Gorzkie zwycięstwo


Porażka wrześniowa, okupacja niemiecka i sowiecki cios w plecy, nie oznaczał dla nas przegranej wojny. Dumnie walczyliśmy i wierzyliśmy, że jest to tylko przegrana bitwa, a ostateczne zwycięstwo i tak będzie po stronie Aliantów. Byliśmy najwierniejszym sojusznikiem, dotrzymaliśmy wszystkie umowy. Podczas II wojny światowej przelała się krew milionów Polaków. Mimo to Alianci poświęcili Polskę kosztem współpracy zachodu z sowietami, przydzielając nas ostatecznie do strefy wpływów radzieckich.

„My Polacy mamy opinię romantyków”

Polska brała udział w działaniach wojennych mających miejsce w Europie podczas II wojny światowej od pierwszego dnia jej wybuchu aż po jej sam koniec. W latach tych Alianci niejednokrotnie podkreślali naszą waleczność, bohaterstwo i wkład w walce z nazistowskim wrogiem. Nasz upór i wytrwałość spowodowały, że nie podpisaliśmy generalnego aktu kapitulacyjnego i tworzyliśmy armie za granicą - wierząc i walcząc o niepodległą i wolną Polskę. Historycy twierdzą, że wystawiliśmy podczas tego konfliktu czwartą, co do wielkości armię. Jednak po końcowym zwycięstwie nie otrzymaliśmy nawet zaproszenia na defiladę zwycięstwa, która miała miejsce w Londynie i Moskwie w 1945 r. Okazało się, że dla Wielkiej Czwórki byliśmy tylko przedmiotem w relacjach międzynarodowych, a nie równorzędnym partnerem. Nasza wielka danina krwi, poświęcenie i bohaterstwo nie miało większego znaczenia, gdy mocarstwa rozmawiały o własnych interesach.

Kapitulacja III Rzeszy, dla wielu narodów oznaczała koniec wojny, wolność, wyzwolenie, nadzieje na lepszą przyszłość. Rzeczywistość dla nas Polaków, jak i dla reszty narodów Europy Środkowo-Wschodniej była zgoła odmienna. O naszych losach już zadecydowano wcześniej, w czasie konferencji w Teheranie i Jałcie. Zostaliśmy zdani na los „wielkiego brata”, drzwi do wolności zostały przed nami zatrzaśnięte. Czy o takie zwycięstwo walczyli Polacy na wszystkich frontach drugiej wojny światowej? Walczyli o wolne, suwerenne państwo, o integralność terytorialną - nie osiągnęli zamierzonych celów. Począwszy od marca roku 1945, zaczął się terror i prześladowania polskiego podziemia. Narodowych bohaterów walczących w armiach zachodnich czekał w Polsce taki sam los, jaki spotkał żołnierzy Armii Krajowej – zsyłki, aresztowania, więzienia, wizerunek „zaplutego karła reakcji”. Za walkę o Ojczyznę w nagrodę czekało ich traktowanie na równi z pospolitymi przestępcami. Polska trafiła w strefę wpływów radzieckich tracąc suwerenność na prawie 50 lat.
Rok 1939 - silni, zwarci, gotowi

Dnia 1 września 1939 r. wojska niemieckie zaatakowały polskie oddziały. Wybuchła II wojna światowa. Wojna zaczęła się o Polskę, która jako pierwsza sprzeciwiła się planom i roszczeniom Hitlera. Polska jako pierwsza chwyciła nieroztropnie po broń w obronie własnej, a później, mówiąc emfatycznie, w obronie wolności wszystkich narodów miłujących pokój i wolność. Liczyliśmy na własne siły jak i pomoc sojuszników, co stałą się przyczyną „piorunującej klęski wrześniowej”. W czasie działań militarnych II Rzeczpospolita miała podpisany układ wojskowy z Francją jak i uzyskane kilka dni wcześniej gwarancje brytyjskie. Z perspektywy czasu możemy śmiało stwierdzić, że wyżej wymienione układy zostały niedotrzymane przez Aliantów. Zostaliśmy celowo wciągnięci przez Brytyjczyków do wojny i dzięki ich sprytnym zabiegom dyplomatycznym wystawienie na pierwszy atak hitlerowskiej machiny wojennej.

Analizując konwencję wojskową z Francją jak i gwarancje brytyjskie dane Polsce przed wybuchem II wojny światowej starałem się dociec, czy dawały one realne gwarancje pomocy w przypadku wystąpienia przeciwko potędze hitlerowskiej i czy zostały przez naszych sojuszników wypełnione. Co się tyczy konwencji wojskowej z Francją, głównym jej punktem było rozpoczęcie pełnej zmobilizowanej ofensywy wobec III Rzeszy do 17 dnia od napaści zbrojnej. Przewidywała ona również akcje zaczepne i działania lotnicze wobec niemieckiego agresora. Jak wiadomo Francuzi konwencji tej nie wypełnili.

