„JUDENJAGD. Polowanie na Żydów 1942-1945. Studium dziejów pewnego powiatu” - J. Grabowski - recenzja


Ostatnio bardzo wiele mówi się o nowej książce prof. J.T. Grossa Złote żniwa. Rzecz o tym, co się działo na obrzeżach zagłady Żydów, szczególnie w kontekście postawy polskich chłopów wobec ukrywających się Żydów. Jednak zanim sięgniemy po tę publikację, która oficjalnie ma pojawić się w sprzedaży 10 marca, powinniśmy zapoznać się z dwiema pozycjami, wydanymi zaledwie kilka dni temu przez Centrum Badań nad Zagładą Żydów. Mowa o książce profesora Jana GrabowskiegoJUDENJAGD. Polowanie na Żydów 1942-1945. Studium dziejów pewnego powiatu, której to poświęcona jest niniejsza recenzja1.

Przyznam, że czekałem na obie prace z niecierpliwością. Moje zainteresowanie wzbudziła szczególnie publikacja prof. Grabowskiego, nie tylko ze względu na tematykę, ale również na obszar badawczy, czyli powiat Dąbrowa Tarnowska, wchodzący przed wojną w skład województwa krakowskiego. Sama problematyka, jest o tyle ciekawa (chociaż to może złe słowo) co i mało zbadana, dlatego też z tym większym zapałem przystąpiłem do lektury. Od razu napiszę, że bez wątpienia warto było czekać, ponieważ mamy do czynienia z jedną z tych książek, po przeczytaniu których na zawsze zmienia się nasze postrzeganie pewnych zagadnień (oczywiście to moje subiektywne odczucie). Dlaczego tak jest, postaram się odpowiedzieć poniżej.

Książka liczy nieco ponad 260 stron w formacje B5 i została wydana z duża starannością, mamy więc: bardzo dobrej jakości, lekko kremowy papier, szycie stron, twardą oprawę, kilka ilustracji i mapkę powiatu dąbrowskiego, dodatkowo krój i punktacja czcionki wraz z odpowiednią interlinią powodują, że tekst czyta się bez znużenia (co nie znaczy, że szybko, ale o tym później).

JUDENJAGD. Polowanie na Żydów 1942-1945… to publikacja na wskroś naukowa, która w głównej mierze została oparta na materiałach sądowych, powstałych w trakcie procesów wytaczanych na podstawie dekretu z 31 sierpnia 1944 r. „o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy winnych zabójstw i znęcania się nad ludnością cywilną i jeńcami oraz dla zdrajców Narodu Polskiego„ (tzw. ”sierpniówkach”)2. Tutaj należy się słowo wyjaśnienia. Część osób zapewne uzna, że materiały te są mało wiarygodne, jednakże, jak stwierdza w recenzji Złotych żniw…, która ukazała się na łamach internetowego wydania „Gazety Wyborczej”, prof. Paweł Machcewicz3:

„Uważam je za źródło wiarygodne (tak jak każde wymagające jednak ostrożności i krytycznego podejścia). W większości przypadków władze komunistyczne nie podejmowały próby propagandowego wykorzystania procesów, zapadały w nich stosunkowo niskie wyroki, sprawców często zwalniano przed upływem kary.”4

Oczywiście, zauważa On, że:

„Akta procesów koncentrują się na wydawaniu i mordowaniu Żydów, pomijają albo spychają na margines postawy zupełnie inne: pomocy, a nawet obojętności. Oglądamy fragment prawdziwego obrazu, ale powiększony przez lupę do tak wielkich rozmiarów, że już nic więcej nie jesteśmy w stanie dostrzec.”5

Jednak w wypadku książki prof. Grabowskiego mamy do czynienia również z dwoma innymi typami źródeł. Pierwszym z nich są relacje Żydów, którzy przetrwali wojnę w ukryciu, na terenie powiatu i złożyli je wkrótce po jej zakończeniu w wojewódzkich oddziałach Centralnego Komitetu Żydów w Polsce. Autor sięga również do niemieckich materiałów, pochodzących w większości już z lat 60. i 70., które zostały sporządzone przez prokuratury w Dortmundzie, Bochum i Kolonii w sprawie wymordowania Żydów Tarnowa i Dąbrowy. W tym przypadku prof. Grabowski podkreśla ułomności tej dokumentacji, mimo wszystko uważając je za przydane źródło informacji, szczególnie w połączeniu z dwoma pozostałymi. Rzecz jasna Autor wykorzystuje także szereg opracowań, czy już wcześniej opublikowanych wspomnień, co powoduje, że obraz przedstawiony w książce jest wielowymiarowy i można zaryzykować stwierdzenie również obiektywny (oczywiście na tyle na ile jest to możliwe).

