Moda polska w dwudziestoleciu międzywojennym


Każdy z nas przynajmniej raz w życiu zastanawiał się, jak ubierali się nasi przodkowie. Mówi się, iż moda zatacza koło, że wszystko, co obecnie w niej występuje, miało już kiedyś miejsce. A jak jest w przypadku polskiej mody międzywojennej?

Pierwsza wojna światowa przyniosła ze sobą nie tylko olbrzymie zniszczenia i ofiary w ludziach, lecz również głębokie przemiany w obyczajach i modzie. Lata powojenne kojarzą się przede wszystkim z takimi wydarzeniami jak emancypacja kobiet czy rewolucja modowa, która polegała m.in. na skróceniu sukien, odrzuceniu krępujących gorsetów bądź też propagowaniu zdrowej opalenizny. Z międzywojennej garderoby zniknęły klejnoty, ozdoby i kosztowne stroje. Dżentelmeni i elegantki II RP, zapatrzeni we francuskie i angielskie żurnale, stawiali na proste fasony, wygodę, skromność. W kreacjach dla coraz bardziej niezależnych zawodowo kobiet, które chętnie oddawały się rozrywkom takim jak taniec czy sport, pierwszy raz zignorowano talię i biust, a odsłonięto nogi. Wprowadzono nocne piżamy i wylansowano krótkie fryzury. Wielcy krawcy tracili część bogatej klienteli. To tylko niewielka część zmian, które dokonały się na świecie w międzywojniu.

Pola Negri

Skąd czerpano wiedzę o modzie?

Na gruncie polskim wyższe i średnie warstwy społeczeństwa, wraz z dziećmi i młodzieżą, podporządkowywały się kolejnym zmianom mody zachodnioeuropejskiej, co w zasadzie nie zmieniło się do dnia dzisiejszego. Chłopi na odświętne okazje pozostawali wierni ubiorom ludowym, a najubożsi nosili odzież, która niemal zupełnie pozostawała poza modą. Punktem odniesienia dla Polaków była przede wszystkim moda francuska, którą łączono z kobietami, angielską zaś z mężczyznami.

Co więcej, już od drugiej połowy XVIII stulecia podstawowym źródłem, z którego czerpano wiedzę o ówczesnej modzie, były podróże zagraniczne (należy jednak pamiętać, iż obejmowały one ograniczony krąg osób), a przede wszystkim obcojęzyczne żurnale. W latach 20. i 30. XX w. ukazywały się takie pisma, jak: „Gazette du Bon Ton„, „Modes et Manieres d’Aujourd’hui„, „Les Journal des Dames et des Modes„ czy ”Vouge”, wydawany po dziś dzień w różnych krajach. Obecnie jest to jeden z najpopularniejszych na świecie i najbardziej wpływowych magazynów dla kobiet. Nie bez powodu nazywany jest ”Biblią mody”. Pierwszy numer pisma ukazał się w 1892 r. w Stanach Zjednoczonych. Informacje z tego typu gazet przedrukowywały polskie pisma.

Do wytwornych kobiet i eleganckich mężczyzn adresowane było nowoczesne czasopismo „Pani„, ukazujące się w latach 1922–1925. Finansował je Gustaw Zmigryder, właściciel magazynu z damskimi strojami i bielizną na ulicy Czystej w Warszawie. Kolejnym interesującym periodykiem promującym modę był „Teatr i życie wytworne„, wydawany w latach 1927–1932, a którego redaktorem był dramatopisarz i krytyk literacki Wacław Grubiński. Do szerszego grona odbiorczyń skierowane były pisma tańsze i mniej wysublimowane, np. czasopisma o charakterze poradnikowym i społeczno-kulturalnym. Warto wymienić tu choćby: „Kobieta w świecie i w domu„, „Świat kobiecy”, ”Moja Przyjaciółka”, ”To, co najmodniejsze”, szczególnie często ukazujące się w latach 30. Dużą rolę w propagowaniu wzorów najnowszej mody, zwłaszcza wieczorowej, odegrały rewie i przedstawienia kabaretowe w Warszawie, Krakowie, Lwowie czy Poznaniu, które były bardzo popularne w dwudziestoleciu międzywojennym. Najbardziej zaś powszechnym źródłem lansowania współczesnej mody stał się film (zarówno produkcje zagraniczne, jak i polskie).

