Magnacka kłótnia w XXI wieku. Lubomirski-Lanckoroński wypomniał Radziwiłłom zdradę w Kiejdanach |
Spór arystokratów przeniósł się do historii. Lubomirski-Lanckoroński wypomniał Radziwiłłom Kiejdany. Jan Lubomirski-Lanckoroński w rozmowie u Żurnalisty ostro odpowiedział Maciejowi Radziwiłłowi. W pewnym momencie współczesna wymiana zdań między potomkami wielkich rodów magnackich skręciła jednak w stronę XVII wieku. Padły słowa o „rodzinie zdrajców Rzeczypospolitej”, a za nimi natychmiast pojawiło się najcięższe skojarzenie związane z nazwiskiem Radziwiłłów: układ w Kiejdanach, potop szwedzki i zdrada Janusza Radziwiłła.
Od medialnego szumu do potopu szwedzkiego
Sprawa zaczęła się jak wiele współczesnych sporów ludzi znanych: od komentarzy o medialnej obecności, tytułach i sposobie budowania własnego wizerunku. W rozmowie u Żurnalisty prowadzący przywołał opinię, że Maciejowi Radziwiłłowi miał przeszkadzać rozgłos wokół Jana Lubomirskiego-Lanckorońskiego oraz sposób używania dawnych tytułów arystokratycznych.
Lubomirski-Lanckoroński odpowiedział bardzo ostro.
„Macieja Radziwiłła razi każdy szum, który nie dotyczy jego” - stwierdził, Lubomirski-Lanckoroński.
Potem wypowiedź nabrała już wyraźnie historycznego ciężaru.
„Myślę, że Maciej jest dosyć smutnym człowiekiem. Ponieważ on rzeczywiście też się stara robić różne rzeczy. Ale po pierwsze - pochodzi z rodziny zdrajców Rzeczypospolitej, więc nie jest łatwo wybielić się nawet w kolejnym pokoleniu. Ja oczywiście wcale nie mówię o nim, no ale jednak…” - powiedział Jan Lubomirski-Lanckoroński.
To zdanie jest najmocniejszym elementem całej sprawy. Nie dlatego, że dotyczy wyłącznie osobistej kłótni, ale dlatego, że pokazuje, jak żywa bywa w Polsce pamięć o dawnych rodach. Nazwisko Radziwiłł nie jest dla wielu odbiorców tylko nazwiskiem. To Nieśwież, Ołyka, Birże, ogromne majątki, wielka polityka litewska, ale także cień Kiejdan.
„Coś mu odbiło”. Lubomirski-Lanckoroński mówi o dawnych relacjach
W tej samej rozmowie Lubomirski-Lanckoroński przekonywał, że jego stosunki z Maciejem Radziwiłłem nie zawsze były złe.
„My mieliśmy bardzo dobre relacje długo. Natomiast widzę, że ostatnio coś mu odbiło i zaczął mówić źle na temat swoich krewnych. Pozdrawiam cię, Macieju. Myślę, że warto może usiąść, kubełek zimnej wody na głowę, uspokoić się. Robić swoje, niekoniecznie zazdrościć innym” - mówił.
Na koniec odniósł się też do zarzutów dotyczących tytułów.
„W Polsce nie ma zakazu używania tytułów. (...) Kontynuując o moim dalekim kuzynie Macieju - jak on sam kiedyś mnie określił. Mój daleki kuzynie, przypominam, jak to ty bardzo często do ludzi, którzy byli bez tytułów... się naśmiewałeś z ich funkcjonowania. (...) Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto jest bez winy” - powiedział.
Warto tu dodać ważne rozróżnienie. W Polsce tytuły arystokratyczne nie mają znaczenia prawnego i państwo ich nie uznaje. Nie znaczy to jednak, że w języku prywatnym czy towarzyskim nikt nie może ich używać. To raczej kwestia obyczaju, stylu, tradycji rodzinnej i - jak widać - sporu o granicę między pamięcią rodową a autopromocją.
Dlaczego Radziwiłłowie kojarzą się z Kiejdanami?
Gdy Lubomirski-Lanckoroński mówi o „rodzinie zdrajców Rzeczypospolitej”, najpewniej odwołuje się do Janusza Radziwiłła i Bogusława Radziwiłła. To oni 20 października 1655 roku zawarli w Kiejdanach układ ze Szwedami. Był to jeden z najbardziej symbolicznych momentów potopu szwedzkiego.
Rzeczpospolita znajdowała się wtedy w dramatycznym położeniu. Od lat trwały wojny z Kozakami, od wschodu nacierała Moskwa, a latem 1655 roku rozpoczął się najazd szwedzki. Państwo polsko-litewskie chwiało się w posadach. Część elit uznała, że Jan Kazimierz nie jest w stanie obronić kraju. W Wielkim Księstwie Litewskim Janusz Radziwiłł przedstawił decyzję o porozumieniu ze Szwecją jako próbę ratowania Litwy przed Moskwą.
