Czwartek, 09 września

Aktualizacja:08:30:52 AM GMT

Jesteś tutaj: Publicystyka

Publicystyka

"Mława - zawsze wierna Rzeczpospolitej" - relacja z rekonstrukcji nalotu na Mławę (cz. I)

Ocena użytkowników: / 3
SłabyŚwietny 

Przed sobą widzę mężczyznę, który trzyma na rękach martwe dziecko. Wokół niego bezładna, spanikowana masa  ludzi, którzy nie wiedzą, co tak naprawdę się dzieje. W oddali słychać strzały obrony przeciwlotniczej. Kolejny wybuch! Ludzie padają na ziemię, gdzieś z tyłu wybucha pożar...znów krzyki, płacz, ktoś próbuje komuś pomóc, następni zabici, wokół szaleństwo i wszystkie jego następstwa... W głowie zaś tylko jedna, niebezpieczna myśl - wojna!



Tak oto przedstawiał się kulminacyjny moment tego dnia. W ostatni piątek sierpnia stałem się świadkiem wybuchu wojny. Słowa nie oddadzą w pełni tego, czego  doświadczyłem w tamtych  spowitych deszczem godzinach. To trzeba zobaczyć na własne oczy. Widowisko "Mława - zawsze wierna Rzeczpospolitej" - to rekonstrukcja historyczna na najwyższym poziomie. Nie okłamywano mnie, kiedy mówiono, mi że "dotknę historii żywej". W dniach 27-28 sierpnia słowa te nabrały wręcz materialnego kształtu. Kto nie był wtedy w tym północno-mazowieckim  mieście niech żałuje, bo rekonstrukcja ta naprawdę jest wiele warte.

Dzień pierwszy- 27 sierpnia (piątek) 2010 – Stare Miasto - Mława

Przybywamy do miasta około 10-tej rano. Następuje szybki przegląd sytuacji i wkrótce odbieramy w ratuszu nasze akredytacje. Przez chwilę obserwujemy jak powstaje „scena” pod przyszłe widowisko. Kolejno drugie śniadanie, stoiska z militariami. Nieustannie towarzyszy nam deszcz. Rozglądamy się jeszcze trochę po mieście, jakiś czas drzemiemy w samochodzie chcąc przeczekać ulewę, która nadciągnęła nie wiadomo skąd. W końcu dochodzi godzina 17-ta. Rozpoczynają się oficjalne uroczystości mające na celu upamiętnić 71- pierwszą rocznicę wybuchu II Wojny Światowej. Jesteśmy świadkami defilady pododdziałów, słuchamy przemówień. W międzyczasie w miejscu, gdzie ma odbyć się rekonstrukcja zebrało się bez mała kilkaset osób. Około godziny 18-tej rozpoczyna się główny punkt programu – teatr żywy – nalot bombowy na Mławę. Naszym oczom ukazują się odtwórcy ról mieszkańców dawnej Mławy. Z głośników dobiegają nas odgłosy dobrze znanych melodii z okresu dwudziestolecia międzywojennego. Przy ich akompaniamencie zostajemy zapoznani z historią tego miasta tuż przed wybuchem wojny. A warto było posłuchać, gdyż ich przedwojenna Mława była klasycznym przykładem miasta, którego w dzisiejszych czasach już nie uświadczymy.

Niegdyś jedna z wielu przygranicznych miejscowości reprezentowała sobą cały przekrój społeczeństwa z jego wszystkimi urokami i problemami. Życie, które ukazywane jest naszym oczom wyglądało zupełnie inaczej niż dzisiaj. Przedstawione zostaje nam ówczesne społeczeństwo w całej swojej rozpiętości. Rynek nieustannie przy tym wypełnia się coraz to nowymi rekonstruktorami. W oddali wśród swoich straganów nieustannie krzyczą kupcy, którzy namiętnie zachwalają swoje towary i zapraszają kupujących. Gdzieś z boku spokojnie, krokiem wolnym, podpierając się parasolem przechadza się doktor ze swoją rodziną coraz to uchylać swój melonik w geście powitania. W kierunku synagogi zmierza; szanowany przez wszystkich miejscowy Rabe wraz ze swoją rodziną. Po rynku kręci się także elegant, który swoim szykiem zawrócił niejednej dobrej pannie w głowie. Z tyłu widać dzieci, które w parach pod wodzą swojej nauczycielki zmierzają ku szkole. Hrabina zaś przechadza się spokojnie po rynku chcąc tym samym odpocząć od wiejskiego życia, w tym celu przecież przybyła do miasta. W pewnym momencie pojawia się powóz wypełniony ludźmi. To cyganie, którzy natychmiast ożywiają rynek swoją wesołą piosenką i muzyką. Porządku zaś pilnuje patrol Policji Państwowej, niełatwe to zadania przy takiej ilości mieszkańców i tej całej mozaice narodowościowej.

Tak naprawdę jest to niewielki wycinek; jeden z wielu fragmentów tej całej historii, która zmaterializowała się przed naszymi oczyma w postaci jedynej w kraju grupy rekonstrukcji ludności cywilnej z Mławy. Doskonale wcielili się w rolę swoich przodków. Przy wiernym zachowaniu szczegółów w ubiorze i zachowaniach – można było się poczuć jak obywatel II RP. Obraz, który nam przedstawiono, obraz przedwojenny nie wolny wprawdzie od swoich problemów, ale nadal poza obszarem wojny. Nie na długo...

Dumne miasto Mława, jako jedno z pierwszych wraz ze swoją ludnością miało przekonać się o tym jak będzie wyglądał najstraszniejszy konflikt w dziejach świata.

Dochodzi nas warkot silników...to niemieckie samoloty. Ludzie z przerażeniem spoglądają w górę, ku niebu. Nagle huk, w powietrzu unosi się pył. Bomby! Nalot! Wśród mieszkańców wybucha panika. Ukazuje się nam istne piekło wojny. Teraz wydarzenia następują po sobie błyskawicznie. Dobiegają nas odgłosy działka przeciwlotniczego, które nieprzerwanie stara się zniszczyć podniebne cele. Harcerze starają się pomagać rannym, lekarz udziela pierwszej, doraźnej pomocy. Byle zatamować krwotok, uratować kogo się da. Kolejne wybuchy! Padają następni zabici. Zgroza! Gdzieś z boku ksiądz udziela ostatniego sakramentu. Korzystając z okazji szabrownik okrada martwe ciała z wartościowych przedmiotów. Krzyki, płacz! Ojciec trzyma na rękach swoje martwe dziecko. Ludzie biegną w kierunku budynków, byle tylko się ukryć przed bombami. Stragany płoną! Pojawia się straż, robi co tylko może, by opanować rozszerzający się ogień. Coraz mniej ludzi, wszyscy szukają schronienia. Ranni  są wynoszeni na noszach...  Chaos i zagłada miasta. Wokół tylko śmierć...odgłos silników niemieckich maszyn zanika. Cisza....

Inscenizacja dobiegła końca. Gdzieś w nas pojawiają się mieszane uczucia. Smutek i gniew zarazem. Refleksja nad przeszłością... Gromkie brawa dla rekonstruktorów oraz organizatorów. Zapada zmrok, ludzie w deszczu rozchodzą się powoli do domów. Z kolei jeszcze inni podążają złożyć znicze i kwiaty w parku miejskim. Ten długi dzień chyli się ku końcowi.

Lubisz turystykę historyczną? Zostań naszym reporterem

Ocena użytkowników: / 2
SłabyŚwietny 

Dla osób, które lubią turystykę historyczną i chciałyby się podzielić swoimi wrażeniami z innymi mamy dla wspaniałą propozycję. Wystarczy przesłać nam reportaż z opisem historycznego miejsca lub zabytku, by otrzymać od nas ciekawą książkę niespodziankę lub zostać naszym stałym współpracownikiem.