Co więcej, w dwudziestoleciu narodził się fenomen żeńskich i męskich „gwiazd”, do których możemy zaliczyć m.in. Clarę Bow, Polę Negri (czyli Apolonię Chałupiec), Rudolfa Valentino, Gretę Garbo. Na gruncie polskim byli to przede wszystkim: Hanka Ordonówna, Jadwiga Smosarska, Eugeniusz Bodo i wielu innych.

Należy również mieć na uwadze, że od połowy lat 20. coraz liczniejsze stawały się publiczne pokazy mody. Modelami i modelkami były osoby, rzecz jasna, ze sfer aktorskich i artystycznych.

W II Rzeczypospolitej za istny wzór elegancji postrzegano nie tylko mężczyzn, którzy piastowali najwyższe urzędy państwowe, lecz także ich małżonki. Nie dotyczyło to jednak Marszałka Józefa Piłsudskiego, który zawsze pokazywał się w mundurze. Trend ten nie obejmował również jego żony Aleksandry, która na ogół unikała oficjalnych wystąpień. Przeciwieństwem był natomiast prezydent Ignacy Mościcki, uchodzący za wzór elegancji. Wśród kobiet związanych z polityką na podobne miano zasługiwała Jadwiga Beckowa, żona ministra Becka, która niemal zawsze towarzyszyła swemu mężowi w licznych wyjazdach zagranicznych i dyplomatycznych przyjęciach.

Tak jak już wcześniej wspomniałam, prawdziwe zmiany w obyczajowości i modzie przyniosła I wojna światowa. Mężczyźni ruszyli na front, kobiety zaś musiały zastąpić ich na stanowiskach pracy, co oczywiście bezpośrednio wpłynęło na styl ich ubioru. Strój musiał być zatem jak najbardziej funkcjonalny i luźny, krój natomiast prosty i niekrępujący ruchów, najlepiej w ciemnych kolorach. Wszelkie orientalne stroje, które były lansowane przed wojną przez paryskich projektantów, jak również piękne ozdobne toalety, odeszły do lamusa. W ciepłe dni najczęściej noszono ciemne spódnice z białą koszulową bluzką, czasem też z krawatem zawiązanym po męsku. Z kolei w dni zimniejsze okrywano się obszernymi płaszczami z pasami. Zmianę przeszły również fryzury – stały się znacznie prostsze i absolutnie niewymagające skomplikowanych zabiegów. Najwięcej kontrowersji wzbudzało oczywiście skrócenie spódnic, które to odsłaniały nogi aż do połowy łydek.

