Przez błoto i krew do zielonych pól za liniami wroga – rozwój i użycie czołgów przez British Army w okresie Wielkiej Wojny cz. 2


W czasie Wielkiej Wojny Anglia wyrosła na ojczyznę czołgów, a w międzywojniu brytyjscy teoretycy i brytyjskie fabryki stały się trendsetterami w dziedzinie broni pancernej. Dlaczego tak było? Jak wyglądały początki tego rodzaju wojsk?

Pierwsze doświadczenia potwierdziły, że czołgi, pomijając ich awaryjność, były tym, co potrzebne Brytyjczykom. Większość zastosowanych rozwiązań zdała egzamin, przede wszystkim romboidalny kształt, ułatwiający pokonywanie lejów i okopów. Również rozmieszczenie uzbrojenia w sponsonach na burtach uznano za właściwe, ponieważ umożliwiało równoczesne ostrzeliwanie dwu okopów z obydwu stron wozu w przeciwieństwie do układu wieżowego.

Męski Mark IV wyjeżdżający do ataku pod Cambrai 20 listopada 1917 r.

Do bitwy pod Cambrai, która rozpoczęła się 20 listopada 1917 r., czołgi używane były lokalnie, pojedynczo lub w małych grupach. Z jednej strony umożliwiało to rozwijanie zasad walki czołgów i ich współpracy z piechotą i artylerią, z drugiej Niemcy także się uczyli skuteczniejszych metod ich zwalczania. Początkowo czołgi dzielono na męskie i żeńskie, różniące się od siebie zastosowanym uzbrojeniem, pierwsze przenosiły bowiem działa, drugie zaś wyłącznie broń maszynową. Podział ten utrzymał się do czasu, kiedy zrezygnowano z montowania broni w sponsonach i wprowadzono uzbrojenie montowane w wieżach. Ta klasyfikacja spowodowała najprostszy podział taktyczny oddziałów czołgów na plutony złożone z trzech wozów – jeden w wersji męskiej i dwa żeńskie – wzajemnie wspierających się ogniem przy zbliżaniu się do okopów wroga i przekraczaniu ich.

Do boju pod Cambrai ruszyła armada 476 czołgów, w tym 378 bojowych, 54 zaopatrzeniowe i transportujące działa, 32 niszczyciele zasieków, 2 mostowe, 9 radiowych i 1 służący do układania kabli telefonicznych na potrzeby dowództwa armii. Było to przełamaniem pewnego tabu, obecnego w armii brytyjskiej. Większość dowódców na niskim szczeblu, pozbawionych wizji wykorzystania czołgów poza lokalnymi akcjami, obawiała się, że ewentualna klęska zakończy ich kariery. Dodatkowym utrudnieniem była postawa części konserwatywnych kawalerzystów, od początku wojny marzących o przełamaniu linii wroga i wielkim chevauchée.1. Pomimo udowodnionej setkami tysięcy ofiar dominacji obrony nad atakiem wciąż uważali swój rodzaj wojsk za element rozstrzygający na polu walki i lobbowali na rzecz takiego wykorzystania, by w razie powodzenia włamania można było wysłać je do walki. Nie trzeba chyba nadmieniać, że nigdy to nie nastąpiło. Najlepiej podsumowują to ironiczne słowa francuskich oficerów: „Trzymali tych wszystkich facetów z tyłu do wykonania przełamania, na które czekamy od dwóch lat – a jak wiadomo, nie ma niczego lepszego od lancy przeciwko karabinom maszynowym”2. Czołgi uznali więc za zagrożenie pozycji konia i brutalne odarcie wojny z romantyzmu kawalerii.

Na podstawie zdobywanych od roku doświadczeń do boju poszły maszyny Mark IV, będące znacznie ulepszoną wersją Mark I. Wciąż miały one uzbrojenie rozmieszczone po bokach, a warunki pracy załogi były niezwykle ciężkie, ale zastosowano znaczną liczbę ulepszeń. Dzięki rocznej obecności czołgów na poligonach i polach bitew udoskonalona została taktyka ich użycia i przećwiczono zasady współpracy z artylerią i piechotą. Jednym z najbardziej rzucających się w oczy elementów, jakie miały usprawnić działania wozów pancernych pod Cambrai, było zrezygnowanie z długotrwałego przygotowania artyleryjskiego, które przeorałoby ziemię niczyją, czyniąc ją bardzo trudną do pokonania. Zdecydowano się na krótki, ale bardzo intensywny ogień, co pomogło również w utrzymaniu natarcia w tajemnicy.

Czołg Mark IV zniszczony pod Cambrai.

Czołgi i towarzysząca im piechota, poruszając się za wałem ogniowym artylerii, przeszły przez linie niemieckie i już pierwszego dnia można było powiedzieć, że dokonano znacznego włamania we froncie, dającego szansę na przełamanie. Opór niemiecki, pomimo olbrzymich strat, zaczął tężeć. Czekająca na przełamanie od początku wojny kawaleria wykazała się żenującą indolencją i nie wykorzystała sukcesu innych rodzajów broni. Natarcie, które pierwszego dnia zdobyło aż 8 km terenu, straciło w następnych dniach impet. Dzięki kontratakom Prusacy odzyskali część utraconej ziemi i do 8 grudnia sytuacja się ustabilizowała3.

