Łabiszyńskie Spotkania z Historią 2018 + fotorelacja


Minęły już 3 niedziele od zakończenia jednej z największych cyklicznych imprez rekonstrukcyjnych w Polsce. Kiedy fala emocji i uniesień opadła, można spojrzeć na te cudowne 3 dni na spokojnie.

Dla mnie była to już – Boże drogi! – szósta edycja ŁSzH, którą odwiedziłem. Przeszedłem z kolegami rekonstruktorami walki w Normandii, Holandii, na froncie wschodnim, we Włoszech, w Polsce i we Francji. W tym roku organizatorzy cofnęli uczestników do tragicznych wydarzeń Września 1939 r., ale przełamali to nowatorską inscenizacją rajdu na Saint Nazaire, ale o tym później.

Łabiszyn, jak wiadomo Czytelnikom z poprzednich relacji, to małe miasteczko niedaleko Bydgoszczy, pełne ludzi dobrych i cierpliwych, a także chętnie angażujących się w lokalne działania. Takim działaniem są Łabiszyńskie Spotkania z Historią, organizowane bez przerwy od ośmiu lat. Miasto w okresie Bożego Ciała odmienia swój wygląd, cofa w czasie i niejako w przestrzeni. W tym roku rynek Łabiszyna znów przybrał się w szyldy z lat 40., ukryto klimatyzatory i elementy współczesne, a mieszkańcy postarali się o odpowiednie stroje.

Pojawiło się także około 465 rekonstruktorów wojsk polskich, niemieckich i brytyjskich. Byli ułani na koniach, pancerniacy w tankietkach TK/TKS, samochodach pancernych wz. 34 i SdKfz 13 oraz 222, czołgach PzKpfw I i II, były działa 75 mm („prawosławne”), 37 mm przeciwpancerne i 40 mm przeciwlotnicze Boforsy. Były samoloty, potężna pirotechnika i znakomite operowanie ludźmi w czasie i przestrzeni.

Pierwsza inscenizacja spłynęła deszczem. Była jesienna i smutna, jak Wrzesień 1939 r., pełny porażek lub taktycznych zaledwie zwycięstw po których następowały operacyjne wycofania. Zainsceniozowano walki w rejonie korytarza pomorskiego, toczone przez Wojsko Polskie przeciwko niemieckiemu Wehrmachtowi. Polska artyleria odpierała ataki czołgów i piechoty, a niemal pokonanej baterii przyszedł w sukurs mały zagon pancerny, ratując ją od rozbicia. Druga rekonstrukcja również opowiadała o epizodach wrześniowych. Tym razem odbyła się na tzw. Szerokiej Drodze, gdzie w bezpośredniej bliskości widowni zacięcie walczyli ze sobą żołnierze i pojazdy obydwu stron. W dynamicznym pokazie szarży wystąpili ułani, przełamując atakiem niemieckie linie.

Najciekawszą w moim odczuciu była druga sobotnia inscenizacja. Wieczorem, gdy zaszło już słońce, odtworzono atak brytyjski na port w Saint Nazaire. Walki z końca marca 1942 r., mające doprowadzić do zniszczenia za pomocą wyładowanego materiałami wybuchowymi niszczyciela HMS Campbeltown największego doku na francuskim wybrzeżu w nadziei na to, że nie skorzystają z niego wielkie okręty Kriegsmarine, toczyły się w nocy i do tego nawiązali organizatorzy. Pokaz odbył się przy świetle czerwonych reflektorów, dźwięków syren i łomotu ognia, a został zakończony pokazem potężnej pirotechniki, która zatrzęsła ziemią. Budynki portowe reprezentował łabiszyński młyn, tradycyjne miejsce inscenizacji.

Ostatnia rekonstrukcja odbyła się w niedzielę w Smerzynie. Nad zbiornikiem wodnym urządzone zostały pozycje polskie, które miały zostać przełamane przez nacierających Niemców. Rozmach tej inscenizacji był największy – zarówno pod względem wykorzystanych sił jak i środków. W bitwie, która ze zmiennym szczęściem toczyła się przez bez mała godzinę, wzięły udział w zasadzie wszystkie ciężkie pojazdy i sprzęt, jaki przybył na ŁszH’18. Zainscenizowano ataki samolotów szturmowych, szturmy piechoty i szarże kawalerii, a także ciężki ostrzał artyleryjski, od którego szyszki spadały z drzew, pod którymi stała publiczność.

Oczywiście były również inne atrakcje i miniinscenizacje. Pojawiła się legenda polskiej telewizji – Bogusław Wołoszański – byli również weterani II wojny światowej. Wydarzenie zdezorganizowało całkowicie ustabilizowane życie miasteczka, ale w sposób jak najbardziej pozytywny i ożywczy.

Chcąc w pewien sposób podsumować całość muszę stwierdzić, że organizatorzy nie tylko utrzymali poziom wcześniejszych edycji, ale także znów sami sobie podnieśli poprzeczkę. Było dynamicznie, głośno i merytorycznie (podziękowania dla chłopaków ze Studia Historycznego Huzar za profesjonalne prowadzenie inscenizacji i pracę lektorów). Jednak w każdej beczce miodu znajdzie się łyżka dziegciu – otóż jest nią sama tematyka Września 1939 r. To temat tyleż patriotyczny i potrzebny, co dość oklepany. Co roku organizuje się w Polsce około kilkudziesięciu mniejszych i większych imprez upamiętniających walki obronne 1939 roku, wystarczy wspomnieć choćby Mławę, Łomianki, Mokrą czy Tomaszów Lubelski. To temat ograny, a taki zlot jak Łabiszńskie Spotkania z Historią stać na tematykę szerszą i ciekawszą, rzekłbym egzotyczną, a zwłaszcza – rzadziej poruszaną. Tym bardziej, że już takie wątki się pojawiały w poprzednich edycjach.  Dlatego tak bardzo podobała mi się inscenizacja rajdu na Saint Nazaire, jako przełamanie martyrologicznej konwencji wrześniowej.

Mam nadzieję, że również za rok będę miał przyjemność obserwować zmagania rekonstruktorów na polach bitew w Łabiszynie i okolicach. Za tę edycję dziękuję i dzielę się z Czytelnikami porcją zdjęć swoich (Mołdaw Reenacting Photography), Kamili Kubiczek i Andrzeja Cichorskiego (Rekoslajdy).

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

1 komentarz

  1. Anonim napisał(a):

    Piękne zdjęcia, jak z epoki, a nie rekonstrukcji!

Zostaw własny komentarz