Dużo ciekawsza i o wiele bardziej interesująca jest deklaracja dana nam przez Wielką Brytanię, podpisana 25 sierpnia 1939 r. w Londynie. Dzieliła się ona na część jawną i tajną. Jak wiadomo Wielka Brytania nie dotrzymała obietnic danych nam w deklaracji, jednak nie chciałbym całkowicie odbierać woli wypełnienia jej przez Brytyjczyków, wszakże tok późniejszych wydarzeń wojennych zmienił diametralnie sytuację. Koncentrując się teraz na motywach strony polskiej w chwili podpisywania układu nie ukrywam, że duży wpływ na postrzeganie polityki Józefa Becka wywarły na mnie publikacje Stanisława Mackiewicza. Stanisław Mackiewicz od 1940r. przebywał w Anglii, pozostał na emigracji po zakończeniu wojny, do kraju powrócił dopiero w 1956r. Był świadkiem i uczestnikiem wydarzeń, jakie rozgrywały się podczas II wojny światowej. Z jego publikacji emanuje duża doza subiektywizmu. Autor ten nie bał się używać personalnych ataków, nie ukrywał swoich antypatii. W swoich książkach ukazywał obraz nieprzemyślanej polityki rządu polskiego w roku 1939 jak i późniejszego rządu polskiego na emigracji. Według Mackiewicza opierała się ona na zarozumiałości, braku logicznego myślenia i ślepym patriotyzmie. Wracając jednak do motywów podpisania układu przez Becka można wywnioskować, jakie były przewidywana rządu polskiego na późniejszy tok wydarzeń.

- odnośnie art. 1 części jawnej

Minister w chwili podpisywania układu miał świadomość grożącej nam wojny z III Rzeszą (aczkolwiek do końca sądził, że to bluff Hitlera). Wobec czego zadecydował, że tym razem trzeba zachować się zdecydowanie i nie ulec żądaniom Hitlera, a sytuacja Anschlussu i konferencji monachijskiej się nie powtórzy.

- odnośnie art. 1 części tajnej

Strona polska zwolniła Brytyjczyków od udzielenia Polsce pomocy w przypadku agresji sowieckiej, która połączyłaby się razem z agresją nazistowską. Decyzja ta wydaję się bardzo kontrowersyjna mając na uwadze fakt, że dwa dni wcześniej doszło do pamiętnego układu Ribbentrop-Mołotow. Jeśli wynikało to z przekonania rządzących, że Sowieci nas nie napadną, należy to uznać za największy błąd w umowie. Jednak nie można zapomnieć, że ówcześnie najgroźniejsze było zagrożenie niemieckie i wszyscy skupili się na tym problemie, a tylko nieliczni myśleli o zagrożeniu radzieckim i wojnie na dwa fronty.

- odnośnie art. 2 części tajnej

Strona polska zwolniła Brytyjczyków od udzielenia Polsce pomocy w przypadku agresji sowieckiej, która połączyłaby się razem z agresją nazistowską. Decyzja ta wydaję się bardzo kontrowersyjna mając na uwadze fakt, że dwa dni wcześniej doszło do pamiętnego układu Ribbentrop-Mołotow. Jeśli wynikało to z przekonania rządzących, że Sowieci nas nie napadną, należy to uznać za największy błąd w umowie. Jednak nie można zapomnieć, że ówcześnie najgroźniejsze było zagrożenie niemieckie i wszyscy skupili się na tym problemie, a tylko nieliczni myśleli o zagrożeniu radzieckim i wojnie na dwa fronty.

- odnośnie art. 3 części tajnej

Artykuł ten był według opinii Mackiewicza najlepiej sformułowany, a Anglia nie mogła go obejść i jawnie złamała go w Jałcie. W artykule tym zawarte są przewidywania polskich dyplomatów, że Anglia prawdopodobnie będzie chciała wciągnąć Rosję do wojny i być może będzie starała się zrobić to kosztem Polski. Dlatego zastrzegają, że żadne koncesje nie mogą opierać się na cesjach terytorialnych bądź utracie suwerenności Polski.

