Cofamy miasto 70 lat wstecz!


Łabiszyńskie Spotkania z Historią to obecnie największa impreza rekonstrukcyjna w Polsce. Co roku biorą w niej udział shttps://historia.org.pl/wp-admin/post.php?post=55995&action=editetki rekonstruktorów, dziesiątki pojazdów i tysiące widzów. W ostatni weekend maja odbędzie się już piąta jej edycja. O organizatorach, poprzednich edycjach i planach rozmawiamy z Kamilą Kubiczek, członkiem Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej AA7 i współorganizatorem ŁSzH rozmawia Grzegorz Antoszek.

- To już piąta edycja tej wielkiej imprezy. Jak to się w ogóle zaczęło? Kto rzucił pomysł, a kto podjął się realizacji?

Atutem ŁSzH są szerokie plenery bez niehistorycznych elementów oraz użycie dużej liczby ciężkiego sprzętu. Foto: Moldaw Reenactinh Photography

Atutem ŁSzH są szerokie plenery bez niehistorycznych elementów oraz użycie dużej liczby ciężkiego sprzętu. Foto: Moldaw Reenactinh Photography

- W listopadzie 2011 r. SRH AA7 poszukiwało miejsca na manewry. Jeden z członków grupy zaproponował, by wykorzystać jego rodzinną miejscowość, Łabiszyn koło Bydgoszczy. Dzięki zaangażowaniu nieocenionego burmistrza, pana Idziego Kaczmarka, dyrekcji szkoły i życzliwości nadleśnictwa odbyły się właśnie tam. W ramach podziękowania zorganizowaliśmy mini-inscenizację na rynku. Pokazaliśmy końcówkę wojny, lata 1944-1945, nie określając szczegółowo miejsca. Nie było to doprawdy nic wielkiego, ale miało wielki wypływ na dalszą współpracę SRH AA7 i miasteczka Łabiszyn.

- Skoro napomknęłaś, powiedz, proszę, coś o Stowarzyszeniu i organizatorach.

- Stowarzyszenie Rekonstrukcji Historycznej AA7 funkcjonuje od 2003 roku i zrzesza pasjonatów historii z całego kraju. Łącznie jest nas około 50 osób. Zajmujemy się odtwarzaniem armii niemieckiej i LWP. Współpracujemy z Panzerprojekt Grzegorz Klimczak[1] i Fundacją Wojskowości Polskiej, które użyczają nam pojazdów pancernych, między innymi repliki niemieckiego czołgu średniego PzKpfw V „Panther”, oraz z licznymi grupami w kraju i za granicą.

- Wróćmy do tego, jak doszło do pierwszych Łabiszyńskich Spotkań z Historią. Wiemy już, że zrobiliście w podziękowaniu małą inscenizację. Jak przyjęli to ludzie?

- Zarówno mieszkańcom, jak i władzom, a w szczególności panu burmistrzowi Idziemu Kaczmarkowi spodobało się to. Wtedy to padła propozycja, żeby w kolejnym roku zorganizować coś większego, zlot. Pierwsze Łabiszyńskie Spotkania z Historią odbyły się pod hasłem „Budziszyn 1945„. Przedstawialiśmy walki 2. Armii Wojska Polskiego z pozostałościami Grupy Armii ”Środek”. Trwało to od 11 do 13 maja 2012 r.

- Ile osób przyjechało na pierwszy zlot?

- Jak na pierwsze edycję, przyjechało naprawdę dużo osób, bo aż około 200. Byli to odtwórcy Ludowego Wojska Polskiego, Armii Czerwonej i sił niemieckich, bo przecież odtwarzaliśmy walki pod Budziszynem. Pojawiły się też czołgi, transportery i inne pojazdy mechaniczne. To było niezwykłe, jak na pierwszą imprezę, że ludzie z pojazdami zechcieli przyjechać. Dla mieszkańców miasta i gości to też był szok, widzieć na własne oczy wszystko to, co do tej pory było tylko w telewizji. Zapomniałabym, poza tematem wiodącym zorganizowaliśmy też nocną inscenizację, gdzie przedstawiliśmy zajęcie posterunku niemieckiego przez amerykańskich spadochroniarzy w noc poprzedzającą lądowanie w Normandii.

- Przejdźmy do kolejnej edycji. To była moja pierwsza naprawdę duża impreza rekonstrukcyjna. Opowiedz o niej.

Przykład charakteryzacji miasta - historyczny szyld i drogowskazy. Foto: Mołdaw Reenacting Photography.

Przykład charakteryzacji miasta - historyczny szyld i drogowskazy. Foto: Mołdaw Reenacting Photography.