Naszym celem jest promocja turystyki historycznej wśród naszych czytelników, a także stworzenie dużego zbioru reportaży z ciekawych miejsc na całym świecie, które będą pomocne turystom. Chcielibyśmy, aby nasi czytelnicy zapoznawali się dzięki reportażom z ciekawymi miejscami w Polsce i za granicą. Taka publikacja może skłonić do odwiedzenia danego miejsca lub być świetnym przewodnikiem po nim.

Dla autorów pierwszych dziesięciu opublikowanych reportaży mamy po książce niespodziance[1]. Jedna osoba może opublikować więcej niż jeden reportaż. Jesteśmy również zainteresowani stałą współpracą[2] z osobami, które lubią turystykę historyczną i chciałyby na "historia.org.pl" cyklicznie publikować[3] swoje reportaże. Stałym współpracownikom możemy zaoferować poświadczenie publikacji i współpracy, legitymację prasową i zaproszenia na ciekawe imprezy historyczne w Polsce.

Reportaże prosimy wysyłać na adres: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.

Redakcja we własnym gronie zdecyduje o publikacji danego reportażu. Redakcja nie zwraca niezamówionych materiałów. Autorzy drogą e-mailową zostaną poinformowani o ewentualnej publikacji.

Wymogami minimalnymi dla publikacji reportażu jest jej wielkość od 1 do 4 strony Time News Roman o rozmiarze czcionki 12. Mile widziane będą także zdjęcia przedstawiające opisywane miejsce. Zdjęcia zostaną opublikowane w reportażu, a także  galerii portalu w Picasa Web Album.

Przykładowy reportaż Nessebar - "perła Bułgarii".


[1] Z chęcią opublikujemy więcej niż dziesięć reportaży, ale nie możemy wówczas autorowi zapewnić otrzymania książki.

[2] Wszyscy współpracownicy redakcji pracują społecznie. Nie przewidujemy wynagrodzenia za współpracę i publikacje.

[3] Warunki publikacji.

Nowe Sukiennice: Otwarto Galerię Sztuki Polskiej XIX w.

Ocena użytkowników: / 2
SłabyŚwietny 

W południe w Sali Siemiradzkiego w Sukiennicach odbyła się uroczystość ich otwarcia po blisko trzyletnim remoncie. Przybyli goście mogli po raz pierwszy zobaczyć Nowe Sukiennice. W związku z otwarciem zaplanowano 3 dniowe uroczystości.


Magdalena Cielecka ambasador Sukiennic / Fot. Wojtek Duch

Ceremonię otworzyła i prowadziła wyraźnie wzruszona dyrektor Muzeum Narodowego w Krakowie Zofia Gołubiew, która podkreśliła wagę tego wydarzenia, a także dumę, że jej zespołowi udało się przywrócić Sukiennicom ich dawny blask i uczynić z nich muzeum na miarę XXI w.


Dyrektor Muzeum Zofia Gołubiew / Fot. Wojtek Duch

Nieobecny z powodu rządowej debaty budżetowej minister Bogdan Zdrojewski do przybyłych wystosował odczytany przez dyrektor Muzeum list, w którym napisał: "Jestem bardzo szczęśliwy, że mogłem przyczynić się do sfinalizowania tego unikalnego projektu". Inwestycja została podana jako przykład nowoczesnego muzealnictwa.

Podczas uroczystości zaprezentowano niektórych ambasadorów Sukiennic. Byli to: Magdalena Cielecka, Róża Thun, Jurek Owsiak, Alicja Resich-Modlińska i Wisława Szymborska, którą reprezentował jej sekretarz Michał Rusinek.


Ambasadorowie Sukiennic / Fot. Wojtek Duch

Ponadto na sali obecni byli pozostali ambasadorowie, przedstawiciele rządu, parlamentarzyści, władze miasta i województwa, pracownicy muzeum i wielu innych zaproszonych gości.


Tłum przybyłych gości / Fot. Wojtek Duch

"Rad jestem, że w dniu spektakularnego powrotu XIX-wiecznej kolekcji do Sukiennic, nie tylko serce lokacyjnego miasta, ale cały wpisany na listę światowego dziedzictwa kultury obszar zabytkowego centrum prezentuje się godnie, że pełnię blasku odzyskują kolejno zabytkowe ulice i place. Cieszę się, że niezależnie od remontu Sukiennic dobiega końca rozbudowa i adaptacja podziemi pod Rynkiem Głównym na potrzeby muzeum historycznego. Nie mam wątpliwości, że sąsiedztwo zmodernizowanej  słynnej Galerii Sztuki Polskiej XIX wieku i unikatowego parku archeologicznego, który ilustruje dzieje Krakowa znakomicie wpłynie na promocję miasta i każdej z tych instytucji z osobna" - powiedział przemawiający Prezydent Jacek Majchrowski. 

Zgromadzonym zaprezentowano także film ilustrujący przebieg remontu Sukiennic. Film pt. "Projekt Nowe Sukiennice" jest do obejrzenia na stronach Muzeum Narodowego w Krakowie. Naprawdę warto, gdyż film w sposób dynamiczny, ciekawy i z fantastyczną ścieżką jest świadectwem, że determinacja i ciężka praca przynosi wspaniałe efekty.

Zabawnym wydarzeniem na zakończenie było pożegnanie muzealnego kapcia, którego odejście i skatalogowane jest symbolem zmian jakie zaszły w Sukiennicach. Przed włożeniem kapcia do gabloty swoje podpisy na nim złożyli obecni na ceremonii ambasadorowie Sukiennic.


Pożegnanie muzealnego kapcia / Fot. Wojtek Duch

Ostatnim akcentem było zaproszenie przez Panią dyrektor wszystkich przybyłych na mały poczęstunek i zwiedzanie Galerii w towarzystwie przewodników.

Galeria przedstawia XIX w. malarstwo, ale pokazane w sposób w pełni XXI-wiecznie z wykorzystaniem najnowszych technologii i środków wyrazu artystycznego. Galeria Sztuki Polskiej XIX wieku nawiązuje wyglądem do pierwotnego charakteru. Składa się, tak jak przednio, z czterech sal, jednak inaczej zaaranżowanych i nazwanych. Teraz są to: Sala Bacciarellego: Oświecenie; Sala Michałowskiego: Romantyzm. W stronę sztuki narodowej; Sala Siemiradzkiego: Wokół akademii oraz Sala Chełmońskiego: Realizm, polski impresjonizm, początki symbolizmu. 

Szerokiej publiczności galeria została udostępniona w piątek od godz. 18:00, kiedy przy dźwiękach fanfar herold z tarasu Sukiennic ogłosił otwarcie muzeum. W piątek i sobotę Sukiennice będzie można zwiedzać za darmo do 2:00 w nocy.

Sukiennice dla zwiedzających zostały zamknięte na czas remontu 31 sierpnia 2006 r. Ich remont był jednym z największych i ambitniejszych przedsięwzięć konserwatorskich w Europie. "Normalnie na świecie podczas remontu muzeów te najbardziej cenne dzieła się wypożycza, a pozostała magazynuje. My zdecydowaliśmy się jednak na pionierski pomysł przeniesienia całej galerii do innego miejsca. Było to Zamek w Niepołomicach" - powiedziała Zofia Gołubiew.

Koszt remontu wyniósł prawie 9 milionów euro, z czego 60% pokryto ze środków krajowych, a 40% z norweskiego grantu.


Więcej zdjęć w galerii: Nowe Sukiennice - otwarcie 03/10/2010

D-Day Hel 2010 - relacja

Ocena użytkowników: / 7
SłabyŚwietny 

15 sierpnia, gdy oczy całej Polski(a przynajmniej jej większej części) były zwrócone na pole bitwy pod Ossowem, gdzie armia polska gromiła bolszewików, na plażę helską zawitały ponownie postacie w mundurach feldgrau, pilnujące betonowego bunkra, czekające na stanowiskach swoich karabinów maszynowych, z wzrokiem utkwionym w morze. Cofnęliśmy się w czasie? Absolutnie nie. Po po prostu, po raz piąty już, miały miejsce obchody Zlotu Wojskowego ''D-Day Hel''.