Analizując gwarancje brytyjskie Mackiewicz krytykuje naiwność Polaków. Uważa, że należało przewidzieć próby wciągnięcia Rosji do wojny z Niemcami, i że taka możliwość nastąpi w drugiej fazie wojny. Jednak podczas drugiej fazy wojny Polski już nie będzie. A co za tym idzie, Polska, jako „martwa siłą polityczna”, nic nie będzie znaczyć wobec sojuszniczego ZSRR. Trudno się nie zgodzić z opinią i krytyką Mackiewicza na temat decyzji podjętych przez polskich dyplomatów. Mimo wszystko trzeba pamiętać, jak wyglądała sytuacja w roku 1939r. Polityka appeasementu doprowadziła do zaistniałej sytuacji, w której dla strony Polskiej zawarcie układu z Wielką Brytanią oraz opieranie się na sojuszu francuskim, było jedyną nadzieją w konfrontacji z niemieckim totalitaryzmem. Był to sojusz najlepszy z możliwych z najgorszymi konsekwencjami. Jedyne, co wtedy mogliśmy zrobić to ustąpić wobec żądań Hitlera i wycofać się i uchronić kraj na krótki czas przed agresją III Rzeszy. Widma wojny z ZSRR nie brano pod uwagę. Polska 25 lipca 1932r podpisała układ o nieagresji z sowietami. Dwa lata później przedłużono go do 31 grudnia 1945. Sojusz nazistowsko-komunistyczny wydawał się absurdalny ze względu na różnice światopoglądowe. Bądź, co bądź, podpisanie paktu prze dwa wrogie, totalitaryzmy powinno uzmysłowić polskim elitom o groźbie wojny na dwa fronty. Największa winę spoczywała po stronie kół wojskowych, które uważały, że Polska posiada wystarczająca siłę militarną, żeby odeprzeć niemiecką agresję! Jak się okazało byli w wielkim błędzie. Sam Mackiewicz wielokrotnie w swoich publikacjach przedwojennych krytykował słabe uzbrojenie militarne II Rzeczypospolitej i nalegał na zwiększenie wydatków na wojsko. Za swoją kampanie na rzecz powiększenia budżetu wojska został osadzony na krótki czas w Berezie. Wszelkie wzmianki o złym stanie armii i życzliwe porady była traktowane jako obraza honoru armii…

Realizm aliancki na tle romantyzmu polskiego

„(…) nam jedna szarża – do nieba wzwyż

I jeden order – nad grobem krzyż (…)”

- Krzysztof Kamil Baczyński Raz, dwa, trzy…

Pozwoliłem sobie zacytować właśnie te słowa Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, ponieważ doskonale odzwierciedlają samobójczy patriotyzm polski podczas działań wojennych rozgrywających się na frontach II wojny światowej. Polska jako pierwsza wskoczyła do wojny. To o nią toczyła się wojna, o czym wspominał nieraz Churchill i Rossevelt. A jak zachowały się inne państwa? Rosja odsunęła się od udziału w pierwszej części wojny, do momentu, w którym mogła niczym hiena zająć się resztkami Polski - zmiażdżonej już przez niemiecką machinę wojenną. Francja nastawiona defetystycznie do wojny czekała za swoją linią Maginota, licząc na pomoc Anglików. Z kolei Brytyjczycy nie wysłali na front swoich oddziałów, tylko oczekiwali odpowiedniego momentu do walki, cały czas się zbrojąc. Anglia tak jak podczas I wojny światowej nie była przygotowana do działań militarnych w pierwszej fazie wojny. Potrzebowali czasu do pełnej mobilizacji i przekształcenia swojej gospodarki na cele wojenne. Do tego czasu wspierali sojuszników finansowo, aby przelewali krew w imię obrony wolności i ideałów. Doskonale wykorzystali do tego celu naiwne podejście Polski1

W celu porównania postawy wojsk sojuszniczych z postawą sił polskich podczas II wojny światowej posłużę się przykładem walk we Francji oraz mającą miejsce podczas tych działań ewakuację spod Dunkierki. We Francji - jak w żadnym innym kraju - był największy pacyfizm i niechęć ludności do wojny. W Polsce morale wojenne było wspaniałe, społeczeństwo cały czas stało wiernie za żołnierzami. Mimo to w 1939 r. straciliśmy prawie całkowicie własne siły zbrojne. Część z nich udało się odtworzyć we Francji. Ponownie chciałbym odesłać zainteresowanych do publikacji autorstwa Mackiewicza, w których to doskonale opisany jest absurdalny wysiłek polskiego żołnierza we Francji. W powszechnej świadomości kapitulacja Francji to nic innego jak narzucenie narodowi woli Marszałka Petaina. Otóż nic bardziej mylnego. To parlament francuski głosował za kapitulacją zgodnie z wolą narodu francuskiego. Francuzi nie chcieli wojny, nie chcieli walczyć, chociaż ich sytuacja była nieporównywalnie lepsza od sytuacji Polski we wrześniu 1939 r. Forma kapitulacji Francji skompromitowała ten niegdyś niezwykle dzielny naród. Niehonorowe było też ich postępowanie wobec polskich oddziałów. Z 13 na 14 czerwca Francuzi zażądali, aby Rząd Polski opuścił Angers. Francuski generał Denain zwrócił się do generała Sosnkowskiego, żeby Polacy kupowali statki dla ewakuacji swoich żołnierzy, bo jeśli Niemcy zażądają wydania polskich żołnierzy Francuzi nie będą się temu opierać. Gdy francuski żołnierz się wycofuje i przestaje walczyć, Polacy nadal się wykrwawiają i nie ustępują pola Niemcom. Wojsko francuskie jest całkowicie zdemoralizowane i nie ma woli walki, mimo to Polacy ciągle przelewają krew w obronie Francji w wyniku niedorzecznych rozkazów polskiego dowództwa. Dochodzi do kuriozalnych sytuacji, kiedy społeczeństwo francuskie jest wrogo nastawione do polskiego żołnierza za jego waleczność w obronie Francji. Co najważniejsze sytuacje te mają miejsce w momencie upływu kilku dni po zerwaniu sojuszu przez stronę francuską! Naprawdę ciężko wytłumaczyć ten obłędny, nieprzemyślany honorowy patriotyzm w obronie kraju, którego obronę za bezsensowną uznały nawet własne wojska.