- Poszliśmy wtedy za ciosem, pociągnęliśmy temat. Chcieliśmy jednak przenieść się w inny okres II wojny światowej, więc głównym tematem zlotu były walki w Europie Północno-Zachodniej w 1944 roku. To pozwoliło nam na zaproszenie rekonstruktorów armii amerykańskiej, brytyjskiej, niemieckiej i Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. W trzech dużych inscenizacjach przedstawiliśmy walki amerykańskich i brytyjskich spadochroniarzy w pierwszych dniach inwazji, oraz bitwę 1. Polskiej Dywizji Pancernej pod Falaise. Wtedy zaczynało się już robić głośno o naszych działaniach, wzrosła liczba rekonstruktorów do ponad 300 osób, a także pojawiło się znacznie więcej sprzętu wojskowego.

- Pamiętam, że miasto przybrało charakter obozu wojskowego. Motocykle, jeepy, ciężarówki, umundurowani ludzie, to wszystko ciągle przewijało się przez miasto. Ale nie tylko ludzie i sprzęt, ale także miasto zostało ucharakteryzowane.

W czasie pomiędzy inscenizacjami po mieście poruszają się rekonstruktorzy i historycznej pojazdy, także czołgi. Na zdjęciu członkowie GRH Grenadiere. Foto: Mołdaw Reenacting Photography.

W czasie pomiędzy inscenizacjami po mieście poruszają się rekonstruktorzy i historycznej pojazdy, także czołgi. Na zdjęciu członkowie GRH Grenadiere. Foto: Mołdaw Reenacting Photography.

- Tak, to była pierwsza impreza, w trakcie której wygląd zmieniło też miasto. To ewenement w skali światowej, nikt inny nie robi obecnie czegoś takiego, przystosowując miejscowość do potrzeb rekonstruktorów. W zasadzie cofnęliśmy miasto o ponad 70 lat wstecz! Zezwolono nam na zdjęcie znaków drogowych, zakrycie współczesnych szyldów i reklam ich historycznymi odpowiednikami. Wyafsaltowany rynek został przysypany ziemią i gruzem. Umożliwiło to także wjazd ciężkiego sprzętu gąsienicowego do miasta. Od tamtej pory czołgi często pojawiają się na ulicach miasta i na samym rynku. Na ostatniej inscenizacji, opowiadającej o polskim zwycięstwie pod Falaise pojawił się także weteran Czarnej Dywizji, kpt Antoni Przybył, który, niestety, odszedł na wieczną wartę niedługo potem. Pojawiło się tam kilka czołgów, między innymi Panther, Sherman, niszczyciel czołgów Marder II, działa i samoloty.

- Pamiętam tę inscenizację, wzięły w niej udział 4 czołgi, transportery, ciężarówki, kilkudziesięciu odtwórców a także samoloty. Efekt był wprost piorunujący. Pan Kapitan także był głęboko wzruszony, wspominał swój udział w bitwie. Ale przejdźmy dalej, do roku 2014.

- Miasto i rekonstruktorzy przenieśli się wtedy w czasie do Holandii. Staraliśmy się odtworzyć walki w operacji Market-Garden, czyli to, co pokazuje niesamowity film „O jeden most za daleko”. Ludzie gratulowali nam, że czuli się, jakby faktycznie tam byli, pomogła zarówno muzyka, jak świetna charakteryzacja miasta i samych odtwórców. Wtedy też po raz pierwszy poprosiliśmy wszystkie grupy o zaprezentowanie dioram, tak, żeby wszyscy odwiedzający mieli możliwość zapoznania się z pokazanymi armiami i z używanym przez nich sprzętem przez cały czas pomiędzy inscenizacjami. Chłopcy rozłożyli się praktycznie w całym mieście, tworząc obozy, punkty opatrunkowe, sztaby, posterunki czy warsztaty. Udało się nam zaprosić już nie tylko rodzimych rekonstruktorów, ale także pojawili się goście z zagranicy – Litwini i Francuzi. Wydarzenie nabrało wymiaru międzynarodowego, a polskie środowisko zyskało ciekawy kontakt z kolegami z Zachodu.

- Nie mogłem się nadziwić, w jaki sposób przygotowaliście wtedy miasto! Szczególnie imponująca była bitwa na tzw. Żwirowni, gdzie pojawiły się czołgi Panther, Sherman, kilka dział i samoloty. Wykonano nawet zrzut zasobników z zaopatrzeniem. Ciężko było zgromadzić w jednym miejscu tak wiele osób i sprzętu?

