Aleksandra Przesław o roli Adelajdy Heskiej w Koronie królów. Nasz wywiad z nową królową


„Adelajda jest starsza od Aldony, gdy zjawia się na Wawelu, ale wciąż nie jest doświadczoną kobietą. Tym niemniej zależało mi na tym, by godnie nosiła koronę” – tak o swojej nowej roli opowiedziała nam Aleksandra Przesław, która w drugim sezonie Korony królów zagra drugą żonę Kazimierza Wielkiego. W wywiadzie przeczytacie także m.in. o castingu, przygotowaniach do roli i wyzwaniach, jakie niesie za sobą gra w historycznej telenoweli.

Aleksandra Przesław jako Adelajda Heska / fot. Mateusz Makowski, TVP

Wojtek Duch: Zapewne by dostać rolę Adelajdy musiała Pani przejść przez casting. Czy były jakieś szczególne względy, dla których chciała Pani zagrać w Koronie królów?

Aleksandra Przesław: Idąc na casting aktor musi postawić sobie jedno zadanie: obronić bohatera, z którym przychodzi mu się zmierzyć. Nawet jeśli chcemy wypaść dobrze, skupianie się na tym, by „wygrać casting” nie przyniesie zamierzonych rezultatów. Dlatego, idąc na przesłuchanie do Korony królów, nie zakładałam, że uda mi się dostać tę rolę, na nic się nie nastawiałam. Chciałam zaprezentować moją Adelajdę z jak największym szacunkiem do postaci i starałam się zrealizować wszystko, co sobie wcześniej założyłam. To samo robiłam na wszystkich innych castingach. Nie mogłam więc myśleć, że „chcę zagrać w Koronie, bo...” – skupiałam się na wykonaniu swojego aktorskiego zadania, wiedząc, że droga do dostania głównej roli jest długa i wiele decyzji wydarzy się poza mną.

Jednak nie da się zapomnieć o tym, że serial kostiumowy jest bardzo atrakcyjny dla aktora. Wymusza inny rodzaj gry i stawia przed grającymi trudniejsze, ciekawsze zadania. Dodatkowo, w Koronie pojawia się jazda konna, którą zajmuję się dłużej niż aktorstwem, a dosiadanie konia na planie zawsze było moim marzeniem. Nie byłam w stanie myśleć o tym, idąc na casting, ale te rzeczy istniały w mojej świadomości. Dopiero kiedy dostałam tę rolę, dotarło do mnie, jaka przygoda mnie czeka, a przede wszystkim: że na moment dostanę posadę Królowej Polski, a to nie każdemu się udaje.

Czy śledziła Pani pierwszy sezon serialu? Jakie były Pani wrażenia?

- Zazwyczaj nie znajduję czasu na oglądanie seriali. Z Koroną, o dziwo, było trochę inaczej. Pierwszy sezon zaczęłam oglądać ze względu na występujących w nim moich kolegów, których grało i gra bardzo wielu. To świetne, że dzięki Koronie młodzi aktorzy mogą pokazać się szerszej widowni. Świat filmu i telewizji bywa okrutny, dlatego każdą szansę trzeba wykorzystywać maksymalnie. Dzięki takiemu serialowi jak Korona widzowie przekonają się, że w Polsce jest wielu zdolnych aktorów, a to, że ciągle widzą tych samych nie oznacza, że cała reszta do niczego się nie nadaje. Oglądając Koronę nie zdawałam sobie sprawy, że gra w serialu może być trudna. Tego nie uczono nas w Szkole zawsze mieliśmy masę prób, wiele podejść, miejsce na dyskusję, w miarę elastyczne godziny, a tych, którzy nas oglądali, nie było wielu. Choć wszystkie te elementy pojawiają się w serialu, są okrojone do minimum ze względu na czas, w jakim musimy się zmieścić. To wymaga od aktora dużego warsztatu. Jeśli chce się wypaść wiarygodnie w swojej roli, trzeba zmobilizować się i mądrze korzystać ze swoich umiejętności. Dopiero kiedy przyszłam na plan, zorientowałam się, jakie zadanie mieli przed sobą moi koledzy w pierwszym sezonie.