Fot. Andrzej Matowski

Dojazd:

Hel stosunkowo nie jest daleko od mojego miejsca zamieszkania, tak więc po całkowitym wyspaniu się i zjedzeniu śniadania, wyruszyłem w południe w drogę drogą nr 213, by następnie skręcić w Redzie na drogę nr 216, wiodącą prosto do miasta Hel. W końcu, po blisko trzech godzinach(ostatni etap podróży był mocno przeciągnięty ze względu na dość wąską drogę i tworzące się zatory - zwłaszcza w Redzie) narastającej ekscytacji, udało się dotrzeć na miejsce.


Miejsce:

Przy wjeździe do miasta od razu powitał mnie wielki banner reklamowy z sylwetkami amerykańskich żołnierzy i napisem ''D-Day Hel 2010''. Kontynuując jazdę prosto, do samej plaży ulicą Dworcową-Wiejską-Kuracyjną, nie sposób było nie spostrzec tłumów ludzi, podążających na miejsce inscenizacji. Gdy w końcu skończyły się zabudowania miejskie(a trwało to niebywale długo) i zaczął się przymorski lasek, czekałem w napięciu momentu ujrzenia wymarzonego widoku. Wreszcie, nim znalezione zostało miejsce do zaparkowania, wyskoczyłem z samochodu i popędziłem przed siebie, na wydmy, mijając gęstniejące tłumy turystów. Zziajany, dostrzegłem wreszcie rozstawione głośniki i samochody stacji telewizyjnych za upragnionymi wydmami.

Pierwszą osobą, jaką tam ujrzałem, był zmęczony spadochroniarz 82. Dywizji Powietrzno-Desantowej ''All Americans'', idący z rozpiętym pasem i bez broni w stronę lasku. Mimo zainteresowania jego osobą, ciekawość i chęć zdobycia dobrego widoku na inscenizację, wzięły górę, tak też nie zatrzymując się, wbiegłem na wydmy.

Widok zapierał dech w piersiach. Przy brzegu stanął słynny amerykański Sherman, tuż koło niego zajęła miejsce kolejna legenda - a mianowicie legendarny Willys Jeep z przyczepką. W jego cieniu kulił się ranny piechur amerykański, niedaleko niego leżeli kolejni. Wokół stały zapory przeciwdesantowe - ''czeskie jeże'' i Rommelspargeln, czyli ''szparagi Rommla''. W stronę morza groźnie sterczała lufa armaty przeciwpancernej kal. 50 mm, obsługiwanej przez artylerzystów z Grupy Rekonstrukcji Historycznej Aufklarungsabteilung 7, którzy układali skrzynie z amunicją i worki z piaskiem wokół niej. Obok strzegł plaży ''betonowy'' bunkier, zbudowany specjalnie na inscenizację z kartongipsu i styropianu, mimo to wyglądał bardzo przekonująco. Obok bunkra i działa pozycje zajęli piechurzy Wehrmachtu, kryjący się za workami z piaskiem, obsługujący legendarne karabiny maszynowe MG-34 i MG-42 oraz moździerze kalibru 81 mm. Wokół kręcił się wysoki Leutnant w okularach - dowódca obrońców.

Z wydm rozlegał się głos komentatora wydarzeń - a w tę rolę wcielił się prof. Andrzej Olejko, opisujący wydarzenia z przed 66 lat nader obrazowo. Upalny skwar na plaży przeszkadzał nie tylko widzom, którym przeciągające się opóźnienie zaczęło przeszkadzać, lecz także rekonstruktorom, dźwigającym na sobie nieraz po czterdzieści kilogramów ekwipunku. Wielu oglądających wspięło się na stojący opodal niemiecki transporter półgąsienicowy SdKfz-251, by uzyskać lepszy widok(na szczęście, zarówno dla transportera, jak i dla nich - istnieją uzasadnione podejrzenia, iż rekonstruktorzy, gdyby zaszła tylko taka potrzeba, jak lwy broniliby swojego ukochanego pojazdu - zostali stamtąd przegonieni przez komentatora). Niestety, rozpoczęcie gwoździa programu, jakim było lądowanie II rzutu wojsk na plaży Omaha 6 czerwca 1944r., zostało solidnie opóźnione przez nierozważnych gapiów, którzy mimo próśb i nawoływań ze strony prowadzącego, nie zamierzali tak szybko opuścić akwenu, przeznaczonego na potrzeby inscenizacji - a konkretnie na desant amfibii. W końcu jednak dali za wygraną i pozostawili wody w pełni wolne.

W tym czasie rekonstruktorzy czynili ostatnie poprawki, znosząc skrzynki z amunicją, poprawiając maskowanie na pozycjach i worki z piaskiem, zakładając mundury, hełmy i ekwipunek, ja natomiast przedostałem się do loży pozostawionej specjalnie dla fotoreporterów i zająłem dogodne miejsce, z którego był wyśmienity widok na przyszłe pole bitwy.

Inscenizacja (21 sierpnia):

Mimo godzinnego opóźnienia i tkwienia w palącym, popołudniowym słońcu, cierpliwość opłaciła się sowicie. Zza cypla wyłoniła się amfibia DUKW, nazwana pieszczotliwie ''Sweet Viola'', transportująca na swoim pokładzie pluton II rzutu desantu, który miał zająć plażę i wspomóc rannych niedobitków pierwszego rzutu. Stojący Sherman był całkowicie bezużyteczny, ponieważ został ciężko uszkodzony z działa obrońców. Gdy tylko potężna sylwetka ''Kaczki'' pojawiła się na plaży, od strony działa obrońców słychać było wydawane gardłowym głosem komendy: Achtung! Feuer! Już po kilku salwach amfibia została trafiona, z linii niemieckich odezwały się moździerze, siejące po plaży swymi granatami, a większość dźwięków zagłuszył przerażający warkot trzech niemieckich erkaemów. Stojący najbliżej karabin maszynowy, obsługiwany przez wysokiego, młodego Obergefreitera, siał długimi seriami po plaży, wykruszając kolejnych atakujących. Jednak amerykańscy żołnierze 1. Dywizji Piechoty, przemieszani ze spadochroniarzami z 82. i 101. Dywizji Powietrzno-Desantowych, zdołali znaleźć w końcu osłonę za nierównościami terenu, ciałami poległych w I rzucie kolegów, wrakami pojazdów, czy też za umocnieniami przeciwdesantowymi. W końcu, na rozkaz młodego oficera, atakujący, mimo morderczego ognia ze strony zdeterminowanych żołnierzy Wehrmachtu z 352. Dywizji Piechoty, rzucili się skokami naprzód, zajmując pozycje za wałem z piasku i zasiekami z drutu kolczastego. Wśród jazgotu kaemów, pojedynczych wystrzałów karabinów, szczekania pistoletów maszynowych i eksplozji, słychać było krzyczące rozpaczliwie głosy zza wału: Medic! Medic! I've been hit! Help me! Ze stanowisk niemieckich odpalono celny pocisk z pancerzownicy, unieszkodliwiając amfibię na stałe.

