Armata, Fryderyk i granica wrażliwości. Co naprawdę wydarzyło się w Kostrzynie i jaka płynie z tego lekcja? |
Wystrzały armatnie, postać pruskiego króla za stołem prezydialnym i zaproszenie mówiące o „obecności Jego Wysokości Fryderyka II w rocznicę urodzin”. To wystarczyło, by lokalne wydarzenie muzealne przerodziło się w ogólnopolską debatę o granicach pamięci historycznej. Nie chodziło o intencje organizatorów, lecz o formę, kontekst i symbolikę wydarzenia. Spór nie dotyczył samego przypomnienia XVIII-wiecznej historii Kostrzyna, lecz tego, w jaki sposób została ona opowiedziana we współczesnym kontekście.
Fryderyk II powrócił do Kostrzyna nad Odrą
W sobotę 24 stycznia 2026 roku w Kostrzynie nad Odrą odbyła się uroczystość przekazania fragmentu tablicy pamiątkowej, upamiętniającej pobyt księcia Fryderyka Hohenzollerna w twierdzy w latach 1730-1732. Zabytek, odnaleziony po wojnie i nielegalnie wywieziony za granicę w latach 90., po wieloletnich staraniach wrócił do miasta i zasilił zbiory Muzeum Twierdzy Kostrzyn.
Z tego punktu widzenia był to sukces: odzyskany artefakt, sformalizowane przekazanie, zakończona wieloletnia historia strat i prób rewindykacji. Problem zaczął się jednak nie na poziomie dokumentów, lecz na poziomie komunikacji i symboli, które towarzyszyły wydarzeniu.
Co mówi muzeum
W opublikowanym stanowisku Muzeum Twierdzy Kostrzyn podkreślono, że wydarzenie w całości dotyczyło zwrotu tablicy, a nie postaci pruskiego władcy. Fryderyk II - według organizatorów - został wspomniany jedynie raz, wyłącznie w kontekście treści inskrypcji. Rekonstruktor przebrany za króla Prus miał pełnić rolę „barwnego tła”, nie zabierał głosu, a wystrzały muzealnej armaty były elementem oprawy znanym z innych wydarzeń organizowanych przez placówkę.
„Trzeba bardzo dużo złej woli, aby doszukiwać się tu elementów gloryfikacji Fryderyka Wielkiego” - podało w oświadczeniu Muzeum Twierdzy Kostrzyn, podkreślając przy tym brak intencji honorowania pruskiego monarchy i wskazując, że całość miała charakter lekki, edukacyjny i atrakcyjny dla mieszkańców.
Co jednak widzieli odbiorcy
Trzeba jednak przypomnieć kilka niepodważalnych faktów, które złożyły się na odbiór wydarzenia.
Po pierwsze, na uroczystość zaproszono osobę wcielającą się w postać Fryderyk II Wielki, która zasiadała za stołem prezydialnym obok oficjalnych gości. Po drugie, wizerunek pruskiego króla znalazł się na zaproszeniu, a w jednej z grafik promocyjnych użyto hasła „Fryderyk wraca do Kostrzyna”. Po trzecie - i to element kluczowy - w oficjalnym zaproszeniu zapisano wprost, że przekazanie tablicy nastąpi „w obecności Jego Wysokości Fryderyka II w 314. rocznicę jego urodzin”, przy wtórze wystrzałów artyleryjskich.
Nawet jeśli podczas wystąpień nie padły słowa o rocznicy, sam język zaproszenia oraz oprawa wizualna i ceremonialna wprowadziły skojarzenia, które trudno unieważnić po fakcie deklaracją o intencjach.
Spór nie o intencje, lecz o formę
To właśnie w tym miejscu rodzi się zasadniczy spór. Nie dotyczy on tego, czy muzeum chciało gloryfikować pruskiego monarchę, lecz tego, czy forma wydarzenia była adekwatna do postaci, która w polskiej perspektywie historycznej pozostaje jednoznacznie negatywna.
Fryderyk II był jednym z głównych inicjatorów I rozbioru Rzeczypospolitej, prowadził wobec Polski politykę wrogą i instrumentalną, w tym działania destabilizujące państwo polskie gospodarczo. Te fakty są elementarną częścią polskiej pamięci historycznej. W takim kontekście salwy armatnie, obecność „króla” i odwołanie do jego rocznicy urodzin - nawet jeśli zamierzone jako rekonstrukcyjna konwencja - budują pozytywną narrację wokół tej postaci.
Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że sam Fryderyk II byłby dziś zdumiony nie tylko faktem, że Polska odzyskała niepodległość, lecz także tym, że w polskim mieście organizuje się uroczystość z jego symboliczną obecnością właśnie w dniu jego urodzin. Równie zdziwiony może być znający historię obserwator z Niemiec, widząc Polaków zapraszających na oficjalne wydarzenie osobę odgrywającą postać monarchy, który odegrał kluczową rolę w podporządkowaniu i osłabieniu ich państwa.
Dlaczego ta sprawa wywołała tak silne emocje
Wydarzenie muzealne nie funkcjonuje wyłącznie jako zamknięty fakt organizacyjny. Jest komunikatem, który trafia do odbiorców z różnym kapitałem wiedzy i wrażliwości.
W tym sensie nie wystarczy powiedzieć: „nie to mieliśmy na myśli”. Liczy się także to, co zostało pokazane, jak zostało nazwane i w jakim kontekście osadzone. A tu doszło do wyraźnego rozdźwięku między intencją organizatorów a społecznym odbiorem bardzo wielu osób.
Warto przy tym odnotować, że wątpliwości dotyczące kontekstu i formy wydarzenia pojawiły się również po stronie samego organizatora. W rozmowie z „Naszym Miastem” dyrektor Muzeum Twierdzy Kostrzyn przyznał, że dopisek o „314. rocznicy urodzin Fryderyka” znalazł się na zaproszeniu zbyt pochopnie i że - gdyby przewidziano skalę reakcji - to by z niego zrezygnowano. Ta uwaga pokazuje, że nawet po stronie organizatorów dostrzeżono, iż język i forma zaproszenia mogły zostać odebrane inaczej, niż pierwotnie zakładano.
Lekcja z Kostrzyna nad Odrą
Nie da się wyrzec historii miejsca. Nie da się zaprzeczyć, że Fryderyk II przez kilkanaście miesięcy przebywał w Kostrzynie nad Odrą i że jego obecność była elementem dziejów miasta. Nie da się też pominąć faktu, że był to wówczas pruski Kostrzyn, zamieszkany przez pruskich mieszkańców, funkcjonujący w realiach państwa Hohenzollernów. Ta historia - wraz z materialnym dziedzictwem epoki - nie podlega wymazywaniu ani prostemu unieważnieniu.
Problem zaczyna się jednak tam, gdzie historyczny fakt zostaje przeniesiony bez refleksji do współczesnej przestrzeni symbolicznej. Trudno bowiem wyobrazić sobie analogiczną sytuację, w której w dzisiejszym Szczecinie organizowano by uroczystość z udziałem rekonstruktora Katarzyny II Wielkiej, salwami armatnimi i zapisem o „obecności Jej Cesarskiej Mości”, nawet jeśli dałoby się historycznie wykazać jej związek z miastem. Nie dlatego, że byłoby to „niehistoryczne”, lecz dlatego, że byłoby symbolicznie nieadekwatne.
Spór wokół wydarzenia w Kostrzynie nie dotyczy więc burzenia pruskich obiektów, negowania wielowiekowej historii miasta ani prostego podziału na „nasze” i „obce” dziedzictwo. Dotyczy czegoś innego: faktu, że dzisiejszy Kostrzyn jest polskim miastem, zamieszkanym przez Polaków, a wydarzenia organizowane w jego przestrzeni publicznej nie funkcjonują w próżni historycznej. Niosą określony przekaz, niezależnie od intencji organizatorów.
Zatem to nie jest spór o zakaz mówienia o trudnym dziedzictwie ani o usuwanie niewygodnych postaci z narracji historycznej. To spór o to, jak opowiadać historię w miejscu, gdzie zmienił się kontekst państwowy, narodowy i społeczny - i gdzie forma upamiętnienia może zacząć przypominać niezamierzone oddawanie honorów tym, którzy w polskiej pamięci historycznej na nie nie zasługują. To także lekcja, którą warto odrobić szerzej - nie tylko w Kostrzynie, lecz również w innych instytucjach kultury i samorządach, mierzących się z trudnym i niejednoznacznym dziedzictwem przeszłości.
Lubisz czytać nasze historie?
Na historia.org.pl codziennie opowiadamy dzieje Polski i świata tak, jak na to zasługują - rzetelnie, pasjonująco, z szacunkiem do faktów. Ale żadna opowieść nie przetrwa bez tych, którzy chcą jej słuchać i ją wspierać.
Postaw nam wirtualną kawę - to darowizna, która realnie pomaga nam działać dalej. To dzięki takim gestom możemy nadal pisać o zwycięstwach, bohaterach i wydarzeniach, które zbudowały naszą tożsamość.





