Piotr Zychowicz: „Historia Do Rzeczy” nie da się łatwo zaszufladkować [wywiad]


O pierwszym numerze nowego miesięcznika „Historia Do Rzeczy” o jego autorach oraz o tym, czy czasopismo da się zaszufladkować opowiedział nam jego redaktor naczelny - Piotr Zychowicz.

Piotry Zychowicz / fot. dorzeczy.pl

Wojtek Duch: „Historia Do Rzeczy” dla kogo będzie to pismo?

Piotr Zychowicz: Dla wszystkich ludzi, którzy czytają po polsku i interesują się historią. A jednocześnie mają dość sztampowego, nudnego przedstawiania historii.

Jakie przyświecają wam cele i idee?

- Nasza linia programowa sprowadza się do jednego aksjomatu – chcemy pisać o historii w sposób ciekawy. Chcemy wybielić liczne białe plamy, które niestety nadal znajdują się w naszej historii. Będziemy pisać o tematach, które są tematami tabu. O ludobójstwie Polaków na Wołyniu i w Galicji Wschodniej, zaangażowaniu późniejszych „autorytetów moralnych” w system komunistyczny. Na łamach czytelnicy znajdą wiele sensacyjnych informacji, ale nie oznacza to, że będziemy historycznym tabloidem. Pismo tym będzie się różnić od konkurencji, że będziemy pisać o sprawach poważnych.

Kiedy ukaże się pierwszy numer „Historia Do Rzeczy” i jaka będzie jego zawartość?

- W środę 27 lutego. Tematem pierwszego numeru są Żołnierze Wyklęci. Ukaże się on bowiem kilka dni przed ich świętem. Epopeja Wyklętych jest tematem, który szczególnie leży nam na sercu. Byli to ludzie, którzy w imię miłości do Ojczyzny i wolności rzucili wyzwanie sowieckiemu najeźdźcy. Komuniści ich brutalnie wymordowali i prowadzili przeciwko nim haniebną, kłamliwą kampanię oszczerstw. Kampania ta prowadzona jest do dzisiaj. Uważamy, że należy przywrócić tym ludziom ich miejsce w historii.

Co jeszcze znajdziemy w numerze?

- Nasz stały felietonista Wiktor Suworow wyjaśnia tajemnicę śmierci, a właściwie zabójstwa Stalina. Sławomir Koper ujawnia sensacyjne losy piosenkarki Anny German. Przeprowadziliśmy wywiad z ostatnim żyjącym członkiem załogi samolotu, który zbombardował Hiroszimę. Znany brytyjski historyk Roger Moorhouse opowiada o historii zamachów na Hitlera. Adam Zamoyski pisze o gwałtownej śmierci Ludwika XVI i rewolucji francuskiej. Marek Gałęzowski ujawnia kulisy tajnej operacji gestapo, w wyniku której zwerbowany został jeden z przywódców podziemia piłsudczykowskiego. Prof. Marco Patricelli przedstawia przebieg komunistycznego puczu, który mógł doprowadzić do włączenia Włoch do bloku komunistycznego w roku 1947. W „Historii Do Rzeczy„ znalazł się tekst o powojennej współpracy Otto Skorzennego z Mossadem i ubeckiej przeszłości znanego niemieckiego krytyka literackiego Reicha-Ranieckiego. Prof. Grzegorz Motyka spiera się zaś z Ewą Siemaszką na temat akcji ”Wisła”. Wymieniać można by jeszcze długo. Na pewno każdy znajdzie dla siebie coś interesującego.

Wśród autorów znaleźli się także znani dziennikarze zajmujący się przede wszystkim polskim życiem politycznym. Jaka będzie ich rola w miesięczniku historycznym?

- Stałe felietony będą pisać Rafał Ziemkiewicz i Bronisław Wildstein. Obaj bardzo interesują się historią, a jednocześnie mają świetne pióra. Myślę, że ich teksty będą dobrym uzupełnieniem materiałów przygotowywanych przez zawodowych historyków.