Do oglądania serialu wróciłam po otrzymaniu roli, patrząc nań już z nieco innej perspektywy i starając się umieścić siebie w wykreowanym świecie. Najbardziej podobały mi się sceny, w których widzowie pewnie nigdy mnie nie zobaczą karczma, kuchnia, całe życie „wokół”Były nieoczywistym komentarzem do wydarzeń, które miały miejsce na zamku, a postaci wydają się być bliższe nam nie muszą zakładać masek króla czy królowej, są głosem zwykłego człowieka.

Aleksandra Przesław jako Adelajda Heska / fot. Mateusz Makowski, TVP

Gdy już dostała Pani angaż w serialu, to w jaki sposób przygotowywała się Pani do roli królowej? Czy zapoznawała się Pani z tekstami historycznymi dotyczącymi Adelajdy?

- W tej produkcji świadomość historii jest wyjątkowo ważna, dlatego przewertowałam parę pozycji, by lepiej odnaleźć się w realiach tamtych czasów, zajrzałam m.in. do kronik Długosza. Wybrałam się też na Wawel i do Ojcowa, a niedługo odwiedzę ruiny zamku w Złotorii. Na samym początku dostałam dużo wskazówek od twórców serialu, którzy po roku pracy dobrze czują się w średniowiecznej rzeczywistości. Moja praca nad rolą jest jednak rozciągnięta w czasie i zależna od tego, co napiszą scenarzyści. Z każdym odcinkiem odkrywa się inna część charakteru mojej bohaterki, ale w większości zgadza się to z tym, co intuicyjnie zaplanowałam. Tło historyczne w serialu już jest, więc nie muszę się nim specjalnie zajmować. Sięgam tylko po te informacje, które są dla postaci istotne i domyślam się reszty, tj. relacji, jakie Adelajda miała z rodziną oraz jak wyglądało życie bez matki, jak przyjmowano ją na Wawelu, co mogła czuć, „awansując” z niższego stanu na królową itd. Muszę przyznać, że nigdy nie pociągała mnie historia, kojarzyła mi się z rozgrzebywaniem przeszłości. W szkole średniej o wiele bardziej niż średniowieczne budowle zajmowało mnie życie pantofelków. Życie lubi płatać figle!

Czy po rozpoczęciu przygody z Koroną zmieniła Pani zdanie o historii? Czy uważa Pani, że historia opowiedziana w serialu niesie za sobą wartości, które powinny być ważne także współcześnie?

- Zawsze miałam dobre zdanie o historii, po prostu nie była moim ulubionym przedmiotem w szkole. Ale prawdą jest, że przy pracy w serialu odkrywam ją w nieco inny sposób, zaczęłam odbierać wszystkie zdarzenia bardziej osobiście, jako że moja postać bezpośrednio w nich uczestniczy. Uważam, że wszyscy powinniśmy mieć świadomość, że „historia jest nauczycielką życia”. Gdybyśmy nie wyciągali wniosków z przeszłych zdarzeń, ciągle popełnialibyśmy te same błędy i prawdopodobnie dalej żylibyśmy w średniowieczu.

Historia w Koronie jest bardzo ważna. Zapewne wielu widzów ogląda ten serial ze względu na kostiumy i emocje, jakich dostarczają grane postacie, ale są też widzowie, którzy oczekują, by był to wręcz historyczny dokument. Te oczekiwania trzeba umiejętnie równoważyć. Kto zatem na planie odpowiada za kwestie historyczne? Czy Pani oraz inni aktorzy oprócz „suchego” tekstu otrzymują także historyczne wsparcie i wskazówki?

