenujących próbach imponowania kobietom, jakie przedsiębrał Darryl Zanuck. Nie brak również wspomnień o niepokornych aktorkach, z którymi autora zetknął los, takich jak Elizabeth Taylor, Bette Davis i Lana Turner i równie charakternych aktorach jak Peter O’Toole, Rex Harrison i Burt Lancaster. Z kolei w nieco smutnych barwach odmalowani zostali Marilyn Monroe i Peter Sellers. Moore dostrzegł również ówczesny grzech świata show businessu – dyskryminację – odnotowując, że notorycznie pomijano niezwykle istotny wkład Johanny Harwood w powstanie filmowej serii o Jamesie Bondzie.

Choć więc nieporównywalnie więcej treści autor poświęcił innym ludziom, jego własna osoba i usposobienie zarysowują się w tych relacjach całkiem wyraźnie. Niebezpośrednio daje się więc czytelnikom poznać jako gentleman, starający się zrozumieć i uszanować każdego wraz z jego odmiennością. Kąśliwy jest znacznie częściej w stosunku do siebie samego (sam na przykład pokpiwa ze swojego słynnego stylu aktorskiego, czyli „uniesienia lewej brwi, a następnie prawej brwi„); jawi się jako człowiek, który jeśli nie może uczciwie powiedzieć o danej osobie za wiele dobrego, to nadal będzie starał się dodać ciepłe słowo, i nawet tak zwane ”pikantne” historyjki przytacza ze smakiem i umiarem. Niekiedy chciałoby się wręcz domagać bardziej stanowczych sądów wobec ludzi, którzy, w świetle anegdot, wykazywali się brakiem kultury. Moore zaprezentował się też jako mężczyzna zwyczajnie akceptujący swój, bądź co bądź, nie najpodlejszy status i swobodnie korzystający z uroków życia, które stało się jego udziałem, bez snobistycznego nadęcia. Wspominał swoje podróże i miejsca zamieszkania, udane i mniej udane rozmowy, sytuacje miłe i takie, o których wolałby zapomnieć – i oczywiście liczne role filmowe, teatralne i serialowe, wskazując, że najbardziej dumny był ze swojego występu w Człowieku, który prześladował samego siebie, najmniej zaś – z filmu Strzał w dziesiątkę. Najwyraźniej odtwórcy Bonda z lat 70. zależało na tym, aby czytelnik zainteresował się aktywnością UNICEF-u, ponieważ pisze wielokrotnie o swoich działaniach na rzecz tej organizacji, zwłaszcza w ostatniej części książki.

Choć mówi się czasem, że nie ocenia się książki po okładce, to w przypadku tej pozycji okładka jest nad wyraz adekwatna – Roger Moore zaprezentował się po prostu jako jeden z artystów swojej epoki i, jak sam napisał, ostatni z żywych. Książka Moore’a jest w stanie spełnić wymagania czytelników zarówno oczekujących refleksyjnej autobiografii artysty, jak i udanego eseistycznego portretu epoki.

 

Plus minus:

Na plus:

+ staranne polskie wydanie

+ elegancki i lekki styl autora, dobrze oddany w polskiej wersji

+ bardzo interesujące historie z życia zawodowego autora

+ liczne fotografie

+ czytelna struktura

+ niekonwencjonalne podejście do autobiografii

Na minus:

- brak

 

Tytuł: Ostatni z żywych. Opowieści z fabryki snów

Autor: Roger Moore

Wydawca: Dom Wydawniczy Rebis

Rok wydania: 2015

ISBN: 978-83-7818-678-6

Liczba stron: 304

Okładka: twarda z obwolutą

Cena: 44,90

Ocena recenzenta: 10/10

 

 

Redakcja merytoryczna: Adrianna Szczepaniak

Korekta językowa: Patrycja Grempka

  1. R. Moore, Ostatni z żywych. Opowieści z fabryki snów, Poznań 2015, s. 8. []
  2. Ibidem, s. 247. []

Opinie i ocena zawarte w recenzji wyrażają wyłącznie zdanie recenzenta, nie musi być ono zgodne ze stanowiskiem redakcji. Z naszą skalę ocen i sposobem oceny możesz zapoznać się tutaj. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanej recenzji, by to zrobić wystarczy podać swój nick i e-mail. O naszych recenzjach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych recenzjach. Możesz także napisać własną recenzję i wysłać ją na adres naszej redakcji.

Zostaw własny komentarz