Za bramami Paryża – o prowincjonariuszach w czasach Ludwika XIV


Głównym centrum dworskiego życia we Francji za czasów Ludwika XIV był Paryż (z czasem urosła także ranga, rozbudowanego przez króla, Wersalu), a jego mieszkańcy wiedli prym w kształtowaniu opinii publicznej. Prowincjonariusze, pomimo pogardy ze strony mieszkańców stolicy, również powoli nabierali ogłady w życiu towarzyskim i odkrywali maniery znane paryżanom.

Portret Ludwika XIV przypisywany Charlesowi Le Brun

Portret Ludwika XIV przypisywany Charlesowi Le Brun

Wraz z podbojami Ludwika XIV Francja zyskała nowe prowincje: Artois, Roussillon, Alzację, Flandrię, Hainaut, Franche-Comté, i czasowo poszerzyła swoje granice, m.in. o Le Tournaisis, Lotaryngię czy Pignerol. Zróżnicowanie terytorialne miało swoje odbicie w ówczesnym języku, na który składały się także dialekty i gwary z odległych rejonów kraju. Mowa mieszkańców Paryża była uważana za lepszą. Naśmiewano się z osób, którzy mieli „obcy” akcent (np. gaskoński lub normandzki). Z powszechną dezaprobatą ze strony mieszkańców stolicy spotykały się także osoby, które używały archaizmów, np. w prowincjonalnych miastach zamiast kancelaria mówiło się sklepik notariusza, natomiast dziewka, która w Paryżu oznaczała prostytutkę, w niektórych rejonach była synonimem pokojówki lub dziewczynki1.

Prowincjonariuszy miano nieraz za prostaków, którzy nie potrafią wyzbyć się swoich przyzwyczajeń. Tak zachowanie mieszkańca Chinon skomentował francuski pisarz Tallemant sex Reaux Gedeon: „pewien głupiec z Chinon (…) przywiózł do Paryża dużo niebieskiej wstęgi i twierdził, że jest tu bardzo modna i że widział samego króla z taką wstęgą„2.

Życie obyczajowe prowincjonariuszy różni się od tego, jakie znają wyższe sfery. Jednak wiele informacji i ciekawostek dociera do odległych miast – przede wszystkim za sprawą listów wysyłanych przez osoby mieszkające w Paryżu czy Saint-Germain. Poczta jest głównym środkiem, który pozwala na sprawne komunikowanie się pomiędzy mieszkańcami prowincji a większych miast. Dzięki temu niemal każdy Francuz (paryski arystokrata, Prowansalczyk czy Gaskończyk) mógł poznać nowinki polityczne, społeczne i wojskowe. Wymiana zdań podsycała również współzawodnictwo w społeczeństwie. I tak chociażby urzędnik w dalekim mieście zdobywał wiedzę na temat tego, jakie zasady panowały w stolicy, naśladował paryskich parlamentarzystów i starał się dorównać „lepszym”.

Miasti Chinon w Turenii

Miasti Chinon w Turenii

Wpływ dworskich obyczajów na mieszkańców prowincji był także w widoczny w języku. Liczne podróże i odwiedziny w Paryżu sprawiły, że osoby z różnych zakątków Francji mogły poznać wyrażenia i słowa, które funkcjonowały w konwersacjach wyższych sfer. Popularność zyskały powiedzenia: savoir son monde (znać swoich ludzi), savoir vivre (umieć żyć, być taktownym)3.

Modne wyrażenia docierały do różnych miast, także tych mniejszych, w których mieszkańcy mieli aspiracje, aby dogonić królewskie salony.

Nie tylko szlachta rozwijała swój język, również osoby z niższego stanu miały możliwość wzbogacenia swojej wypowiedzi. Dzięki np. książeczkom do nabożeństwa prości ludzie obcowali z tekstem pozbawionym dialektalnych naleciałości i mogli pogłębić swoją świadomość językową. Francuski był wówczas symbolem elegancji, językiem ludzi światłych i obytych, dlatego jego znajomość podnosiła prestiż rozmówcy w towarzystwie. Ponadto władze chciały ułatwić komunikację w zróżnicowanym społeczeństwie, stąd język francuski pojawiał się w wielu sferach życia.

Handel, usprawniony transport konny oraz kontakt z osobami z różnych środowisk sprawiają, że prowincjonariusze naśladują przybyszów z dalekiego regionu i nabierają ogłady w kontaktach międzyludzkich. Szacunek wobec drugiego człowieka wynika także z rozwoju szkół ludowych, gdzie uczono młodych ludzi zasad uprzejmości. Powstawały rozprawki i słowniki, z których wieśniacy i mieszczanie czerpali informacje na temat właściwego zachowania w towarzystwie. Uświadamiano ich, jakich czynności nie należy robić w obecności innych osób, np. nie wypada wycierać nos w rękaw czy „smarkać w mankiet”4.

Dla kobiet było zalecenie, aby nie jeździły konno po męsku. Wobec spotkanej osoby szacunek okazywano poprzez niski ukłon, zdjęcie kapelusza i cofnięcie jednej nogi. A jeśli ktoś równy nam kichnął, grzeczność nakazywała odpowiedzieć „Szczęść, Boże”.

Okazuje się, że prości ludzie nie są już „prostaczkami”, jak uważała arystokracja, ale osobami kulturalnymi, które kierowały się własnym kodeksem dobrych manier i dbały o swoją opinię wśród ludzi wyższego stanu. Prowincjonariusze nie chcieli być ludźmi gorszej kategorii, dlatego rozwijali się w sferze obyczajowej, aby choć trochę, nawet w pozornie drobnych kwestiach, poczuć się jak mieszkańcy Paryża.

 

Bibliografia:

Tallemant des Reaux Gedeon, Historiettes, Paris 1960–1961.

Bluche F., Życie codzienne we Francji w czasach Ludwika XIV, Warszawa 1990.

Furetiere Antoine,  Dictionnaire universel..., La Haye i  Rotterdam  1690.

 

 

  1. Furetiere Antoine,  Dictionnaire universel..., La Haye i  Rotterdam  1690. []
  2. Tallemant sex Reaux Gedeon, Historiettes, Paris 1960–1961. []
  3. Bluche F., Życie codzienne we Francji w czasach Ludwika XIV, Warszawa 1990, s. 182. []
  4. Ibidem, s. 182. []

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

Zostaw własny komentarz