- Nad wszystkim czuwają konsultanci historyczni, a odcinki po montażu są oglądane i analizowane również pod kątem ewentualnych niedopatrzeń. Niestety, tempo pracy sprawia, że ciężko sprostać oczekiwaniom najbardziej wymagających widzów. Należy pamiętać, że ten serial jest telenowelą oraz że jest fabularyzowany. Znaczy to, że do faktów historycznych dochodzą inne, wymyślone zdarzenia. Prawda historyczna ma być, ale Korona nigdy nie miała być dokumentem. Za cały stworzony świat odpowiadają scenografowie, cały zespół od kostiumów, wielogodzinna charakteryzacja. Na planie są rekwizytorzy, którzy znają się na swojej pracy i doskonale wiedzą, co jadło się w tamtych czasach, jak wyglądały kielichy itd. Aktor nie musi o tym myśleć, każdy zajmuje się swoją pracą. Jesteśmy pilnowani w obrębie naszej roli: tego, jak mówić, kto komu ma się kłaniać, kto obok kogo siedzi itd. Dużo pracy wykonane jest poza planem, np. nauka tańca średniowiecznego, jazda konna, strzelanie z łuku, walka mieczem czy ćwiczenie obcego akcentu.

Aleksndra Przesław na planie Korony królów / fot. instagram.com/aleksandraprzeslaw/

Czy zatem widzowie drugiego sezonu Korony będą mogli zobaczyć Panią również w scenach na koniu (plenerach)? Na Instagramie napisała Pani o sobie, iż w 50% jest Pani aktorką, a w 50% jeźdźcem...

- Produkcja, w której jeżdżę konno, to dla mnie wyjątkowe połączenie. W siodle spędziłam praktycznie tyle samo czasu, co na scenie lub przed kamerą, a zachowanie równowagi pomiędzy tymi zajęciami jest dla mnie gwarantem szczęścia i spełnienia. Sam fakt, że na planie Korony pojawiają się konie, wprawia mnie w dobry nastrój i dodaje energii, nawet gdy zaczynamy zdjęcia wcześnie rano. Na ostatnim plenerze zachowywałam się jak dziecko, bo między scenami ciągle podbiegałam do grających koni, żeby powiedzieć im, jak są piękne i choć chwilę je pogłaskać. Niestety, z tego co wiem, królowe nie zwykły zbyt często jeździć wierzchem. Aldonę Annę widzowie oglądali na koniu, bo jej postać miała taki charakter i jako Litwinka była o wiele bliżej z naturą, niż Adelajda. Mam nadzieję, że przy odpowiednim uzasadnieniu uda się wykorzystać moje umiejętności. Jeśli nie, będę czekała na produkcję, gdzie i pojeżdżę, i postrzelam z łuku z konia, bo to też umiem robić.

Zapewne widzowie będą porównywać obie królowe. Wydaje się, że były od siebie zupełnie inne. Czy tę różnicę kultur i temperamentów bohaterek zobaczymy w serialu?

- Na pewno będą je porównywać, bo przyzwyczaili się do poprzedniej. Tak samo nowe królowe były pewnie porównywane ze swoimi poprzedniczkami na średniowiecznym dworze. Zarówno Adelajda, jak i Aldona czuły się obco na polskim dworze i z pewnością dochodziły do nich plotki na własny temat. Adelajda jest starsza od Aldony, gdy zjawia się na Wawelu, ale wciąż nie jest doświadczoną kobietą. Tym niemniej zależało mi na tym, by godnie nosiła koronę. Ma też niemiecki temperament – lubi działać, nie siedzi bezczynnie, gdy wali się świat wokół niej. W momencie przyjazdu jest oceniona bardzo surowo przez najbliższe Kazimierzowi osoby, ale mam nadzieję, że uda się jej zjednać ich sympatię.

Czy rolę w Koronie królów traktuje Pani jako największe do tej pory wyzwanie zawodowe?

