Duxford Flying Legends 2018 – Fotorelacja


W lipcu 2018 miałem niekłamaną przyjemność odbyć foto-lotniczą podróż do Wielkiej Brytanii z zaprzyjaźnionymi kolegami również pasjonującymi się fotografią i lotnictwem. Jednym z punktów naszej wycieczki było lotnisko w Duxford, dawna baza Królewskich Sił Powietrznych (ang. Royal Air Force – RAF). To historyczne miejsce jest obecnie siedzibą oddziału Imperial War Museum (IWM), które jest organizatorem wielu wspaniałych imprez popularyzujących historię lotnictwa. Jedną z nich, a właściwie najsłynniejszą są Latające Legenedy (ang. Flying Legends).

W dniu 15 lipca 2018 roku przybyłem na lotnisko już o godzinie 7, gdyż na 7:20 zaplanowany był Flightline Walk dla przedstawicieli prasy. Już od wczesnych godzin porannych temperatura szybko rosła, a pełne słońce dawało się we znaki. Po dwóch dniach spędzonych na innych imprezach lotniczych jedyne co pozwalało na chwilowy oddech to cień hangarów albo trawa pod skrzydłem samolotu.

Po odprawie bezpieczeństwa razem z przedstawicielami IWM udaliśmy się na płytę lotniska, gdzie naszym oczom (jak mawiał klasyk) ukazał się las.... Szczęki poopadały nam do samej ziemi... Ciężko nad sobą zapanować gdy widzi się stojące w rzędzie takie legendy jak kilka Hawker Hurricane, kilka Supermarine Spitfire, dwie sztuki Hawker Seafury, cztery Hispano HA-112 Buchon (kopie Messerschmitt’ów Bf-109), Republic P-47 Thunderbolt, kilka Vought F4U Corsair, dwa Curtis-Wright P40, samoloty ze stajni Red Bull takie jak Douglas DC-6B, Lockheed P-38 Lightning, B-25 Mitchel oraz prawdziwą fortecę a mianowicie Boeing’a B-17 Flying Fortress ‘Sally B’. Tego ostatniego dzięki uprzejmości załogi miałem możliwość zwiedzić (jako jedne z nielicznych) i pogawędzić sobie w bardzo ciekawymi ludźmi w cieniu jego skrzydeł (uufff.... to był moment wytchnienia). To oczywiście nie jest pełna lista maszyn jakie mieliśmy przyjemność oglądać na ziemi i w locie.

O godzinie 9 otwiera się dla publiczności możliwość wstępu na flightline, która to zwyczajowo kosztuje 5 funtów. Daje ona możliwość zrobienia zdjęć maszyn w trakcie przygotowania do lotu, jak również wykonania bardzo unikatowych zdjęć wolontariuszy przebranych w stroje z epoki. Czyż nie wspaniale jest mieć możliwość obejrzenia załóg (prawie) jak z tamtych lat, przy wspaniałych maszynach latających, słuchając jednocześnie muzyki lat 30./40.? Taką unikatową przyjemność dają właśnie Flying Legends. Mimo, że pokazy w locie rozpoczynają się dopiero o godzinie 14 i trwają tylko niecałe 4 godziny, to teren pokazów jest już pełny przed godziną 10. Ogrom atrakcji, unikatowa atmosfera i możliwość zwiedzania hangarów Imperial War Museum przyciągają tłumy ze wszystkich stron świata. Dodatkowo każdy zainteresowany (oczywiście za odpowiednią opłatą) mógł odbyć lot widokowy po okolicy. Do wyboru były następujące samoloty: DeHavilland Dragon Rapide, DeHavviland Tiger Moth oraz North American T6 Harvard.

Punktualnie o godzinie 14tej wprawne ucho rozpoznało dźwięk silników Rolls-Royce Merlin oraz Rolls-Royce Griffon. Pokołowało na start aż jedenaście (!!!) maszyn Supermarine Spitfire różnych wersji. Poezja!!! Jedna z maszyn (pomalowana teraz w oznaczenie JH-C) służyła podczas wojny w polskich dywizjonach odpowiednio w 315 Dywizjonie Myśliwskim „Dęblińskim„ oraz w 317 Dywizjonie Myśliwskim „Wileńskim„. Po Spitfire’ach w powietrze wzbijały się kolejne maszyny, a natężenie ruchu nad lotniskiem stało się tak duże, że aby sfotografować wszystkie maszyny trzeba było mieć oczy dookoła głowy. Chylę tu czoła przed kontrolą ruchu lotniczego zarówno w powietrzu jak i na ziemii. Podczas gdy jedne samoloty wykonywały pokaz nad lotniskiem, inne już lądowały, a kolejne startowały. Istny młyn! Kilka z niezapomnianych momentów to przelot formacji czterech HA-112 Buchon, formacja czterech Hurricane’ów (jeden w barwach słynnego 303 Dywizjonu Myśliwskiego) i Blenheim’a, pokaz Latającej Fortecy ‘Sally B’ (która jedną stronę kadłuba miała pomalowaną do filmu ”Memphis Belle”) wraz z Thunderbolt’em. Oprócz samolotów startujących z Duxford w pokazach brały udział również samoloty startujące z bazy RAF Fairford (w tym samym czasie odbywał się słynny RAF International Air Tatoo). Jednym z nich był jedyny latający w Europie bombowiec Avro Lancaster, prawdziwy rarytas dla fanów lotnictwa. Siły Powietrze Stanów Zjednoczonych (USAF) zaprezentowały F-35 Heritage Flight – lot samolotu Lockheed Martin F-35 Lightning w formacji z Mustangiem i Spitfire’em, po którym F35 dał krótki, ale efektowny pokaz solowy. Widzownie, którzy widzieli go po raz pierwszy byli pod wrażeniem dynamiki samolotu i dźwięku jego silnika Pratt&Whitney F135. Pokazy zakończył wspólny przelot formacji 24 samolotów historycznych nazywany The Balbo.

O Latających Legendach można by jeszcze pisać długo, ale jednego nie można im odmówić – atmosfery. Jadąc na nie byłem dość sceptycznie nastawiony. Myślałem, że tylko 4 godziny latania, że mało „palników” (w żargonie oznacza to samoloty odrzutowe z dopalaniem), ale moje postrzeganie tej imprezy mocno się zmieniło. Już teraz wiem, że jak tylko czas (i finanse) pozwolą będę wracał na Latające Legendy kiedy tylko się da. I Was, szanowni czytelnicy, do tego gorąco zachęcam. I zapraszam do podziwiania zdjęć tam wykonanych.

 

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

Zostaw własny komentarz