Czy w tygodniku „Do Rzeczy” pozostaną strony o historii?

- Tak. Tygodnik będzie również publikował materiały historyczne.

Artykuły będą dotyczyć przede wszystkim XIX i XX wieku? Czy może będą się ukazywały publikacje poświęcone chociażby polskich triumfom doby Jagiellonów i początków Rzeczypospolitej Obojga Narodów? Tego trochę mi brakowało w „Uważam Rze Historia”...

- Otrzymujemy wiele podobnych głosów. Zapewniam, że postaramy się wyjść naprzeciw tym oczekiwaniom. Nie ukrywam jednak, że będziemy się głównie skupiać na XX wieku. To dzieje najnowsze zostały bowiem najbardziej zakłamane.

Sprzedaż „URzH”, w którym był Pan faktycznie naczelnym oscylowała wokół 100 tysięcy egzemplarzy. Redakcja liczy na powtórzenie tego sukcesu?

- Wszystko w rękach Czytelników. Ja mogę tylko obiecać, że „Historia Do Rzeczy„ będzie równie ciekawa co poprzedni magazyn. Czytelnicy ”URzH” nie będą zawiedzeni. W nowym piśmie znajdą tych samych autorów, tych samych felietonistów i – przede wszystkim – to samo podejście do historii.

Skąd w Polsce takie zainteresowanie historią. Popularne są nie tylko książki historyczne, ale i media bardzo lubią tę tematykę. Podobnie jest chyba tylko w Rosji...

- Olbrzymie zainteresowanie historią w Polsce i w Rosji związane jest - moim zdaniem – z podobnymi losami naszych narodów. Oba nasze państwa znajdowały się pod komunistyczną okupacją (my całe szczęście o ćwierć wieku krócej), podczas której historia znajdowała się na celowniku cenzury. Komuniści napisali swoją własną, kłamliwą wersję dziejów i teraz naszym zadaniem jest napisanie jej od nowa. W Polsce występuje jeszcze jeden problem. Choć komunistyczna cenzura zniknęła, od zajmowania się historią Polaków próbują odstraszyć pewne wpływowe opiniotwórcze środowiska. Przekonują one, że nie powinniśmy dłubać w naszych dziejach najnowszych, zabraniają poruszania pewnych tematów, zadawania kłopotliwych pytań. Sztandarowym przykładem jest tu udział pewnych ludzi w narzucaniu Polsce systemu komunistycznego, czy współpraca pewnych ludzi z tajnymi służbami PRL. Ludzi, którzy dzisiaj często są bardzo wpływowi. Podobne cenzorskie działania mają jednak efekt odwrotny od zamierzonego. Polacy nie życzą sobie, żeby ktoś decydował za nich, co im wolno wiedzieć o własnej historii, a co nie. Stąd zainteresowanie dziejami najnowszymi wzrasta.

Nie obawia się Pan konkurencji? Wkrótce będą, aż trzy konserwatywne miesięczniki historyczne. Do tego „Focus Historia„, „Mówią Wieki„ i dodatki historyczne do „Polityki” czy ”Newsweeka”...

- Jako zwolennik wolnego rynku, uważam, że konkurencja jest czymś wskazanym. Jeżeli na rynku będzie wiele pism historycznych, powinniśmy się tylko z tego cieszyć.

W jaki sposób „HDR” będzie się chciało odróżnić od wspomnianych czasopism historycznych?

- Powtarzam: postawiliśmy sobie za cel robienie najciekawszego pisma, na jakie nas stać. O tym, czy osiągniemy sukces zdecydują Czytelnicy. Myślę, że ich nie zawiedziemy. Na konkurencję zaś się nie oglądamy.

Był Pan uczniem prof. Pawła Wieczorkiewicza, to on „zaraził” Pana historią?