Przyjrzyjmy się teraz części „właściwiej” książki, która zajmuje ponad 150 stron. Mimo że publikacja skupia się głównie na latach 1942-45 to prof. Grabowski wychodzi od zarysowania relacji polsko-żydowskich na terenie powiatu dąbrowskiego w okresie II RP z naciskiem na lata poprzedzające wojnę. Znajdziemy tam informacje na temat liczby i rozmieszczenia Żydów na terenie powiatu, jak również wzmianki o mających tam miejsce przejawach antysemityzmu6. Następnie opisuje pierwsze lata okupacji hitlerowskiej na tym terenie, przybliżając politykę okupanta, która miała na celu wprowadzenie odpowiedzialności zbiorowej i zastraszenie ludności, jednocześnie bardzo trafnie ukazując położenie społeczności żydowskiej, podkreślając coraz większą opresyjność zarządzeń i postaw niemieckich wobec Żydów, co w konsekwencji doprowadziło do „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”. Opisując to zagadnienie, prof. Grabowski odtwarza brutalną kilkuetapową likwidację getta w Dąbrowie Tarnowskiej (o getcie w Żabnie pisze mniej), w wyniku której znaczna liczba Żydów dotychczas w nim przebywających postanowiło szukać ratunku po aryjskiej stronie. Właśnie w tym momencie rozpoczyna się tytułoweJudenjagd – polowanie na Żydów. Samo „polowanie” składało się z dwóch faz. Pierwsza trwała zaledwie kilka dni od momentu likwidacji getta, ale w jej konsekwencji większość uciekinierów trafiała w ręce Niemców, natomiast druga de facto ciągnęła się aż do wkroczenia na dany teren Armii Czerwonej. Autor stara się prześledzić losy 277 Żydów, na ślad których natrafił w materiałach archiwalnych, ukrywających się na terenie powiatu dąbrowskiego w drugiej fazie Judenjagd. Rzecz jasna – jak podkreśla prof. Grabowski – liczba ta zapewne nie jest liczbą ostateczną, jednak mimo to jest reprezentatywna dla tego zjawiska i na podstawie ich losu można starać się wyciągnąć ogólne wnioski o tym jak wyglądały relacje polsko-żydowskie na tym obszarze w omawianym okresie. Autor wychodzi od przedstawienia statystki mordów, których ofiarą padło 239 z 277 Żydów, następnie stara się dociec dlaczego proporcje te wyglądają tak a nie inaczej i kto tak naprawdę jest odpowiedzialny za ich śmierć. Analizując postawy chłopów, przybliża rolę zarówno niemieckiej jak i polskiej (granatowej) policji w mordowaniu Żydów. Sporo miejsca poświęca także Baudienstowi (Służbie Budowlanej) i jej niechlubnemu, jak się okazuje udziałowi w Judenjagd. Prezentuje oczywiście walkę Żydów o przetrwanie, która trwała aż do stycznia 1945 r. Obraz tego jak wyglądały realia tamtego okresu nie byłby pełny, gdyby w książce zabrało informacji na temat pomocy niesionej przez chłopów Żydom. Profesor Grabowski porusza również tę kwestię. Książkę zaopatrzono także w kilkudziesięciostronicowy Aneks, w którym znalazły się głównie relacje (naprawdę wstrząsające) Żydów, którym udało się przetrwać Holokaust.

Tak pokrótce przedstawia się tematyka recenzowanej publikacji, jednak dlaczego jest ona wg mnie tak ważna? Po pierwsze, porusza mało zbadaną tematykę, szczególnie w odniesieniu do terenu przedwojennego województwa krakowskiego (mowa o pracach naukowych). Po drugie, dzięki bardzo wnikliwej analizie materiału archiwalnego (odnoszącego się również do innych powiatów przedwojennego województwa krakowskiego, jak i innych rejonów II RP) Autor naświetla wiele spraw, a często także weryfikuje dotychczas pokutujące opinie na dany temat. Szczególnie dobrze to widać w przypadku roli Policji Polskiej (tzw. granatowej) w mordowaniu Żydów, gdzie prof. Grabowski przedstawia szereg dowodów na to, że wina za te czyny spoczywa na jej funkcjonariuszach w o wiele większym stopniu niż dotychczas przyjęło się uważać. Podobnie rzecz się ma jeżeli chodzi o Baudienst, która wbrew temu o czym można czasami przeczytać, nie zajmowała się tylko pilnowaniem mienia pożydowskiego, lecz brał czynny udział w likwidacji gett i obławach na Żydów. Także analiza struktury społecznej tych którzy odpowiadali za denuncjację a niejednokrotnie mordy na ukrywających się Żydach, może spowodować spore zdziwienie niektórych, ponieważ zadaje ona kłam twierdzeniu, że dopuszczali się tego wyłącznie ludzie z marginesu. Bardzo interesującym jest również podejście do zagadnienia ratowania Żydów. Autor odchodzi od klasycznego ujęcia motywów jakimi kierowali się pomagający Żydom. Podkreśla On, wydawałoby się rzecz oczywistą, że swoją historię mogli opowiedzieć tylko ci Żydzi, którzy przeżyli wojnę. Zaowocowało to nadreprezentacją relacji o pomocy bezinteresownej, a niedoszacowaniu tej udzielanej za opłatą, która w bardzo dużym procencie była znacznie mniej skuteczną od tej pierwszej i kończyła się częstokroć śmiercią ukrywanego, bądź to z rąk samego gospodarza lub też z powodu wydania go w ręce policji granatowej lub Niemców. Jak podkreśla prof. Grabowski, nie należy potępiać samej pomocy za opłatą, jednak chodzi w tym wypadku o częste łamanie zawartego „kontraktu„, co kończyło się w większości wypadkach śmiercią żydowskiego „kontrahenta„. Autor pokazuje także doskonale motywy, które często powodowały, że ludność zajmowała taką a nie inna postawę wobec Żydów. Mowa tutaj o polityce Niemców, którzy stosując metodę ”kija i marchewki”, z jednej strony drakońskimi zarządzeniami, grożącymi śmiercią za pomoc Żydom, a z drugiej nęcąc obietnicami gratyfikacji za ich wydanie, doprowadzili do tego, że przeżycie na wsi dla Żydów stało się naprawdę bardzo trudne, gdyż w każdej chwili groziła denuncjacja i śmierć. Last but not least powód to język jakim został napisana książka, jest on bardzo przystępny, a Autor prowadzi wykład w sposób klarowny, prezentując przyczyny i skutki konkretnych działań. Wspomniałem jednak, że książki nie czyta się szybko, dzieje się tak, ponieważ co chwilę przerywałem lekturę, aby przemyśleć to co przeczytałem, ponieważ wielokroć z trudem docierały do mnie fakty, które przytaczał Autor.