- W związku z tym, że SRH AA7 działa już od 10 lat, mamy szerokie kontakty w środowisku, i koledzy chętnie przyjeżdżają. Na garnizonie, w szkole, na listach pojawiło się już ponad 350 osób, a na parkingu przed szkołą i w samym mieście rozlokowaliśmy kilkadziesiąt pojazdów. Większość prac przed zlotem wykonywaliśmy swoimi siłami, ale wspierali nas także wolontariusze z grupy Łabiszyńska Aktywna Młodzież. Podobnie jak w poprzednim roku, zakryte zostały szyldy, a elementy współczesnych systemów klimatyzacyjnych przykryte czaszami spadochronów. Na jednym wisiała nawet kukła ubrana w mundur spadochroniarza.

- I ostatnia edycja?

- W 2015 roku nie odnotowaliśmy dużego wzrostu ilościowego rekonstruktorów, ale wysoka renoma naszego wydarzenia sprowadziła wielu gości zza granicy, nawet bardzo dalekiej. Poza Litwinami, Francuzami i Belgami pojawił się także amator fotografii i pasjonat historii, Anthony, który przyjechał z Teksasu.

­- Co przedstawialiście?

- Na inscenizacjach pod hasłem „Kierunek Berlin!” pokazaliśmy walki na frontach wschodnim i zachodnim ostatniej wojny.  Pojawiła się ponownie bardzo duża liczba pojazdów, w tym aż dwa czołgi T-34 i sprzęt przeprawowy, który wykorzystaliśmy w inscenizacjach. Poza tym miała miejsce gra nocna.

- Co planujecie na tegoroczną edycję?

Jeden z przykładów zastępowania współczesnych szyldów tymi wzorowanymi na historycznych. Foto: Mołdaw Reenacting Photography

Jeden z przykładów zastępowania współczesnych szyldów tymi wzorowanymi na historycznych. Foto: Mołdaw Reenacting Photography

-Postanowiliśmy pokazać nieco zapomniany front włoski lat 1944-1945. Poza bitwą o Monte Cassino niewiele się pamięta, ale przecież walczyły tam setki tysięcy ludzi. Przedstawimy też kilka epizodów z Kampanii Wrześniowej. Oczywiście temu wszystkiemu towarzyszyć będzie obserwacja życia garnizonowego. Będzie ponad 400 osób i kilkadziesiąt pojazdów. Poza tym poszerzamy formułę o koncerty i zabawę taneczną w klimacie lat 40. Zaplanowaliśmy także galę mundurową, grę nocną dla rekonstruktorów. Zmiany objęły także same miejsca inscenizacji, które odbywać się będą na większych terenach, lepiej dostępnych zarówno dla publiczności jaki i fotografów czy filmowców.

- Poruszyłaś jeden z ciekawszych wątków – dokumentację fotograficzną i filmową. Z doświadczenia wiem, że Łabiszyńskie Spotkania z Historią to raj nie tylko dla rekonstruktorów, ale także dla fotografów. Czy myśleliście o nich, kiedy przenosiliście miasto w czasie?

- Tak, ponieważ zależało nam na jak najlepszych zdjęciach. Przecież zdjęcie na tle kiosku Ruchu czy sklepu spożywczego nie jest tak fajne, jak stylizowane na epokowe. Ciekawostką z tym związaną jest to, że mieszkańcy sami starają się zmieniać wygląd reklam swoich przedsiębiorstw, wzorując się na historycznych.

- Czy wasza impreza spotyka się z dużym zainteresowaniem fotografów i filmowców?

W cofniętym do lat 40. mieście można wykonywać zdjęcia wzorowane na historycznych. Foto: Mołdaw Reenacting Photography.

W cofniętym do lat 40. mieście można wykonywać zdjęcia wzorowane na historycznych. Foto: Mołdaw Reenacting Photography.

-Zainteresowanie jest tak duże, że musieliśmy ograniczyć ilość miejsc. Prosili zresztą o to sami fotografowie, gdyż zauważyli, że na pasie reporterskim robił się za duży tłok. Tłok jest zresztą nie tylko tam, co roku powiększamy ilość miejsca dla widzów. Nasza impreza ma coraz większą popularność. Odwiedzają nas tysiące osób. Korzysta na tym nie tylko miasto, ale także historia i ruch rekonstrukcyjny.

- Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia przy tej i kolejnych edycjach.

- Również dziękuję. Do zobaczenia na pasie dla reporterów.

[1] Więcej informacji na stronie: http://www.chabrowy.pl/rozrywka/panzer

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

Zostaw własny komentarz