Rycerz Siedmiu Królestw - recenzja pierwszego odcinka. Westeros widziane z dołu |
Pierwszy odcinek serialu HBO Max Rycerz Siedmiu Królestw (The Hedge Knight) od razu jasno komunikuje swoje ambicje. To nie jest kolejna epicka opowieść o losach świata, tronach i dynastiach, lecz świadomie przyjęta narracja z nizin Westeros - z perspektywy ludzi, którzy zwykle w Grze o tron pozostawali na drugim lub trzecim planie. Twórcy rezygnują z rozmachu na rzecz kameralności, a zamiast wielkich bitew i politycznych intryg proponują historię drogi, relacji i codziennego zmagania się z rzeczywistością feudalnego świata.
Westeros widziane z dołu
Największą siłą odcinka jest jego punkt widzenia. Akcja nie rozgrywa się w Królewskiej Przystani ani w salach możnych rodów, lecz na traktach, w karczmach i na turniejowych zapleczach. To Westeros ludzi bez herbów, tytułów i wpływów - świata, w którym rycerstwo bywa przywilejem bardziej symbolicznym niż realnym.
Ten zabieg działa na korzyść serialu. Otrzymujemy opowieść bliższą średniowiecznemu realizmowi niż fantastycznemu spektaklowi: o aspiracjach, honorze, głodzie i ambicjach, które często rozmijają się z rzeczywistością. W tym sensie Rycerz Siedmiu Królestw przypomina bardziej historyczny dramat obyczajowy niż klasyczne fantasy.
Dunk i Jajo - chemia, która niesie serial
Relacja między Dunkanem Wysokim a jego młodym giermkiem Jajiem stanowi emocjonalne centrum odcinka. Odtwórca roli Dunka bardzo przekonująco buduje postać nieporadnego, przytłoczonego własnymi ambicjami „wielkoluda”, który próbuje odnaleźć się w świecie zdominowanym przez symboliczne rycerstwo, ceremonialność i fałszywe pozory.
Dunk nie jest bohaterem z legend - raczej człowiekiem zagubionym, czasem naiwnym, czasem śmiesznym, ale uczciwym. W połączeniu z bystrym, ironicznie patrzącym na świat Jajem tworzy to duet, którego chemia wypada naturalnie i wiarygodnie. To właśnie ta relacja buduje imersję i sprawia, że widz chce śledzić ich dalszą drogę, nawet jeśli tempo narracji pozostaje spokojne.
Humor i cielesność - realizm czy dosłowność?
Najbardziej kontrowersyjnym elementem pierwszego odcinka jest sposób, w jaki twórcy próbują „urealnić” średniowieczny świat. Sceny beknięć, chrząkania, fizjologii i dosłownie pokazanej cielesności są czytelnym sygnałem: to nie jest świat dworskich manier rodem z XIX-wiecznej powieści historycznej.
Pytanie jednak brzmi, czy taka dosłowność jest konieczna. Owszem, średniowiecze nie było epoką salonowej elegancji, ale sprowadzanie realizmu do oczywistych, niemal publicystycznych skrótów bywa ryzykowne. Momentami można odnieść wrażenie, że twórcy zbyt mocno „tłumaczą” widzowi, jak bardzo ten świat różni się od współczesnych wyobrażeń - zamiast pozwolić, by realizm wynikał z dialogów, relacji społecznych i struktury świata przedstawionego. Nie jest to błąd dyskwalifikujący, ale element, który może podzielić widownię.
Mniej epiki, więcej charakteru
Rycerz Siedmiu Królestw to świadome odejście od skali znanej z Gry o tron czy Rodu Smoka. Nie ma tu smoków, wielkiej polityki ani bitew o losy kontynentu. Jest za to prosta, klarowna opowieść o honorze, ambicji i codzienności w świecie feudalnym.
Dla jednych będzie to odświeżająca zmiana tonu i powrót do bardziej „ludzkiego” Westeros. Dla innych - zbyt skromny początek bez dramatycznych fajerwerków. Trudno jednak odmówić twórcom konsekwencji i jasno postawionej tezy: Rycerz Siedmiu Królestw nie chce być kolejną sagą o władzy, lecz opowieścią o drodze i relacjach.
Czy ten serial obroniłby się bez Gry o tron?
Pierwszy odcinek Rycerza Siedmiu Królestw to solidny, przemyślany start serialu, który celowo rezygnuje z epickiego rozmachu na rzecz kameralnej narracji. Największym atutem produkcji są bohaterowie i ich wzajemna relacja, wiarygodnie zagrana i dobrze osadzona w realiach świata. Kontrowersyjny naturalizm może budzić mieszane uczucia, ale nie przysłania ogólnego wrażenia: to Westeros pokazane od strony, której dotąd brakowało.
Nie sposób jednak uciec od pytania, na ile siłą napędową serialu pozostaje samo Westeros. Znajomość świata, jego realiów i mitologii sprawia, że Rycerza Siedmiu Królestw ogląda się z naturalną sympatią - to powrót do uniwersum, które przez lata zbudowało rzesze oddanych fanów. Trudno jednak nie zapytać, czy bez ciężaru marki Gry o tron ta kameralna, spokojna opowieść nie przeszłaby po prostu bez większego echa. Odpowiedź przyniosą kolejne odcinki, które pokażą, czy serial potrafi obronić się nie tylko światem, ale i własną narracyjną siłą. Na tym etapie jedno jest pewne: warto dać mu szansę.
Więcej o serialach historycznych i kostiumowych przeczytasz klikając tutaj lub na poniższą grafikę:
Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Opinie i ocena zawarte w recenzji wyrażają wyłącznie zdanie recenzenta, nie musi być ono zgodne ze stanowiskiem redakcji. Z naszą skalę ocen i sposobem oceny możesz zapoznać się tutaj. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanej recenzji, by to zrobić wystarczy podać swój nick i e-mail. O naszych recenzjach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych recenzjach. Możesz także napisać własną recenzję i wysłać ją na adres naszej redakcji.







