„Czołg (…) jest niewolnikiem swojej konstrukcji” – brytyjskie konstrukcje pancerne okresu międzywojennego cz. 3


Wraz z rozwojem myśli taktycznej i strategicznej rosły wymagania wobec nowych konstrukcji pancernych. Rozwijająca się technika robiła wszystko, by sprostać zamówieniom wojska. Jak w takim razie przedstawiały się wzajemne relacje pomiędzy teoretykami, decydentami i producentami?

Czołgi pościgowe/krążownicze/średnie/szybkie

Zgodnie z teorią J. F. C. Fullera, opartą o jego niezrealizowany Plan 1919, przełamanie dokonane przez piechotę i ciężkie czołgi wsparcia miały wykorzystać średnie wozy o znacznej szybkości i zasięgu. Wchodząc na tyły wroga, miały zdezorganizować pracę sztabów i logistykę, niszczyć stanowiska artylerii i działać w starym dobrym stylu kawaleryjskiego rajdu. O tym, że czołgi są w stanie tego dokonać, świadczy rajd Whippetów pod Amiens w sierpniu 1918 r., dezorganizujący spory fragment niemieckich linii.

Stworzenie szybkiego, w miarę dobrze opancerzonego, niezawodnego wozu o dużym zasięgu było w latach 20. XX w. trudnym wyzwaniem dla konstruktorów. Ani silniki, ani układy przeniesienia mocy, ani tym bardziej zawieszenia nie były na tyle niezawodne i lekkie, by wytrzymać kilkusetkilometrowe chevauchée.

Cruiser Mk I (A9)

Główny konstruktor Vickersa, wspominany już sir John Carden, w odpowiedzi na zapotrzebowanie Armii Brytyjskiej rozesłane do firm zbrojeniowych w 1936 r. zaprojektował czołg Tank, Cruiser, Mk I (A9). Oczywiście, jak w przypadku poprzednich konstrukcji tego inżyniera, miał to być pojazd tani w produkcji masowej dzięki wykorzystaniu części z sektora cywilnego.

Wysoką prędkość 40 km/h osiągnięto dzięki zastosowaniu bardzo cienkiego pancerza – nieodpornego w zasadzie na pociski działek przeciwpancernych, a chroniącego wyłącznie przed ogniem broni małokalibrowej – grubego na jedynie 14 mm, w dodatku w znacznej części ukształtowanego pionowo. Dzięki temu masa gotowego do walki pojazdu wynosiła niespełna 13 ton. Odpowiadało to doktrynie, jaka kierowała zespołami projektującymi krążowniki liniowe dla flot (jako słabiej opancerzone pancerniki), głoszącej, że „prędkość jest także pancerzem”.

Cruiser Mk II A10 w wersji wsparcia z haubicą 3-calową.

Czołg uzbrojono w dobre działko dwufuntowe i trzy karabiny maszynowe, z których dwa umieszczono w oddzielnych wieżyczkach po bokach stanowiska kierowcy. Jak w przypadku innych wozów wielowieżowych, niepotrzebnie komplikowało to konstrukcję, obciążało ją dodatkowym członkiem załogi i osłabiało. Dlatego też w wersji nieco cięższej i początkowo przeznaczonej tylko do wsparcia piechoty rozwojowej – Cruiser, Mk II (A10) – zrezygnowano z wieżyczek, co pozwoliło na znaczące wzmocnienie przedniej płyty pancerza. Obydwa pojazdy korzystały z interesującego podwozia, złożonego z dwu trzykołowych wózków amortyzowanych sprężynowo, w których pierwsze koło przedniego i ostatnie tylnego były zauważalnie większe od pozostałych, co miało zwiększać dzielność terenową. Podwozie to mogło też przenosić znacznie większe masy, co wykorzystano przy budowie bardzo popularnego czołgu piechoty Valentine.