Coco Chanel

Coco Chanel – kobieta, która zrewolucjonizowała damską modę

Czas I wojny światowej to także okres pierwszych triumfów Gabrielle Bonheur Chanel, powszechnie znanej jako Coco Chanel, czyli francuskiej projektantki, która od 1915 r. rewolucjonizowała damską modę. Swoją karierę zaczynała od występów w kabaretach, skąd wyniosła sceniczny pseudonim Coco. Ponieważ nie potrafiła śpiewać, nigdy nie odniosła sukcesu w tej dziedzinie. Miała jednak słabość do bogatych mężczyzn, co potrafiła wykorzystywać. Swój pierwszy sklep z kapeluszami otworzyła w Paryżu dzięki wsparciu ówczesnego kochanka. Przedsięwzięcie okazało się sukcesem i doprowadziło do znacznego rozwoju firmy. Od 1915 r. Coco zaczęła lansować ubrania sportowe jako odzież do pracy. W tamtym czasie w Paryżu pojawił się również nowy ideał kobiety, tzw. chłopczycy, wylansowany przez powieść o takim samym tytule autorstwa Wiktora Margueritteʼa. Monika, bohaterka tej powieści, po przeżyciu dużego zawodu miłosnego zaczyna życie na własny rachunek. Jest kobietą niezależną, utrzymuje się sama i poznaje różne aspekty miłości, w tym też homoseksualnej. Na znak swoistego buntu ścina po męsku włosy, czym oczywiście szokuje niemal wszystkich. Mimo że na autora tej kontrowersyjnej powieści posypały się gromy stała się ona bestsellerem, który zainspirował do zmian wiele młodych kobiet. Sama Coco Chanel także uległa wpływom książki i zaczęła propagować nowy typ ubiorów, który maskował kobiece kształty. Ideałem stała się chłopięca sylwetka o wąskich biodrach i małych piersiach. Bardzo modne zrobiły się również wspomniane wcześniej krótkie fryzury, aczkolwiek do wylansowania tej mody przyczynił się nasz rodak, Antoni Cierplikowski, który opuścił rodzinny Sieradz, by w 1909 r. otworzyć swój salon fryzjerski w Paryżu.

Chłopczyca, czyli nowy wzorzec piękna

Jak zatem wyglądała typowa chłopczyca? Obowiązkowo nosiła krótkie włosy, obcięte do połowy szyi, z równą grzywką nad czołem, albo ścięte niemal zupełnie po męsku z podgolonym tyłem, przedziałkiem z boku i z zakręconymi w tzw. szóstki pejsami na policzkach. Fryzura ta wyjątkowo elegancko prezentowała się na czarnych włosach, dlatego też panie chętnie farbowały włosy na ciemne kolory. Co ciekawe, wizerunek chłopczycy bardzo szybko przyjął się również za oceanem, gdzie taki typ kobiety nazywano flapper, co oznacza po prostu podlotka bądź podfruwajkę.

Kobieta-chłopczyca nie tylko nosiła krótkie włosy czy suknie, które miały obniżoną talię. Była przede wszystkim kobietą wyzwoloną. Samotne pójście do kawiarni nie było dla niej problemem. Ponadto uprawiała sporty, paliła papierosy i mocno się malowała. Makijaż takiej kobiety musiał być przede wszystkim wyrazisty, dlatego oczy podkreślała ciemnymi cieniami do powiek, usta malowała ciemnoczerwoną szminką, a paznokcie u rąk i nóg krwistoczerwonym lakierem. Prekursorką mody na malowanie paznokci u nóg tym kolorem była wspomniana wcześniej Polka – Pola Negri. Tego typu przemiany obyczajowe wkrótce dotarły również nad Wisłę.

Polki, które w latach 20. pragnęły podążać za modą, chętnie oblegały ówczesne salony fryzjerskie. Bardzo często zdarzało się, że piękne długie włosy były obcinane na rzecz krótkich fryzur. W modzie dalej utrzymywały się obwisłe, luźne stroje, charakterystyczne dla lat wojennych. Tym razem miało to jednak związek z obowiązującym trendem chłopczycy. Skróceniu ulegała także damska garderoba. Skandalicznie krótkie – jak na ówczesne czasy – spódniczki zostały wylansowane przez tenisistkę Susan Lenglen. Niemały wpływ na to zjawisko miały również tańce. Na salonach królowało tango, a jego sławy nie zastopowało nawet potępienie przez papieża Piusa X. Następnie zza oceanu przywędrowały jeszcze bardziej dynamiczne tańce, jak choćby quickstep czy fokstrot.

