Bunt w Zakładzie Karnym w Czarnem. Największy bunt więzienny w powojennej Europie |
Grudniowy bunt w Zakładzie Karnym w Czarnem w 1989 roku był jednym z najbardziej gwałtownych i wyniszczających kryzysów więziennych w powojennej Europie. W zakładzie przebywało około 1500 skazanych, w tym liczna grupa wielokrotnych recydywistów, a napięcie narastało od miesięcy. Iskrą okazała się informacja o amnestii, która nie objęła recydywistów w oczekiwanym przez nich zakresie.
Iskra: amnestia i moment wybuchu
W ciągu kilku dni doszło do eskalacji: od pierwszych aktów niszczenia, przez próby siłowego forsowania bramy i starcia, aż po zorganizowaną akcję odzyskania kontroli nad więzieniem z udziałem oddziałów szturmowych, środków gazowych i śmigłowców. Skutki były dramatyczne: ofiary śmiertelne, dziesiątki rannych, masowe transporty do innych zakładów i zniszczenia tak rozległe, że więzienie wymagało w praktyce odbudowy.
7 grudnia 1989 roku w Czarnem doszło do gwałtownego przesilenia. Po podaniu w „Teleexpressie” informacji o sejmowym rozstrzygnięciu w sprawie amnestii - niekorzystnym dla recydywistów - w zakładzie rozpoczęły się działania o charakterze otwartego buntu. Sejm wówczas odrzucił (327 za, przy 34 przeciw i 33 wstrzymujących) poprawkę Senatu, która zakładała amnestię dla recydywistów, sprawców kradzieży zuchwałych i z włamaniem, sprawców rozbojów oraz wypadków drogowych powodowanych pod wpływem alkoholu i pociągających za sobą śmierć osób trzecich.
Początkowo wystąpienia więźniów przybrały one formę demolowania wyposażenia i niszczenia infrastruktury, ale bardzo szybko przerodziły się w próbę przejęcia kontroli nad terenem więzienia.
W pewnym momencie kierownictwo zakładu wycofało funkcjonariuszy z terenu wewnętrznego, by nie narażać ich zdrowia i życia. To stworzyło warunki, w których skazani faktycznie opanowali przestrzeń zakładu: mogli swobodniej organizować się, gromadzić narzędzia, budować barykady i podejmować kolejne próby ataków na kluczowe punkty ochrony.
Równolegle bunt w Czarnem wpisywał się w szerszą falę wystąpień w zakładach dla recydywistów, uruchomioną tą samą przyczyną. W kilku miejscach w kraju dochodziło do podobnych scen: niszczenia pawilonów, podpaleń i wypierania służby więziennej z oddziałów. Do największych buntów poza Czarnem doszło w Goleniowie i Nowogardzie.
„Senatorowie” i więzienna władza wewnętrzna
W Czarnem istniała silna, nieformalna struktura wpływu, oparta na pozycji tzw. „senatorów” - recydywistów o najwyższym autorytecie wśród skazanych, wybieranych po jednym z każdego z dziesięciu pawilonów. Od połowy 1989 roku ta grupa w praktyce nadawała ton życiu zakładu, a latem 1989 roku w trzech dużych więzieniach (Czarne, Goleniów, Nowogard) kontrola osadzonych nad codziennością miała być na tyle duża, że można mówić o realnym osłabieniu wpływu administracji.
W dniu wybuchu buntu „senatorowie” zorganizowali mobilizację skazanych w centralnej części więzienia, przy głównej alei, którą nazywano „Marszałkowską”. Tam przedstawiono plan działań: zdobycie magazynu broni, a następnie szturm na bramę, który miał otworzyć drogę na wolność.
Ta wewnętrzna hierarchia miała jeszcze jeden, ponury wymiar: w miarę narastania desperacji pojawiały się brutalne porachunki. Wśród skazanych dochodziło do samosądów, a śmierć części ofiar wynikała z obrażeń zadanych ostrymi i tępymi narzędziami przez współwięźniów.
Szturm na bramę, barykady i ogień
Wieczorem 7 grudnia bunt przeszedł w fazę bezpośrednich działań ofensywnych. Skazani ruszyli do forsowania bramy i podejmowali ataki na punkty ochrony, w tym wartownię i zbrojownię. Używali improwizowanej broni: metalowych elementów, prętów, łańcuchów, pałek, ostrzy, a także zapalających mieszanek tworzonych z substancji zdobytych w magazynach. W pewnym momencie w rękach osadzonych znalazł się pistolet oraz ręczny wyrzutnik granatów.
Odpowiedź służb opierała się na środkach gazowych i ogłuszających, a także na armatach wodnych. W sytuacjach, gdy buntownicy zbliżali się do pasa ochronnego, użyto również broni palnej - początkowo strzelając ostrzegawczo, a następnie dochodziło do ran postrzałowych, w tym śmiertelnych.
Z czasem coraz większą rolę zaczął odgrywać niszczycielski żywioł. Skazani dewastowali i podpalali pawilony, magazyny i zaplecze, budowali barykady z mebli i elementów wyposażenia, a teren zakładu zamieniał się w przestrzeń pełną gruzu, zwęglonych resztek i improwizowanych „zapor” przygotowanych na szturm.
Ofiary, ranni i samosądy
Bilans ofiar śmiertelnych w Czarnem obejmował sześciu więźniów. Ustalono, że część zgonów była skutkiem samosądów: śmierć następowała w wyniku okaleczeń, licznych ran kłutych oraz obrażeń zadanych tępymi narzędziami. Dwa przypadki zgonów wiązały się z ranami postrzałowymi.