Ktoś zapyta czy książka ma wady?, osobiście uważam, że naprawdę niełatwo się takowych dopatrzeć. Co prawda brak indeksu osób można za takowy uznać, jednak trudno nie zgodzić się z argumentacją p. Jakuba Petelewicza7, który wyjaśnił mi drogą mailową, że:

„robiąc takowy musielibyśmy w przypadku obu książek8 wymieszać zbrodniarzy, sprawców, donosicieli z ich ofiarami i świadkami. Tego robić nie chcieliśmy z szacunku.”

Za podsumowanie niech wystarczy ocena 10/10, którą wystawiam tej książce. Do tej pory tylko raz na niemal 50 napisanych recenzji sięgnąłem po tę notę, ale w tym wypadku, w moim odczuciu, jest ona jak najbardziej uzasadnioną. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że część czytelników będzie uważać inaczej.

Plus minus:
Na plus:

+ tematyka
+ wartość merytoryczna
+ dążenie Autora do możliwie obiektywnego przedstawienia omawianej tematyki
+ sięganie do różnego rodzaju źródeł, które wzajemnie się uzupełniają
+ weryfikacja wielu dotychczas pokutujących opinii na opisywane tematy
+ przystępny język
+ tabele
+ indeks nazw geograficznych oraz wykaz skrótów
+ solidne, szyte wydanie w twardej oprawie
+ bardzo dobry pomysł z zamieszczeniem mapki powiatu dąbrowskiego
Na minus:
Brak zastrzeżeń, o których warto by pisać

Tytuł: JUDENJAGD. Polowanie na Żydów 1942-1945. Studium dziejów pewnego powiatu
Autor: Jan Grabowski
Wydawca: Stowarzyszenie Centrum Badań nad Zagładą Żydów
Data wydania: 2011
ISBN: 978-83-932202-0-5
Liczba stron: 262
Oprawa: twarda
Cena: ok. 35 zł
Ocena recenzenta: 10/10

  1. Za jakiś czas powinna pojawić się również recenzja książki prof. B. Engelking, JEST TAKI PIĘKNY SŁONECZNY DZIEŃ... Losy Żydów szukających ratunku na wsi polskiej 1942-1945. []
  2. D.U. 1946 nr 69 poz. 377. []
  3. Paweł Machcewicz, historyk, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, dyrektor Muzeum II Wojny Światowej, w latach 2000-05 kierował pionem badawczo-edukacyjnym IPN, redaktor (wraz z Krzysztofem Persakiem) i współautor publikacji Wokół Jedwabnego. Studia i dokumenty (Warszawa 2002). Informacje  za:http://wyborcza.pl/1,111789,9094561,Recenzja_ostatecznej_wersji__Zlotych_zniw___historia.html?as=2 [dostęp na 20 lutego 2011]. []
  4. Tamże. []
  5. Tamże. []
  6. W oparciu o materiały sądowe jak i Sprawozdania Wydziału Bezpieczeństwa Publicznego Urzędu Wojewódzkiego w Krakowie. Autor korzystał z archiwaliów zgromadzonych w Archiwum Akt Nowych w Warszawie, ale można je odnaleźć również w Archiwum Państwowym w Krakowie w oddziale II na ul. Grodzkiej 52 w zbiorze Urzędu Wojewódzkiego (Sprawozdania) oraz w filii Archiwum w Tarnowie (materiały sądowe). []
  7. Sekretarz Centrum Badań nad Zagładą Żydów IFiS PAN. Ur. 1975 w Łowiczu; 1994-1999 studia w IH UW pod kierunkiem prof. dr hab. Jerzego Tomaszewskiego; magisterium w IH UW 1999; 1997-1999 studia dodatkowe w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych UW; Doktorant IH UW. współpracował z Centrum Badania i Nauczania Dziejów i Kultury Żydów w Polsce im. M. Anielewicza w IH UW, członek i sekretarz Centrum Badań nad Zagładą Żydów w IFiS PAN; sekretarz redakcji pisma „Zagłada Żydów. Studia i Materiały”. Informacje  za: http://www.holocaustresearch.pl/index.php?show=326&strona=0&template=print [dostęp na 20 lutego 2011]. W tym wypadku również redaktor prowadzący. []
  8. Indeksu takiego nie ma również w książce prof. Engelking. []

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Opinie i ocena zawarte w recenzji wyrażają wyłącznie zdanie recenzenta, nie musi być ono zgodne ze stanowiskiem redakcji. Z naszą skalę ocen i sposobem oceny możesz zapoznać się tutaj. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanej recenzji, by to zrobić wystarczy podać swój nick i e-mail. O naszych recenzjach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych recenzjach. Możesz także napisać własną recenzję i wysłać ją na adres naszej redakcji.