Szukano Rur Bangalore'a, potrzebnych do zniszczenia przeszkody, by Amerykanie mogli przejść do dalszego natarcia. Pierwszy żołnierz, wysłany po jej elementy, padł trafiony serią w plecy. Dopiero następni zdołali odnaleźć i dostarczyć ładunki na pozycję. Szczęśliwi Amerykanie, raz po raz wychylający się, by oddać pojedynczy wystrzał, bądź też krótką serię z pistoletu maszynowego, z ulgą przywitali eksplozję, powiadamiającą ich, iż zasieki zostały rozerwane. Podczas ostatniego, jakże długiego skoku, kolejnych kilku atakujących zostało trafionych. Jednak ich ogień także przyniósł skutki. Od ognia szturmujących zaczęło palić się jedno z stanowisk niemieckich kaemów. Gdy dowodzący obsługą działa Leutnant podbiegł do bunkra, został śmiertelnie trafiony przez któregoś z atakujących. Piechurzy i spadochroniarze z ulgą dopadli ścian bunkra, gdzie przywitało ich zaskoczenie. Oto wokół stanowisk niemieckich zaczęły wykwitać eksplozje. Była to artyleria okrętowa, która zmiotła resztę obsługi działa, jak i kilku spośród zaprawionych strzelców Wehrmachtu. Nie czekając na otrząśnięcie się wroga, Amerykanie błyskawicznie wrzucili ładunek wybuchowy do wnętrza bunkra, skąd po chwili buchnęły kłęby dymu. Doszło do walki wręcz. Niemcy, przyparci do muru, bronili się, czym mogli. W ruch poszły saperki, hełmy i pistolety. Ostatni ocalały z obsługi działa, próbujący poddać się piechurom alianckim, został uderzony kolbą karabinu.Jednak, na lewej flance Niemcy nadal stawiali twardy opór. Na płonącym stanowisku kaemu doszło do zaciętej walki wręcz, między Amerykaninem, próbującym powalić przeciwnika kolbą karabinu, a obrońcą stanowiska, usiłującym postrzelić piechura z pistoletu. Gdy Amerykanin zwycięsko podniósł broń w kierunku wrogów, poległ od uderzenia hełmem drugiego Niemca. Inny piechur ''Wuja Sama'', ten, który dobił próbującego poddać się artylerzystę, został trafiony w pierś.

Jednak szala zwycięstwa przechylała się nieubłaganie na stronę atakujących. Niemcy stracili już dwa stanowiska karabinów maszynowych, działo, uszkodzone i pozbawione obsługi, milczało, a ze strzelnic bunkra wydobywały się kłęby dymu. Jednak ostatnie gniazdo broniło się wyjątkowo zaciekle. Gdy Amerykanie byli zaledwie kilka metrów, Obergefreiter podniósł ważący jedenaście kilogramów erkaem i ogniem z biodra powalił kilku atakujących. Jednak po chwili skończyła się mu amunicja, a tuż po nim - jego towarzyszom. Pokonani piechurzy Wehrmachtu wychodzili ze stanowiska, rzucając na bok broń i trzymając ręce wysoko w górze. Ostatnim akordem inscenizacji było obalenie przez zwycięzców masztu z powiewającą dotąd dumnie flagi ze swastyką.

Po bitwie:

Po burzliwych oklaskach i brzmiących przez głośniki akordach marszów, wszyscy uczestnicy bitwy, leżący dotąd ''zabici'' na plaży, podnieśli się i natychmiast przystąpili do uprzątania śladów po zakończonej właśnie bitwie. Jedni znosili ''czeskie jeże'' i ''szparagi Rommla'', drudzy zwijali drut kolczasty, inni zbierali łuski i niewystrzelone pociski z plaży, natomiast wielu wyczerpanych rekonstruktorów pozwoliło sobie na moment relaksu i skorzystało z bliskości morza. Nad plażą w pewnym momencie zagrzmiało - to Sherman z wtórującą mu amfibią włączył silnik i oba pojazdy ciężko ruszyły w stronę drogi na wydmach. Niektórzy żołnierze udzielali odpowiedzi ciekawskim widzom - w tym i mnie. Po kilkudziesięciu minutach na plaży nie było śladu po niedawnej jeszcze bitwie.

Korzystając z tego, iż do następnego punktu programu, czyli parady pojazdów i grup na ulicy Wiejskiej mam jeszcze sporo czasu, udałem się do miasta, by w spokoju ochłonąć po ekscytujących przeżyciach przy obiedzie. Po drodze zajrzałem jeszcze do polowej księgarni, prowadzonej przez strzelca SS. Gdy akurat skończyłem posiłek, powoli zbliżał się czas parady. Ruszyłem w górę ulicy, ciągając aparaty. W końcu zauważyłem kilka pojazdów, w tym kilka Willysów, sanitarkę Dodge i takąż półciężarówkę. Wokół kręciło się kilkunastu rekonstruktorów w mundurach SS i US Army, którzy również zażywali chwili wytchnienia przed paradą - wszak ostatnie godziny spędzili na poprawianiu swojego wizerunku(zwłaszcza Amerykanie, by mogli wyglądać na zwycięzców pełną gębą). Parada zaczęła się z dość dużym opóźnieniem, znowu problemem okazały się tłumy widzów, którzy uniemożliwiali przejście. Podobnie było z samochodami, i dopiero po coraz bardziej stanowczych prośbach prof. Olejki, udało się uzyskać jako taką drogę przemarszu. Stanąłem w dobrym miejscu, tuż przy ratuszu, skąd mogłem dokładnie przyjrzeć się wszystkiemu co nadjedzie.


Z początku przejechały dwa Willysy z zamontowanymi karabinami maszynowymi, a także sanitarka Dodge. Najpierw słychać było szkockie kobzy, dopiero potem przyszedł widok. Parada prowadzona była przez młodego żołnierza z opaską MP(Military Police) na ramieniu, który rozpychał na bok widzów, by umożliwić przejście. Tuż za nim podążała orkiestra Pipes&Drums, złożona ze ślicznych dziewcząt w tradycyjnych strojach szkockich Highlanderów, z nieodłącznymi czarnymi furażerkami na głowach grających na kobzach szkockie pieśni, a także chłopców w kitlach, uderzających w bębny. Następnie przejechał legendarny Harley WLA z przyczepką, wiozący kapitana US Army. Tuż za nim zaczęły pojawiać się Willysy - w tym jeden żandarmerii. Doliczyłem pięciu, gdy za ostatnimi dwoma jechał, rycząc silnikiem, Sherman z prywatnego muzeum braci Kęszyckich. Dudnienie silnika sprawiło, że przejście natychmiast się udrożniło, a ja poczułem, jak włosy mi się jeżą na głowie. Następnie pojawił się transporter M3 Half-Track - koń roboczy armii Stanów Zjednoczonych na wszystkich frontach II WŚ, oraz trzy półciężarówki Dodge 4x4. Sherman stanął kilka metrów ode mnie, a z Half-Tracka wychyliło się kilku spadochroniarzy z 82. i 101. Dywizji Powietrzno-Desantowych(GRH ''Paraglite''). Jeden z nich ciągle pokazywał z dumą powycieraną naszywkę na ramieniu, na co odpowiedziałem mu tym samym, ukazując naszywkę na torbie. Zachwycony podniósł kciuk do góry i przeskoczył przez burtę, by porozmawiać. Wówczas to miałem dobrą okazję, by zamienić kilka słów z każdym rekonstruktorem. Gorąco namawiali, bym przyszedł zobaczyć ich inscenizację w nocy(niestety, ze względu na przymus powrotu jeszcze tego samego dnia, musiałem odmówić, poza tym baterie w aparatach się rozładowały). W końcu kolumna ruszyła dalej, po czym znów się zatrzymała. Jednak tym razem zatrzymali się Niemcy, posiadający skromniejszy sprzęt w postaci jednego motocykla BMW R71, samochodu osobowego VW Kuebelwagen, transportera opancerzonego SdKfz-251 i Opla Blitza ciągnącego działo PAK 38 kal. 50 mm. Wśród nich wyróżniały się urocze Blitzmadchen na rowerach, czy żandarm z Kriegsmarine, wraz z marynarzem krążownika Prinz Eugen, żołnierzem tejże formacji i Oberleutnantem z U-Boota. Nie mogło zabraknąć oczywiście ''pospolitych'' esesmanów ze słynnej LSSAH(GRH ''Barbarossa''), wśród których wyróżniał się uprzejmy SS-Rottenfuhrer z czapką garnizonową z czaszką starego wzoru. Również oni nalegali, bym został z nimi na wieczorną inscenizację. 

