Prezes IPN 2026 - kto ma największe szanse na wybór przez Sejm?


Za dwa dni, 14 kwietnia 2026 roku, Kolegium IPN ogłosi nazwisko swojego kandydata na prezesa Instytutu Pamięci Narodowej. To już drugi konkurs z rzędu - pierwszy zakończył się sejmowym odrzuceniem. Dziś w kuluarach coraz głośniej pada jedno nazwisko, które jako jedyne może liczyć na poparcie zarówno PiS, jak i PSL. Czy tym razem Polska wreszcie dostanie stałego szefa IPN?

Dlaczego wybór prezesa IPN to nie konkurs historyczny, lecz polityczny

Dr Mateusz Szpytma, zastępca Prezesa Instytut Pamięci Narodowej / fot. Sławek Kasper, IPN

Formalnie konkurs na prezesa IPN wygląda jak standardowa procedura merytoryczna: kandydaci składają dokumenty, przechodzą weryfikację, prezentują przed Kolegium swoje wizje kierowania Instytutem. Brzmi jak wybór rektora uczelni. W praktyce jest zupełnie inaczej.

Ustawa o IPN zbudowana jest na fundamentalnej sprzeczności. Kolegium IPN - organ wyłaniający kandydata - przez lata obsadzane było przez prezydenta i sejmową większość PiS. Dziś siedmiu z dziewięciu jego członków to nominaci prawicy. Tymczasem to Sejm, w którym większość ma Koalicja 15 Października, ostatecznie powołuje prezesa. Dwie różne logiki polityczne, jeden wybór. Bez kompromisu - pat.

Lekcja z jesieni 2025: Polejowski jako przestroga

Że to nie teoria, udowodnił poprzedni konkurs. W październiku 2025 roku Kolegium rekomendowało na prezesa dr. hab. Karola Polejowskiego - wieloletniego współpracownika Karola Nawrockiego. Kandydatura była wyraźnym sygnałem: prawicowe Kolegium wystawia człowieka bliskiego odchodzącemu prezydentowi.

Sejm powiedział nie. 21 listopada 2025 roku Polejowski nie uzyskał wymaganej większości. Cała procedura ruszyła od początku - i oto jesteśmy tu, gdzie jesteśmy.

Warto jednak zwrócić uwagę na pewien szczegół. Część środowisk związanych z IPN sugerowała nieoficjalnie, że Kolegium od początku mogło być świadome nikłych szans Polejowskiego w parlamencie. Pierwsze podejście miałoby wówczas służyć nie tyle wyborowi prezesa, ile przetestowaniu gruntu pod właściwego kandydata - tego, który może liczyć na szersze poparcie.

Szpytma - człowiek, który łączy tam, gdzie inni dzielą

W grze o fotel prezesa IPN pojawia się dziś przede wszystkim jedno nazwisko: dr Mateusz Szpytma, od dekady wiceprezes Instytutu.

Jego biografia jest wyjątkowa na tle całego środowiska. Z IPN związany jest od samego początku istnienia tej instytucji - zaczynał jako ekspert Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni w Krakowie, następnie pracował w sekretariacie legendarnego prezesa Janusza Kurtyki, którego tragicznie straciła katastrofa smoleńska. To zakorzenienie w pierwotnym etosie IPN buduje mu wiarygodność w środowiskach historycznej prawicy.

Jednocześnie Szpytma jest twórcą Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II Wojny Światowej im. Rodziny Ulmów w Markowej - projektu, który wyrósł ponad bieżące podziały polityczne i zyskał uznanie daleko poza obozem prawicowym. Zajmuje się też historią polskiego ruchu ludowego, co nie jest bez znaczenia w kontekście sejmowej arytmetyki.

Pracownicy IPN cenią go za kompetencje i znajomość instytucji od środka. Politycy PiS mówią o nim jako o bardzo dobrym kandydacie. A PSL - i to jest klucz do całej układanki - sygnalizuje otwartość na jego kandydaturę.