19 komentarzy

  1. Krzysztof napisał(a):

    Rzeczywiście - piękna recenzja, tyle że „prawdziwa” tak jak recenzowana praca. Mówiąc krótko, autor Jugendjagd wziął sobie za cel udowodnienie postawionej tezy i aby ją udowodnić naprawdę się „postarał”, sięgając po przykłady niemalże z całej Polski. Równie dobrze mógł odwołać się w niektórych sprawach do czasów Imperium Rzymskiego. Tajemnicą pozostaje, czy powiat dąbrowski wybrał drogą losowania. Chyba tak, gdyż popełnia również błędy merytoryczne, które nie powinny wystąpić nawet w pracy popularno-naukowej, jak np. wprowadzenie w błąd czytelników, że spis powszechny z 1921 r. był ostatnim, w którym liczbę ludności podano z podziałem na poszczególne miejscowości. Grabowski w pogoni za wygodnymi dla niego przykładami jeździł po całej Polsce (pomimo iż praca, jak zaznaczono w tytule miała dotyczyć powiatu dąbrowskiego), zapomniał natomiast wstąpić do oddziału APKr oddział w Tarnowie i przynajmniej przeglądnąć dokumentację gmin zbiorowych. Pomijam tutaj niegodziwość jakiej się dopuścił omawiając postawę kardynała Sapiehy.

  2. Mateusz Pielka napisał(a):

    Wiadome było, że na terenie na którym skupił się autor pracy odbywały się tzw. polowania na Żydów. Postanowił więc to opisać - jakie tu pisanie pod tezę?

    • Krzysztof napisał(a):

      A takie, proszę Pana, że autor podaje więcej przykładów z Tarnowa, powiatu mieleckiego i innych, niż z powiatu, o którym pisze.
      Autor segreguje zeznania świadków. Otóż, podzielił ich na w jego przekonaniu, wiarygodnych i niewiarygodnych. Jak wiarygodni są jego żydowscy świadkowie, uważny czytelnik może przekonać się czytając aneksy, oczywiście po części dotyczące całego szeregu miejscowości z poza powiatu dąbrowskiego, jak np. Tarnowa, Ryglic, Radomyśla Wielkiego, Książa Wielkiego, Wojnicza, Dulczy Wielkiej. Ktoś, nie mieszkający na terenie omawianego powiatu (przykładowo w USA), może uznać, że oprócz Tarnowa, wymienione w aneksach miejscowości wchodziły w skład powiatu dąbrowskiego. Być może czyni to nawet celowo, lub sam się w swoich wywodach pogubił przypisując Dulczę Wielką do powiatu dąbrowskiego (s. 231.) Wracając do aneksów i świadków. W relacji Izaaka Stiegliza z Dąbrowy Tarnowskiej (s. 187) znajdujemy informację, że przed wysiedleniem „Niemcy nałożyli na miasto kontrybucję w kwocie 100000 zł i około 100 sypialni, 100 jadalni i 100 urządzeń kuchennych. Jak duże było to „około” świadczy zeznanie Waltera Mileta (s. 221), który wspomina o kontrybucji w wysokości 1000 zł (sic!), 50 urządzeniach do jadalni, 50 sypialniach oraz 50 urządzeniach kuchennych.
      Szuka Grabowski przejawów antysemityzmu w powiecie dąbrowskim w dwudziestoleciu międzywojennym i zadaje pytanie: „czy ludność powiatu tarnowskiego (sic!) była już przed wojną „zarażona antysemityzmem„ (s. 24-25)„. Pisze więc, o rozrzuceniu antysemickich ulotek na jarmarku w Ryglicach, o agitacjach antysemickich w Brzesku, o tym, że policjanci w Szczurowej w odpowiedzi na skargę jednego z Żydów o pobicie wrzasnęli – „Co tu chcesz żydzie parszywy?”. Na postawione pytanie, aż się ciśnie odpowiedzieć pytaniem: A co ma ”piernik do wiatraka” – panie profesorze Grabowski. Biorąc pod uwagę niebezpieczeństwo, że spore zainteresowanie opracowaniem, skłoni autora do powtórnego jej wydania, proponuję mu dokładniej poczytać prasę z okresu międzywojennego. Znajdzie tam również informacje na temat antysemickich wystąpień w powiecie dąbrowskim, z których najpoważniejsze miały miejsce w 1932 r. w Szczucinie, a spowodowane były ciągłym podwyższaniem opłat targowych, przez dzierżawców żydowskich. Wykorzystanie wszystkich dostępnych źródeł jest warunkiem obiektywnego spojrzenia, na tak delikatny problem jak wzajemne relacje polsko-żydowskie, które rzeczywiście pod koniec okresu międzywojennego nie były najlepsze.
      Autor zbyt często posługuje się zdaniem: „Z braku opisów dotyczących Dąbrowy, sięgnę do opisu… i można jeszcze przymknąć oko, gdy sięga do opisów z Tarnowa (chociaż i to jak się wydaje jest nieuzasadnione, gdyż inny rodzaj więzi społecznej występował pomiędzy Polakami i Żydami w miasteczkach, a inny w dużych miastach. Po takim rozpoczęciu wątku, autor opisuje wydarzenie, który następnie przyjmuje już za fakt. Przykładowo, na s. 47 posługuje się przykładem z Tarnowa, ale już na. s 49 pisze: „Niesłychana brutalność akcji w Dąbrowie, Tarnowie (zauważmy, że Dąbrowę stawia nawet na pierwszym miejscu) i w okolicach zdawała się wywierać wrażenie nawet na administracji niemieckiej z pobliskich miasteczek”.
      Pierwsza faza Judenjagt polegała na mobilizacji oddziałów ewakuacyjnych nadal przebywających w powiecie – pisze Grabowski, polskiej policji granatowej, junaków ze Służby Budowlanej „Baudienst„ (w Dąbrowie nie było oddziałów „Baudienstu„), żydowskiej Służby Porządkowej (na stronie 55 zarzucał Kozaczce mijanie się z prawdą, gdy pisał o żydowskiej policji wyłapującej Żydów) oraz innych pomocników i ochotników rozmaitego autoramentu. Tu znowu rozpoczyna się wyliczanie: „Jeden z ocalonych z getta tarnowskiego…„, „wierny opis polowania na Żydów zachował się w Dzienniku Stanisława Żemińskiego z Łukowa”, „W poniedziałek w Trzebieszowie, jakaś straż obywatelska…”, „W dniu 5 listopada przejeżdżam przez Siedliska. Chłopi kupują kosy…” i na końcu 1 przypadek z Dąbrowy: „W jednym z większych bunkrów (przy ulicy Nadbrzeżnej), na którego trop wpadł Józef Kucharski Niemcy znaleźli 18 osób”. Ten jeden przypadek posłużył autorowi do uogólnienia: ”W Dąbrowie wyciąganiem Żydów ukrytych w bunkrach, też zajmowali się okoliczni mieszkańcy”. Zadaję zasadnicze pytanie: Jak można na podstawie jednego donosu oceniać postawę całej społeczności? Należy podkreślić, że informacja ta oparta jest na zeznaniach 1 świadka. Kontynuując, autor pisze i to znowu musi budzić irytację: ”Choć nie zachowały się inne opisy wyciągania z bunkrów Żydów, nie mogło się to w sposób istotny różnić od tego, co zapisał w swoim dzienniku Zygmunt Klukowski, lekarz z położonego pod Zamościem Szczebrzeszyna” (sic!).
      Samego siebie przeszedł jednak prof. Grabowski, zarzucając zasłużonej i patriotycznie nastawionej bolesławskiej straży pożarnej prowadzenie ćwiczeń pod kątem polowania na Żydów (to już wygląda na obsesję). Oczywiście, jego zdaniem przykładem może być akcja strażaków z Racławic (przy okazji dowiadujemy się, że jest to wieś pomiędzy Miechowem a Olkuszem). Tu Grabowski na podstawie 1 przypadku i 2 niepewnego, w swych uogólnieniach idzie dalej: „Zachowanie się straży pożarnych w dystrykcie krakowskim nie odbiegało od tego co działo się w innych obszarach Generalnej Guberni„- tu przykład degeneratów z Wołomina i Stoczka. Ale, co ma straż pożarna ze Stoczka do straży pożarnych z powiatu dąbrowskiego. Ze Stoczka, rusza Grabowski do Mszany Dolnej i pisze, że „u jednego gospodarza w Skrzydlnej„ ukrywają się dwaj Żydzi„, których schwytanie zlecono strażakom. Te, przykłady mają udowodnić ”zbrodniczą działalność” straży pożarnych w powiecie dąbrowskim. Strażaków używano, też do innej ”zbrodniczej działalności”. Otóż, w Szczurowej po masakrze miejscowych Cyganów, mieli obstawić miejsce egzekucji i pochować pomordowanych.