Cruiser Mk II miał być cięższą wersją swojego starszego brata, dostosowaną do wymagań piechoty. Zwiększono więc opancerzenie do maksymalnie 30 mm, co spowodowało wzrost masy do ponad 14 ton. Pozostawienie silnika z poprzedniego modelu poskutkowało więc ok. 40% spadkiem prędkości i zasięgu. Z uwagi na to, że nie był to ani czołg piechoty, gdyż miał słabe właściwości terenowe, ani czołg szybki, został on zaklasyfikowany jako ciężki czołg krążowniczy. Wyprodukowano 125 wozów Cruiser Mk I i 175 Mk II, z których część stracono we Francji. Reszta wzięła udział w walkach w basenie Morza Śródziemnego – w Grecji i Afryce Północnej, gdzie wykazały się brakiem odporności na ostrzał wroga oraz awaryjnością układu jezdnego, w tym łatwym zrywaniem gąsienic. Właśnie usterki mechaniczne były odpowiedzialne za 90% strat w oddziałach używających tych pojazdów.

Jeden z prototypowych czołgów z zawieszeniem pomysłu inż. Christie. Widoczne zwłaszcza duże koła nośne.

W latach 20. XX w. w USA powstał projekt podwozia czołgowego, umożliwiającego nie dość, że rozwijanie dużych prędkości, to jeszcze jazdę bez gąsienic. Było to spełnieniem marzeń wojskowych o konstrukcji czołgu szybkiego i dysponującego znacznym zasięgiem. Podwozie nazwano, od nazwiska wynalazcy, układem Christie. Składało się ono z 3-5 par kół jezdnych o dużej średnicy po obydwu stronach kadłuba zawieszonych na pionowych amortyzatorach sprężynowych. W zależności od modelu moc z silnika mogła być przekazywana albo na małe tylne koło napędowe, albo na jedno z tylnych dużych kół nośnych. Maksymalne prędkości czołgów z zawieszeniem Christie – zwłaszcza radzieckich z serii BT – dochodziły do 100 km/h i były ograniczane tylko z uwagi na zużycie silnika.

Co ciekawe, choć Amerykanie nie zainteresowali się zbytnio konstrukcją swojego rodaka, to szybko podchwycili ją Brytyjczycy, Sowieci i Polacy, z czego ostatni stworzyli tylko prototyp wozu 10TP. Sowieci z kolei wdrożyli do produkcji pojazdy wspomnianej serii BT – 1, 2, 3, 4, 5, 7, 7A, 7M – wyprodukowane w liczbie powyżej 8000 egzemplarzy.

Brytyjczycy zaś na skutek działań Giffarda LeQuesne, Zastępcy Dyrektora ds. Mechanizacji w Ministerstwie Wojny, zakupili tylko podwozie do testów. Stało się ono jednak bazą dla opracowania własnego projektu, który nazwano Tank, Cruiser, Mk III (A13, Mk I). Prace rozpoczęto w 1936 r., a produkcja trwała w latach 1938-1939, zamykając się w 65 egzemplarzach.

Cruiser Mk III (A13) z wieżą doprowadzoną do standardu Mk IV w muzeum w Bovington.

Ten typ wozu bojowego rozwijał prędkość 48 km/h na drodze i 40 km/h w terenie, ale ponownie osiągnięto to kosztem opancerzenia o grubości do 14 mm. Uzbrojenie było standardowe dla czołgów brytyjskich tamtego okresu – armatka dwufuntowa i sprzężony z nią karabin maszynowy. Załoga liczyła czterech ludzi. Całość ważyła 14 ton i była napędzana lotniczym silnikiem benzynowym o mocy 340 KM. Znaczna część wozów została utracona na polach bitew w Belgii i Francji, nieliczne służyły jeszcze w Grecji i Afryce.

Wersją rozwojową Cruiser Mk III był Cruiser Mk IV. Od poprzednika różnił się zwiększoną grubością pancerza, mierzącego już 30 mm, oraz wieżą, do której dodano ostro pochylone płyty pancerne zwiększające efektywną grubość osłony. Uzbrojenie i pozostałe parametry pozostały takie same, poza większą o niespełna tonę masą. Ciekawostką jest, że kilka Cruiserów Mk III przebudowano do standardu Mk IV, z czego jeden jest eksponatem w The Tank Museum w Bovington. Łącznie wyprodukowano 665 czołgów tego typu.

