„Lotnictwo lat 30. XX wieku w Polsce i na świecie” - T. Pawłowski - recenzja


W dzisiejszych czasach, gdy w reklamowych anonsach i spotach każda niemal szczoteczka do zębów „zawiera rewolucyjne technologie„, każdy środek przeciwbólowy jest „innowacyjny„, a każdy służyć mający odchudzaniu eliksir – ”przełomowy”, skłonni jesteśmy cały ten marketingowy szum puszczać mimo uszu.

„Poważna literatura to jednak co innego„ pomyślałem przeczytawszy na stronie internetowej wydawnictwa, że w zapowiadanej właśnie książce ”obraz polskiego lotnictwa lat trzydziestych XX wieku zaprezentowany przez autora jest bardzo nowatorski, wprost bezprecedensowy”. I gdy kilka tygodni później zaproponowano mi bym ową książkę zrecenzował, skwapliwie wyraziłem zgodę. Co z tego wynikło – opowiem. Jedną tylko przestrogę już teraz umieszczę: nie próbujcie z Wydawcą dyskutować, marketingowe sztuczki mu zarzucając! Bo szczerą prawdę w zapowiedzi napisał!

Miłe… recenzji początki

Na przeznaczoną do recenzji książkę nie musiałem czekać zbyt długo. A gdy w końcu dotarła – wrażenie było jak najlepsze. Solidna twarda oprawa, porządnie zszyty blok, niebrzydka okładka, ładny, lekko kremowy w odcieniu papier, eleganckie opracowanie edytorskie… A także – co stwierdziłem po szybkim przekartkowaniu – sporo ciekawych zdjęć, całkiem czytelnie wydrukowanych na półkredowych arkuszach. Naprawdę – należą się za to Wydawcy słowa uznania!

Struktura pracy

Pierwszy zgrzyt nastąpił, gdy zerknąłem na stronę tytułową. Tam zaś, pod znaną już z okładki frazą, widniał dopisek: „Wybrane zagadnienia„. W ten sposób doczekał się rozstrzygnięcia dręczący mnie od jakiegoś czasu dylemat: w jaki sposób autor zamierza przestawić tak rozległą problematykę na tak niewielu stronach. Otóż – nie zamierza! Czy raczej – przedstawi w ”wyborze”.

Następnym punktem recenzenckiego programu był spis treści. Rozdziałów w książce jest aż czternaście, w tym trzynaście wyszło spod pióra autora. Rozdział XIII, poświęcony Siłom Powietrznym RKKA, został bowiem napisany przez Jerzego Gruszczyńskiego. Wyjątek ten nie powinien budzić kontrowersji. J. Gruszczyński jest znawcą opisanej we wzmiankowanym szkicu problematyki – z kolei zaś autor książki wyraźnie w niej nie gustuje.

Tytuły pozostałych 13 rozdziałów sugerowały, że T. Pawłowski szeroko zakreślił granice swego zamierzenia. Choć bowiem zapoznawszy się z tytułem jego publikacji sądzić by można, że kluczowe są tam sformułowania „lotnictwo„ i „lata 30.„,  to jej rozdział I dotyczy ”początków polskiego lotnictwa wojskowego” (w praktyce – do połowy lat 30.), rozdział VI nosi tytuł Polska Marynarka Wojenna i rozbudowa jej lotnictwa (i istotnie – jak miało się okazać – jest tam co najmniej równie wiele o MW, jak o lotnictwie), z kolei rozdział X to Lotnictwo Wojska Polskiego lat czterdziestych XX wieku – spory o jego kształt wśród zagrożenia wojennego. Oczywiście trudno czynić autorowi zarzut, że zaoferował czytelnikom więcej, niż zrazu obiecał. Tyle tylko, że całość tekstu to ledwie 257 stron – wprowadzenie zaś tak szerokiej perspektywy budzić może obawy, że przedstawiona analiza będzie niezwykle powierzchowna.

Kończąc przedstawianie struktury publikacji wspomnieć wypadnie, że zawiera ona także aneks (jak trochę na wyrost określono jeden opublikowany dokument, skądinąd – nie wiedzieć czemu – z połowy lat 20.), wybraną bibliografię oraz krótki indeks nazwisk.