Cechami charakterystycznymi panującej wówczas mody z pewnością były funkcjonalność i uniwersalizm. Co ważne, większość strojów mogła być zakładana zarówo przez kobiety bardzo młode, jak i dojrzałe. Modowe nowinki z Paryża (skierowane do płci pięknej) oraz z Londynu (skierowane do mężczyzn) szybko trafiały do naszego kraju. Damy o nieco zasobniejszych portfelach kupowały ubrania bezpośrednio w zachodnich domach mody, dlatego też zdarzało się, że na ulicach Warszawy można było spotkać kobietę ubraną w stroje np. od Coco Chanel. Przeważająca większość pań ubierała się jednak u lokalnych krawców. Dlatego też na lata 20. przypadł rozwój licznych pracowni krawieckich w Polsce i na świecie. Zdarzało się, że Polki przychodziły do krawców z prośbą o uszykowanie kreacji wzorowanej właśnie na francuskich żurnalach.

Siedziba Domu Mody Bogusława Hersego przy ul. Marszałkowskiej 150

Międzywojenne domy mody

W Polsce w okresie międzywojennym, głównie w Warszawie, funkcjonowały liczne, cenione domy mody. Warto wspomnieć chociażby o kreacjach szytych w pracowni „Ewelina„, która mieściła się na ulicy Chmielnej 24, czy ”Ludwika” przy Nowym Świecie. To właśnie tam ubierały się gwiazdy kina, a także warszawskich teatrów. Największym powodzeniem cieszył się natomiast Dom Mody Bogusława Hersego, zlokalizowany przy ulicy Marszałkowskiej 150 w nowoczesnym gmachu. Było to miejsce niezwykle ciekawe. Otóż w środku tej secesyjnej kamienicy znajdowały się windy, centralne ogrzewanie, a nawet własna elektrownia.

W Polsce dużą popularnością cieszyła się noszona na co dzień garsonka. Częstym uzupełnieniem stroju była krawatka wzorowana, rzecz jasna, na męskim krawacie. Przestrzegano, by stroje dzienne były utrzymane raczej w jednej tonacji kolorystycznej, aczkolwiek popularne było również klasyczne połączenie czerni i bieli. Zimowe płaszcze musiały mieć obowiązkowo futrzany kołnierz oraz mankiety. Dużą popularnością cieszyły się również futra, chociaż te, które znamy obecnie, czyli z włosiem na wierzchu, pojawiły się dopiero na początku XX stulecia.

Do modnych dodatków należały także szale i chusty z frędzlami, które swoją lekkością i zwiewnością nadawały chłopczycom nieco kobiecych akcentów. Obuwie codzienne to przede wszystkim pantofle o nieco wydłużonych noskach, na niewielkim, umiarkowanej grubości obcasie, zapinane na poprzeczny pasek przy kostce.

Jeśli zaś chodzi o mężczyzn, to na co dzień zakładali wełniane garnitury w stonowanych kolorach (szarym, brązowym, granatowym) z dopasowaną, jedno- lub dwurzędową, marynarką i spodniami, które w latach 20. były wyłącznie zwężane ku dołowi. Komplet z garniturem stanowiła zazwyczaj krótka kamizelka. Zrezygnowanie z niej było możliwe poprzez włożenie letniego garnituru w kratkę lub z jasnej tkaniny. Stałym elementem, niezależnym od pory roku, była biała koszula oraz krawat z dyskretnym wzorem.

Moda po kryzysie z 1929 r.