      • Polak napisał(a):

        autorowi udało sie i tak zebrać bardzo duzo informacji o polskich mordercach Żydów-mordercy swoim czynem sie nie chwalą.

  3. Piotrek napisał(a):

    M.P.: normalne, jeśli ktoś z naszych naświetli coś innego niż chwałę oręża polskiego, dzielną AK, zawsze idealne podziemie to wszystko jest pisane pod tezę, nawet Judenjagd, nawet wspomnienia Żydów jakich dość było wydanych...

    • Krzysztof napisał(a):

      Proszę Pana - w szeregach AK również znajdowali się degeneraci. Nie przeczę, że wielu Żydów zostało wydanych Niemcom przez konfidentów,na których jednak to AK wydawało i wykonywało wyroki śmierci. Przykładowo, s. 106, wspomniany Wojciech Ł. został rozstrzelany ( o czym Grabowski jednak nie wspomina). Jakoś dziwnie mało wymienia osób z powiatu dąbrowskiego odznaczonych medalem „Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata”. Pisze również, że jedynie w stosunku do Żydów używano określenia „Strzelać Żydów”, co jest nieprawdą. Mieszkańcy wsi dąbrowskiej używali takich słów, również do swoich. W relacjach, często spotyka się określenie „Strzelali naszych”. Śmierć jest śmiercią i nie ma usprawiedliwienia dla morderców - bez względu na narodowość. Dla przedstawienia prawdy nie można jednak posługiwać się metodami stosowanymi przez prof. Grabowskiego, jak: manipulowanie faktami historycznymi, podawanie nieprawdziwych informacji, nadinterpretacja. Autor posługuje się również cudzymi tekstami naukowymi, jednym nadaje fałszywe znaczenie, inne wypacza, robiąc z nich wycinki (np. odnośnie postawy kardynała Sapiehy, s. 127), jeszcze innym, opisującym wydarzenia skrajnie patologiczne (s. 20), ale incydentalne – nadaje walor opisów uniwersalnych.

      • Piotrek napisał(a):

        Indydentalni Żydzi stanowili 10 proc społeczeństwa, a w miasteczkach Galicji i nie tylko bywa i połowę i więcej ludności. Po wojnie - kilkadziesiąt ? tysięcy. 1/100 z tego co było przed wojną. Niemcy sami z siebie by tego nie zrobili - można poczytać opisy Żydów walczących w partyzantce, wspomnienia i inne jak to wyglądało. W Warszawie w czasie powstania w gettcie narodowe wydawnictwa cieszyły się, że Niemcy zrobią wreszcie porządek, opinia wielu zwykłych ludzi była podoba. Gdyby kościół katolicki chciał ocalić Żydów ocalałoby ich o wiele więcej. O tym co kościelne wydawnictwa pisały przed wojną - można poczytać. Brzmi ciekawie. Bodaj jeszcze w ’46 r. po pogromie kieleckim całkiem poważnie najwyższe kręgi kościelne tłumaczyły ambasadorowi USA, że Żydzi naprawdę do macy krwi potrzebują...
        O sile kościoła świadczy fakt, że w ’46 r. ówczesny metropolita częstochowski stwierdził, że to bzdura i żeby nie było zamieszek - tychże - nie było.
        Przy okazji i z boku na głębokiej wsi nie było Niemca wszędzie, urzędową siłę stanowił granatowy policaj i sołtys i to wiele razy od nich zależało co się będzie dziać. Gdyby w każdej dziurze miało by być po dwóch Niemców do pilnowania to by ich moment brakło...