Natomiast Brytyjczycy, gdy tylko uświadomili sobie bezsens kontynuacji walk we Francji, starali się ewakuować jak największą liczbę żołnierzy celem wykorzystania ich w dalszej części działań wojennych. Na tej podstawie można doskonale rozróżnić patriotyzm polski i angielski. Dla Anglików żołnierz musi zachować siły na ostateczną walkę, nie używa żołnierza dla popisu honorowego, tylko w celu utrzymania niepodległości. Akcja pod Dunkierką to wykazanie troski o żołnierza brytyjskiego. Co się tyczy wojska polskiego, to od początku polska krew przelewała się na wszystkich frontach i przelewała się nadmiernie, aż do samobójczego Powstania Warszawskiego. Dla Anglików wojna to interes mający na celu zwycięstwo. Nie tracili bezcelowo swoich obywateli. Niepodobną dla nich rzeczą było, żeby za zabicie jednego nazistowskiego agresora narazić na odwet własną ludność. Myślę, że rzecz podobna miała miejsce u nas wielokrotnie. Po prostu Anglosasi woleli dać pieniądze swoim sojusznikom, aby bili się za ich interesy. Warto tu przytoczyć pewną sytuację. Na wysepkach angielskich na Kanale La Manche pod okupacją niemiecką nie było żadnego oporu. Anglicy nie wysyłali tam żadnej amunicji. Burmistrz jednego z miast znajdujących się na tychże wyspach, wysłał list gończy za człowiekiem, który rozlepiał antyniemieckie plakaty. Później… został uszlachcony przez Króla angielskiego. Niestety nie jestem w stanie wyobrazić sobie takiej sytuacji w okupowanej Polsce. Prędzej mógłby on spodziewać się śmierci z rąk polskiego partyzanta.

Sprawa Polski na tle konferencji pokojowych

O losach powojennej Polski zadecydowano już podczas wojny w trakcie konferencji trzech mocarstw. Fundamentalne znaczenie ma dla mnie fakt, że wszystkie konferencje odbyły się już czasie, gdy niemiecka ofensywa załamała się na froncie wschodnim. Gdyby przywódcy spotkali się wcześniej, przed bitwą pod Stalingradem, pozycja przetargowa Anglosasów w sprawie Polski byłaby diametralnie różna. Podczas tych konferencji zdradzono nas trzykrotnie, łamiąc dane nam zobowiązania jak i działając wbrew wszelkim regułom prawa międzynarodowego. W Teheranie podjęto pierwsze decyzje, co do przyszłych granic Polski osadzonych na linii Curzona. O decyzjach tych nie poinformowano rządu polskiego. Na kolejną konferencję w Jałcie, Alianci wybrali się nie mając uzgodnionej postawy, co do przyszłych losów Polski. Skrupulatnie wykorzystał to Stalin, który doskonale wiedział, co chce osiągnąć. W Jałcie złamano ostatecznie ustalenia Karty Atlantyckiej oddając nas w strefę wpływów radzieckich i dokonując kolejnego rozbioru Polski. Ostatnie spotkanie przywódców było tylko formalnością w celu przypieczętowania ładu powojennego świata - jakkolwiek zauważalna był rozbieżność stanowisk poszczególnych przywódców jak i ich zamysł w sprawie Polski. I tak Stalin dobrze wiedział, że wysuwając swoje postulaty nie spotka zdecydowanego sprzeciwu ze strony Aliantów. Jego umiejętna gra zaowocowała tym, że osiągnął wszystko, co zaplanował. Przy czym wypowiadając się o powojennej Polsce, niejednokrotnie podkreślał, że będzie ona krajem suwerennym, niepodległym, a nawet… kapitalistycznym. We wszystko uwierzyli alianci, głównie Roosevelt. Churchill był skoncentrowany na ważniejszych kwestiach, a mianowicie na konferencji chciał przede wszystkim chronić interesy rozpadającego się imperium. Natomiast wobec Polski przyjął taktykę polegającą na ustępstwach terytorialnych w zamian za gwarancję niepodległości i suwerenności. Roosevelt natomiast był zauroczony wizją powojennego świata pod egidą Narodów Zjednoczonych sprawujących pieczę nad wszystkimi narodami. Był też pod każdym względem przekonany, że „Uncle Joe” nie jest imperialistą, stąd też wierzył w jego dobroduszność. Jego idealistyczna wizja świata była zgubna dla narodów Europy Środkowo-Wschodniej. Niejednokrotnie poufnie negocjował ze Stalinem kształt przyszłych granic Polski wzdłuż linii Curzona. Przy tym nie przeszkadzało mu to przez cały czas zapewniać Polaków, że broni ich interesów i suwerenności.