- Nie, historią zacząłem interesować się już jako dziecko. Zawdzięczam to ojcu. W moim domu bowiem o historii mówiło się w zasadzie bez przerwy. Półki uginały się od historycznych książek. Potem zacząłem czytać Józefa Mackiewicza i jego brata Stanisława Cata-Mackiewicza i pod wpływem tych lektur, zrozumiałem, że najnowsza historia Polski została w nieprawdopodobny wręcz sposób zmitologizowana. Że należy ją napisać od nowa. Profesor Wieczorkiewicz – z którym zetknąłem się już na studiach – tylko utwierdził mnie w tym przekonaniu.

Uważał, że „najnowsza historia Polski przyzwoicie nie została opisana w ogóle”. Chcecie to zmienić?

- Zgadzam się tą tezą. Część naszych historyków jest niewolnikami schematów wypracowanych jeszcze w czasach PRL-u, inni przypominają bardziej propagandzistów, którzy uprawiają nie historię, ale jakąś patriotyczną propagandę. Moim zdaniem zadaniem historyka powinno być zaś pisanie prawdy. Nawet jeżeli jest ona dla wielu ludzi niewygodna. Całe szczęście w ostatnich latach pojawiło się młode pokolenie badaczy - nieobarczonych PRL-owskimi nawykami – którzy wzięli się za historię na poważnie. Mogę tu wymienić choćby Sławomira Cenckiewicza, Marka Gałęzowskiego czy Tymoteusza Pawłowskiego. Teksty wszystkich trzech często będzie można znaleźć na łamach „HDR”.

Profesor Wieczorkiewicz był osobą, która wychodziła poza ramy prawica-lewica. Jedni mieli mu za złe, że chciał gruntownej dekomunizacji inni to, że niemal za zbrodnię uważał powstanie warszawskie. Czy z „HDR” również nie będzie się dało poglądowo zaszufladkować?

- Historia nie może być prawicowa, ani nie może być lewicowa. Historia może być tylko prawdziwa. Zakładanie z góry, że będzie się pisało o dziejach przez pryzmat jakiejś ideologii, to absurd i wielka nieuczciwość intelektualna. A przede wszystkim potworna nuda. Ja na przykład widząc w „Gazecie Wyborczej„ tekst o stosunkach polsko-żydowskich od razu ziewam. Wiem bowiem z góry co tam będzie napisane. Że Polacy to krwiożerczy antysemici, którzy nie zajmowali się niczym innym tylko organizowaniem pogromów. To samo jest z częścią tak zwanej prawicowej prasy. Jeżeli widzę tam tekst o Powstaniu Warszawskim, roku 1939, 1863 czy jakimkolwiek innym dramatycznym wydarzeniu naszych nieszczęsnych dziejów, od razu wiem co tam przeczytam. Że Polacy mieli zawsze racje, zawsze podejmowali jedynie słuszne decyzje, a za wszystkie nasze nieszczęścia odpowiadają obcy. Kto ma inne zdanie ten zaprzaniec i zdrajca. Podobne infantylne, plemienne podejście jest równie niestrawne i nudne co pedagogika wstydu „Gazety Wyborczej„. Odpowiadając więc na Pana pytanie – tak ”Historia Do Rzeczy” nie da się łatwo zaszufladkować.

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

7 komentarzy

  1. Historyk pisze:

    Dobry wywiad, cieszy mnie, ze pismo nie chce sie szufladkowac. Wazne slowa

  2. jm pisze:

    Żeby się tylko dziura nie zrobiła od tego wybielania białych plam :). A tak poważnie, na pewno będę zaglądał. Powodzenia!

  3. Gość pisze:

    Przeciwko „propagandzistóm”, lecz czym jest jak nie propagandą jego rusofobskie fantazję w Pakt R-B????