Cruiser Mk IV został wysłany do Francji. Jego występ na tym froncie nie należał jednak do udanych, nie tylko z powodu trapiących wóz awarii mechanicznych i ogólnie złego stanu dostarczonych na kontynent pojazdów, spowodowanych bardzo szybkim wyprowadzeniem go z produkcji i uzbrojenia. Pośpiech w przypadku tego drugiego spowodował, że nie wyrobiono się z wyszkoleniem załóg, które miały problemy z obsługą wozu. Znacznie lepsze noty uzyskał jednak w trakcie walk w Afryce Północnej. Okazało się, że jest to konstrukcja dobrze zbalansowana pod względem siły ognia, odporności pancerza i prędkości, jak równy z równym stająca na polu z wozami włoskimi i niemieckimi, kłaniająca się jedynie działom przeciwpancernym piechoty, co zresztą nie było niczym niezwykłym z uwagi na ich większe zdolności penetracji pancerza w stosunku do uzbrojenia montowanego w pojazdach wroga. Dopiero pojawienie się w na terenie północnoafrykańskim cięższych i lepiej opancerzonych wersji PzKpfw III i PzKpfw IV spowodowało wzrost strat.

Czołgi typu Cruiser Mk V Covenanter na ćwiczeniach w Anglii.

Następcami Cruiser Mk III/IV były wozy Mk V Covenanter. Miały one pancerz grubości 40 mm, niezmienione podwozie, osiągały prędkość 48 km/h i wydawały się być idealnym następcą starszego rodzeństwa. I byłoby tak, gdyby nie olbrzymia liczba wad, wynikająca z zamówienia ich przez armię jeszcze przed testami prototypów. Psuło się chłodzenie, powrócono do nitowania pancerza, zmieniono materiał, z którego wykonywano koła, spadały osiągi, a czołgi psuły się i przegrzewały. W efekcie 1771 wyprodukowanych pojazdów posłużyło wyłącznie do szkolenia nowoformowanych jednostek pancernych, jak na przykład 1. Polskiej Dywizji Pancernej.

Wielkim sukcesem okazał się być kolejny wóz z serii – Cruiser Mk VI Crusader – zasłużony w trakcie walk w Afryce. Jednak z uwagi na to, że powstał już w czasie wojny, nie wejdzie on w ramy tego opracowania. Nadmienić jednak należy, że był to najlepszy, poza Cromwellem i Cometem, czołg szybki tej wojny, w pełni spełniający wymogi postawione przez teoretyków i dowódców.

Czołgi szybkie, jakkolwiek tę prędkość odbierać, miały swoją ściśle określoną rolę na polu walki, zwłaszcza w wymiarze operacyjnym i strategicznym. Miały dokonać spustoszenia na zapleczu przeciwnika, niszczyć sztaby, stanowiska dział, rwać łączność i linie zaopatrzenia. Miały im w tym pomagać prędkość i uniwersalne uzbrojenie oraz znaczny zasięg i niezawodność. O ile jednak udało się uzyskać znaczną jak na owe czasy prędkość i zastosować całkiem skuteczne uzbrojenie, to nie można powiedzieć tego o zasięgu, wynoszącym w większości przypadków ok. 150 km. Dopiero Crusader osiągnął to, czego oczekiwano od czołgu krążowniczego, łącząc dobre działo sześciofuntowe z efektywnym pancerzem 51 mm z niezawodnością i zasięgiem 300 km.

Najlepszy brytyjski czołg z zawieszeniem Christie - Cruiser Tank Mk VIII Cromwell (A27). Ten konkretny egzemplarz znajduje się w The Tank Museum w Bovington i nosi oznaczenia 10. Pułku Strzelców Konnych 1. Dywizji Pancernej gen. Maczka.

