Pogromy Złotej Węgierskiej Jedenastki


Od 4 czerwca 1950 do 19 lutego 1956 r. reprezentacja Węgier w piłce nożnej przegrała tylko jeden mecz – finał Mistrzostw Świata w 1954 r. W dwumeczu z Anglią strzeliła aż 13 goli. Całkowicie zmieniła oblicze futbolu. To wszystko spowodowało, że stała się jedną z legendarnych drużyn w historii tego sportu. W latach 1948-1956 rozegrała z reprezentacją Polski sześć spotkań. W każdym z nich zdobyła przynajmniej cztery gole i wygrała różnicą przynajmniej trzech goli.

 

Węgierska Złota Jedenastka

Złota jedenastka nie powstała z niczego. Już w okresie międzywojennym Węgrzy osiągali wielkie sukcesy. Największym było zajęcie 2. miejsca na Mundialu w 1938 r. Sárosi, Zsengeller, Kohut, Lázár czy Toldi należeli do największych gwiazd ówczesnego futbolu. Z kolei Ferencváros i Ujpest wygrywali prestiżowy Puchar Środkowoeuropejski, który można nazwać prekursorem dzisiejszej Ligi Mistrzów.

W 1949 r. trenerem węgierskiej reprezentacji został Gustaw Szebes. Zebrał on fenomenalny zespół, który całkowicie ignorował wcześniej powstałe schematy i wprowadził piłkę nożną w nową erę. Powstał dream team, którego niektórzy członkowie, jak na przykład Puskás, Hidegkuti, Koscis i Bozsik są nadal uznawani za najwybitniejszych graczy w dziejach. I nie chodziło tylko o ich zwycięstwa - raczej o styl destrukcji linii obron rywali.

Do tej pory niemal wszyscy grali tzw. systemem WM., który w 1925 r. wprowadził trener Arsenalu Chapman. Polegał on na tym, że ustawienie zawodników przypominało te dwie litery. Literę M tworzyła piątka, której głównym zadaniem było zablokowanie drogi do własnej bramki. Pozostała ofensywna piątka rzadko wracała pod własne pole karne. Obrońcy wykopywali piłkę do przodu, zadaniem skrzydłowych było podprowadzenie piłki i dośrodkowanie w kierunku środkowego napastnika, który mógł strzelać albo podać do łączników. System ten powodował dość schematyczną grę pozbawioną własnej inicjatywy. Węgrzy zaczęli grać inaczej.

Nowy styl

Trener Szebes był bez wątpienia znakomitym strategiem i organizatorem. Anulował znane schematy, zaś zawodnikom pozwolił improwizować. Oczywiście nie oznaczało to, że jego podopieczni mogli robić wszystko, co chcieli. Przestali jednak być mechanicznymi  zabawkami. Okazało się, że trener ten miał do dyspozycji ekipę, która bardzo szybko otrzymała przydomek złotej (po węgiersku „Aranycsapat”). Składała się z: Grosics (1) - Buzánszky (2), Lantos (4), Lórant (3), Zakarias (6) - Bozsik (5), Hidegkuti (9) - Budai (7), Puskás (10), Kocsis (8), Czibor (11). Nie było to jeszcze klasyczne rozstawienie 4-2-4, wykorzystane później przez Brazylijczyków, ale ci nie ukrywali, że czerpali inspirację od Węgrów. W tej jedenastce pojawiali się naturalnie też inni zawodnicy, m.in. Palotás, J. Tóth, Szojku, Szilagyie, Sándor i Csordas.

Z pewnością, styl Węgrów przypominał holenderski futbol totalny z lat 70. Zawodnicy lub nawet całe formacje często zamieniali się miejscami. Środkowy napastnik został cofnięty, dzięki czemu stał się bardziej kreatywny i wszechstronny. Dotyczyło to również dwóch pomocników - pozwoliło  to obrońcom ruszać do przodu. Węgrzy swoimi zmianami rytmu, systemu i tempa dosłownie rozrywali szyki przeciwników. Podstawę reprezentacji tworzyli zawodnicy dwóch klubów – Honvedu Budapeszt i MTK Budapeszt. Oba kluby oczywiście zdominowały rodzimą ligę, ten pierwszy nawet w 1954 r. uznawano za najlepszy na kontynencie.

Początek i koniec ery

Pierwszy mecz złotej ery odbył się 4 czerwca 1950 r. w Warszawie. W tym towarzyskim meczu oglądanym przez 60 tys. widzów Polacy przegrali 2-5. Hattricka ustrzelił Gyula Szilagyi, pozostałe dwie bramki przyjezdnych zdobył Ferenc Puskas. Dla gospodarzy trafili Zdzisław Mordarski i Gerard Cieślik. Jednak trzeba wspomnieć również o dwóch polsko-węgierskich spotkaniach bezpośrednio poprzedzających złotą erę. Już 19 września 1948 r. Nandor Hidegkuti poprowadził swój zespół do zwycięstwa w Polsce 6-2. Z kolei 10 lipca 1949 r. w Debreczynie głównym aktorem był strzelec czterech goli Ferenc Deak. Wtedy wygrana Madziarów była jeszcze bardziej okazała (8-2). Szkielet polskiego zespołu tworzyli wówczas Henryk Borucz, Antoni Barwiński, Mieczysław Gracz oraz Gerard Cieślik. W następnych latach nikt nie potrafił im się przeciwstawić. Z łatwością wygrali turniej olimpijski w Helsinkach w 1952 r. W finale pokonali bardzo silną wówczas Jugosławię 2-0. Przegrali dopiero 33. mecz z rzędu. Był to akurat finał Mistrzostw Świata w 1954 r. Bilans bramkowy tamtej epoki był imponujący: 142-31. Z Węgrami bali się grać wszyscy, z wyjątkiem Anglii. 25 listopada 1953 r. na Wembley odbył się mecz stulecia. Anglicy nigdy do tej pory nie przegrali meczu u siebie z drużyną z kontynentu. W tym przypadku, mimo porażki 3-6, mogli się cieszyć. Brytyjskie media przyznały, że w tym meczu dumni synowie Albionu zostali zmasakrowani. Głównym bohaterem tego spotkania był autor hat-tricka - Hidegkuti. Anglicy byli żądni rewanżu, doszło do niego dość szybko - na Népstadion. Węgrzy wygrali 7-1, a to i tak był najniższy wymiar kary.

