Na wschód od Edenu - recenzja serialu Netflixa. Wierny Steinbeckowi, ale bez siły powieści


Są ekranizacje, którym można zarzucić wszystko. Zmieniają bohaterów, spłaszczają fabułę, gubią przesłanie pierwowzoru. I są takie, wobec których krytyk jest bezradny. Zachowują najważniejsze wątki, kluczowe sceny i symbole, a mimo to zostawiają niedosyt. Do tej drugiej kategorii należy netflixowe Na wschód od Edenu.

Powieść o najtrudniejszych pytaniach

(Od lewej do prawej) Mike Faist jako Charles Trask, Christopher Abbott jako Adam Trask, oraz Florence Pugh jako Cathy Ames w serialu Na wschód od Edenu / fot. Netflix

(Od lewej do prawej) Mike Faist jako Charles Trask, Christopher Abbott jako Adam Trask, oraz Florence Pugh jako Cathy Ames w serialu Na wschód od Edenu / fot. Netflix

Tym bardziej mnie to uwiera, że powieść Johna Steinbecka uważam za dzieło wybitne. Cenię ją za rozmach, ale przede wszystkim za filozoficzną i teologiczną głębię. To opowieść o naturze dobra i zła, o dziedziczeniu rodzinnych grzechów i o tym, czy człowiek wychowany przez złych rodziców musi powtórzyć ich los. Czy ktoś, kto odkrywa w sobie skłonność do zła, może świadomie wybrać dobro? Serial stawia wszystkie te pytania. Kłopot w tym, że częściej je przywołuje, niż pozwala je przeżyć.

Wszystko na swoim miejscu

Jestem zwolennikiem wiernych ekranizacji. Nie chodzi mi o przenoszenie książki strona po stronie, lecz o zachowanie jej sensu, kluczowych wydarzeń i motywacji bohaterów. Pod tym względem twórcom trudno cokolwiek zarzucić. Jest Cathy, kobieta zdolna do niewyobrażalnego okrucieństwa, która porzuca męża i dzieci, by zbudować własną pozycję w świecie prostytucji. Jest Adam Trask, emocjonalnie złamany i niezdolny do równej bliskości z obydwoma synami. Są Cal i Aron, których rywalizacja przywołuje historię Kaina i Abla. Jest wreszcie „timszel”, jeden z kluczy do całej powieści.

Nie ma więc jednej wielkiej zmiany, którą można by obwinić o rozczarowanie. Twórcy odtworzyli wydarzenia, ale nie nadali im emocjonalnego i filozoficznego ciężaru. Opowiedzieli o ludziach podejmujących dramatyczne decyzje, zamiast pokazać wewnętrzną walkę, która do tych decyzji prowadzi. Symbole są obecne, brakuje jednak napięcia, dzięki któremu naprawdę coś by znaczyły.

Cathy. Demon czy ofiara?

Florence Pugh jako Cathy Ames w serialu Na wschód od Edenu / fot. Netflix

Najwyraźniej widać to na przykładzie Cathy, granej przez Florence Pugh. U Steinbecka to postać niemal demoniczna. Nie ma zwyczajnych moralnych hamulców, manipuluje, stosuje przemoc i wykorzystuje innych bez cienia poczucia winy. Nie jest kobietą, której życie potoczyło się tragicznie. Mimo całej psychologicznej złożoności pozostaje uosobieniem zła.

Serialowa Cathy także jest bezwzględna i gotowa na najgorsze. Twórcy mocno eksponują jednak to, co ją ukształtowało. Relacje z rodzicami, doznaną przemoc, brutalność świata, w którym przyszło jej żyć. Pokazują ją też jako kobietę niezależną i przedsiębiorczą, która skutecznie prowadzi własny interes. Pozytywną bohaterką się nie staje, ale widz zaczyna szukać przyczyn jej okrucieństwa w doznanych krzywdach.

To zasadnicza różnica. Steinbeck każe pytać o samą naturę zła. Czy istnieją ludzie źli niezależnie od okoliczności, niemal niezdolni do dobra? Serial podsuwa inną odpowiedź. Cathy jest zła, bo sama zła doświadczyła. Taka interpretacja nie musi być błędna. Zapewne lepiej odpowiada współczesnej wrażliwości, która chętnie szuka psychologicznych źródeł okrucieństwa. Zmienia jednak odbiór całej historii. Zamiast konfrontacji z niemal metafizycznym złem dostajemy portret człowieka, którego da się wytłumaczyć traumą.