        • Krzysztof napisał(a):

          Pan zmienia temat, podobnie jak Grabowski podając przykłady z Warszawy, Kielc i Częstochowy. Odnośnie czasów powojennych i wpływów kościoła, to radzę naprawdę poczytać pamiętniki i wspomnienia więźniów UB.
          Na gminnych posterunkach żandarmerii w powiecie dąbrowskim dowódcą był zawsze Niemiec. Nie mogło ich niestety zabraknąć, gdyż w przypadku „usunięcia”, życie tracili zakładnicy. Dlatego AK nie wykonywała nawet orzeczonych wyroków.
          Jeszcze raz powtarzam, że nie usprawiedliwiam postawy donosicieli i szmalcowników. Należy jednak nazwać zło złem, a dobro dobrem. Podam Panu relację Żydówki Liby Ehrenberg, zamieszkałej w Dąbrowie (Rynek 4), której Grabowski nie zamieścił: „To, że dziś żyję i chodzę po Bożym świecie, zawdzięczam tylko Polakom, którzy pomocy mi nie odmówili, gdzie się tylko znalazłam podczas okupacji. Najgorsze psy to byli policjanci żydowscy, którzy męża mego znaleźli w kryjówce i córkę. Oddali ich w ręce Niemców, którzy ich zastrzelili. Największym wśród nich łotrem był komendant Hersz Majer zwany przez Żydów za jego nadgorliwość wobec Niemców - Majer Kat”.
          Jeszcze, odnośnie postawy przedstawicieli Kościoła, ale nie w Stoczku, Mszanie, czy Bóg wie gdzie, ale w powiecie dąbrowskim. Otóż, 2 synom Mendla Kogla (to ten, któremu według Grabowskiego wyłupano łopatą złote zęby), fałszywe dokumenty, dzięki którym prawdopodobnie przeżyli wojnę wyrobił ryzykując życie, w Urzędzie Parafialnym w Bolesławiu ks. Wojciech Młyniec. O tym też Grabowski nie napisał. Albo o Zofii Bernat Śliski odznaczonej Medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata z Wólki Mędrzechowskiej (to tam, gdzie zorganizowano szeroko opisaną przez 1 świadka obławę w której jakoby uczestniczyła cała wieś), która przy pomocy tamtejszego oddziału AK uratowała Żydówkę Sofię. W tym przypadku (obława) wystarcza Grabowskiemu zeznanie jednego świadka i to oskarżonego, który broniąc siebie, chciał zrzucić odpowiedzialność na całą wieś.
          Przecież, tak segregując fakty i zeznania można udowodnić wszystko. A tak na marginesie, na miejscu OSP w Bolesławiu podałbym Grabowskiego do sądu o zniesławienie.

          • Piotrek napisał(a):

            Na wsiach istniała jeszcze większa niechęć względem Żydów niż w dużych miastach. Mnie to nie dziwi. W ramach ciekawostek w okolicach podkrakowskich w jednym, nazwijmy to kościelnym, wydawnictwie opisano gospodarcze oblicze rejonu. Wszystko lub niemal wszystko było w rękach żydowskich, po wojnie - nagle w polskich. Cud mniemamy?
            Powiat dąbrowski, czy dowolny inny obejmował ileś wsi - a w takiej zabitej dechami dziurze to nie Niemiec rozgrywał wszystko, to nasi kochani obywatele byli źródłami informacji.
            Gdyby postawa polskiego społeczeństwa en masse była inna inny byłby los Żydów. Polecam poczytać ich wspomnienia, to zwykli ludzie stanowili największe zagrożenie.
            Problemem nie jest postawa pojedynczych księży, ale „góry”, i ich opinii nawet po wojnie, nawet mimo tego co działo się w czasie wojny.

          • Paweł napisał(a):

            A w którym wydawnictwie? To Ty, Piotrze, czytujesz kościelne wydawnictwa? Znów miałkie teksty, coś słyszałem, nie wiadomo dobrze gdzie, kiedy i jak... Szczeólnie mnie to jakoś nie dziwi...

          • Przemysław Bartczak napisał(a):

            W swych wypowiedziach raz się Pan odwołuje do świadectwa uratowanych. Jeden raz. I jest tam mowa tylko o policji żydowskiej „Najgorsze psy to byli policjanci żydowscy, którzy męża mego znaleźli w kryjówce i córkę. Oddali ich w ręce Niemców, którzy ich zastrzelili. Największym wśród nich łotrem był komendant Hersz Majer zwany przez Żydów za jego nadgorliwość wobec Niemców - Majer Kat”.
            Sugeruje Pan że Żydzi podnoszą odpowiedzialność za mordowanie swoich ziomków. Obrzydliwość ala Morawiecki.

