„Krwawy śnieg. Wspomnienia żołnierza Wehrmachtu z Frontu Wschodniego” – G.K. Koschorrek – recenzja (2)


Żołnierskie wspomnienia to jeden z najważniejszych nurtów pisania o historii militarnej. Szczególnie zaś o odległej historii II wojny światowej. Na tyle jednak wciąż bliskiej, by ostatni żyjący jej uczestnicy opowiadali swe przeżycia. I taką książkę proponuje nam wydawnictwo Vesper. Autor Krwawego śniegu – G.K. Koschorrek – zapisywał swoje wrażenia z walk, a potem na podstawie notatek powstała książka. Wojna, widziana przez zwykłego żołnierza, została na jej kartach odarta ze swej bohaterskości.

Gunther Koschorrek próbował kilka razy dobrnąć do ostatniej strony, aż wreszcie mu się to udało. Zostawił on dla nas książkę osobistą. On, zwykły niemiecki żołnierz, usiłuje rozliczyć się w niej z przeszłością, która postawiła jego i kolegów w gronie przegranych, niemal przeklętych. Odpowiedź na pytanie, dlaczego to robi, nie powinna być zaskakująca:

„Napisałem tę książkę, bo uważałem to za swój obowiązek. Najwyższy czas zrobić to dla tych wszystkich, którzy przetrwali - by nie zostali zapomniani. Na tych, którzy przeżyli spadł obowiązek występowania w roli emisariuszy znacznie liczniejszego grona zabitych i uciszonych na zawsze. To jest mój wkład i uważam, że wypełniłem swoją część tego obowiązku”.

Trudno jednak szukać tu słów pochwały niemieckiego oręża, głośnego przypominania o obowiązku wobec Narodu, Rzeszy i Wodza. Koschorrek pisze o sobie i o najbliższych mu ludziach –o towarzyszach walk. Mają imiona i nazwiska, walczą, by samemu nie zginąć. Nawet gdy są to oficerowie, mowa jest zawsze o tym, jacy byli wobec podwładnych i jakie było ich wojenne człowieczeństwo. I przeciwnie – po każdej stronie znajduje autor bestie. Wśród swoich jest nim podoficer, który bez rozkazu rozstrzeliwuje sowieckich jeńców. Koschorrek daje nam też do zrozumienia, że w wojskowych szeregach byli też idioci – choćby zastrzelony przez własne oddziały podoficer, który uparcie bronił wygłodniałym uciekinierom z frontu dostępu do magazynu z żywnością.

Nie brakuje też opisów okrucieństwa po stronie przeciwnika. Autor najbardziej bał się o Katię, dziewczynę z wioski, w której kwaterowali, która zaprzyjaźniła się z nimi. Wiedział, że jej los po powrocie bolszewików będzie przesądzony. Widział bowiem już odbite od czerwonoarmistów wioski  gdzie wymordowano całą miejscową ludność pod wpływem zarzutu współpracy z okupantem. Podobnie stanie się, gdy oddział autora znajdzie się w słynnej wschodniopruskiej wiosce Nemmersdorf, gdzie Sowieci wybili niemieckich cywilów w sposób niezwykle okrutny, tj. gwałcąc kobiety i bezczeszcząc ciała.

Takich opisów znaleźć można u Koschorrka mnóstwo. Panorama opisywanych jest  największą zaletą książki. Widoczna jest niezwykła bliskość z otoczeniem jednego żołnierza. Nie ma mowy o wstydzie, kiedy natrafiamy kilkakrotnie na opis jego panicznej ucieczki, biegu do tyłu pod świszczącymi kulami, aż do utraty tchu. To ważne, choć nie zawsze chlubne,  elementy opowieści. Bez nich nie byłoby ciągu dalszego historii ani obecności autora wśród żywych.

Do rangi symbolu urastają też zapasowe lufy od karabinu maszynowego. Przyniesione przez kolegę, który chwilę później pada śmiertelnie trafiony kulą, ratują pozostałych od śmierci przed sowieckim atakiem. Przeciwnik naciera falami i falami pada martwy.