Wydaje się, że zastosowanie podwozia Christie było dobrym pomysłem, ponieważ było proste w konstrukcji i użytkowaniu, choć posiadało wady, takie jak ograniczanie miejsca w przedziale bojowym i dość sztywna praca. W konstrukcji czołgów szybkich sprawdziło się jednak o wiele lepiej od zawieszenia z wozów A9 i A10. Zawieszenia z dużymi kołami nośnymi używano do czasu wprowadzenia czołgu Comet z zawieszeniem na drążkach skrętnych.

Pierwsze czołgi szybkie Armii Brytyjskiej trapione były licznymi awariami. Miały na to wpływ zarówno próby pogodzenia ze sobą sprzecznych wymagań technicznych, niedostatki techniki okresu międzywojennego, niepotrzebne obciążanie konstrukcji detalami w rodzaju dodatkowych wieżyczek oraz często pośpiech przy wprowadzaniu wozów do produkcji. Niebagatelną rolę odgrywały także kwestie ekonomiczne, nakazujące budowanie czołgów częściowo z tańszych elementów pozyskiwanych na rynku cywilnym. Dotyczyło to zwłaszcza silników i elementów układu przeniesienia napędu.

Próbując odpowiedzieć na pytanie – jak układały się relacje między teoretykami, armią a producentami czołgów? ­– można powiedzieć, że była to zadziwiająca symbioza. Wszystkie elementy pracowały równo, choć bez wątpienia szaleństwem można nazwać ideę wyparcia przez czołgi innych rodzajów broni, głoszoną przez J. F. C. Fullera. Armia, czerpiąc pomysły od teoretyków, zamawiała odpowiedni sprzęt, który producenci starali się dostarczyć. Prawdą jest, że nie zawsze udawało się połączyć sprzeczne wymagania – dobrej ochrony pancernej i szybkości, niezawodności z zastosowaniem nowatorskich rozwiązań, manewrowości z wytrzymałością zespołów silnikowych – jednak w ciągu ewolucji, zarówno czołgów ciężkich, jak i szybkich, widoczny jest rozwój, zarówno koncepcyjny, jak i techniczny.

Tę ewolucję doskonale oddaje gra World of Tanks. Co więcej, gracz może ten rozwój zobaczyć i dodatkowo odczuć na własnej skórze. Widoczny jest nie tylko progres w wyglądzie i warunkach taktyczno-technicznych pojazdów, ale także cały zamysł, jaki im towarzyszył, zwłaszcza w niższych poziomach: od Vickers Medium Mk I, przez opisane tu pojazdy, aż do Cromwella czy późnych wersji Churchilla. Na tym tle jeszcze wyraźniej odbija się Valentine, obecny w dwóch drzewkach technologicznych, który może posiadać różne wersje uzbrojenia, jak w historycznym odpowiedniku.

Brytyjczycy byli, wbrew pozorom, bardzo konsekwentni. Każda z linii, którą zdecydowali się rozpocząć, była sensownie umocowana w pracach teoretyków, a rozwiązania, jakie w nich zastosowano, były na tyle różne, by uzasadniać istnienie różnych projektów. Dzięki tej konsekwencji Brytyjczycy weszli w decydującą fazę wojny uzbrojeni w czołgi Churchill w charakterze wozów wsparcia piechoty i Cromwelle jako wozy rozpoznawczo-pościgowe. Zauważalna już wtedy tendencja do tworzenia wozów o uniwersalnym charakterze zderzyła się jednak z brakiem mocy przerobowej brytyjskiego przemysłu i przegrała z amerykańską potęgą gospodarczą i jej ustandaryzowanym produktem – czołgiem średnim M4 Sherman – który został jednak częściowo dostosowany do wymagań sił zbrojnych Jego Królewskiej Mości. Dopiero pod sam koniec wojny do uzbrojenia weszły wozy o bardziej uniwersalnym charakterze – Comet i Centurion, z których drugi stanie się jednym z najpopularniejszych wozów powojennego świata.

 

Redakcja merytoryczna: Marcin Petrynko
Korekta językowa: Wiktoria Wojtczak

Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych artykułach. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

Zostaw własny komentarz