Rekonstrukcja „Monte Lenino”– Duńkowiczki 2017 – fotorelacja


Rzadko zdarzają się rekonstrukcje podobnie symboliczne, jak ta. W prowokacyjnym tytule połączyła i zrównała (w końcu!) krew i trud tych, co o wolną Polskę walczyli pod Andersem i pod Berlingiem. Dokonało się to także w trakcie inscenizacji.

Twórca scenariusza, Mirosław Majkowski, jest znany w środowisku rekonstrukcyjnym – Monte Lenino nie było jego pierwszą inscenizacją. Głównym założeniem imprezy było pokazanie, że krew przelana przez żołnierzy gen. Andersa i gen. Berlinga miała i ma dla wolnej Polski takie samo znaczenie, gdyż była to tak samo polska krew.

Scenariusz zakładał atak 1. Dywizji Piechoty im. T. Kościuszki wsparty przez żołnierzy radzieckich na linie niemieckie. Po zajęciu pierwszych okopów miał nastąpić nieudany kontratak rezerwowych sił niemieckich, wzmocniony przez niszczyciel czołgów Marder II. Następnie drugą linię okopów niemieckich miał przełamać czołg T-34 z pułku czołgów przydzielonego do 1. DP. Ostatnim aktem miało być wyjście z dymu pola walki żołnierzy Andersa i Sybiraków – kobiet, dzieci i starców. Miało to symbolizować wspólnotę losów Polaków-tułaczy i jednakową wartość ich krwi przelanej za wolność.

Inscenizacja rozpoczęła się w niedzielę o 13:00. Było chłodno i wilgotno, ale na szczęście nie padał deszcz. Wszystkie założenia scenariusza, przećwiczone kilkukrotnie w ciągu dwu dni, zostały zrealizowane. Na szczególną uwagę zasługiwały zainscenizowane walki wręcz, przekraczanie okopów przez pojazdy pancerne oraz zniszczenie radzieckiego czołgu ładunkiem ważącym 3 kg przez niemieckiego pioniera. Organizator zapewnił broń i amunicję każdemu rekonstruktorowi. Ilość pirotechniki była imponująca, także jej zgranie z samolotem, wspierającym siły niemieckie.

Całość miała niestety kilka minusów. Największym, wpływającym na percepcję wydarzenia, był brak muzyki i komentarza lektorskiego, za wyjątkiem trzech pauz, w trakcie których wydarzenia na polu zastygały. Myślę, że już dzięki samej oprawie muzycznej inscenizacja byłaby bardziej zrozumiała dla publiczności. Drugim minusem była przeciągająca się, a przez to nudnawa, walka ogniowa pod koniec inscenizacji. Trwała ona może z 10 minut i podczas niej nie działo się nic, poza coraz rzadszym ogniem karabinowym. I ostatnie – nieśmiertelność. Okropna zmora inscenizacji. Rekonstruktorzy polsko-radzieccy nie mieli ochoty umierać, w efekcie czego w inscenizacji krwawej bitwy padło chyba z 5 odtwórców.

Z punktu widzenia rekonstruktorów, organizator wykazał się niebywałą wręcz gościnnością. Poza udostępnieniem wygodnego miejsca noclegu, zapewnieniem smacznego i sytego jedzenia, odtwórcy zostali zaproszeni na wycieczkę po fortach Twierdzy Przemyśl. Dzięki temu miałem możliwość po raz pierwszy przejść się po tych „pomnikach ludzkiej głupoty” (cytat za gen. G. Pattonem).

Wyjazd do Duńkowiczek pod Przemyślem i inscenizację uważam za udane. Mam nadzieję, że pojawię się tam za rok na zapowiedzianym Monte Cassino.

 

 Zdjęcia w galerii: Grzegorz Antoszek/ Mołdaw Reenacting Photography

Modele: GRH Grenadiere, GRH Landser

Redakcja merytoryczna: Marcin Petrynko
Korekta językowa: Patrycja Grempka

 

Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum.Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

6 komentarzy

  1. Bilbo napisał(a):

    Dziwaczna rekonstrukcja. Rozumiem, że na Zachodzie, i na Wschodzie walczyli zwykli Polacy (i w tym sensie ich danina krwi jest równa), ale akurat jej znaczenie dla Polski nie było takie samo. Niestety dla Polaków od Lenino, ale ich danina krwi została wpisana w podporządkowanie kraju wrogiemu i wyjątkowo zbrodniczemu mocarstwu.
    Zgadzam się z krokiem Prezydenta Dudy, który odwiedził cmentarz żołnierzy 1 Armii WP znad Odry, oddając im hołd, a nie podoba mi się podejście do tego tematu ze strony prof. Cenckiewicza (choć, wbrew stereotypom, jego stosunek nie jest do końca taki, jak próbują to przedstawiać jego krytycy). Jednakże pozostaje jeszcze kwestia podległości tej armii i jej roli w planach Stalina, co, oczywiście, nie zależało od zwykłych żołnierzy.

  2. johnny rico napisał(a):

    Dziwaczna? Tak jak w PRL deprecjonowano rolę i krew przelaną przez żołnierzy PSZ tak dziś deprecjonuje się rolę i krew przelaną przez żołnierzy LWP. A biało-czerwony sztandar nad gruzami Berlina ma taką samą potężną wymowę jak biało-czerwony sztandar na Monte Cassino. Dobrze, że taka rekonstrukcja powstała.

