Zabójstwo Andrzeja Tęczyńskiego. Historia o tym, jak duma pana przegrała z gniewem ulicy


Andrzej Tęczyński, porywczy i pewny swojej pozycji szlachcic, stał się 16 lipca 1461 r. bohaterem jednego z najgwałtowniejszych epizodów w historii Krakowa. Z pozoru błahy spór o naprawę zbroi przerodził się w narastającą uliczną wrzawę, która ostatecznie doprowadziła rozwścieczony tłum pod kościół Franciszkanów. Tam mieszczanie dopadli Tęczyńskiego, zabili go i zbezcześcili jego ciało, wciągając całe miasto w otwarty konflikt ze szlachtą. Finałem tej tragedii był królewski proces, sejmowy wyrok oraz egzekucje krakowskich mieszczan - wydarzenia na długo obciążające relacje między stanami.

Początek konfliktu. Kłótnia o zbroję

Mieszczanie krakowscy 1447-1492

Andrzej Tęczyński - brat kasztelana krakowskiego Jana - wyraźnie spóźniony szykował się do wyprawy pruskiej. W tym celu oddał swoją zbroję do naprawy u krakowskiego płatnerza Klemensa. Źródła przekazują dwie wersje: według jednej Klemens nie wywiązał się z terminu, według drugiej zażądał za pracę nadmiernej zapłaty. Niezależnie od rzeczywistego powodu, między stronami doszło do ostrej sprzeczki.

Podczas pierwszej wizyty w warsztacie Klemensa doszło do ostrej sprzeczki, w której Tęczyński - jak zgodnie podają źródła - uderzył płatnerza. Następnie szlachcic udał się do ratusza, składając oficjalną skargę na rzemieślnika. Rajcy wysłali po Klemensa pachołka, lecz Tęczyński nie doczekał jego przybycia i opuścił ratusz. To właśnie wtedy, już na ulicy Brackiej, spotkał ponownie płatnerza. Klemens miał zawołać za nim, że „nie będzie go bił, jak bił go wcześniej”, co tylko zaogniło sytuację. W odpowiedzi Tęczyński i jego ludzie rzucili się na rzemieślnika, bijąc go tak dotkliwie, że ten upadł i stracił przytomność.

Wieść o pobiciu rzemieślnika w samym sercu miasta w mgnieniu oka obiegła Kraków. Sytuacja była wyjątkowo drażliwa, bo dotykała napięć społecznych narastających od dawna. Wrogość części mieszczan wobec szlachty, potęgowana zarówno ekonomicznie, jak i obyczajowo, znalazła w tym zdarzeniu łatwy zapalnik.

Narastające napięcie na Rynku. Rosnący tłum i dźwięk dzwonów

Płatnerz w trakcie pracy nad zbroją

Gdy informacja o zajściu dotarła do rajców, ci udali się do królowej Elżbiety, rezydującej wówczas na Wawelu. Królowa, poruszona sprawą i wyczuwając co się święci, nakazała zachować spokój pod wysoką karą 80 tys. florenów i poleciła, by Tęczyński stawił się na zamku. Tymczasem miasto zaczęło się gwałtownie burzyć. Z wieży Mariackiej uderzono w dzwon, co w Krakowie oznaczało wezwanie obywateli do ratusza. Wokół budynku zgromadziły się liczne grupy uzbrojonych mieszczan, wśród których, jak pisał Długosz, krążyły groźne okrzyki i wezwania do odwetu.

Kiedy Tęczyński pojawił się w okolicy Rynku, jego obecność jedynie zaogniła sytuację. Można domniemywać, że krewki szlachcic  zdawał sobie sprawię, że swoim zachowaniem prowokuje tłumy. Zapewne jednak sądził, że nikt nie poważy się go zaatakować. Jednakże zgromadzeni zaczęli tracić panowanie - jak zanotowano, pojawiły się groźby i wyzwiska, a niektórzy mieszczanie chwycili za broń. Narastający hałas i poruszenie doprowadziły rajców do próby zamknięcia bram miejskich, aby zapobiec rozprzestrzenieniu się tumultu.

Gdy zagrożenie stało się realne, Tęczyński schronił się w kamienicy Mikołaja Kridlara, w której mieszkał, a następnie - wraz z synem Janem i towarzyszami - udał się do kościoła Franciszkanów. To miejsce, zazwyczaj chroniące zbiegów przed gniewem tłumu, tym razem okazało się jedynie chwilowym schronieniem. Zrezygnował zatem z udania się do królowej na Zamek, gdyż nie chciał pokazać się jako tchórz uciekający przed mieszczanami.

Szturm na kościół Franciszkanów i śmierć Andrzeja Tęczyńskiego

Zamordowanie Andrzeja Tęczyńskiego, obraz Jana Matejki

Kościół został otoczony przez rozwścieczony tłum, który rozbił drzwi i wtargnął do wnętrza. Uciekający Tęczyński schronił się w zakrystii. Próba ukrycia się nie powiodła. Jak opisuje Długosz, szlachcic został znaleziony przy wejściu do zakrystii i natychmiast zaatakowany. Próbował w ostatniej chwili negocjować z tłumem, ale ten już nie dał się uspokoić.