Beztroska lat 20. skończyła się wraz z kryzysem, który dotknął świat w roku 1929. Wszelkie trudy tego okresu zdawały się jednak nie dotykać paryskich domów mody. Po chłopczycy, kobiecie bez biustu i talii, do łask powróciła bujna kobiecość, czyli wiotka talia, krągły biust, a także loki na głowie. Panie, którym natura nieco poskąpiła kobiecych kształtów, chętnie sięgały po biustonosze z wymodelowanymi miseczkami i zaszewkami pomiędzy piersiami, które miały za zadanie uwydatniać biust. Krótkie fryzury lat 20. zostały zastąpione lokami ułożonymi w pukle lub w fale, oczywiście najlepiej w kolorze blond. To właśnie wtedy zaczęto oferować paniom trwałe ondulacje, które wykonywano za pomocą gorącej pary, co nie było szczególnie bezpieczne. Salony fryzjerskie oferowały również możliwość rozjaśnienia włosów bądź przefarbowania na inny kolor. Kobiety, których nie stać było na fryzjera albo po prostu nie miały na niego czasu, mogły zamówić farbę pocztą. Znów wydłużyły się nieco spódnice, co uszczęśliwiało nie tylko osoby uważające ten trend za niemoralny, ale także mężczyzn, którzy uważali, że krótkie spódnice odbierały kobietom tajemniczość. Sukienki z tych lat charakteryzowały się przede wszystkim gładkimi stanikami, rękawami wyraźnie poszerzanymi w ramionach i talią akcentowaną paskiem. Można powiedzieć, że to właśnie wtedy powstał tzw. dress code, czyli lansowanie ubrań i dodatków, które elegancka kobieta powinna nosić na zakupy, spacery, spotkania towarzyskie, a przede wszystkim do pracy.

Paniom pracującym na stanowisku sprzedawczyni lub urzędniczki narzucano sukienki o prostym kroju, które koniecznie miały być w ciemnym kolorze, lecz ożywione białym kołnierzykiem. Falbany czy wszelkie wycięcia nie były mile widziane, ponieważ sugerowały, że pracownica nie traktuje swojego zajęcia poważnie. Oczywiście w pracy nie można było eksponować również nóg.

Kobiety po powrocie do domu nie mogły myśleć o błogim odpoczynku, ponieważ czekały na nie kolejne obowiązki. Co ciekawe, nawet wtedy nie należało zapominać o elegancji i kobiecości. Paniom zalecano pozbycie się zużytych, starych ubrań i zakładanie w domu tzw. sukni domowych, które zostały wymyślone przez Francuzki. Uzupełnieniem takiej sukni był oczywiście fartuch z rękawami.

Hanka Ordonówna

Zimą królowały futra zwłaszcza z płaskim włosiem: źrebaki i karakuły. Nowością były nieprzemakalne płaszcze oraz kurtki futrzane noszone z paskiem. W poradnikach z tamtego czasu bardzo krytykowano damy, które obawiały się optycznego poszerzenia talii i z tego powodu rezygnowały z płaszczy z watolinowego podbicia. Ostrzegano: „Palto eleganckie i dobrze dopasowane, lecz »wiatrem podszyte«, jest niebezpieczne dla naszego zdrowia”1.

Również buty nieco się zmieniły. Obok butów na słupku pojawiły się też na koturnie, latem zaś niezmiennie królowały sandałki. Musimy jednak pamiętać, iż absolutnie żadna kobieta nie ośmieliłaby się założyć ich na gołe nogi. Pończochy należało nosić nawet w największe upały, choć pewną alternatywą były białe bawełniane skarpetki, jednak w czasach międzywojennych nosiły je tylko dzieci i młodzież. Zimą należało założyć solidne, porządnie zabudowane buty, a nawet śniegowce, które produkował rodzimy przemysł obuwniczy. Buty tego typu reklamowały znane artystki, a wśród nich m.in. Hanka Ordonówna.

Zmianom uległ także typ noszonych kapeluszy. Do lamusa odeszły nakrycia zakładane głęboko na głowę, które wyglądem przypominały kaski. Modne stały się takie odsłaniające czoło, a pod koniec lat 30. nałożone wręcz na sam czubek głowy. Ponieważ bez kapelusza nie pokazywano się publicznie, warto było w niego zainwestować nawet nieco więcej pieniędzy. Elegancka kobieta nie mogła się obyć bez rękawiczek, które dobierano w zależności od stroju, pogody czy też ogólnie od pory roku. Również torebki – kolejny ważny element garderoby – były obowiązkowo dopasowane zarówno tworzywem, jak i kolorem do obuwia. Modne były te o prostokątnym kształcie i z niewielką rączką. Nietaktem było noszenie wypchanej torebki, co często zdarza się współcześnie. Kobietom zalecano nawet, by nie czyniły z torebek śmietnika.