Niestety, w z wielkim żalem musiałem opuścić środowisko rekonstruktorskie i ruszyć w drogę powrotną do domu. Wraz z nadchodzącym zmrokiem, opuściłem Hel, po drodze spotykając kilku znajomych rekonstruktorów, którzy machali przyjaźnie i zapraszali następnego dnia.

22 sierpnia

I tym razem, podobnie jak dnia poprzedniego, ruszyłem późnym rankiem(tym razem o 10), by zdążyć na ostatnią inscenizację tegorocznego D-Day Hel. Zjawiłem się na miejscu godzinę przed czasem, więc zdążyłem jeszcze na tyle, bym mógł w spokoju zjeść obiad, a następnie spacerkiem przedostać się do portu, gdzie miała się odbyć ostatnie bitwa - zdobycie portu w Cherbourgu. I tym razem dostałem się do loży dla dziennikarzy, niestety, umiejscowionej tak niefortunnie, że większość pola widzenia zajmowała publiczność. Korzystając z dłuższego czasu przed inscenizacją(było kolejne wielkie opóźnienie), miałem czas, by zamienić parę słów z rekonstruktorami. Na horyzoncie ukazali się obrośnięci legendę słynni niemieccy strzelcy spadochronowi - Fallschirmjaegeren, jadący na rowerach, dowodzeni przez wymęczonego i zrezygnowanego porucznika. Nastroje wśród Niemców były różnorakie: jeden, starszawy wiekiem żołnierz z dywizji Großdeutschland, odpowiedział: Alles in Ordnung. Ordnung muss sein. Natomiast porucznik spadochroniarzy, stwierdził sucho: Jakie morale może być? Znowu dostajemy po tyłku. Podobnie stwierdzali rzecz esesmani i żołnierze Wehrmachtu, z których wielu było wyczerpanych walkami poprzedniej nocy. Natomiast Amerykanie wręcz tryskali optymizmem, ciesząc się, że i tym razem zwyciężą wroga. Mimo to, wszyscy już byli bardzo zmęczeni(świadczyły o tym ciemne koła pod oczami), zarówno organizatorzy, komentator, jak i rekonstruktorzy, którzy marzyli już, by wrócić do domu. Jeden z nich powiedział: No, teraz wrócę do pracy i odpocznę.

Ale czekała ich jeszcze ciężka bitwa. Ostatnia bitwa D-Day Hel. W przygotowaniach wzięły udział wszystkie niemieckie pojazdy, w tym nowość - maleńki ciągniczek gąsienicowy SdKfz. 2, zwany Kettenkrad. Po stronie amerykańskiej udział miały wziąć dwa Willysy, jeden Dodge 3/4 t i Sherman.

Na ciężarówce stał Gefreiter z 21. DPanc., z dumnie noszoną na lewym mankiecie opasce z napisem ''Afrika'', który podawał skrzynie z amunicją do działa. Część esesmanów i piechurów WH zajęła miejsce na transporterze, kilku rzuciło sie do rozstawiania działa. Natomiast po stronie amerykańskiej stał Willys z zastrzelonym kierowcą, wokół porozrzucane były hełmy i elementy ekwipunku, na ziemi leżał jeden Browning.

Znowu problemem okazali się gapie, którzy nadal, mimo próśb ze strony komentatora, jak i żądań organizatorów, nie mieli zamiaru odsunąć się od muru, gdzie założone były ładunki pirotechniczne o pokaźnej sile. Dopiero po jakimś czasie zrozumieli i odsunęli się od muru. Również na loży trwały spięcia między reporterami różnych gazet, stacji telewizyjnych i portali, ponieważ każdy chciał mieć jak najlepsze ujęcia. Jednak udało wykazać mi się dyplomacją i mnie szczęśliwie ominęły jakiekolwiek nieprzyjemne sytuacje.

Inscenizacja zaczęła się z dużym opóźnieniem, trzeba było jeszcze przesunąć taśmy, ograniczające publiczność. Dopiero po godzinie na miejscach stały MG-34, a żołnierze leżeli na pozycjach.

Wszyscy czekali w napięciu, gdy nagle daleko pojawił się Willys z żołnierzami 1. DP Big Red One(S.H. ''Big Red One''). Niemcy, pod dowództwem porucznika spadochroniarzy, stanowili istną mieszankę: esesmani, żołnierze Wehrmachtu, spadochroniarze, nie zabrakło także oficera z U-Boota. Kilku z nich, wśród nich głównie Fallschirmjaegrzy i żołnierze Wehrmachtu zajęli pozycje tuż za wrakiem Willysa i czeskimi jeżami, czekając na zbliżający się patrol. Gdy Amerykanie byli zaledwie kilka metrów od nich, otworzyli ogień. Palba trwała zaledwie kilka sekund, patrol amerykański nie miał najmniejszych szans w starciu ze świetnie wyszkolonymi i doświadczonymi spadochroniarzami. Po chwili Niemcy wyciągnęli trupy dwóch Amerykanów na ulicę. Jednak każdy z nich wiedział, że to zaledwie początek i już niedługo miały pojawić się główne siły wroga.

Z głębi ulicy zaczęło dochodzić do niemieckich obrońców dudnienie potężnego silnika. Wielu z nich uświadomiło sobie, że oto nadchodzi 2. Dywizja Pancerna USA, zwana Piekło na kołach. Zrozumieli, że nadciąga czołg. Z oddali widać było drobne sylwetki amerykańskich spadochroniarzy, szybko opuszczających półciężarówkę, którzy uformowali się w dwie kolumienki, idące równolegle. Tuż za nimi podążał Sherman z rykiem silnika.

Gdy Amerykanie byli niewiele ponad pięćdziesiąt metrów od niemieckich pozycji, podoficer dowodzący obsługą działa gardłowo krzyknął: Achtung! Feuer! Huknęło działo, a z motocykla stojącego koło ciężarówki rozszczekał się MG-34, zawtórował mu kolejny, leżący przy dziale, a wszystko to okraszone było hukiem eksplozji i strzałami z karabinów i seriami z pistoletów maszynowych. Sherman szybko został zniszczony i stanął, a w pewnym momencie dla Amerykanów stało się najgorsze - z uliczki wyjechał transporter opancerzony, siejący ogniem karabinu maszynowego oraz seriami pistoletów maszynowych i pojedynczymi strzałami z Mauserów. Zatrzymał się, a z jego wnętrza wyskoczyło kilku esesmanów i grenadierów Wehrmachtu, którzy wsparli obrońców. transporter następnie ruszył na tyły i zajął pozycję za ciężarówką i działem. Amerykanie byli zmuszeni się cofnąć, a Niemcy ruszyli do szybkiego kontruderzenia. Jednak wymiana ognia nie ustawała ani na chwilę, a w pewnym momencie Amerykanie otrzymali wsparcie, które przyjechało transporterem opancerzonym. Po stronie niemieckiej zaczęli padać zabici, w pewnym momencie zamilkł jeden karabin maszynowy na motocyklu, potem drugi. Jeden z Amerykanów odpalił pocisk z granatnika, słynnej Bazooki. Zaczęli ginąć artylerzyści, jednak działo ciągle strzelało. W końcu niestrudzonym Amerykanom, mimo dużych strat, udało się przedrzeć i wpadli w uliczkę, z której wyjechał transporter, a następnie oflankowali Niemców i zaszli ich pozycje od tyłu. Jeden ze spadochroniarzy krótką serią zastrzelił Niemca stojącego przy karabinie maszynowym na transporterze, a następnie zajął jego miejsce, omiatając długą serią niemieckie pozycje. Wzięci z dwóch stron Niemcy zaczęli się cofać, zostawiając kolejnych poległych. Działo w końcu zamilkło. Amerykanie wdarli się szturmem na pozycje niemieckie, wybijając ostatnich obrońców. Załoga Kettenkrada poległa błyskawicznie - przeszyty serią kierowca zginął na siedzeniu swojego pojazdu. Jeden Niemców czaił się przy Kuebelwagenie, próbując zastrzelić Amerykanina, który pojawił się tuż koło niego, jednak zaciął się mu karabin, co natychmiast wykorzystał spadochroniarz ze 101., zabijając go jednym strzałem z Garanda. Jego kolega, uzbrojony w zdobyczny StG-44 dopadł niemieckiego żołnierza, który nie miał już amunicji. Brutalnie pociągnął go za bluzę, by wstał, a następnie nakazał mu trzymać ręce wysoko w górze, dodając kilka kopniaków i ciosów kolby, by Niemiec dobrze zrozumiał o co mu chodziło. Zabrzmiały ostatnie wymiany strzałów z niemieckimi niedobitkami, a następnie zapadła cisza, przerywana tylko pokrzykiwaniem Amerykanów, którzy ustawili się w szeregu i wystrzelili salwę honorową, oraz wielką burza oklasków i radosnych okrzyków publiki. Prof. Olejko skomentował: To już koniec, Drodzy Państwo. Ostatnia bitwa D-Day Hel dobiegła końca.