Walki pod Cambrai kosztowały życie 45 tys. Brytyjczyków i Kanadyjczyków oraz 50 tys. Niemców. Po stronie ententy było 65 zniszczonych i 145 uszkodzonych lub unieruchomionych przez warunki terenowe czołgów. Ofiara ta przekonała jednak siły decyzyjne w armiach sprzymierzonych, że czołgi, użyte w sposób masowy i skoordynowany, są siłą, która będzie miała decydujący wpływ na dalsze losy wojny. Efektem tej fascynacji stały się kolejne walki – pod Soissons, Amiens, St. Mihiel, nad Mozą i w Lesie Argońskim czy w trakcie ofensywy stu dni4.

Bardzo interesującym epizodem było chevauchée czołgów brytyjskich pod Amiens. Zwolennikom czołgów dało ono nadzieję na detronizację kawalerii jako broni wykorzystującej przełamanie. Głównym bohaterem starcia był czołg średni Mark „A”, znany jako Whippet. Ten pierwowzór czołgu szybkiego, osiągający zawrotną prędkość 13 km/h i dysponujący zasięgiem 80 km, obsadzony przez trzy-, czteroosobową załogę, nie został skonstruowany w celu wspierania piechoty, a wykorzystywania osiągniętego przez nią i cięższe czołgi powodzenia. Składające się z czterech karabinów maszynowych uzbrojenie zamontowano w nieruchomej nadbudówce z tyłu pojazdu, choć pierwotne plany zakładały zabudowanie obrotowej wieżyczki.

Czołg średni Mark A „Whippet” w rejonie Amiens. Francja, sierpień 1918 r.

W sierpniu 1918 r. walczące w rejonie Amiens Whippety przełamały niemiecką obronę i wyszły na tyły wroga. Szczególnie zasłużył się jeden, o nazwie własnej Musical Box, który został zupełnie odcięty i, krążąc po wrogim zapleczu przez kilka godzin, rozbijał stanowiska artylerii, niszczył obozy piechoty, paraliżował zaopatrzenie i ruchy odwodów. Ostatecznie został wyeliminowany z walki, a dwu z trzech członków załogi dostało się do niewoli5.

Spełniło się to, o czym marzyli ułani, huzarzy, dragoni, lansjerzy, kirasjerzy i szaserzy, i w imię czego tysiące z nich poświęciło życie. Przełamanie frontu i paraliż zaplecza wroga dokonany przez czołgi stał się faktem, w przeciwieństwie do przełamania i chevauchée konnicy, które nigdy nie miało miejsca6. Kawaleria, która dodatkowo opieszale zareagowała na powodzenie pod Cambrai, gwałtownie traciła swoją pozycję.

Czołgi brytyjskie w okresie Wielkiej Wojny wykonały wszystko, po co zostały skonstruowane: przełamały linię frontu, skutecznie wspierały piechotę i w końcu osiągnęły „zielone pola za liniami wroga”7. Silne lobby kawaleryjskie stanęło wobec coraz silniejszego lobby czołgowego, reprezentowanego przez wybitnych J.F.C. Fullera i B. Liddella-Harta. To ich myśli, plany i wizje stały się podstawą rozwoju czołgów w latach międzywojennych na całym świecie. Ale to już temat na oddzielny tekst.

Warto na koniec nadmienić, że choć brytyjskie teorie wojny pancernej miały dominujący wpływ na doktryny innych państw, to nie brytyjskie czołgi okresu Wielkiej Wojny – romboidalne Mark I-VIII czy Whippety – stały się najpopularniejszymi czołgami okresu międzywojennego. Najwięcej państw zainteresowało się tanim i dostępnym w zasadzie w każdych ilościach francuskim FT. Stał się on, i jego licencyjne i bez licencyjne kopie, podstawą arsenałów pancernych Francji, Polski, Belgii, Brazylii, Czechosłowacji, Estonii, Finlandii, Jugosławii, Rumunii, USA, Chin, ZSRR i innych. Pozostawał on w uzbrojeniu w zasadzie do końca II wojny światowej, choć jego przydatność była znikoma już na samym jej początku. Swoistym świadectwem jego znaczenia jest obecność w kilku liniach rozwojowych w grze World of Tanks. Interesującym jest, że studio Wargaming nie zdecydowało się na wprowadzenie wozów romboidalnych, a brytyjskie drzewko zaczyna się od pierwszego powojennego, nowoczesnego brytyjskiego czołgu - Vickers Medium Mark I/II – wyposażonego w wieżę z działem głównego kalibru.

 

Korekta: Edyta Chrzanowska

  1. To piękne, malownicze określenie odnosi się do głębokiego rajdu kawalerii na terytorium wroga, mającego na celu paraliżowanie płytkiego i głębokiego zaplecza frontu przeciwnika. []
  2. J. Ellis, Cavalry, Vancouver 1978, s. 114. []
  3. L. von Eimannsberger, Wojna pancerna, Oświęcim 2012, s. 15–32. []
  4. H. Guderian, Achtung Panzer!, Warszawa 2012, s. 217–229. []
  5. Atlas wojen pancernych…, art. cyt., s. 54. []
  6. Wyłączając działania kawalerii w Palestynie. Tam kawaleria odnosiła pewne sukcesy, zarówno dzięki niedozbrojeniu przeciwnika – Turcji, jak i korzystniejszemu dla koni niż pojazdów terenowi. []
  7. Cytat w tytule tekstu jest nieoficjalnym mottem Royal Tank Regiment (oficjalne to Fear Naught). Współgra także z kolorami RTR – brązowym, czerwonym i zielonym. []

Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych artykułach. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

Zostaw własny komentarz