Droga do Mistrzostw Świata była dla Węgrów łatwa. Polacy bowiem zrezygnowali z kwalifikacji z powodu wcześniejszych klęsk. 27 maja 1951 r. wracali znad Dunaju z wynikiem 0-6, zaś 15 czerwca 1952 r. na Stadionie Wojska Polskiego w Warszawie polegli 1-5. Puskas wbił im łącznie cztery gole, Kocsis zaś trzy. Jedyne trafienie Polaków zanotował Henryk Alszer. Trener Polski - Ryszard Koncewicz - miał później o czym opowiadać, zarówno swoim przełożonym, jak i uczniom. Z pewnością tak duże porażki mogły być spowodowane wieloma zmianami w zespole - właściwie tylko Cieślik cieszył się pewnym miejscem w wyjściowej jedenastce.

Ferenc Puskas, legenda węgierskiej piłki nożnej

W meczach grupowych Mistrzostw w Szwajcarii Węgrzy najpierw pokonali Koreę Południową 9-0, następnie RFN 8-3. W tym drugim meczu Liebrich uszkodził kostkę Puskasa, co mogło mieć wielki wpływ na kolejne wydarzenia. W ćwierćfinale trafili na Brazylię, finalistę poprzedniego Mundialu. W spotkaniu pełnym kartek wygrali 4-2. Takim samym rezultatem zakończył się półfinał z aktualnym mistrzem - Urugwajem, jednak potrzebna była dogrywka. Finał w Bernie miał zostać jednym z najbardziej pamiętnych meczów w historii. Nikt się nie spodziewał, że drużyna, która parę dni wcześniej przegrała 3-8, ma jakiekolwiek szanse. Zaczęło się zgodnie z planem, faworyci szybko zdobyli prowadzenie 2-0. Stali się jednak zbyt pewni siebie i w wyniku prostych błędów defensywy rywal wyrównał wynik. Zawodnicy Szebesa zaczęli grać jak sparaliżowani. Po latach wszyscy wspominali, że pojawiały im się wizje własnej klęski i dlatego nie wytrzymali odpowiedzialności. Decydująca akcja zaczęła się od straty Bozsika na rzecz Schaefera. Ten szybko dośrodkował w pole karne, piłka odbiła się do ustawionego za polem karnym Helmuta Rahna, a ten nie mając innego wyboru zdecydował się na strzał. Padł gol, dzięki któremu zdobył nieśmiertelną sławę. Puskas zdążył jeszcze przechytrzyć niemieckiego bramkarza, ale w momencie strzelenia gola znajdował się wtedy na pozycji spalonej.

Srebrny medal wywołał gniew zarówno zwykłych kibiców, jak i władzy komunistycznej dla której drużyna ta była wizytówką. Obwiniano przede wszystkim najlepszego gracza turnieju -Puskasa oraz trenera Szebesa. Mimo kolejnych 18 wygranych meczów z rzędu (bilans 69-20) ich porażka nie została zapomniana. 3 kwietnia 1956 r. w Turcji zakończyła się era złotej jedenastki. Przegrana 1-3 była w dużym stopniu winą tureckiego bramkarza, ale później wszystko trzeba było budować od nowa. Oczywiście z Węgrami wciąż trzeba było się liczyć, o czym 15 lipca 1956 r. jeszcze raz przekonali się Polacy z Ernestem Pohlem i Lucjanem Brychczym na czele. Choć ci drudzy niespodziewanie objęli prowadzenie po bramce Henryka Kempnego, mecz zakończył się wyraźnym zwycięstwem ówczesnych gospodarzy 4-1. Wkrótce jednak wybuchło powstanie ludowe w 1956 r., które spowodowało, że niektórzy piłkarze nie wrócili do ojczyzny z zagranicznych wyjazdów. Na przykład Puskás i Kocsis wybrali zagraniczne kluby i życie w demokratycznych państwach.

 

Bibliografia:

  1. Gawkowski R., Historia polskiej piłki nożnej, Warszawa 2012.
  2. Hesse U., Tor! Historia niemieckiego futbolu, Otwock 2014.
  3. Kopalnia. Sztuka futbolu, Warszawa 2014.
  4. Nagy Z., Piłkarska Historia Węgier (1951-1975), Budapeszt 2001.
  5. http://www.eurofotbal.cz/clanky/zlata-madarska-jedenactka-166018/ (dostęp: 25.01.2017)
  6. http://www.hppn.pl/reprezentacja/bilans-miedzypanstwowy/25,Wegry (dostęp: 25.01.2017)

 

Redakcja merytoryczna: Aleksandra Cyfrowicz

Korekta: Klaudia Orłowska

Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum.Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

2 komentarze

  1. Kibic napisał(a):

    Ferenc Puskas dobrze, że MY swojego Puskasa czyli Lewandowskiego mamy za naszego życia 🙂

  2. Ted napisał(a):

    To jest zdjecie Realu Madryt a nie „zlotej jedenaski”

Zostaw własny komentarz