Znawcy prawa i politolodzy nie potrafią poprawnie odpowiedzieć, czym było naprawdę porozumienie jałtańskie. Kilka rzeczy jest natomiast pewnych: zostały złamane zasady Karty Atlantyckiej; sygnatariusze nie mieli żadnych upoważnień do podpisywania układu; brakuje im formy dla traktatów i umów międzynarodowych. System Jałtański pozbawił nas prawa do decydowania o własnym losie, zgodzili się na to nasi sojusznicy. Pominięto naszą wolę podczas podejmowania decyzji, nie skonsultowano się z nami. Przestaliśmy być równoprawnym podmiotem politycznym, nie pozwolono nam występować w obronie własnego interesu. A przecież Polska mimo okupacji posiadała własny rząd na uchodźstwie, który był konstytucyjnie powołany i uznawany przez inne państwa. Utrzymywał placówki dyplomatyczne, uczestniczył w konferencjach międzynarodowych, posiadał siły wojskowe na zachodzie zarówno lądowe, morskie jak i powietrzne. AK liczyła około 200 tys. żołnierzy. Mimo to zredukowano nas do pozycji partnera, za którego decyzje mogą wydawać mocarstwa, co więcej decyzje te miały być dla strony polskiej wiążące. To właśnie wtedy zadecydowano o naszej szarej powojennej rzeczywistości.

Rzeczywistość powojenna

„A gdy będzie już po wojnie,

Będzie miło i spokojnie,

I dostatnio i wygodnie,

I dziewczęta zdejmą spodnie,

I będziemy masło wsuwać,

I nie będą „szafy” fruwać,

Także skończą swe wybryki,

Zwariowane granatniki,

Będzie Polska z wolą Bożą,

Gdzieś od morza aż do morza,

A młodzieńcy z ‚Parasola’

Będą grali wielkie role

W dyplomacji, rządzie, sejmie,

Może wspomnień czar cię przejmie

I pamiętnik ten otworzysz,

Okulary na nos włożysz,

I przeczytasz te słów parę,

No i wspomnisz starą wiarę(…)”

- Józef „Ziutek” Szczepański, Wiersz do pamiętnika

Polacy walczyli ofiarnie, przelewając krew w walce o niepodległą i wolną Ojczyznę. Toczyliśmy boje zarówno na rodzimej ziemi jak i na obczyźnie. Nasz naród przez cały czas stawiał opór niemieckiemu agresorowi. Nikt tak jak my oczekiwał ostatecznego zwycięstwa. Jednak V Day Polacy nie świętowali tak hucznie jak nasi sojusznicy w Londynie i Paryżu. Polscy żołnierze na Zachodzie nie podzielali entuzjazmu zachodnich Europejczyków. Byli niepewni o swój los, o los Ojczyzny, nad którą zbierały się „czerwone” chmury komunizmu.

W czasie wojny były różne plany dotyczące powojennych Niemiec. Rząd Polski uważał za naturalne, że po zakończeniu działań wojennych Polsce należeć się będą cesje terytorialne ze strony niemieckiej, za jej agresję i dokonane zbrodnie. Ziemie Zachodnie należały wcześniej do Polski, rekompensata ta, więc opierała się na prawie naturalnym. Faktycznie ziemię to uzyskaliśmy, ale kosztem naszych wschodnich rubieży, gdzie znajdowały się dwa wspaniałe miasta - Wilno i Lwów - ośrodki kultury polskiej. Tak naprawdę dokonano wobec nas piątego rozbioru. Nadzieje Churchilla i Rossevelta, co do postawy ZSRR okazały się złudne. O dziwo Stalin okazał się imperialistą. Nie pozwolił Polsce zachować nawet Lwowa, w co bardzo wierzył Roosevelt, uważając, że Stalin z dobrej woli je nam odstąpi. Deklaracje Stalina o wolnych wyborach w Polsce nie zostały spełnione. Narzucono Polsce system komunistyczny, do którego jak twierdził sam Stalin, Polska się nie nadaje. Stwierdził nawet, że Polacy są zbyt dużymi indywidualistami, więc wprowadzenie do Polski komunizmu może równać się z siodłaniem krowy bądź pętaniem ogiera.