  4. Krzysztof napisał(a):

    Odnośnie mienia pożydowskiego: Po likwidacji getta przechodziło ono, nie na własność Polaków a administracji niemieckiej. Wynajmowano mieszkania za odpłatnością. Po wojnie przejęte zostało przez skarb państwa, a następnie przekazane samorządom, które po stwierdzeniu, że właściciel, lub spadkobierca nie żyje, sprzedawały najczęściej ograbione i zniszczone domy ludności miejscowej. Gdy okazało się, że właściciel lub jakikolwiek spadkobierca wrócił, majątek mu zwracano. Po odzyskaniu, był jednak przez Żydów najczęściej zaraz sprzedawany.
    Ja wiem, że tacy Grabowscy, Grossowie i in. najchętniej obwiniliby Polaków nawet o wywołanie wojny światowej, po to tylko by mogli mordować Żydów i bogacić się na ich „złotych zębach”. Biedni Niemcy nie potrafili Żydów odróżnić od Polaków, a wprost byli „przerażeni ich okrutnością”. Jakoś niewiele piszą Ci autorzy
    Jeszcze raz Panu tłumaczę, że każda miejscowość, każdy powiat był inny, a Grabowski pisze o powiecie dąbrowskim podając przykłady z całej Polski. Przecież, Pan to chyba zauważył.
    Podaje Pan przykład z okolic podkrakowskich, nie znam tamtejszych stosunków panujących na wsi. Wiem natomiast, że na wsi dąbrowskiej większym autorytetem od miejscowego proboszcza cieszył się ruch tu ludowy.
    Wbrew sugestiom Grabowskiego, abp Sapieha otwarcie interweniował u gubernatora Franka, o czym wiemy z żydowskiego źródła. O interweniowaniu metropolity Sapiehy w obronie Żydów u władz niemieckich już w 1940 r. pisał żydowski lekarz, dyrektor żydowskiego szpitala zakaźnego w getcie krakowskim Aleksander Biberstein w książce „Zagłada Żydów w Krakowie„ (Kraków 1985, s. 38). Niestety, jedyną reakcją na tę interwencję było - jak pisze Biberstein (dz.cyt., s. 223) - uwięzienie w obozie w Auschwitz trzech rabinów, którzy ośmielili się prosić o interwencję metropolity. Dlatego zdanie: ”nad zjawiskiem przerażającego zwyrodnienia, jak używanie do likwidowania Żydów młodzieży Baudienstu, specjalnie w tym celu napojonej wódką, nie chce się dłużej zatrzymywać”, jest wyrwane z kontekstu. Grabowski pisze: Zdanie to warto sobie dobrze zanotować - obejdzie się bez dalszych komentarzy.
    Otóż nie, Panie prof. Grabowski, dlatego, że wprowadza Pan czytelnika w błąd. Zapamiętać je należy, jako wyraz mądrości kardynała Sapiehy, który w ten sposób zwrócił uwagę Franka na bulwersujące fakty, a jednocześnie stwierdził, tak jak i nieraz w życiu codziennym mówi się - o tym, czy o tamtym - „szkoda z Tobą rozmawiać”.
    „Zdanie to warto sobie dobrze zanotować - obejdzie się bez dalszych komentarzy”.

    • Piotrek napisał(a):

      Bo u nas tylko wyjątki:?
      „Obeszła [siostra] wszystkich znajomych Polaków, ale każdy bał się nas wpuścić”
      „Około godziny dziesiątej do sklepu wszedł jakiś Polak z Niemcem. Hier ist Jude powiedział Polak. Żołnierz wskazał mu ręką na stojące pod ścianami sklepu worki z żywnością. Polak wyszedł przed sklep i gwizdnął. Zjawiło się kliku polaków i zaczęli wynosić worki przed sklep...”
      „postanowiliśmy nawiązać kontakt z robotnikami, chcieliśmy zorganizować grupy partyzanckie. Kontaktu nie udało nam się nawiązać, gdyż Polacy nie życzyli sobie tego...”
      „Polskie urzędy Rada Miejska i Urząd Podatkowy, wydobyły z archuiwów dokumenty dotyczące zadłużenia Żydów sprzed 16 laty (rok ok. ’27). Zdzierano z Żydów ostatnią koszulę...”
      „[Jeden z synów gospodarza] zobaczył, że mój brat ma dobre buty, zażądał by mu je odstąpił...”
      „po wysiedleniu Żydów z miejscowości Iwaniska kilku tamtejszych Żydów porozumiało się ze znajomym Polakiem: ofiarowali mu sporą sumę w dolarach za wykopanie bunkra w lesie. Kiedy w bunkrze ukryło się czterech czy pięciu Żydów, Polak postanowił ich zamordować. W nocy zniszczył ich kryjówkę siekierą...”
      „... Wszędzie napotykaliśmy mur wrogości, nikt nie chciał nam udzielić pomocy...”
      Można tak jeszcze długo. Przy okazji ciekawe jakby to nazwać wykorzystanie sytuacji bliźniego w rodzaju - albo zabiję cię teraz, albo dasz mi wszystko co masz i może puszczę cię wolno - w kwestiach majątkowych.
      - o pogromie kieleckim - wersja bp Kaczmarka... http://wyborcza.pl/1,93057,3391598.html?as=3

      • Paweł napisał(a):

        O, „Wyborcza”, dziwię się, że nie podajesz jakiś cytatów o kanibalizmie na ludności wyznania mojżeszowego...