- Na pewno rola Adelajdy Heskiej to pierwsza rola, w której pokażę się szerszej widowni. Pod tym względem to największe wyzwanie. Do tej pory wystąpiłam w moim filmie dyplomowym Soyer w reżyserii Łukasza Barczyka, który miał dystrybucję w kinach oraz w serialu Na sygnale, jednak te dwie rzeczy nie przebijały oglądalnością Korony królów. Zdaję sobie sprawę, że od tej pory będę kojarzona z rolą królowej. W trakcie mojej nauki w Szkole spotkałam wiele wdzięcznych i trudnych postaci, które były dla mnie większym wyzwaniem, jako że miałyśmy o wiele mniej wspólnego, niż mam z Adelajdą. Przykładowo, w dyplomie teatralnym Diabeł, który... w reż. Mariusza Grzegorzka grałam o wiele od siebie starszą matkę chłopca, który nie dość, że jest odrzucony przez społeczeństwo, to jeszcze morduje służącą. W Lovecrafcie Roberta Bolesto w reż. Łukasza Kosa miałam stworzyć wiele różnorakich postaci, zaczynając od nie przyznającej się do własnej bezradności żony głównego bohatera, poprzez Niepełnosprawnego na Wózku, a kończąc na wyimaginowanej przez Lovecrafta, ale jak najbardziej realnej na scenie Zdartej Żywcem Skóry z Lovecrafta. Choć świat teatru rządzi się zupełnie innymi prawami, rola pozostaje rolą, więc daję sobie prawo, by je porównywać. Wiele razy na swojej drodze spotkałam się z postaciami, w których w normalnych, pozaszkolnych warunkach obsadzono by o wiele starsze i dalece bardziej doświadczone aktorki. Adelajda nie jest postacią jednoznaczną, ma swój dramat, który wiąże się z niemożnością posiadania dziecka i przymusem sprawdzenia się w narzuconej jej roli, podczas gdy jest pięknie, momentami wręcz naiwnie emocjonalna i ta ostatnia cecha łączy nas w szczególny sposób. Z pewnością ta rola jest dla mnie wyzwaniem, ale każdego dnia podejmuję je z ufnością, mając nadzieję, że moja praca przełoży się na efekt.

Aleksandra Przesław jako Adelajda Heska / fot. Mateusz Makowski, TVP

Wspomniała Pani o dramacie Adelajdy. Nie zdradzając widzom finału jej historii powiedzmy, że nie był on dla niej najlepszy. Czy wydaje się Pani, że widzowie będą po prostu przez cały sezon współczuć nowej królowej? Pani grając tę rolę właściwie walczy z nieubłaganym losem, trochę jak w greckiej tragedii...

- Pamiętam, jak na zajęciach z roli klasycznej u pana Waldemara Zawodzińskiego wypowiadaliśmy się o proponowanych dramatach Federico Garcii Lorci: Yermie i Krwawych godach. Zwróciłam wtedy uwagę, że finał historii w Krwawych godach można przewidzieć od początku i przez to sztuka jest mniej atrakcyjna. Profesor pouczył mnie, że granie walki z nieuniknionym może być o wiele ciekawsze i trudniejsze. Przecież za każdym razem, gdy bierzemy dramat do ręki, znamy jego zakończenie, ale nie znają go postaci ze sztuki i zawsze, gdy są przez aktorów budzone do życia, przeżywają swoją tragedię na nowo. Podobnie jest z moją Adelajdą: choć ja znam zakończenie jej historii, ona walczy zaciekle i wierzy, że uda się jej urodzić dziecko.