Kolejnym ciosem dla wszystkich Polaków było zaprzestanie uznawania przez naszych sojuszników prawowitego Rządu Polskiego na Uchodźstwie. Dnia 5 lipca 1945 r. Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej - marionetka ZSRR - została uznana za legalne władze Polskie. Tymczasem Polacy na Zachodzie tego rządu nie uznawali i nie mieli do niego ani krzty zaufania. Nie chcieli wracać pod nową okupację, tym razem sowiecką. Żołnierze II Korpusu w większości byli sformowani z osób, które przeszły terror sowiecki i które udało się wyciągnąć z Rosji sowieckiej. Dobrze wiedzieli, czego mogą się spodziewać po powrocie do Polski. Co najważniejsze duża część żołnierzy pochodziła ze wschodnich terenów Polski, które przeszły pod panowanie ZSRR. W istocie rzeczy tak naprawdę nie mieli do czego wracać.

Gen. Anders podczas rozmowy z Churchillem na temat umowy jałtańskiej 21 lutego 1945 r. zarzucił, że nie na takie traktowanie sprawy polskiej zasłużyliśmy poprzez swój wysiłek wojenny. Premier brytyjski odpowiedział, że to Polacy są sami sobie winni i oświadczył, że Anglia nigdy nie gwarantowała Polsce granic wschodnich. Dodał też szokujące stwierdzenie, że

„(…) mamy dzisiaj dosyć wojska i waszej pomocy nie potrzebujemy. Może pan swoje dywizje zabrać. Obejdziemy się bez nich”.

Zwracam uwagę, że słowa te padły po z góra pięciu latach walki ramię w ramię przeciwko wspólnemu wrogowi. Gen. Anders dał wolną rękę swoim żołnierzom na powrót do Polski. Żołnierz tęsknił za Ojczyzną, ale mając w pamięci przebyte tortury i zsyłki na Sybir, najzwyczajniej w świecie bał się wracać. Przez cały czas dochodziły listy z Polski, będącej już pod okupacją radziecką, na temat dalszego maltretowaniu narodu polskiego. Dnia 20 marca 1945 r. zaproszono polski rząd podziemny na konferencję polityczną z radzieckimi władzami okupacyjnymi. Sowieci dali słowo, że nikomu nic się nie stanie. Do 5 maja nie wiedziano, co się stało z polskimi politykami. Tegoż dnia, w San Francisco podczas obrad ONZ p. Eden dowiaduje się, że Polacy ci znajdują się w więzieniu za terror i akcje antysowieckie. Sowieci po raz kolejny skłamali i podstępnie aresztowali przywódców, którzy bohatersko walczyli przeciwko okupantowi niemieckiemu. Jak zwykle nie mieli możliwości obrony, a wyrok wydano za zamkniętymi drzwiami. Była to kolejna przesłanka, co może czekać żołnierzy polskich i emigrację po powrocie do Polski. Polscy żołnierze walczący na Zachodzie byli przedstawiani przez sowietów jako faszyści. W czasie wojny propaganda niemiecka, aby podłamać morale żołnierza polskiego przepowiadała, że zostanie sprzedana ZSRR. Tak też się stało.

Perypetie Polaków w Niemczech, których liczbę szacowano na milion, były równie dramatyczne. Wydać się to może szokujące, ale oni także nie chcieli powracać do kraju. Dochodziło do sytuacji, w których, ludzie Ci zostali wywożeni z obozów do granicy sowieckiej, gdzie zostawali doszczętnie obrabowani. Traktowano ich gorzej niż Niemców. Byli najbardziej upośledzoną grupą w Niemczech, ponieważ pozbawiano ich opieki prawnej z racji tego, że rząd w Londynie nie był już uznawany, a nowopowstały rząd warszawski miał do nich wrogi stosunek.