Z ziemi podnosili się niemieccy i amerykańscy polegli, którzy poczęli zbierać swoje wyposażenie i broń. Amerykanie ustawili się do grupowego zdjęcia, krzycząc triumfalnie: Currahee!. Natomiast Niemcy szybko władowali się na pakę ciężarówki i do transportera. Okazało się, że był również jeden Niemiec, który nie złożył broni - ów Oberleutnant Kriegsmarine, którego Amerykanie przeoczyli. Również załoga Kettenkrada ruszyła z miejsca i odjechała. Spadochroniarze natomiast i dowódca U-Boota wsiedli na rowery i szybko ruszyli w ślad za Kettenkradem. Amerykanie zbierali broń, rozładowywali ją, paląc przy tym papierosy i pijąc wodę z manierek. Pojawili się również brytyjscy spadochroniarze z 6. Dywizji Powietrzno-Desantowej na Universal Carrierze, poszukujący swojego erkaemu, niemieccy grenadierzy podczepili działo do ciężarówki, po czym zajęli miejsca(także na lufie działa).

Dzięki zawartej dzień wcześniej znajomości, udało mi się wyprosić kierowcę jednego z Willysów, by mnie podrzucił - mimo mojego cywilnego stroju - na miejsce defilady. Razem z nami zabrał się jeszcze żandarm z MP, a my ruszyliśmy na przedzie wielkiej kolumny. Nie ukrywam, że czułem się nadzwyczaj dumnie, że mam zaszczyt jechać w prawdziwym Willysie, wśród rekonstruktorów - ożywicieli historii. Tuż przed defiladą kierowca zwolnił, a ja przesadziłem burtę Willysa, ściskając torbę i aparaty. Po czym puściłem się biegiem naprzód, aby złapać dobre ujęcia kolejnej defilady. I znowu pojawił się żandarm z MP, prowadząc orkiestrę dziewcząt. Jednak niebo zaczęło się chmurzyć, dlatego też Amerykanie bardzo szybko minęli ratusz i ruszyli do swoich obozów. Niemcy natomiast zwolnili, by porozmawiać z widzami. W pewnym momencie zrobiło się wręcz czarno, a jeden z żołnierzy Wehrmachtu rzucił: Zaraz będzie prawdziwy D-Day. Spytałem: Dlaczego? Rzucił do mnie: Patrz, jak zaraz lunie, to tak jakby ich tysiąc z nieba leciało.

Muszę z przykrością dodać, że jego słowa sprawdziły się co do joty, bo zaraz z nieba poleciał taki deszcz, jakby ktoś wylewał na górze wielkie wiadro. Ci szczęśliwi Niemcy, którzy mieli celty, założyli je, jednak mimo to wszyscy chowali się pod daszkami i baldachimami. Dopiero po chwili, gdy mnie padało, ostatni pojazd kolumny, jaki został, czyli Opel Blitz wraz z armatą 5 cm, został popchnięty przez drużynę mieszaną żołnierzy Wehrmachtu i Waffen-SS. Wówczas szczęśliwi Niemcy wskoczyli na pakę i ruszyli błyskawicą przed siebie. Wyleciałem na ulicę, by ich pożegnać.

Gonili ich jeszcze ci, którzy nie zdążyli na odjazd, a potem wszystko się skończyło i zostałem sam. Zanim ruszyłem od samochodu, udało mi się zdobyć kilka plakatów D-Day, które nie były już nikomu potrzebne, a następnie i mnie zmył deszcz. Wróciłem do domu, stojąc w gigantycznych korkach.

Jak oceniany był tegoroczny D-Day Hel? Mimo początkowych incydentów i scysji między organizatorami, zlot udał się doskonale. W ostatnich latach impreza ta miała dość niską ocenę, wystawianą przez wiele grup rekonstrukcyjnych. Jednak, czytając komentarze członków niektórych grup(np. GRH ''101st Airborne'') można uznać tegoroczne widowisko za niemalże stuprocentowy sukces. Jedynym mankamentem, które zaistniały w moich oczach, to opóźnienia, wynikające jednak nie z winy organizatorów, lecz publiczności. Miejmy nadzieję, że większość grup odtwarzających jednostki niemieckie, brytyjskie i amerykańskie, które do tej pory wzbraniały się przed uczestnictwem, przyjechały za rok, podnosząc jeszcze wyżej poprzeczkę D-Day Hel(l). A przynajmniej, by za rok poziom był taki sam, jak teraz.


Czytaj także:

 

 

 

"Batalia Napoleońska Będomin 2010" - relacja

Ocena użytkowników: / 2
SłabyŚwietny 

W dniach 21 i 22 sierpnia 2010 roku na terenie muzeum Hymnu Narodowego w Będominie odbyło się widowisko "Batalia Napoleońska Będomin 2010".  Jest ono jednocześnie ogólnoeuropejskim spotkaniem miłośników epoki napoleońskiej.


Fot. Grzegorz Matusiak

Dojazd do muzeum droga krajową 221 z Gdańska lub z Kościerzyny. Parking zapewniał będomiński rolnik użyczając za opłata 3 PLN swojego ścierniska (równego z oznaczonymi stanowiskami parkingowymi). Wstęp na teren muzeum był bezpłatny.

Z jakiegoś powodu organizatorzy nazwali to wydarzenie "rekonstrukcją historyczną bitew stoczonych na przełomie 1806 i 1807 roku przez wojska francuskie". Moim skromnym zdaniem było to nieco mylące gdyż tak na prawdę nie widziałem rekonstrukcji żadnej konkretnej historycznej bitwy (przyznaję jednak, ze nie spędziłem w Będominie całych dwóch dni). Ja osobiście nazwałbym to wydarzenie "piknikiem historycznym".

Formuła imprezy (jak już wspomniałem) zdecydowanie przybrała postać pikniku. W zabudowania będomińskiego pałacyku wkomponowano obozowiska wojsk (kawaleria stacjonowała w sąsiednim gospodarstwie). Nieco dalej rozrzucone były stragany a to z pamiątkami a to z militarnymi zabawkami, a to z rożnem oraz różnymi napitkami. Pogoda dopisała, goście chyba nieco mniej. W każdym razie na sporym obszarze, które zajmuje muzeum (ku mojemu zadowoleniu) szczególnego tłoku nie było.

Bez problemu można było pospacerować pomiędzy namiotami, porozmawiać z ludźmi biorącymi udział w inscenizacjach, dotknąć i wziąć do ręki części umundurowania czy uzbrojenia.