W polskiej pamięci historycznej ta argumentacja nie zmieniła zasadniczej oceny wydarzenia. Kiejdany zapisały się jako zdrada Rzeczypospolitej. Litewski hetman, w chwili jednego z największych kryzysów państwa, zerwał więź polityczną z Koroną i oddał Wielkie Księstwo Litewskie pod protekcję szwedzkiego monarchy. Janusz Radziwiłł stał się przez to jednym z najtrwalszych symboli magnackiej pychy, partykularyzmu i zdrady stanu.
Ogromną rolę odegrał tu Henryk Sienkiewicz. W Potopie Janusz Radziwiłł został przedstawiony jako człowiek wielkiej ambicji, pychy i politycznej zdrady.
Czy cały ród można nazwać „rodziną zdrajców”?
Historycznie takie określenie jest oczywiście skrótem i publicystyczną szarżą. Radziwiłłowie byli jednym z najpotężniejszych rodów Wielkiego Księstwa Litewskiego i całej Rzeczypospolitej. W ich dziejach byli politycy, wodzowie, mecenasi kultury, fundatorzy, ludzie Kościoła, dyplomaci i awanturnicy. Byli także ludzie, których decyzje zapisały się w historii bardzo źle.
Problem polega na tym, że rody magnackie żyły w skali, której dzisiejszy odbiorca często nie czuje. To nie były zwykłe rodziny w nowoczesnym sensie. To były potężne sieci majątków, klienteli, wpływów, urzędów i politycznych ambicji. Jeden przedstawiciel rodu mógł być bohaterem, drugi warchołem, trzeci zdrajcą, czwarty mecenasem sztuki. Historia wielkich nazwisk prawie nigdy nie jest jednowymiarowa.
Lubomirscy też mają swój trudny rozdział
Sprawa jest tym ciekawsza, że w historii Lubomirskich również nie brakuje postaci niejednoznacznych. Najbardziej znany przykład to Jerzy Sebastian Lubomirski. W czasie potopu szwedzkiego należał do tych magnatów, którzy opowiedzieli się po stronie walki ze Szwedami. Był jednym z ważnych ludzi obozu antyszwedzkiego, miał zasługi wojskowe i polityczne, a przez pewien czas mógł uchodzić za jednego z największych obrońców Rzeczypospolitej.
Później jednak stanął przeciwko Janowi Kazimierzowi. Konflikt z królem doprowadził do procesu, wyroku, utraty urzędów, infamii i banicji, a następnie do rokoszu Lubomirskiego. W latach 1665-1666 Rzeczpospolita pogrążyła się w wojnie domowej. Najtragiczniejszym momentem była bitwa pod Mątwami, gdzie doszło do bratobójczej rzezi żołnierzy królewskich.
To pokazuje, że historia magnackich rodów nie nadaje się do prostych etykiet. Ten sam człowiek mógł mieć zasługi w jednej dekadzie i stać się symbolem destrukcji państwa w kolejnej. Ten sam ród mógł dawać Rzeczypospolitej fundatorów, hetmanów i mecenasów, ale także rokoszan, egoistów politycznych i ludzi myślących przede wszystkim kategorią własnej pozycji.
Dawne tytuły, nowe media
W tle całej historii jest jeszcze jeden wątek, który dotyczy współczesnego używania arystokratycznych tytułów. II Rzeczpospolita nie uznawała przywilejów rodowych i stanowych. Dzisiejsza Polska również nie jest państwem stanowym. Książę, hrabia czy baron nie są kategoriami prawnymi, które dawałyby obywatelowi szczególną pozycję.
Ale nazwiska dawnych rodów nadal działają na wyobraźnię. W świecie mediów społecznościowych, podcastów, wystaw, fundacji, działalności charytatywnej i autopromocji rodowa legenda staje się elementem wizerunku. Jednych to fascynuje, innych drażni. Jedni widzą w tym kontynuację tradycji, inni kostium, snobizm albo marketing.
Byłoby jednak zbyt proste sprowadzić wszystko wyłącznie do gry pozorów. W przypadku części współczesnych przedstawicieli dawnych rodzin arystokratycznych istnieje realna ciągłość historyczna: nazwiska, genealogie, pamięć rodzinna, archiwa, fundacje, opieka nad dziedzictwem, a niekiedy także odpowiedzialność za miejsca i instytucje związane z przodkami. Nie daje to dziś żadnych szczególnych praw politycznych ani społecznych, ale sprawia, że te nazwiska nadal niosą ze sobą ciężar historii. Czasem jest to kapitał symboliczny, czasem zobowiązanie, a czasem także balast, bo wraz z herbem dziedziczy się nie tylko chwałę, lecz również niewygodne epizody z przeszłości.
Lubisz czytać nasze historie?
Na historia.org.pl codziennie opowiadamy dzieje Polski i świata tak, jak na to zasługują - rzetelnie, pasjonująco, z szacunkiem do faktów. Ale żadna opowieść nie przetrwa bez tych, którzy chcą jej słuchać i ją wspierać.
Postaw nam wirtualną kawę - to darowizna, która realnie pomaga nam działać dalej. To dzięki takim gestom możemy nadal pisać o zwycięstwach, bohaterach i wydarzeniach, które zbudowały naszą tożsamość.