Nie winię za to aktorstwa. Pugh potrafi pokazać zarówno odpychającą bezwzględność Cathy, jak i chwile, w których trudno odmówić jej współczucia. Rzecz w interpretacji postaci i w miejscu, jakie zajmuje ona w filozoficznej konstrukcji opowieści.

Adam. Złamany, ale płaski

Adam powinien być jednym z filarów opowieści o powtarzaniu rodzinnych błędów. Sam dorastał w cieniu ojcowskich oczekiwań, traktowany nierówno i w trudnej relacji z bratem. Jako ojciec nieświadomie powiela te same mechanizmy. Jego stosunek do Cala i Arona to więc coś więcej niż zwykła rodzicielska niesprawiedliwość. Adam jest ogniwem w łańcuchu krzywd przekazywanych z pokolenia na pokolenie.

Serialowy Adam przez większość czasu pozostaje jednak emocjonalnie jednowymiarowy. Przygnębiony, wycofany, pokonany przez życie. Rozumiem ten zamysł, ale brakuje mi kontrastów, czyli chwil, w których jego wewnętrzne sprzeczności naprawdę dochodzą do głosu. W efekcie zostaje przede wszystkim nieszczęśliwym ojcem. Nie jest człowiekiem, którego doświadczenia i wybory współtworzą moralny dramat następnego pokolenia.

Cal i Aron. Kain i Abel czy zwykła rywalizacja?

Joe Anders jako Aaron Trask, Joseph Zada ​​jako Cal Trask w serialu Na wschód od Edenu / fot. Netflix

Prawdziwym sprawdzianem tej ekranizacji pozostaje historia braci. Steinbeck nieprzypadkowo osnuwa ją wokół biblijnego konfliktu dwóch różnych chłopców rywalizujących o miłość i uznanie ojca. Szczególnie ciekawy jest Cal. Dostrzega w sobie cechy matki i boi się, że odziedziczył jej zło, że pochodzenie z góry przesądza o tym, kim się stanie. Tu powinna ujawnić się filozoficzna siła powieści. Czy Cal musi być taki jak Cathy? Czy człowiek odpowiada za swoje czyny, nawet jeśli jego charakter ukształtowały okoliczności, na które nie miał wpływu?

Serial pokazuje rywalizację, zazdrość, dramatyczne wydarzenia i poczucie winy. Nie poczułem jednak, że Cal toczy walkę z własną naturą. Widziałem raczej chłopaka, który pragnie ojcowskiej akceptacji, zazdrości bratu i popełnia błędy, których potem żałuje. To wiarygodny dramat psychologiczny, ale jeszcze nie pełnia tego, co zaproponował Steinbeck. Biblijny konflikt skurczył się do historii dwóch braci walczących o miłość ojca. A przecież w powieści jest on punktem wyjścia do znacznie głębszego pytania o ludzką wolność.

„Timszel”, czyli błogosławieństwo zamiast wyboru

Kulminacją całej historii jest słowo „timszel”, odczytywane w powieści jako „możesz”. U Steinbecka oznacza ono, że człowiek nie jest skazany na powtarzanie błędów przodków. Nie musi poddać się złu, nawet jeśli dostrzega je we własnym charakterze. To nie obietnica, że wszystko będzie dobrze. To wolność, która oznacza zarazem odpowiedzialność.

Serial konsekwentnie prowadzi do tego słowa, a jednak finał odebrałem przede wszystkim jako scenę rodzinnego pojednania. Adam, świadomy własnych błędów, uwalnia syna od ciężaru przeszłości. Jego ostatni gest to dla mnie nie tylko przebaczenie, ale i rodzaj przeprosin. Ojciec przyznaje, że nie potrafił właściwie kochać swoich dzieci i że Cal nie musi dłużej dźwigać jego oczekiwań. Pozwala synowi żyć własnym życiem.