Szczególnie milo wspominam pokaz artyleryjski. Towarzyszył mu interesujący wyklad-komentarz dotyczący wszystkiego, co związane było z ówczesna artylerią. Mała trzyfuntówka grzmiała dzielnie mimo, ze jeden artylerzysta nie dojechał i trzeba było poprosić członka korpusu medycznego, aby wkładał ładunek do lufy. Widowiskowe były harce kawalerii a już najbardziej starcie kozaka z lansjerem.

Ciekawy był tez opis (z pokazem) munduru oporządzenia i broni piechura. Przy okazji dowiedziałem się, że wnętrze czapki "rogatywki" było jedynym kompletnie prywatnym miejscem, do którego nie miał nikt prawa zaglądać. Tam też żołnierz mógł przechowywać wszelkie "pozaregulaminowe" drobiazgi.

Ogółem spędziłem na pikniku ponad 3 godziny. Wrażenie pozytywne. Co prawda można zarzucić organizacji pewne braki, ale nadrobione zostały one zapałem uczestników, którzy m.in. z wyraźną przyjemnością odpowiadali zainteresowanym na każde pytanie.

Organizatorami byli:
Muzeum Narodowe w Gdańsku
Starostwo Powiatowe w Kościerzynie
Towarzystwo Przyjaciół Muzeum Hymnu Narodowego w Będominie
Urząd Gminy Nowa Karczma


Więcej zdjęć w galerii: Batalia Napoleońska Będomin 2010 21/08/2010


Czytaj także:

Najpopularniejsze postacie historyczne w internecie (cz. 1 II RP)

Ocena użytkowników: / 4
SłabyŚwietny 

Wydruk kilku pierwszych stron z Google Images z wybranym hasłem "jozef pilsudski" prezentowany na wystawie organizowanej  przez MHP pt. "Osiemnasta..." stał się inspiracją do cyklu artykułów "Najpopularniejsze postacie historyczne w internecie" w myśl zasady: "Jeśli nie ma w Google to nie istnieje...". Pierwsza część cyklu została poświęcona bohaterom II RP. Zwycięzca zestawienia jest zaskakujący...

Inspiracją do powstania cyklu był wzmiankowany wcześniej pomysł z wystawy "Osiemnasta..."[1], z tym, że postanowiłem go rozszerzyć i potraktować z przymrużeniem oka. Dzisiaj Google można zakwalifikować jako obiektywny miernik popularności danej postaci, czy wydarzenia, stąd też właśnie tą wyszukiwarką posłużyłem się jako narzędziem mierniczym. Jednak oprócz wyników wyszukiwarki Google, które to wpływają na pozycję w zestawieniu przeszukałem inne źródła. Przeglądnąłem Google Images, Narodowe Archiwum Cyfrowe[2], youtube.com i najpopularniejsza historyczne fora internetowa. Ponadto przeszukałem internet pod kątem stron poświęconych ówczesnym bohaterom. Imię i nazwisko każdej postaci było umieszczane pomiędzy cudzysłowem[3] i wpisywane do wyszukiwarki Google[4] i Google Images[5]. Im większa ilość rezultatów wyszukiwania, tym postać popularniejsza. 

Poniższe zestawienie zostało poświęcone w nawiązaniu do wystawy okresowi II RP. Wybór postaci jest całkowicie subiektywny, jednak starałem się, by znaleźli się w nim przedstawiciele wszystkich dziedzin życia społecznego ówczesnego okresu.

Pierwsza dziesiątka


Fot. Witold Gombrowicz najpopularniejsza postać II RP w internecie

Bezapelacyjne pierwsze miejsce zajął Witold Gombrowicz, a nie Józef Piłsudski, czy Władysław Sikorski, których można było typować jako najpopularniejszych przed sprawdzeniem internetu. Do Witolda Gombrowicza odsyła 333,000[6] wyników, 32,800 obrazów i 124 filmy. Udało mi się odnaleźć cztery strony[7] poświęcone wyłącznie jego twórczości: gombrowicz.net[8], gombrowicz.pl i piknikgombrowiczowski.pl, w_gombrowicz.republika.pl. W NAC znajdują się tylko dwa materiały dt. Gombrowicza. Co może wpływać na taką popularność autora oprócz jego twórczości i faktu, że jego dzieła znajdują się w kanonie lektur szkolnych? Na pewno są to kontrowersje na temat jego życia, jak i pojawienie się tej postaci jako argumentu w debacie publicznej kilka lat temu. 

Drugi w zestawieniu jest początkowy faworyt Józef Piłsudski. Do marszałka odsyła 210,000 wyników, 27,700 obrazów i rekordowa ilość 317 filmów. Najpopularniejszy z filmów: "Pogrzeb Józefa Piłsudskiego" ma już 160,664 wyświetleń. Ponadto w samym tylko NAC na hasło "Piłsudski" otrzymujemy, aż 4339 wyników. Mimo wielkiej popularności i promocji tej postaci w internecie są tylko dwie strony jemu poświęcone. Są to: osen.pl i pilsudski.org[9]. Oprócz tego znajdują się setki artykułów na jego temat. Na forach historycznych toczy się także sporo dyskusji na temat działań marszałka jak np.: "Józef Piłsudski - ocena" (300 postów)[10] na forum.historia.org.pl, czy "Legenda Józefa Piłsudskiego" na dws.org.pl (960 postów).

Następne miejsce jest podobnie jak pierwsze dla pisarza. Pokazuje to jaką siłą dla popularności autora jest umieszczenie jego dzieł na liście szkolnych lektur. Do Juliana Tuwima, bo o nim mowa odsyła 166,000 wyników, 22,100 obrazów i bardzo dużo, bo 241 filmów. 166 to wynik dla hasła "Tuwim" w NAC. Strona juliantuwim.pl odsyła do jego wierszy dla dzieci. Autor niestety nie doczekał się jeszcze strony na swój temat, jest natomiast wiele stron z udostępnioną jego twórczością.

Kolejne miejsce przypadło bohaterowi powstania wielkopolskiego gen. Józefowi Dowborow-Muśnickiemu, do którego odwołuje, aż 151,000 wyników, jednocześnie tylko 879 obrazów i 12 filmów. W NAC znajduje się 10 zdjęć generała. Brak w internecie stron na temat Dowbora-Muśnickiego. Natomiast m.in. na stronach: Towarzystwa Pamięci Powstania Wielkopolskiego, 27grudnia.pl i dzieje.pl. Na forum dws.org.pl postać generała jest przypominana w temacie: "Gen. Józef Dowbor-Muśnicki - zapomniany polski bohater" (98 postów). Tak wysokie miejsce generała mimo wszystko zaskakuje. Co może być powodem? Być może jest to renesans jaki w polskiej świadomości przeżywa pamięć o Powstaniu Wielkopolskim?

Piąte i szóste miejsce przypadły ponownie pisarzom: Stefan Żeromski ma 148,000 wyników, 12,900 obrazów i 111 filmów, a Bruno Schulz 143,000 wyników, 19,900 obrazów i 197 filmów. Żeromski podobnie jak Tuwim nie doczekał się strony na swój temat. W internecie natomiast znajduje się strona poświęcona Schulzowi brunoschulz.org, a także strona zespołu pod nazwą "Bruno Schulz". Oczywiście w sieci można znaleźć sporo interpretacji dzieł obu autorów. 

Siódmy w rankingu jest artysta Stanisław Ignacy Witkiewicz, który notuje 62,300 wyników, 9,970 obrazów i 28 filmów. Ma za to najwięcej ze wszystkich w zestawieniu stron o sobie. Jest ich, aż sześć: witkacy.net.pl, witkacy.hg.pl, witkacy.republika.pl, wroblewg.w.interia.p, zakopany.webpark.pl, witkacy.org. Pod tym względem fanów Witkacego należy uznać za najbardziej aktywnych w internecie.