Nauka czy… publicystyka?

Zarówno dokonana przez Wydawcę prezentacja tekstu, jak i sformułowania użyte przez autora w otwierającym ów tekst Wstępie, skłaniać muszą czytelnika do wniosku, że ma do czynienia z pracą o charakterze naukowym. Wrażenie to słabnie jednak w trakcie lektury, z czasem ulegając całkowitemu rozproszeniu. Podobnie jak w swej poprzedniej książce (Armia marszałka Śmigłego. Idea rozbudowy Wojska Polskiego 1935-1939, Warszawa 2009) T. Pawłowski nie zdołał bowiem powściągnąć zamiłowania do czysto publicystycznego ujmowania zagadnień. Nie wystarczyło mu też cierpliwości na bardziej obszerną kwerendę. Skutkiem okazało się kolejne powielenie szeregu dawnych – i często wskazanych już w recenzjach – błędów.

Błędy – lata 20.

Oczywiście – tak surowe oceny wymagają dowodów. Tych w książce znaleźć można aż nadto, stąd recenzent ograniczyć się musi do wyboru. Przy czym zastrzega, że odnosić się będzie przede wszystkim do faktów, nie zaś do wypowiedzi o charakterze ocennym, którymi T. Pawłowski w swym tekście szafuje zresztą nader chętnie (i tak np. udźwig samolotów PZL P.23 „Karaś„ jest „potężny„, a zasięg ”olbrzymi”). Takie ograniczenie – choć wymuszone rozmiarami tekstu recenzji – wydaje się zasadne. Trudno po prostu sądzić by wnioskowanie oparte na wadliwej faktografii mogło okazać się poprawne. O wynikach tego wnioskowania nie wspominając.

Zabawę z faktografią czytelnik zaczyna już w rozdziale I. Dowiaduje się zeń między innymi, że od 1 stycznia 1923 r. na czele Departamentu IV MSWojsk. stał gen. bryg. François Léon Lévèque, zaś, „po kolejnej zmianie rządów, 1 lipca 1924 roku, Szefem Departamentu został gen. bryg. Włodziemierz Zagórski„ (s. 24-25). W istocie Lévèque (czy też raczej – Lévêque) 1 stycznia 1923 r. generałem nie był (będzie nim dopiero od 20 marca), a wzmiankowaną funkcję objął 20 stycznia. Gdy zaś chodzi o jego następcę, to choć z tekstu nie wynika czy 1 lipca nastąpić miała „zmiana rządów„, zmiana na stanowisku szefa Departamentu IV, czy też oba te wydarzenia – bezspornym jednak pozostaje, że z datą ową nie wiąże się żadne z nich, a gen. Zagórski szefem lotnictwa wojskowego został dopiero 17 VIII 1924 r. Nieprawdą jest też, że – jak utrzymuje autor – przedstawiony przez gen. Lévêque plan rozbudowy lotnictwa wojskowego ”nie został nawet zatwierdzony przez zwierzchników”.

Nie bardzo wiadomo co począć z twierdzeniem, że „po 150 doskonałych Potezach zakupiono we Francji 250 gorszych Bréguet XIX„ (s. 26). W rzeczywistości bowiem z Francji dostarczone zostały do Polski trzy typy płatowców Potez (XV, XXVII i XXV), z których część zakupiona została wcześniej, część zaś później od Breguetów – ale zsumowanie tych zakupów (czy też jakiekolwiek inne ich potraktowanie) w żaden sposób nie pozwoli uzyskać liczby 150 egzemplarzy. Co więcej – nabyte „wcześniej„ od maszyn ostatniego z wymienionych typów „doskonałe” rzekomo Potezy XV dobrych ocen w Polsce nie zebrały – co zresztą stało się jedną z głównych przyczyn sięgnięcia po samoloty ”breguetowej” konkurencji. Podobnych błędów jest w rozdziale sporo.

Błędy – lata 30.

Czytelnik sądzić jednak może, iż sprawy z lat 20. nie są autorowi zbyt bliskie, stąd też i większe prawdopodobieństwo omyłki. W istocie – część tego przekonania jest prawdziwa. Ta pierwsza.