Myślę, że historia Adelajdy prowokuje do zadania sobie pytania o rolę kobiet w dziejach. Choć mnie i moją bohaterkę dzielą setki lat, nasze emocje niczym się nie różnią. Inna jest tylko otaczająca nas rzeczywistość. To właśnie Adelajdzie, mimo słabej wiedzy medycznej, zarzucono bezpłodność i obarczano winą za niemożność poczęcia dziecka. Nikt nie zastanawiał się nad tym, że w łożu były dwie osoby, tak jak nikt nie zastanawiał się, czego potrzeba kobietom, by czuły się godnie.

Aktorzy w pierwszym sezonie musieli zmierzyć się z ogromnym szumem medialnym związanym z ich grą aktorską. Były to zarówno pochwały, jak i opinie mocno negatywne. Czy jest Pani przygotowana na zmierzenie się z prasą i internautami?

- Lubię stawiać czoło wyzwaniom, kiedy mogą być szansą do wykazania się, a wygrana się opłaca. Niestety, w świecie mediów taka walka jest skazana na porażkę. Nie ma wygranej, a wszelkie próby dyskusji z opinią publiczną kończą się fiaskiem, bo ktoś bezustannie przekręca nasze słowa, niezależnie od tego, jak dobre mieliśmy intencje. Dlatego nie zamierzam podejmować walki z tym, co o mnie powiedzą lub napiszą. Decydując się na ten zawód trzeba mieć świadomość, że „bycie branym na języki” jest jego częścią. Aktor powinien skupiać się tylko i wyłącznie na roli, jaką ma do zagrania i nie przykładać wagi do rzeczy, na które nie ma wpływu.

Aleksandra Przesław jako Adelajda Heska / fot. Mateusz Makowski, TVP

Na jakim etapie są obecnie zdjęcia do drugiego sezonu i w jakich miejscach były dotąd nagrywane?

- Korona powstaje w dobrym tempie! Zdjęcia odbywają się w różnych miejscach, wykorzystywane są też liczne plenery. Niestety, całość objęta jest tajemnicą, której nie mogę zdradzić. Pozostaje tylko czekać na odcinki nowego sezonu i starać się rozpoznać znajome miejsca, ujrzeć-lub-nie królową na koniu i szukać odpowiedzi na wszystkie inne pytania dotyczące serialu.

* Aleksandra Przesław jest absolwentką Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi. W nowym sezonie Korony królów zagra Adelajdę Heską, drugą żonę Kazimierza Wielkiego.

Czytaj także:

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

9 komentarzy

  1. Gine napisał(a):

    Bardzo dobry wywiad. A wywiad zależy od rozmówcy. Więc dobry rozmówca. Jednak taka drobna uwaga, to że Adelajda była bezpłodna to raczej pewnik. Kazimierz miał potomstwo przed nią i po niej. Zatem był płodny. Adelajda nie miała nigdy. Odpowiedź jest jasna.

  2. Anonim napisał(a):

    Inteligencja rzadko idzie w paradzie z urodą. Mam nadzieję, że gra aktorska będzie dużo lepsza niż w 1 sezonie i Pani Przesław utoruje karierę 🙂

  3. Widz napisał(a):

    Cudka ma konkurencję 😀

  4. Bilbo napisał(a):

    A kolego Anonim to jakiś seksista? Co to znaczy „inteligencja rzadko idzie w paradzie z urodą”? Rozumiem, że kolega inteligentny, ale brzydki?

    • Anonim napisał(a):

      Jaki seksista? Nie każda piękna kobieta jest też mądra, życie. Podobnie jest z facetami. Nie ma tutaj żadnego podtekstu. Po lekturze wywiadu po prostu uważam, że jest bardzo inteligentną aktorką. Jeśli udźwignie oczekiwania widzów, to pewnie zobaczymy ją w innych produkcjach.

  5. Kinga napisał(a):

    Jej! Nie mogę się doczekać odcinków z Adelajdą!

  6. Anonim napisał(a):

    Ten Kazimierz to bawidamek, zamki budował, pokoje podpisywał, bigamie popełniał. Ciekawe czy pokażą tę bigamię w TVP

Zostaw własny komentarz