14 marca 1946 r. gen. Anders otrzymał tekst porozumienia pomiędzy Rządem Wielkiej Brytanii a tzw. Tymczasowym Rządem Jedności Narodowej w Warszawie w sprawie powrotu wojska polskiego do kraju. Zawarty w tym tekście był również projekt demobilizacji Polskich Sił Zbrojnych. To, co zwróciło szczególną uwagę Andersa, to brak charakteru obowiązującej umowy pomiędzy oboma rządami oraz brak podpisu. W oświadczeniu zawarto, że jeśli żołnierze z jakichś powodów nie będą chcieli powrócić do kraju to Wielka Brytania zapewni im traktowanie godne ich zasług. Ponadto w najbliższym czasie żołnierze będą zwolnieni ze służby, ale Anglia nie udziela gwarancji, że polscy żołnierze będą mogli się osiedlić w Wielkiej Brytanii i na jej terenach zamorskich. Decyzja Rządu Brytyjskiego byłą jednostronna, lecz jak twierdzi gen. Anders tylko Wielka Brytania chciała zapewnić warunki godnego bytu żołnierzom, którzy nie chcieli wracać do domu. Gen. Anders rozesłał notę do własnych podopiecznych, jednak oni byli oburzeni powrotem na tych warunkach, w efekcie czego rozdzierali niniejszy papier. Zatem Polska Armia stała się jedyną armią, która nie chciała zostać zdemobilizowana. W dniach od 21 do 24 maja zapadły decyzje w Londynie o przekształceniu Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie w Polski Korpus Przysposobienia i Rozmieszczenia. Jego zadaniem było zatrudnienie żołnierzy, którzy nie chcieli wrócić do Polski. Dla Andersa decyzja ta była, jednoznaczna. Od tego momentu przestali być wojskiem polskim, a to, o co walczył Polski żołnierz na obczyźnie zostało definitywnie przekreślone. Wojskowi na obczyźnie uznawali, że trwałość PSZ na Zachodzie jest konieczna dopóki w Polsce nie odbędą się wolne wybory i nie odbędzie się konferencja pokojowa, która przywróci Polsce niepodległość. Ewakuowano do Anglii z Włoch II korpus, podczas tej akcji przyjechała komisja z Kanady i zwerbowała 4 tys. Polaków do pracy w Kanadzie na roli. Spośród około 250 tys. żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie na powrót do kraju zdecydowało się jedynie 105 tys. Większość z żołnierzy, którzy nie zdecydowali się wracać do Polski, wyemigrowała do U.S.A. Kanady, Australii i na kontynent latynoamerykański.

Polska nie dostała także reperacji wojennych od Niemiec za wyrządzone szkody. Z 20 miliardów 10 miało przypaść sowietom. Część tych pieniędzy miała być przyznana stronie polskiej. Polacy tych pieniędzy nie ujrzeli, a co więcej Armia Czerwona wywiozła z terenów niemieckich przyznanych Polsce wszystko to, co uważała za przydatne - zapewne w ujęciu sowieckim przydatne oznaczało to, na co tylko mogli położyć ręce i zabrać ze sobą. Dnia 8 czerwca 1945 r. odbyła się w Londynie Parada Zwycięstwa. Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie zostały pominięte. Zaproszono do wzięcia udziału w tej uroczystości jedynie 25 lotników, spośród wszystkich, którzy walczyli w Bitwie o Wielką Brytanię. Żołnierze ci solidaryzując się z armią Polską odmówili udziału. Legalny Rząd Polski i emigracja walczyła dalej, tułaczka dla wielu Polaków jeszcze się nie skończyła.

W niedługim czasie po Jałcie okazało się, że ofiary kosztem Polski, na jakie się zdecydowano, były daremne. Obecna granica wschodnia Polski, opierająca się na linii Curzona, to nic innego jak linia sojuszu sowiecko-nazistowskiego z 1939 r., wszakże z pewnymi zmianami. O losach Polskich zadecydowano podczas trzech konferencji. Teheran, Jałta i Poczdam na zawsze będą kojarzone ze sprzeniewierzeniem się ideałom poszanowania praw narodów do samostanowienia. Osobiście odczuwam Jałtę, jako kolejny piąty rozbiór Polski. Byliśmy najwierniejszym sojusznikiem, dotrzymaliśmy wszystkie umowy. Zdobyliśmy się na największy wysiłek, na jaki nas było stać. Podczas tej wojny przelała się krew milionów Polaków. Mimo tego Alianci nie byli w stanie nawet utrzymać Lwowa dla Polski, na co, jak wskazują źródła, były największe szanse. Polskę poświęcono kosztem współpracy zachodu z sowietami. Żołnierza polskiego w dniu zakończenia wojny przepełniało to samo uczucie, co w roku 1939 r. Nadal był żołnierzem bez Ojczyzny. Polskę pozbawiono wyrażania swej woli narodowej. W czasie wojny straciła kwiat społeczeństwa. Los Polski stał się tragedią. To, o co Polski naród walczył podczas II wojny światowej zostało zniweczone. Jednak patrząc obiektywnie na wszystkie zdarzenia, musimy mieć na uwadze to, że decyzje podejmowane przez elity mające wpływ na politykę II Rzeczypospolitej były niejednokrotnie błędne. Między innymi decyzje kół wojskowych o wystarczającej sile polskiego oręża wojskowego, głównie Rydza-Śmigłego, które nasilały bezpodstawnie wiarę w Polską siłę militarną, zdolną odeprzeć agresję niemiecką. Polska była równorzędnym rywalem dla Niemiec w roku 1933 a nie w roku 1939. Nie ulega wątpliwości, że walka najwierniejszego sojusznika we wrześniu 1939 r., była osamotniona. W następnych latach Alianci nie byli w stanie obronić nas przed zakusami terytorialnymi sowietów. Niejednokrotnie przyznawali, że Polska jest dla nich sprawą honoru i to o nią tak naprawdę rozpoczęła się wojna. Gdy trzeba było utrzymać twarde stanowisko wobec Polski przed Stalinem, zapominali o honorze. Był to cynizm. Ten, kto stwierdzi, że zostaliśmy oszukani przez Aliantów uzyska moje poparcie. Dla Anglosasów najważniejsze były interesy. Samą wojnę traktowali, jako interes, z którego trzeba wynieść jak największe korzyści. Polakom ciężko było zrozumieć takie pragmatyczne podejście. Byli zdolni do jak największego wysiłku, czasami wręcz niewytłumaczalnego racjonalnie poświęcenia, aby dzięki niemu wywalczyć niepodległą i silną Polskę. Zostaliśmy jednak niedocenieni i oszukani.