Cios w tył głowy był pierwszym, po nim posypały się kolejne. Wkrótce Tęczyński upadł i został dobity. Tłum, który wdarł się do świątyni, dopuścił się następnie profanacji: zwłoki obdarto, głowę oskalpowano, a ciało wleczono kanałem ulicznym aż do ratusza. To właśnie ten moment stał się jednym z najbardziej pamiętnych w przekazach - obraz barbarzyństwa wykraczał daleko poza typowe miejskie rozruchy epoki. Tak je opisał Długosz:

Pastwiono‎ ‎się‎ ‎nawet‎ ‎nad‎ ‎martwymi‎ ‎zwłokami.‎ ‎Wleczono‎ ‎je‎ ‎z‎ ‎kościoła‎ ‎aż‎ ‎do‎ ‎ratusza,‎ ‎przez kanał‎ ‎uliczny,‎ ‎oblepione‎ ‎szlamem.‎ ‎Wieloma‎ ‎sztyletami‎ ‎poranili‎ ‎go‎ ‎niemal‎ ‎wszędzie,‎ ‎brodę i‎ ‎włosy‎ ‎na‎ ‎głowie‎ ‎wypalili.‎ ‎Dwa‎ ‎dni‎ ‎trzymano‎ ‎ciało‎ ‎w‎ ‎ratuszu,‎ ‎trzeciego‎ ‎dnia‎ ‎wreszcie zaniesiono‎ ‎do‎ ‎kościoła‎ ‎świętego‎ ‎Wojciecha,‎ ‎czwartego‎ ‎oddano‎ ‎przyjaciołom‎ ‎i‎ ‎z‎ ‎należną‎ ‎czcią, ale‎ ‎wypełnioną‎ ‎lamentem,‎ ‎pochowano‎ ‎w‎ ‎Wielkim‎ ‎Książu.‎

Syn Tęczyńskiego oraz jego towarzysze, którzy bronili się na kościelnej wieży, przetrwali nocne oblężenie i zdołali negocjować wyjście z kościoła. Po złożeniu broni zostali wypuszczeni - w odróżnieniu od samego Andrzeja, którego szczątki jeszcze długo były obiektem gniewu tłumu.

Po zabójstwie Tęczyńskiego i rozpoczęciu królewskich śledztw płatnerz zaczął obawiać się, że zostanie uznany za jednego z podżegaczy lub oskarżony o wywołanie tumultu. Jak wynika ze źródeł, uciekł z Krakowa, najpierw do Wrocławia, a potem do Żagania. W procesie, jaki później się toczył, nie brał żadnego udziału i nigdy nie powrócił do miasta.

Wstrząs w kraju i reakcja króla. Od obozu polowego do sądu sejmowego

Kazimierz IV Jagiellończyk

Wieści o zabójstwie szybko dotarły do królewskiego obozu pod wsią Kamień na Pomorzu, gdzie gromadzone było rycerstwo na wyprawę pruską. Relacje jednoznacznie podkreślają, że cała szlachta była poruszona: gotowano się do marszu na Kraków, by pomścić śmierć magnata. Uspokojenie wzburzonych możnych wymagało osobistej interwencji króla Kazimierza Jagiellończyka, który obiecał wymierzyć sprawiedliwość tuż po zakończeniu wyprawy.

Po zakończeniu działań wojennych król zwołał sąd sejmowy do Nowego Korczyna. Rozprawy rozpoczęły się 6 grudnia 1461 r. i odbywały w obecności monarchy, posłów królewskich, sędziów ziemskich oraz przedstawicieli szlachty. Oskarżycielami byli brat zabitego, Jan Tęczyński, i syn Andrzeja - Jan Rabsztyński.

Podczas pierwszej rozprawy w Nowym Korczynie w imieniu mieszczan próbował wystąpić obrońca - Jan Oraczewski, szlachcic, który powoływał się na miejski przywilej Kazimierza Wielkiego z 1358 r. Twierdził, że sprawa powinna być sądzona według prawa miejskiego przez rajców w obecności króla. Sąd zażądał od niego pisemnego pełnomocnictwa, a kiedy Oraczewski nie zdołał go przedstawić, nałożono na niego grzywnę.

W tym momencie doszło do dramatycznej sceny. Obecni na sali przedstawiciele szlachty, oburzeni faktem, że „szlachcic broni mieszczan”, rzucili się na Oraczewskiego, zaczęli go szarpać i bić. Ten uchwycił się królewskiego płaszcza, co uratowało mu życie.

Sąd uznał rajców, cechmistrzów i pospólstwo krakowskie za winnych zabójstwa. Wskazano m.in. na brak działań zmierzających do powstrzymania tłumu. Wyrok obejmował karę śmierci dla wskazanych mieszczan oraz zapłatę astronomicznego odszkodowania - 80 tys. florenów - na rzecz Tęczyńskich. Wyrok miał być wykonany.

