Recenzja 4. odcinka Rycerza Siedmiu Królestw. W końcu dostaliśmy to, na co czekaliśmy


Pierwsze trzy odcinki Rycerza Siedmiu Królestw były spokojne, momentami wręcz senne. Serial długo wprowadzał widza w świat i bardzo ostrożnie budował relację Jaja z Dunkiem. Nie było fajerwerków ani mocnych zwrotów akcji - raczej powolne oswajanie z realiami i bohaterami. Dopiero czwarty odcinek wszystko zmienia. To punkt przełomowy nie tylko dla tego sezonu, ale śmiało można powiedzieć, że jeden z najlepszych odcinków w całym uniwersum Gry o Tron.

Dunk i Aerion / fot. Steffan Hill/HBO

Finałowa scena z wjazdem księcia Baelora to absolutna petarda. Jedno z najlepszych „wejść” w historii telewizji. Jest etos, jest powaga, jest ciężar chwili. Do tego powrót muzyki z Gry o Tron, użyty dokładnie tam, gdzie trzeba - bez nachalności, za to z pełną świadomością emocji widza. Scenarzyści dali publiczności dokładnie to, czego oczekiwała i to za co kocha średniowieczne fantasy.

Ta scena jest niezwykle satysfakcjonująca, bo przypomina, że widzowie wciąż tęsknią za historiami, w których dobro może - choć nie musi - zatriumfować. Czy tak się stanie, pokażą dopiero dwa ostatnie odcinki. Warto też docenić montaż i drobne detale, jak rozbrajający uśmiech Jaja, który idealnie domyka tę sekwencję.

Aktorsko serial ma wyraźnego zwycięzcę. Jajo kradnie całe show. Młody aktor (Dexter Sol Ansell) imponuje skalą emocji - od dziecięcej ciekawości, przez strach, po autentyczną ulgę i radość. Robi to naturalnie, bez przesady, z ogromnym wyczuciem. Dunk (Peter Claffey) wypada przy nim znacznie skromniej. Jest jednowymiarowy, gra rycerza prostego, trochę zagubionego, przytłoczonego światem wielkiej polityki i możnych rodów. To rola poprawna, ale pozbawiona głębi. Dużo powagi i ciężaru wnoszą za to aktorzy grający Maekara i Baelora - świetnie obsadzeni, pełni majestatu, bardzo „targaryeńscy”.

Dunk i Jajo / fot. HBO Max

Na osobne wyróżnienie zasługują kostiumy. Doskonale pokazują przepaść między wędrownym rycerzem a bogatymi panami. Każdy strój opowiada coś o pozycji bohatera. Zbroje Targaryenów są po prostu spektakularne - dopracowane, monumentalne, wyglądające tak, jakby naprawdę wyszły spod rąk najlepszych średniowiecznych rzemieślników.

Skoro zostały już tylko dwa odcinki, można się spodziewać, że będzie epicko, krwawo i emocjonalnie, ze zwrotami akcji, które mogą zaskoczyć zwłaszcza widzów nieznających nowel Martina. Czwarty odcinek ustawił poprzeczkę bardzo wysoko. Teraz pytanie brzmi tylko jedno: czy finał dowiezie ten poziom. Jeśli tak - ten serial naprawdę zapisze się pozytywnie w historii tego uniwersum.

Zobacz także:

Najnowsze wiadomości o serialach historycznych i kostiumowych przeczytasz klikając tutaj lub na poniższą grafikę:

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Opinie i ocena zawarte w recenzji wyrażają wyłącznie zdanie recenzenta, nie musi być ono zgodne ze stanowiskiem redakcji. Z naszą skalę ocen i sposobem oceny możesz zapoznać się tutaj. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanej recenzji, by to zrobić wystarczy podać swój nick i e-mail. O naszych recenzjach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych recenzjach. Możesz także napisać własną recenzję i wysłać ją na adres naszej redakcji.

Opcja dodawania komentarzy została wyłączona.