Tytułowy krwawy śnieg barwi się krwią obu stron konfliktu, choć dla autora tylko jedna ma wymiar koleżeński. Wróg to brązowo-bure mundury, odcinające się na tle śniegu, w które trzeba trafić seriami z obsługiwanego przez Gunthera kaemu. On ma szczęście, udaje mu się przetrwać kolejne walki. Choć nie bez problemów, ponieważ kilkakrotnie został ranny.  Razem z autorem wspomnień znajdujemy się w ogniu walk w Stalingradzie i na linii Donu. Później we Włoszech i znów na froncie wschodnim – na Ukrainie, pod Nikopolem, później na Bugu, w Rumunii, Prusach Wschodnich i na koniec pod Szczecinem na Pomorzu.

Koniec wojny zastał Koschorrka w Sudetach, gdzie trafił po kolejnym zranieniu i celowym jątrzeniu rany tak, by już nie musieć wracać na front. Dużo w tych wspomnieniach przerażającej prawdy, ale i ucieczki od szerokiego spojrzenia na wojnę i „mądrzenia się” na jej temat. Nawet w przypadku geograficznych uwarunkowań, autor woli mówić o nazwach niewielkich wiosek, czy wręcz o rozpadlinach w stepie, gdzie przyszło mu walczyć, niż o wielkich kampaniach, które z jego poziomu percepcji były nie do ogarnięcia. Tę szerszą perspektywę przypominają dołączone mapy, jasne i proste graficznie, pozwalające na szybkie połączenie treści z oznaczonymi na mapach ruchami wojsk.

Większość swojej wojennej wędrówki autor był żołnierzem 24. Dywizji Pancernej, a pod koniec wojny trafił do Korpusu Pancernego „Grossdeutschland„, który jednak w tym czasie przestał być jednostką elitarną i stał się zbieraniną słabo wykształconych rekrutów, zasilaną resztkami niepowołanych dotychczas mężczyzn. Do panowania nad takimi ”wojskami” potrzebni byli doświadczeni podoficerowie, a do takich należał pod koniec wojny Gunther Koschorrek, posiadacz dwóch klas Żelaznego Krzyża, najwyższych odznak za walki wręcz i za odniesione rany. Kilka miesięcy później, wszystkie swoje cenne odznaczenia autor bez żalu przehandluje za dobre, amerykańskie papierosy. Zresztą, w jego opowiadaniu często pojawia się stwierdzenie, że bohaterstwo wojenne nie popłaca, a żelazne krzyże odznaczeń łatwo zamienić można było na drewniane na cmentarzu.

Wydawnictwo Vesper przygotowało solidną książkę. Bez fajerwerków, ale łatwo zauważalną na księgarskich półkach. Wyraźna czcionka, poręczny format. Okładka z sugestywną grafiką i punktowym lakierowaniem. Mapy, o których już wspomniałem. Kilkanaście zdjęć z archiwum autora umieszczono we wkładce, wydrukowanej na kredowym papierze. Jedyny zgrzyt to wypunktowanie graficzne przy pomocy hitlerowskiego Adlera. Niby rzecz gustu, więc mogłoby nie przeszkadzać, gdyby łamacz nie zostawiał znaku rozdzielenia na dole strony, bez tekstu, a tak się kilkakrotnie zdarzyło. Dobre wrażenie przywraca poręczna zakładka do książki, promująca dwie najnowsze pozycje wydawnictwa Vesper.

Plus minus:
Na plus:
+ bardzo interesujące, nieprzegadane wspomnienia
+ dobrze przygotowane mapy i fotografie
+ chwytliwa okładka
Na minus:
- niejednokrotnie źle rozmieszczone wypunktowania

Tytuł: Krwawy śnieg. Wspomnienia żołnierza Wehrmachtu z frontu wschodniego
Autorzy: Gunther K. Koschorrek
Wydawca: Vesper
Tłumaczenie: Jarosław Kotarski (ramka informująca o wydaniu pośmiertnym)
Data wydania: 2012
Okładka: miękka
ISBN/EAN: 978-83-7731-108-0
Liczba stron: 312
Cena: ok. 30 zł
Ocena recenzenta: 8/10

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Opinie i ocena zawarte w recenzji wyrażają wyłącznie zdanie recenzenta, nie musi być ono zgodne ze stanowiskiem redakcji. Z naszą skalę ocen i sposobem oceny możesz zapoznać się tutaj. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanej recenzji, by to zrobić wystarczy podać swój nick i e-mail. O naszych recenzjach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych recenzjach. Możesz także napisać własną recenzję i wysłać ją na adres naszej redakcji.

1 komentarz

  1. Jarosław pisze:

    im dalej od wojny, tym więcej wspomnień -bo nie żyją już ci, którzy mogli by to podważyć

Zostaw własny komentarz