        • Krzysztof napisał(a):

          Znowu Pan zmienia temat, ale dobrze, że poruszył Pan sprawę długów Żydów z 1927 r. Najwyraźniej Polacy nauczyli się wreszcie egzekwować długi, a od kogo?
          Przykład z powiatu dąbrowskiego:
          ”(...)Żydzi tylko tego czekali. Pożyczali chłopom pieniędzy na weksel, na którym się nikt nie rozumiał, licząc nie wielki procent, bo tylko jeden krajcar od reńskiego na tydzień. Cóż to znaczył ten jeden krajcar od reńskiego na tydzień u chłopa nie umiejącego obliczyć, ile to wyniesie na rok! Że zaś pisać nikt nie umiał na tedy, wystarczyło, gdy pożyczający ręką nakreślił znak krzyża św. Na wekslu. Aby chłopu jeszcze ulżyć, brano od nich procenta z góry i skutek był taki, że chłop dostawał zaledwie parę reńskich, a dług miał na wekslu kolosalny. Pożyczył, podpisał, a nie rzadko resztę zgubił i o długu „na śmierć zabaczył”.
          Takim dobrodziejem w Dąbrowy był niejaki Singer, który zrobił wielki majątek na chłopach i odjeżdżając z Dąbrowy mówił, że nauczył chłopów z Dąbrowy rozumu.
          Pamięć tego pana wbiła się w głowy chłopów tak dalece, że jednego chłopa, który pożyczał też chłopom pieniędzy, zwano do śmierci „Zyngerem”.
          Ile wtedy poszło gruntów chłopskich i domów miejskich w obce ręce, ile dzieci miały po ojcach długów, które z mozołem ledwo oddać mogły, któż to dziś obliczyć potrafi?Jakub Bojko „Piast” 1919, nr 29.
          Odnośnie tzw. „pogromu kieleckiego”: W badaniach naukowych przewija się wątek inspiracji tych wydarzeń przez UB (mam nadzieję, że wie Pan jakiej narodowości byli w większości dowódcy), w celu odwrócenia uwagi od wyników sfałszowanego referendum.
          Trudno się również dziwić partyzantom, że nie chcieli Żydów w swoich szeregach, po ich masowej kolaboracji w początkowych latach wojny. W uchwale Rady Gminy w Mędrzechowie (powiat dąbrowski)
          dotyczącej protestu w sprawie projektu uznania Centralnego Komitetu Żydów Polskich za stowarzyszenie wyższej użyteczności czytamy: „W związku z projektem uznania Centralnego Komitetu Żydów Polskich jako stowarzyszenie wyższej użyteczności publicznej GRN kategorycznie protestuje przeciw temu, stojąc na stanowisku, że żydzi w Polsce w czasie inwazji niemieckiej działali na szkodę Państwa Polskiego, a po drugie wielu Polaków znajduje się dzisiaj bez żadnej opieki i nie korzysta z takich przywilejów” (Archiwum Narodowe w Krakowie, Oddział w Tarnowie, Akta Gminy Mędrzechów, sygn. Gm.Md.10, Prot. z dn. 9 VII 1945 r.). Gdybym, tak jak Pan i Grabowski podawał przykłady kolaboracji z całej Polski (a szczególnie z kresów wschodnich),to serwer by nie wytrzymał.
          Podobnie trudno dziwić się Polakom, którzy nie przyjmowali Żydów, a szczególnie rodzinom obarczonym kilkorgiem dzieci.
          Ja nie wiem, skąd się to bierze, że Żydzi, o to, że ich nie ratowano obwiniają wszystkich Polaków.
          Staje się to już nawet śmieszne. Otóż, wygląda na to, że Niemcy mogli ich masowo zabijać (uznano to już za normalne), natomiast Polacy ryzykując własnym życiem i życiem własnej rodziny powinni ich ratować.
          „Gazeta Wyborcza” i jej antypolska działalność to inny temat.

          • Piotrek napisał(a):

            http://wiadomosci.onet.pl/prasa/joanna-tokarska-bakir-rozum-w-polsce-wysiada/q9s9y.... i wywiad z onetu...
            Czy pisało tam, że wszystko biedne i ubogie rodziny? W ramach wyjaśnień tylko link jest z GW, reszta to cytaty z wypowiedzi Żydów, co ocaleli. Przed wojną „przyjaciele” , „znajomi”, w czasie wojny „ja Pana nie znam”.
            Pomiędzy rokiem ’27 a ’39 istnieje jednak kilka lat różnicy i wiele mogło się zdarzyć, łącznie ze spłatą długów. Poza tym wartość waluty z ’27 nijak ma się do tej z ’39... I rozumiem że rabunek sklepu żydowskiego przy pomocy Niemca to tylko coś jak sprawiedliwy podział dóbr? Zmiana tematu? Gdzie? Bo piszę że po wojnie był antysemityzm, przed wojną był antysemityzm, że ludzie wierzyli w największe bzdury podsycane przez sporą grupę duchownych? Że biskup czy arcybiskup uważali, że istnieje odpowiedzialność zbiorowa?

  5. Jerzy napisał(a):

    Książkę skrytykował prof. Bogdan Musiał i Krystyna Samsonowska. Recenzent pisze „o publikacja na wskroś naukowa”. Recenzent jest jak saper - myli się tylko raz.

  6. Bilbo napisał(a):

    Ostatnio przeczytałem wywiad z prof. Grabowskim w jednej z gazet, i ewidentnie facet wypowiadał się według z góry ustalonej tezy. Jeśli prof. Grabowski jest z pochodzenia Żydem, mogę to zrobić, ale jeśli jest Polakiem - kompletnie nie rozumiem skąd u niego tyle jadu antypolskiego.

  7. krzysztof napisał(a):

    Do Przemysława Bartczaka: Więcej przykładów znajdzie Pan w internecie. Szczególnie polecam wydarzenia z getta łódzkiego i warszawskiego.

Zostaw własny komentarz