    I tylko smutno się robi kiedy słyszę teksty w stylu: „bandyckie formacje LWP” lub „żołnierze 1. i 2. Armii Wojska Polskiego nie są Wojskiem Polskim”.

  3. Komar napisał(a):

    No właśnie. To wrogie i zbrodnicze mocarstwo zdradziecko wyzwoliło KL Auschwitz i zbrodniczo położyło kres hitlerowskiemu ludobójstwu.
    „A biało-czerwony sztandar nad gruzami Berlina ma taką samą potężną wymowę jak biało-czerwony sztandar na Monte Cassino.”.
    Nieprawda. Berlin był stolicą hitlerowskich Niemiec. Polski sztandar nad gruzami Berlina miał znacznie potężniejszą wymowę, niż polski sztandar nad gruzami Monte Cassino. To był symbol udziału Polski w ostatecznym zwycięstwie nad III Rzeszą. To było marzenie Polaków od początku wojny. Powiadają, że w ostatnich dniach sierpnia 1939 roku młodzi Polacy - koledzy z podwórka - mobilizowani do wojska, żegnali się zawołaniem: „Do widzenia na Unter den Linden!”. Co oznaczało: pokonamy Niemców, zwyciężymy w tej wojnie i spotkamy się na głównej ulicy pokonanego Berlina. W roku 1939 nikt z Polaków nie marzył, że będzie zdobywać Monte Cassino.

  4. Bilbo napisał(a):

    Po czym na terenie niektórych obozów i podobozów hitlerowskich Sowieci i polscy komuniści sami zakładali własne obozy pracy itd., w których byli przetrzymywani i represjonowani, a także po części mordowani, byli żołnierze AK czy innych polskich organizacji konspiracyjnych.
    Po drugie, skoro KL Auschwitz znalazł się na obszarze działań Armii Czerwonej, trudno byłoby go nie wyzwolić. Akurat ten argument jest kompletnie bzdurny. Poza tym, można od razu przypomnieć łagry sowieckie, w których też trwała eksterminacja „wrogów państwowych”, w tym, przypominam, Polaków.
    A jeśli chodzi o wymowę polskiego sztandaru nad Berlinem - proszę, szanowny kolego Komar, odpowiedzieć sobie na jedno pytanie: który symbol z okresu II wojny światowej (polska flaga nad Berlinem czy na Monte Cassino) ma obecnie (a.d. 2017 r.) większą wymowę? Moim zdaniem, odpowiedź jest oczywista.

  5. Komar napisał(a):

    Eksterminację „wrogów państwowych” prowadziło także antykomunistyczne podziemie zbrojne.
    A co do współczesnej wymowy udziału Wojska Polskiego w zdobyciu Berlina względnie Monte Cassino - wielkość wymowy zależy od tego, kto i jak tę wymowę widzi. Na pewno polska flaga nad zdobytym Berlinem ma większą wymowę dla uczciwego historyka, który chce rzetelnie ocenić fakty z historii Polski. Wymowa polskiej flagi nad Monte Cassino ma na pewno większą wymowę dla propagandysty, kierującego się ideologią antykomunizmu.
    A co do KL Auschwitz - ten obóz (wraz z innymi) był początkowo również na kierunku działań Armii Andersa (podobnie jak powstańcza Warszawa czy - jako cel końcowy - Berlin), ale cóż poradzić, Anders wolał zmienić kierunek działań i zamiast Berlina - zdobywać Monte Cassino...

  6. Bilbo napisał(a):

    Ciekawe, nie wiedziałem, że podziemie antykomunistyczne miało w Polsce swoje obozy, w których zamykało mężczyzn, kobiety, dzieci czy osoby starsze. A tak robili komuniści. I to tylko dlatego, że uznawali kogoś za „wroga klasowego” lub „element antysocjalistyczny”. Przypomnę, że jeszcze w latach 80. komuniści w PRL brali w kamasze działaczy „Solidarności”, po czym trzymali ich w zamkniętych praktycznie obozach wojskowych, gdzie przez kilka miesięcy mieszkali pod namiotami i wykonywali różne bzdurne ciężkie prace, w wyniku czego wielu z nich podupadło na zdrowiu, niektórzy naprawdę mocno.
    Co do Armii Andersa - rozumiem, że kolega Komar nie dostrzega kolejnych działań sowieckich skierowanych przeciw tej formacji wojskowej, skoro okazało się, że jednak ZSRR nie upadnie pod ciosami Niemców.
    I jeszcze co do wymowy sztandarów polskich nad Berlinem i Monte Cassino - rzetelne podejście do tego zagadnienia każe stwierdzić, że w obu przypadkach nie przyniosło to Polsce żadnych realnych korzyści. Tylko różnica jest taka, że 2 Korpus Polski gen. Andersa reprezentował polską tradycję niepodległościową, a 1 i 2 Armie WP stanowiły formacje wojskowe, które przyniosły na ziemie polskie tradycję sowieckiego zniewolenia. Bo to nie szeregowi żołnierze decydowali o charakterze tych formacji, a Stalin.

Zostaw własny komentarz