Egzekucje i spór o olbrzymie odszkodowanie

Widok Krakowa w Kronice Hartmanna Schedla, 1493 r.

5 stycznia 1462 r. wysłannicy królewscy zażądali wydania winnych. Rada miejska początkowo zaprzeczała, jakoby mogła wskazać sprawców, lecz ostatecznie przekazała dziewięć osób spośród mieszczan i pospólstwa, w tym burmistrza Stanisława Leimitera. Po nieudanych prośbach o łaskę król podtrzymał wyrok zajmując ostre stanowisko, które w istocie było wyrazem uznawania odpowiedzialności zbiorowej za tego typu zdarzenia.

15 stycznia dokonano ścięcia sześciu z nich (Stanisław Leimiter, Kuncza Lang, Jarosz Szarlej, Jan Schyling, Wojciech malarz i Mikołaj mistrz cyrkulatorów z pospólstwa) w pobliżu Zamku, przy nowej wieży nad Wisłą. W mieście, jak podkreślają przekazy, panował nastrój głębokiego smutku i żalu, a ciała pochowano we wspólnym grobie w kościele Mariackim. Trzech pozostałych mieszczan Tęczyńscy przetrzymywali następnie w Rabsztynie. Byli to: Marcin Bełza, Jan Tesznar i Jan Wolfram. Życie uratowali tylko dzięki wpływowym osobom. Długosz podaje, że za Bełzą szczególnie gorliwie wstawiali się Bernardyni, prosząc ze łzami o darowanie mu życia.

Drugą częścią wyroku było 80 000 grzywien odszkodowania - kwota niewyobrażalna dla miasta, wielokrotnie przewyższająca jego dochody. Sprawa ciągnęła się miesiącami, bo tak wysokie obciążenie mogło doprowadzić Kraków do ruiny. Ostatecznie, po negocjacjach, doszło do kompromisu: miasto miało w ratach zapłacić 6200 florenów. Dopiero ta ugoda zakończyła w sensie prawnym proces i umożliwiła uwolnienie przetrzymywanej trójki, za którą wstawili się Bernardyni. Mimo opuszczenia znacząco kwoty miasto, by sprostać spłacie musiało się w kolejnych latach zapożyczać.

Znaczenie sprawy Tęczyńskiego

Zabójstwo Andrzeja Tęczyńskiego nie było jedynie gwałtownym incydentem. Wydarzenia z 1461 r. ukazały narastające napięcia między stanami, a wyrok królewski stał się demonstracją siły władzy centralnej i szlachty wobec mieszczaństwa. Niektórzy interpretują tę sprawę jako symboliczny początek wyraźnego osłabienia pozycji miast w Polsce.

Źródła ukazują również, jak silne emocje budziła ta historia w świadomości epoki. Długosz przytoczył pieśń, w której szlachta nieprzychylnie odnosiła się do mieszczan - widać w niej nie tylko reakcję na sam mord, ale cały katalog uprzedzeń i wyobrażeń o roli stanów w państwie.

Żeby pana swego, wielkiego chorągiewnego,

A jacy to źli ludzie mieszczanie krakowianie,

Zabiliście, chłopi, Andrzeja Tęczyńskiego!

Boże się go pożałuj, człowieka dobrego (...)

Choć konflikt zaczął się od zwykłej sprzeczki o zbroję, przerodził się w jeden z najpoważniejszych kryzysów miejskich, a właściwie stanowych późnego średniowiecza w Polsce. Tęczyński zapłacił życiem, mieszczanie - głowami i ogromnym odszkodowaniem, a Królestwo - kolejną raną na jak się okazało kruchej równowadze między stanami.

Bibliografia:

  1. M. Bogucka, Kazimierz IV Jagiellończyk, Warszawa 1998.
  2. J. Długosz, Jana Długosza Roczniki czyli Kroniki sławnego Królestwa Polskiego. Ks. 12, 1445-1461, Warszawa 2009.
  3. J. Kocznur, Proces o zabójstwo Andrzeja Tęczyńskiego, Palestra 4/7-8(31-32), 1960.
  4. E. Piwowarczyk, Nobilitacja mieszczan przez sztukę sepulkralną XIV-XVI wieku na przykładzie Kościoła Mariackiego w Krakowie, „Analecta Cracoviensia XXXV” 2003.
  5. J. Ptaśnik, Obrazki z przeszłości Krakowa, Kraków 1902.
  6. J. Szwaja, S. Salmonowicz, S. Waltoś, Pitaval krakowski, Kraków 2021.

Lubisz czytać nasze historie?
Na historia.org.pl codziennie opowiadamy dzieje Polski i świata tak, jak na to zasługują - rzetelnie, pasjonująco, z szacunkiem do faktów. Ale żadna opowieść nie przetrwa bez tych, którzy chcą jej słuchać i ją wspierać.
Postaw nam wirtualną kawę - to darowizna, która realnie pomaga nam działać dalej. To dzięki takim gestom możemy nadal pisać o zwycięstwach, bohaterach i wydarzeniach, które zbudowały naszą tożsamość.

Postaw nam kawę za:



Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

Zostaw własny komentarz