Wojna została wygrana, pokonano wspólnego nazistowskiego wroga lecz… Polska przegrała. Wykonała wszystkie zobowiązania, nie skapitulowała i nie zawarła rozejmu ani pokoju z Niemcami. Toczyła nieugiętą, a zarazem nierówną walkę. Przyczyniła się ogromnie do zwycięstwa Aliantów. Jednak nie uzyskaliśmy zadośćuczynienia. Straciliśmy wschodnie tereny, na których od wieków była zakorzeniona polska kultura. Straciliśmy bezpowrotnie dwa piękne polskie miasta, w których zakotwiczony był polski patriotyzm i sztuka. Ofiary kosztem Polski, państw bałtyckich i całej Europy Wschodniej okazały się daremne. Alianci jednak za późno sobie to uświadomili. Los Polski okazał się niekończącą się tragedią.

Tak, w tym sensie przegraliśmy. Pozostało nam jednak moralne zwycięstwo. Możemy być dumni z naszej postawy i niesprzeniewierzeniu się ideałom. Irracjonalnym, ale odpowiadającym romantycznej naturze i ułańskiej fantazji Polaków – którą tak mocno kochamy jak i nienawidzimy. Naszym celem było ostateczne zwycięstwo i dążyliśmy do niego z całych sił. Trwaliśmy w tym postanowieniu nawet, gdy wychodziły na światło dzienne decyzje podjęte wobec Polski bez jej zgody. I teraz, gdy wiemy jak wyglądały obrady, jak nasz zaprzedano, niektórzy z nas będą uważać za niedorzeczne polskie poświęcenie i krytykować naszą miejscami nonsensowną postawę patrząc między innymi na podejście naszych południowych sąsiadów. Jednak wysiłek Polski, polskich żołnierzy powinien być dla nas zawsze powodem do dumy i nigdy nie powinien zniknąć z naszej pamięci i kart historycznych. Czesi nie walczyli, chluby nie mają, a pozycję mają taką samą, a może nawet mniejszą. Historię mamy jednak o wiele piękniejszą. Trzeba ją kultywować i nie zapominać o niej mimo, że jest okupiona traumatycznym piętnem bezsensu polskiego wysiłku wojennego.

  1. Dlaczego Alianci nie pomogli Polsce i nie zaatakowali zachodnich granic Niemiec we wrześniu 1939 roku? Być może pomoże odpowiedzieć na to pytanie jeden fakt. Otóż prof. dr hab. Eugeniusz Cezary Król dowiedział się od H. von Herwartha ówczesnego sekretarza ambasadora Niemiec w Moskwie, hr. F. W. von der Schulenberga, że przekazał on Zachodowi tekst tajnego protokołu paktu Ribbentrop-Mołotow w kilka godzin po jego podpisaniu. Czy miało to decydujący wpływ na nie udzielanie pomocy Polsce skazanej już w tej chwili na zagładę? []

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

1 komentarz

  1. Fwitw pisze:

    Świat(ówcześni alianci) powinien się wstydzić i to grubo, że na taki los pozostawiono Polskę i Polaków po II Wojnie Światowej.
    Walczyliśmy jak zwykle za wolność waszą i naszą, wszystkich którzy byli pod tyranią faszyzmu a trafiliśmy pod tyranię komunizmu przehandlowani jak niewolnicy!
    Żal... wielki żal i współczucie wszystkim oszukanym, walczącym z hitlerowskimi najeźdźcami Polakom którzy tak haniebnie zostali potraktowani przez „mocarstwa zachodu” ze strachu przed Stalinem!
    Powinna to być dla Polski wielka lekcja by nigdy więcej nie ufać NIKOMU i opierać się jedynie na własnych siłach!!!
    Cześć wolnej Polsce.

Zostaw własny komentarz