Moda męska w międzywojniu nie przeszła tak znacznych zmian jak moda damska. Stroje panów niemal nieustannie dążyły do uproszczenia, wciąż obowiązywał typ angielskiego dżentelmena. Wyrocznią był już wspomniany wcześniej Londyn. Podstawę garderoby eleganckiego mężczyzny stanowił garnitur podkreślający smukłość sylwetki, ze stosunkowo długą marynarką i wąskimi spodniami z podwyższonym stanem. Co ciekawe, żaden szanujący się dżentelmen nie mógł pokazać się publicznie w rozpiętej marynarce. Znajdując się natomiast w gronie rodzinnym, mógł ją zdjąć tylko po uprzednim uzyskaniu zgody od pani domu. Niezależnie od fasonu obuwia mężczyzna nie mógł nosić brudnych butów. Z racji tego, że nogawki spodni uległy skróceniu, zmienił się także fason męskich skarpet, na których  zaczęły pojawiać się dyskretne wzorki.

Ponadto w czasach międzywojennych mężczyźni pokazywali się poza domem bez nakrycia głowy. Z mody wypierane były meloniki na rzecz miękkich kapeluszy typu borsalino czy homburg. Latem poza miastem królował typowy słomkowy kapelusz panama, zimą zaś futrzane czapki.

Jeśli chodzi o fryzury, to panowie nosili krótkie, gładko przylizane włosy z przedziałkiem na boku, a do ich stylizacji używali specjalnej pomady zwanej brylantyną. Niemodna była łysina oraz wąsy, toteż starannie się golono, dopuszczalny był natomiast jedynie niewielki wąsik, tzw. kapka. Nie oznacza to jednak, że nie było osób rozmiłowanych w sarmackich wąsiskach – zaliczyć do tego grona możemy chociażby Ignacego Mościckiego czy też Józefa Piłsudskiego. Z tą ostatnią postacią związana jest ciekawa anegdota. Piłsudski bowiem nosił wąsy raczej z konieczności z powodu utraty dwóch przednich jedynek na zesłaniu. Zdecydował się wówczas na zapuszczenie zarostu, który zasłaniał mu usta. Do końca życia miał niekompletne uzębienie.

Wraz z rokiem 1939 paryskie żurnale nadal dyktowały trendy na kolejne sezony, które do Polski miały już nie trafić. Niegdysiejsze ikony mody musiały zapomnieć o elegancji na rzecz okrutnej rzeczywistości, która dopiero miała nadejść.

 

Bibliografia:

  1. Kienzler I., Dwudziestolecie międzywojenne. Moda, t. 27, Warszawa 2014.
  2. Sieradzka A., Tysiąc lat ubiorów w Polsce, Warszawa 2003.
  3. Sieradzka A., Moda w przedwojennej Polsce, Warszawa 2003.

 

Redakcja merytoryczna: Zuzanna Świrzyńska

Korekta: Edyta Chrzanowska

  1. A. Sieradzka, Tysiąc lat ubiorów w Polsce, Warszawa 2003, s. 246. []

Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum.Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

3 komentarze

  1. AL napisał(a):

    Kolejny już raz czytając artykuły tej pani, od razu da się poznać że wie o czym pisze.

  2. Aneta napisał(a):

    świetny tekst!

  3. Mik47 napisał(a):

    To co widzimy na fotografiach do nas wróci. Za rok, za dziesięć, za dwadzieścia? Ale wróci.

Zostaw własny komentarz