PSL trzyma w ręku ostatnią kartę

Bez ludowców nie ma nowego prezesa IPN. To brutalna matematyka sejmowa. PiS z Konfederacją nie dysponują większością potrzebną do przegłosowania własnego kandydata. Koalicja rządząca z kolei nie wepchnęłaby swojego człowieka do instytucji, nad którą nie ma kontroli na poziomie Kolegium.

PSL jest jedynym mostem między tymi dwoma brzegami. I to właśnie historyczne związki Szpytmy z ruchem ludowym - badacz tego środowiska, człowiek rozumiany przez PSL jako ktoś bliski jego wrażliwości historycznej - czynią z niego kandydata, przy którym porozumienie jest w ogóle wyobrażalne.

Precedens już jest. W 2021 roku patową sytuację wokół wyboru Rzecznika Praw Obywatelskich rozwiązano dopiero za piątym podejściem - gdy PSL zaproponował kandydata kompromisowego, prof. Marcina Wiącka, który ostatecznie zyskał poparcie wszystkich klubów. Częścią tamtego porozumienia było też wsparcie PSL dla Karola Nawrockiego jako prezesa IPN. Historia lubi zataczać koła.

Co może pójść nie tak?

Scenariusz ze Szpytmą jako kandydatem kompromisowym jest dziś najbardziej prawdopodobny - ale nie jedyny możliwy.

Kolegium może postawić na inną osobę z listy dziesięciorga kandydatów, licząc na kolejne negocjacje. Może też dojść do kolejnego pata - jeśli Kolegium wytypuje kogoś, kogo Sejm odrzuci, cała machina ruszy po raz trzeci. Ustawa nie przewiduje żadnego limitu liczby konkursów.

Sama lista kandydatów w tym konkursie jest zróżnicowana. Obok Szpytmy znaleźli się m.in. historyk wojskowości dr hab. Przemysław Benken z IPN w Szczecinie, gdański historyk dr Arkadiusz Kazański znany z prac o „Solidarności” i Annie Walentynowicz, czy poznańska archiwistka dr Joanna Napierała. Kilkoro z nich startowało już w poprzednim konkursie. Żadne z tych nazwisk nie generuje jednak tego samego politycznego potencjału porozumienia co Szpytma.

14 kwietnia - data, która może zmienić wszystko lub nie zmienić nic

Pojutrze wieczorem dowiemy się, kogo Kolegium IPN rekomenduje na prezesa. Ale nawet najlepsza rekomendacja to dopiero połowa drogi. Prawdziwy egzamin przyjdzie w Sejmie - i tam, jak zawsze w polskiej polityce historycznej, o wszystkim zdecydują nie tylko curriculum vitae kandydata, ale równie telefony wykonane w kuluarach.

Jeśli pada nazwisko Szpytmy - IPN ma realną szansę wreszcie dostać stałego szefa. Jeśli Kolegium znów postawi na kandydata bez zaplecza po obu stronach sceny politycznej, czeka nas kolejna runda przeciągania liny. A instytucja z budżetem niemal 700 milionów złotych i 2,5 tysiącami pracowników będzie dalej trwać w zawieszeniu.

Lubisz czytać nasze historie?
Na historia.org.pl codziennie opowiadamy dzieje Polski i świata tak, jak na to zasługują - rzetelnie, pasjonująco, z szacunkiem do faktów. Ale żadna opowieść nie przetrwa bez tych, którzy chcą jej słuchać i ją wspierać.
Postaw nam wirtualną kawę - to darowizna, która realnie pomaga nam działać dalej. To dzięki takim gestom możemy nadal pisać o zwycięstwach, bohaterach i wydarzeniach, które zbudowały naszą tożsamość.

Postaw nam kawę za:


Opcja dodawania komentarzy została wyłączona.