Dopiero na ósmym miejsce w rankingu znalazł się gen. Władysław Sikorski z 58,900 wynikami, 8,790 obrazami i 44 filmami. W NAC znajduje się, za to aż 1090 wyników powiązanych z generałem. W internecie znajduje się strona Instytutu Polskiego i Muzeum im. gen. Sikorskiego w Londynie[11]. Na temat generała również napisano wiele opublikowanych w sieci artykułów. Na forum historycy.org temat "Śmierć Gen. Sikorskiego" doczekał się już 369 postów, a temat "gen. broni Władysław Sikorski - ocena" na forum.historia.org.pl 86 postów. Film na youtube "Generał. Zamach na Gibraltarze - Zwiastun kinowy" ma obecnie 16,270 odsłon.

Na dziewiątym miejscu znajduje się pierwsza kobieta jest nią autorka "Granicy" Zofia Nałkowska z 46,700 wynikami, 4,660 obrazami i 13 filmami. Autorka nie doczekała się witryny na swój temat, ale standardowo jak w przypadku innych autorów  znajduje się sporo artykułów biograficznych i interpretacji jej książek. W NAC z Nałkowską są powiązane 134 wyniki.

Czołową dziesiątkę zamyka Roman Dmowski. Odsyła do niego 44,600 wyników, 5,370 obrazów i 154 filmy. W NAC, co zaskakuje znajduje się tylko 15 wyników powiązanych z Dmowskim. Jednakże polityk doczekał się trzech stron na swój temat:  romandmowski.pl, romandmowski.prv.pl i romandmowski.org. Film "Dmowski Roman, Pogrzeb Romana Dmowskiego" na youtube doczekał się 22,618 wyświetleń.

Prezydenci

Wśród Prezydentów prym wiedzie Ignacy Mościcki z 42,200 wynikami, 5,740 obrazami i 34 filmami. W NAC znajduje się 3309 wyników związanych z Prezydentem. Tylko Józef Piłsudski ma więcej. Kolejny Gabriel Narutowicz ma 16,200 wyników, 3,080 obrazów i 19 filmów, a Stanisław Wojciechowski 13,900 wyników, 3,120 obrazów i 7 filmów.

Politycy

Polityków spoza pierwszej dziesiątki otwiera polski premier i słynny pianista Ignacy Jan Paderewski ma 44,400 wyników, 7,840 obrazów i sporo, bo 134 filmów. 183 wyniki powiązane z Paderewskim znajdują się w NAC. Kolejnym politykiem jest Kazimierz  Bartel 29,500, 1,080 obrazów i 13 filmów. Wielokrotny premier Wincenty Witos ma 21,300 wyników 2,780 obrazów i 7 filmów, a także stronę www.cws.net.pl/witos/, Kazimierz Pużak 21,700 wyników, Jędrzej Moraczewski 21,300 wyników, Eugeniusz  Kwiatkowski 15,700 wyników i dwie strony: kwiatkowski.edu.pl i eugeniuszkwiatkowski.blogspot.com, Władysław  Grabski 12,100 wyników i strona grabski.info, Maciej Rataj 11,700 wyników, Walery Sławek 6,650 wyników i Aleksander Prystor 4,220 wyników.

Wojskowi

Najpopularniejszymi obok Piłsudskiego, Dowbora-Muśnickiego i Sikorskiego są: Tadeusz Kutrzeba 28,300 wyników, 972 obrazy i 6 filmów. Współautor zwycięstwa warszawskiego z 1920 r. Tadeusz Rozwadowski ma 22,000 wyników, 960 obrazów i 12 filmów. W NAC znajduje się 49 wyników na jego temat. W internecie jest także strona poświęcona rodzinie Rozwadowskich rozwadowski.orgindex.htm Bardzo popularne są tematy związane z generałem na forach historycznych np.: "Bitwa Warszawska - Rozwadowski vs  Piłsudski, i wszystko o Bitwie Warszawskiej" (170 postów) na historycy.org, czy "Bitwa warszawska - komu przypisywać zwycięstwo?" (146 postów) na forum.historia.org.pl. Kolejny Edward Rydz-Śmigły 19,700 wyników[12], 3,380 wyników i 19 filmów. Następni to: Kazimierz Sosnkowski 13,900 wyników, Stanisław Taczak 12,700 wyników, Włodzimierz Zagórski 8,970wyników, Władysław Belina-Prażmowski 7,320 wyników, Felicjan Sławoj Składkowski 6,690 wyników, Bolesław Wieniawa-Długoszowski 4,110 wyników, Gabriel Czechowicz 3,960 wyników.

Literatura

Wśród pozostałych ludzi literatury najwięcej odwołań przypadło Maria Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej 43,000 wyników, 7,860 obrazów i 34 filmów. Jan Kasprowicz 42,100 wyników, 5,000 obrazów i 15 filmów. Władysław Broniewski 25,700 wyników, 4,65 obrazów i 46 filmów. Pozostali to: Tadeusz Boy-Żeleński 23,400 wyników, Tadeusz Peiper 19,100 wyników, Kazimierz Wierzyński 17,900 wyników, Stanisława Przybyszewska 14,100 wyników Julian Przyboś 13,500 wyników i Maria Kuncewiczowa 13,100 wyników.

Sportowcy

Wśród sportowców całe podium - co nie jest niespodzianką biorąc pod uwagę fakt, że piłka nożna to najpopularniejszy sport w Polsce - przypadło piłkarzom. Najwięcej rezultatów wyszukiwana posiada Józef Kałuża (36,700 wyników), tuż za nim inny piłkarz związany z Krakowem, czyli Henryk Reyman (32,100 wyników), na trzecim miejscu jest Ernest Wilimowski (26,200 wyników). Tuż za podium uplasowała się złotą olimpijka Stanisława Walasiewicz (25,200 wyników). Kolejne pozycje zajmują Halina Konopacka (23,100 wyników), Jadwiga Jędrzejowska (13,800 wyników), Wacław Kuchar (13,600 wyników), Janusz Kusociński (7,970 wyników), Stanisław Petkiewicz (3,520 wyników) i Stanisław Marusarz (3,510). Wszyscy trzej piłkarze mają ponadto sporo artykułów na swój temat na klubowych stronach.


[1] O wystawie pisaliśmy w relacji: "Osiemnasta..." - wystawa Muzeum Historii Polski poświęcona 90. rocznicy bitwy warszawskiej - relacja

[2] Wszystkie wyniki pochodzą z: http://www.audiovis.nac.gov.pl/ stan na 28 sierpnia 2010 r.

[3] Dla dokładności pomiaru.

[4] Wszystkie wyniki pochodzą z: http://www.google.pl/ stan na 26 sierpnia 2010 r.

[5] Wszystkie wyniki pochodzą z: http://www.google.pl/imghp?hl=pl&tab=wi stan na 26 sierpnia 2010 r.

[6] Wszystkie liczby podane są w zaokrągleniu. Rzeczywiście mogą się nieznacznie różnić od podanych.

[7] Jeśli w tekście pominąłem jakąkolwiek stronę poświęconą w całości danej postaci, z chęcią uzupełnię braki. Proszę o kontakt: redakcja[at]historia.org.pl lub poprzez system komentarzy. Podobnie proszę o kontakt jeśli zabrakło w zestawieniu jakiejś popularnej w sieci postaci.

[8] Jak gombrowicz.net podaje jest to oficjalny portal Witolda Gombrowicza. Ma 4 wersje językowe.

[9] Instytut Józefa Piłsudskiego powstał 4 lipca 1943 r. Założyła go m.in. grupa najbliższych współpracowników Marszałka, którzy w wyniku działań wojennych znaleźli się w Stanach Zjednoczonych.

[10] Stan postów na 28 sierpnia 2010 r.

[11] Instytut mieści się w Londynie pod adresem: 20 Prince's Gate, London, SW7 1PT.

[12] Przy odwrotnym zestawieniu nazwisk wynik jest dużo mniejszy.

JPAGE_CURRENT_OF_TOTAL

Najnowsze komentarze