To poruszająca myśl. Zamiast usłyszeć, że człowiek może wybrać dobro mimo odziedziczonego zła, usłyszałem jednak ojcowskie błogosławieństwo. Zamiast filozoficznej kulminacji rozważań o wolnej woli zobaczyłem zakończenie dramatu o trudnych relacjach rodzinnych. Motyw przebaczenia jest w tej historii obecny, więc takie odczytanie jest uprawnione. Serial eksponuje go jednak znacznie mocniej niż uniwersalny wymiar moralnego wyboru.

Piękne obrazy, za mało napięcia

Realizacji trudno cokolwiek zarzucić. Scenografia, kostiumy i odtworzenie historycznych realiów budują przekonujący świat, a twórcy wyraźnie traktują literacki materiał poważnie. Gorzej z tempem.

Zwykle wolę ekranizacje serialowe od filmowych, bo dłuższa forma pozwala lepiej poznać bohaterów i zachować więcej z książki. Tu, paradoksalnie, miałem momentami wrażenie, że lepiej sprawdziłby się film. Nie dlatego, że materiał jest ubogi, bo powieść daje ogromne możliwości. Serial wykorzystuje jednak swój czas głównie na rozbudowywanie kolejnych scen i relacji, nie zawsze pogłębiając psychologię postaci. Powolna narracja może być zaletą, zwłaszcza w opowieści o moralnych dylematach, ale tylko wtedy, gdy służy narastaniu napięcia i odsłanianiu kolejnych warstw bohaterów. Tutaj historia zbyt często po prostu płynie. Rozumiałem decyzje bohaterów i rozpoznawałem kolejne wydarzenia z książki, a mimo to nie angażowałem się w ich losy. To największa słabość serialu.

Dlaczego mnie to nie poruszyło?

Zaskoczyło mnie, że opowieść o odrzuceniu, zdradzie, śmierci, winie i przebaczeniu zostawiła mnie obojętnym. Żadna scena mnie nie wzruszyła. Nie czułem też intelektualnego niepokoju, który towarzyszył mi przy lekturze powieści.

To subiektywne odczucie i samo w sobie niczego nie dowodzi. W tym przypadku potrafię jednak wskazać jego przyczyny. Okrucieństwo Cathy tłumaczą przede wszystkim doznane krzywdy. Adam przez większość historii pozostaje wycofany. Konflikt braci wybrzmiewa jako rywalizacja o ojcowską miłość, a nie jako dramat wolnej woli. Nawet „timszel” staje się rodzinnym pojednaniem. Każdą z tych decyzji da się obronić. Razem przesuwają jednak środek ciężkości z filozoficznej przypowieści o dobru i złu w stronę psychologicznego melodramatu. Dlatego, choć rozpoznawałem niemal wszystkie ważne motywy powieści, nie poczułem ich siły.

Czy to dobry serial?

Odpowiedź okazała się trudniejsza, niż zakładałem. Gdybym nie znał książki, uznałbym Na wschód od Edenu za starannie zrealizowany, choć powolny melodramat rodzinny o rodzicielskich błędach, zazdrości między braćmi i próbie uwolnienia się od przeszłości. Doceniłbym ciekawy materiał fabularny, wyraziste postacie, dobrą oprawę wizualną i zaangażowanych aktorów. Raczej nie uznałbym go jednak za dzieło szczególnie głębokie.

Znajomość powieści sprawia, że widzę w nim więcej. Rozpoznaję biblijne nawiązania i wiem, dokąd prowadzi każdy wątek. Właśnie dlatego tym wyraźniej widzę, czego zabrakło. Wszystko jest na swoim miejscu, poza ciężarem, który sprawia, że książka Steinbecka nie daje czytelnikom spokoju.

Co wydarzyło się naprawdę?Sprawdź, jaka historia kryje się za kolejnymi filmami i serialami.Prawdziwe historie z ekranu →Seriale historyczneFilmy historyczneRecenzje filmów i serialiGry historyczneArtykuły historyczne

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Opinie i ocena zawarte w recenzji wyrażają wyłącznie zdanie recenzenta, nie musi być ono zgodne ze stanowiskiem redakcji. Z naszą skalę ocen i sposobem oceny możesz zapoznać się tutaj. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanej recenzji, by to zrobić wystarczy podać swój nick i e-mail. O naszych recenzjach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych recenzjach. Możesz także napisać własną recenzję i wysłać ją na adres naszej redakcji.

Opcja dodawania komentarzy została wyłączona.