„Czołg (…) jest niewolnikiem swojej konstrukcji” – brytyjskie konstrukcje pancerne okresu międzywojennego cz. 1


Wraz z rozwojem myśli taktycznej i strategicznej rosły wymagania wobec nowych konstrukcji pancernych. Rozwijająca się technika robiła wszystko, by sprostać zamówieniom wojska. Jak w takim razie przedstawiały się wzajemne relacje pomiędzy teoretykami, decydentami i producentami?

Korpus Czołgów w pierwszych latach po Wielkiej Wojnie

J.F.C. Fuller, twórca pierwszej doktryny kompleksowego wykorzystania czołgów w walce.

Kiedy skończyła się I wojna światowa, podstawowymi czołgami Armii Brytyjskiej były przystosowane do wymagań wojny okopowej romboidalne wozy rodziny Mark IV-V oraz średnie Mark „A” Whippet. Kiedy podpisywano traktaty pokojowe, uznano, że była to największa i zapewne ostatnia z wojen. Nad zapobieżeniem kolejnej czuwać miała przecież szacowna Liga Narodów. Rozpoczęło się więc także wielkie złomowanie czołgów i redukcja sił zbrojnych, odpowiadająca nagle obciętemu budżetowi Ministry of Defence.

Tank Corps (TC), liczący zaledwie 4 bataliony, przeszedł na stopę pokojową i korzystając ze swobody przebywania wyłącznie w swoim towarzystwie, bez antyczołgowych wpływów piechoty i kawalerii, wszedł stosunkowo łagodnie w okres dwudziestolecia międzywojennego. Dowództwo Royal Tank Corps (RTC, przymiotnik royal nadano w 1923 r.) zainteresowało się teoriami głoszonymi przez J. F. C. Fullera i B. Liddell-Harta. Postulowali oni pełną mechanizację armii, która miała wręcz prowadzić do likwidacji innych rodzajów sił zbrojnych i zupełnego prymatu czołgów na polu walki. Mechanizacja miała być remedium na dominację obrony nad atakiem, przez którą Wielka Wojna była tak krwawa. Przełamanie impasu wojny okopowej i powrót do wojny manewrowej miało być sposobem na przenoszenie walk na teren wroga i szybkie wygrywanie konfliktów. Rozbudowa koncepcji wojny pancernej, opartej o niezrealizowany Plan 1919, była więc, wtedy jeszcze teoretycznie, szansą na zmianę jakościową w prowadzeniu działań wojennych.

Dowództwo Armii Brytyjskiej, dostrzegając szansę na przywrócenie manewrowego charakteru wojny, możliwość zadania decydującego o zwycięstwie ciosu i ograniczenie strat ludzkich, których bała się także opinia publiczna, podjęło decyzję o wymianie sprzętu i rozwoju nowych technik walki.

Pierwsze nowoczesne czołgi RTC

Już samo założenie przywrócenia manewrowości implikowało poważne zmiany w konstrukcji wozów bojowych. Wymagało to znacznego zwiększenia prędkości pojazdów, znacznie powyżej 13 km/h osiąganych przez protoplastę czołgów szybkich, Whippeta i jego następcę Medium Mark „C”, a także kilkukrotnego wzrostu zasięgu. Kwestia poprawienia walorów użytkowych – niezawodności, komfortu pracy załóg, łączności między czołgami, celności uzbrojenia – była przy tym oczywista.

Czołgi Vickers Medium Mark I w trakcie ćwiczeń Experimental Mechanized Force. Anglia, późne lata 20. XX w.

Mimo zamknięcia w 1923 r. Wydziału Projektowania Czołgów, brytyjscy pancerniacy mieli potężnego sojusznika. Był nim wielki koncern zbrojeniowy Vickers-Armstrong, ówcześnie największa firma w branży. Opracowując na własny koszt lekki czołg A2E1, firma zaproponowała RTC sprzęt na owe czasy bardzo nowoczesny. Był to wóz lekki, szybki i obsługiwany przez pięcioosobową załogę. Jako pierwszy brytyjski czołg miał obrotową wieżę uzbrojoną w armatę głównego kalibru. Konstruktorzy nie odważyli się jednak zrezygnować z broni montowanej po bokach kadłuba, choć sponsony zastąpiono jarzmami kulistymi dla karabinów maszynowych. Pojazdy rodziny Vickers Medium nie były jednak pozbawione wad. Były wysokie, miały niewielki zasięg (niespełna 200 km), słabą jednostkę napędową i sztywne zawieszenie, czyniące jazdę męczącą. Problematyczna w obsłudze była także niesynchronizowana skrzynia biegów, typowa dla tamtego okresu. Obsługiwał ją jednak tylko jeden człowiek, co było znaczącym krokiem naprzód w stosunku do wczesnych projektów wozów gąsienicowych.

Birch Gun - pierwsze powojenne w pełni funkcjonalne działo samobieżne. Tu na ćwiczeniach EMF.