Liczba rannych była wysoka. Więźniów z obrażeniami przewożono do szpitali w Człuchowie, Bydgoszczy i Koszalinie - część wymagała pilnych operacji. Ranni mieli m.in. postrzały kończyn oraz klatki piersiowej i jamy brzusznej z krwotokiem wewnętrznym. Ranni byli także funkcjonariusze oddziałów biorących udział w działaniach szturmowych.
W samym zakładzie istniał dodatkowy dramat: przez pewien czas nie było pełnej wiedzy o losie wszystkich skazanych, a w toku działań odnajdywano kolejne ciała ofiar, które nie żyły już od ponad doby.
Akcja odzyskania więzienia: szturm i 40 minut przesilenia
Operacja odzyskania kontroli nad zakładem została przeprowadzona 9 grudnia. W działaniach wzięły udział oddziały Milicji Obywatelskiej (w tym formacje antyterrorystyczne) oraz funkcjonariusze Służby Więziennej. Zastosowano jednoczesne wejścia z kilku kierunków: część sił forsowała główną bramę, inne wchodziły bramami bocznymi lub byli spuszczani na linach ze śmigłowców. W trakcie operacji użyto granatów z gazem łzawiącym oraz środków ogłuszających.
Akcja trwała około 40 minut. Zorganizowany opór więźniów w tej fazie wygasał: wielu skazanych schroniło się w barakach i pawilonach, co ułatwiło rozdzielanie ich na sektory, selekcję i przygotowanie transportów do innych zakładów.
Po opanowaniu terenu zakładu rozpoczęto śledztwo prowadzone przez prokuraturę i organy spraw wewnętrznych, mające wyjaśnić okoliczności buntu, zgonów i obrażeń cielesnych.
Krajobraz po buncie: więzienie jak po przejściu żywiołu
Po zakończeniu kryzysu Zakład Karny w Czarnem wyglądał jak obiekt po katastrofie. Pomiędzy w większości zdemolowanymi i wypalonymi pawilonami leżały sterty zniszczonego sprzętu i materiałów używanych do budowy barykad: metalowe elementy, pręty, części maszyn, pałki, ostrza, a także słoiki z przetworami i zapasy żywności rozrzucone wśród gruzu.
Zniszczone były pomieszczenia wspólne, w tym świetlica wykorzystywana do zajęć kulturalno-oświatowych i posług religijnych. Magazyny żywności, kuchnia i szpital nosiły ślady podpaleń, a w miejscach przechowywania dużych ilości mąki pozostawały popiół i zgliszcza pod grożącymi zawaleniem stropami. W powietrzu unosiła się spalenizna i drażniący gaz.
Skala strat materialnych była tak duża, że więzienie wymagało w praktyce odbudowy. Jednocześnie sytuacja wewnątrz zakładu jeszcze przez pewien czas pozostawała napięta.
Transporty, selekcja i dalszy ciąg po zakończeniu walk
Po opanowaniu więzienia rozpoczęto masowe przewożenie osadzonych do innych zakładów. W Czarnem pozostawiono kilkuset więźniów - tych, którzy mieli zapewnić podstawowe funkcjonowanie i usuwać skutki zniszczeń. Pozostałych wywożono ciężarówkami przez kilka dni, przy czym czas i organizacja transportów wynikały również z ograniczeń logistycznych. Łącznie oo stłumieniu buntów w Czarnem, Goleniowie i Nowogardzie przetransportowano 2019 skazanych do 24 aresztów śledczych i zakładów karnych.
W tym okresie oddzielano osoby uznawane za inicjatorów i liderów buntu, pozostawiając je do dyspozycji prokuratora. Jednocześnie wśród więźniów utrzymywało się poczucie zagrożenia związane z odpowiedzialnością za udział w buncie oraz z tym, co działo się bezpośrednio po szturmie. Równolegle w kraju trwało wygaszanie innych buntów w zakładach karnych.
Bibliografia:
- J. Jachowicz, Bunt jest za tym murem, „Gazeta Wyborcza”, 10 grudnia 1989 r.
- I. Wojtkiewicz, Wstrząsających finał buntu więźniów w Czarnem, „Głos Pomorza”, 11 grudnia 1989 r., nr 287.
- A. Zadworny, Za pięć minut spalimy ten kryminał, „Gazeta Wyborcza, 7 kwietnia 2014 r.
- Bunty w więzieniach, „Gazeta Wyborcza”, 27 grudnia 1899.
- „Głos Pomorza”, 8 grudnia 1989 r., nr 285.
- „Głos Pomorza”, 9 grudnia 1989 r., nr 286.
- „Głos Pomorza”, 10 grudnia 1989 r., nr 288.
Lubisz czytać nasze historie?
Na historia.org.pl codziennie opowiadamy dzieje Polski i świata tak, jak na to zasługują - rzetelnie, pasjonująco, z szacunkiem do faktów. Ale żadna opowieść nie przetrwa bez tych, którzy chcą jej słuchać i ją wspierać.
Postaw nam wirtualną kawę - to darowizna, która realnie pomaga nam działać dalej. To dzięki takim gestom możemy nadal pisać o zwycięstwach, bohaterach i wydarzeniach, które zbudowały naszą tożsamość.
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.