  4. Tomasz pisze:

    Tak trzymac. Już się dalej nie dzielic. Życzę powodzenia.
    Wierny czytelnik

  5. dr Jerzy C. Malinowski pisze:

    W związku z emitowaną jeszcze w mediach problematyką Żołnierzy Niezłomnych i nachalnym lansowaniem niezwykle zakłamanej i zmanipulowanej książki niedouczonego P.Zychowicza „Skazy...” - ZAPROPONOWAŁEM red. nacz. „Do Rzeczy”, panu LISICKIEMU, małą serię artykułów dla odkłamania tego fragmentu dziejów Polski w kierowanym przez niego piśmie. Zastrzegłem, że nie może być cenzury ani tzw.„korekty”, pod którą często kryje się ta pierwsza. Jestem historykiem-politologiem, który specjalizuje się w historii najnowszej, czyli m.in. w tej problematyce. Wspomniane „Skazy...” Zychowicza to w istocie zlepek manipulacji i półprawd, nieuctwa i przemilczeń, insynuacji i kłamstw. Moja recenzjo-polemika wykazałaby co jest kłamstwem i manipulacją, a co prawdą i w jak niewielkim zakresie - może 5 procent. Zaproponowana red. Lisickiemu recenzji-polemika składałaby się z sześciu modułów, w którym omówiłbym i zdemaskował główne nieuczciwości i nieuctwa Zychowicza, przede wszystkim w odniesieniu do tych dowódców powojennej Polski Walczącej, których on spotwarzył w swojej śmieciowej książce. Są to w kolejności rozdziałów tej książki: 1-rtm.„Łupaszko”-Z.Szendzielarz (Dubinki), 2-kpt.„Szary”-M.Pazderski (Wierzchowiny), 3-kpt.„Bury”-R.Rajs (furmani), 4-kpt.„Wołyniak”-J.Zadzierski (Piskorowice), 5-por.„Ogień”-J.Kuraś (Krościenko), 6-por.„Wacław”-J.Biss (Pawłokoma). A w module 7-zrecenzowałbym pozostałe fragmenty. ALE red. LISICKI i redakcja „Do Rzeczy” MILCZY wobec MOJEJ PROPOZYCJI, z czego można wnioskować, że nie życzy sobie ujawnienia przez fachowca faktu, że te „Skazy...” są w istocie zlepkiem manipulacji i półprawd, nieuctwa i przemilczeń, insynuacji i kłamstw. Stanowczo odradzam kupowanie i czytanie tej śmieciowej książki, ponieważ jest to równoznaczne z finansowaniem nieuczciwości i kłamstwa oraz zaśmiecaniem sobie umysłu kłamliwymi wyobrażeniami i fałszywymi interpretacjami. Pisanina Zychowicza jest najwyraźniej kontynuacją rosjo-komunistycznego prop-agitu z lat 1944-1991, kiedy to Moskale, zakłamani i przewrotni, posługując się swoimi polskojęzycznymi kreaturami zmierzali do spotwarzenia Żołnierzy Niezłomnych. Prawdziwi Polacy nie dali sobie jednak zrobić „wody z mózgu”.

  6. Komar pisze:

    „wybielanie białych plam” - kapitalne. Dotychczas białe plamy należało uzupełnić lub wydobyć spod nich zamalowaną część obrazu.
    A p. dr. Malinowskiemu życzę, żeby Redakcja portalu Historia była mu przychylna i zamieściła jego teksty. Zwłaszcza o Pawłokomie. Może się pośmiejemy. Jest faktem, że prezydent Lech Kaczyński publicznie, w oficjalnym wystąpieniu, przepraszał Ukraińców za Pawłokomę. A tu nagle:
    „Moskale, zakłamani i przewrotni, posługując się swoimi polskojęzycznymi kreaturami zmierzali do spotwarzenia Żołnierzy Niezłomnych” - jak pisze p. dr Malinowski. Może p. dr Malinowski napisze, że prezydent Lech Kaczyński był zakamuflowanym agentem wpływu Moskwy?

  7. Bilbo pisze:

    W Internecie znalazłem artykuł Pana dr. Malinowskiego o poszukiwaniach kryptokomunistów w IPN, więc ... faktycznie, szkoda gadać.

Zostaw własny komentarz