Można więc określić ten pojazd, nazwany przez armię Vickers Medium Mark I, wozem przejściowym. Jego ulepszona wersja, Vickers Medium Mark II, służyła w zasadzie do lat 40., biorąc jeszcze udział w obronie Tobruku. Ciekawostką jest, że na podwoziu Medium Mark II stworzono jedno z pierwszych nowoczesnych dział samobieżnych, Birch gun, testowane w Eksperymentalnych Siłach Zmechanizowanych (Experimental Mechanized Force – dalej także jako EMF) pod koniec lat 20. Pojazdy tam przydzielone niezwykle przysłużyły się rozwojowi broni pancernej, dowodząc prawdziwości pewnych tez, a inne obalając.

Dzięki działaniom EMF ustalono, że armia potrzebuje trzech rodzajów czołgów – ciężkich do wsparcia piechoty i dokonywania przełamania, średnich/szybkich do wykorzystania przebicia i lekkich do wykonywania zwiadu i zadań pomocniczych. Wojsko, przewidując wybuch nowej wojny, zaczęło więc opracowywać wymagania i rozsyłać je do ewentualnych kontrahentów.

Ślepa uliczka z małą furtką na końcu - tankietki

Dwuosobowa tankietka Carden-Loyd. W zmodyfikowanej formie stała się podstawą sił pancernych wielu krajów, a także protoplastą rodziny ciągników opancerzonych i lekkich transporterów Universal Carrier.

Wielką rolę w rozwoju czołgów odegrały tankietki, mimo że okazały się być ślepą uliczką. Na pomysł budowy lekkiego, jedno- lub dwuosobowego czołgu uzbrojonego w karabin maszynowy – swego rodzaju osobistego transportera opancerzonego – wpadli Giffard Le Quesne Martel oraz spółka John Carden i Vivian Loyd. W połowie lat 20. zbudowali oni i zaproponowali armii małe pojazdy gąsienicowe o uniwersalnym zastosowaniu, zbudowane w znacznej części z dostępnych na rynku cywilnym części. Wpisywały się one w utopijną wizję całkowitej mechanizacji wojska, snutą przez J. F. C. Fullera, o której wspomniano wyżej.

Wozy te, mogące znaleźć zastosowanie bądź to jako pojazdy wsparcia piechoty, bądź wozy zwiadowcze albo ciągniki, a w dodatku bardzo tanie w produkcji, zdobyły zainteresowanie nie tylko Brytyjczyków. Swej szansy na mechanizację upatrywały w nich zwłaszcza biedniejsze państwa, jak Włochy, Polska, Rumunia, Łotwa i ZSRR. Drogą kupna licencji lub kradnąc koncepcję i rozwiązania techniczne, zbudowano wozy L33/35, TKS/TK-3, T-27 czy Tančík vz. 33.

Anglicy zakupili duża partię Carden-Loyd Tankette, włączając ją w skład Experimental Mechanized Force, razem z konkurencyjnymi konstrukcjami Morris-Martel. Doświadczenia tam prowadzone wykazały, że najsłuszniejsze i najbardziej efektywne użycie czołgów ma miejsce wtedy, kiedy połączy się je z innymi broniami. Tankietki, pomimo atrakcyjności, wykazały jednak znaczące braki i nie stały się, wbrew marzeniom teoretyków, narzędziem wojny zmechanizowanej. Tankietki Carden-Loyd wyewoluowały natomiast w lekkie gąsienicowe transportery opancerzone i ciągniki serii Universal Carrier, wyprodukowane w oszałamiającej liczbie 113 tysięcy egzemplarzy, co czyni je najliczniejszym typem pojazdu pancernego w historii.

Kolejny pojazd z rodziny zapoczątkowanej tankietkami Carden-Loyd - czołg zwiadowczy Vickers Mark VI.

Rolę wozów zwiadowczych przejęły czołgi lekkie. Wyewoluowały one z tankietek Carden-Loyd, dostając wieżyczkę z bronią maszynową. Przed wojną wyprodukowano sześć typów tych pojazdów, z których najliczniej reprezentowany był wyprodukowany w 1682 egzemplarzach Light Tank Mark VI. Była to maszyna o trzyosobowej załodze, osiągająca prędkość 56 km/h na drodze lub 40 km/h w terenie przy masie niespełna 5 ton. Miała ona cienki pancerz, nieodstający jednak grubością od pierwszych czołgów szybkich. 14 mm płyty pancernej musiało wystarczyć za osłonę i być stabilną podstawą dla sprzężonych ze sobą NKM kal. 13,2 lub 15 mm i CKM kal. 7,7 lub 7,92 mm. Wiele tych pojazdów utracono we Francji. W Afryce Północnej również nie miały większych szans w starciu z silniej uzbrojonymi wozami przeciwników, co spowodowało, że były stopniowo wycofywane z pierwszej linii.

Ciąg dalszy nastąpi.

Redakcja merytoryczna: Marcin Petrynko
Korekta językowa: Wiktoria Wojtczak

Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych artykułach. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

Zostaw własny komentarz