Przejdźmy więc do następnego okresu. Tam zaś na przykład… Z niezrozumiałych powodów kluczowy dla przedstawianej problematyki plan rozbudowy lotnictwa przyjęty przez Komitet do Spraw Uzbrojenia i Sprzętu na jego XVI posiedzeniu T. Pawłowski przedstawia nie na podstawie źródeł pierwotnych (skądinąd dobrze znanych), ale w oparciu o wspomnienia generała Rayskiego, w których ten dał po latach odpór krytykom (często niesprawiedliwym), nie przejmując się przy tym zbytnio ścisłością przytaczanych faktów. Skutkiem tego dowiadujemy się, że owo posiedzenie miało miejsce „w zimie 1936/37 roku„ (w istocie – 13 października 1936 r.), plan przewidywał wystawienie 78 eskadr liczących łącznie 642 samoloty (naprawdę, po uwzględnieniu maszyn dowódców dywizjonów i zgrupowań oraz oficerów taktycznych – 688), ”dowództwo lotnictwa domagało się, żeby plan przewidywał 170% zapas samolotów” (generał Rayski chciał zapasu 120%)….

Dalej zaś jest bodaj jeszcze gorzej. Autor uparcie stara się przedstawić realizację wzmiankowanego planu aż po rok 1942, odwołując się przy tym do źródeł z… pierwszej połowy 1937 roku, choć sam wcześniej zauważył, że przyjęte ustalenia modyfikowane były co kilka miesięcy (także – doda recenzent – w roku 1938 i 1939). Z czasem więc jego narracja przekształca się w serię zgadywanek, z poświadczoną źródłowo rzeczywistością nie mających wiele wspólnego. Autor maskuje to w najprostszy z możliwych sposobów – po prostu nie podając zwykle dat stanowiących podstawę wywodu dokumentów.

Podstawa źródłowa

Tam zresztą, gdzie T. Pawłowski do źródeł o archiwalnej proweniencji odwołać się jednak decyduje, skutki bywają nie lepsze. Autorowi Lotnictwa lat 30. operowanie tymi źródłami przychodzi najwyraźniej z trudnością. By i tu nie pozostać gołosłownym… Na s. 167 recenzowanej książki można się natknąć na fragment: „Opracowanie własne według planów z końca 1937 roku (zawartych w referacie szefa Dep. Aeronautyki z 2 VI 1937 roku, CAW, SG, Oddz. I, I.303.1.77)„. Zauważyć wypadnie, że planów „z końca 1937 roku„ trudno się spodziewać w referacie z datą o pół roku wcześniejszą. Problem polega jednak i na tym, że w czerwcu 1937 r. Departament Aeronautyki nie istniał już od 10 miesięcy (zastąpiony przez Dowództwo Lotnictwa), zaś podana sygnatura nie należy bynajmniej do zespołu akt Oddziału I Sztabu Głównego (ale – Szefa Sztabu Generalnego/Głównego). Bardziej jeszcze drastyczny przypadek stanowi źródłowy odnośnik ze s. 176: „relacja płk. dypl. Tadeusza Wasilewskiego z konferencji polsko-francuskich i polsko-angielskich z maja 1939 roku, IPMS B.I.3c”). Rzecz w tym, że płk Wasilewski ”relacjonować” wspomnianych konferencji nie mógł, przebywając w ich trakcie na placówce attaché wojskowego w odległym od Warszawy Belgradzie, a dokument jest w rzeczywistości sporządzonym niemal rok później streszczeniem odpowiednich protokołów. W londyńskim Instytucie Polskim i Muzeum im. gen. Władysława Sikorskiego znajduje się zaś pod nieco inną od podanej sygnaturą: B.I.3a/13.

Docenienie uroków skomplikowanej ekwilibrystyki, którą autor  posługuje się na tejże stronie, by dowieść, że we Wrześniu 1939 r. „Polska miała„ zdecydowanie więcej samolotów bojowych niż dotąd się zwykło przyjmować, pozostawiam już samodzielnej inwencji potencjalnych czytelników. Chyba że przedtem osłupieją oni przeczytawszy kilka stron wcześniej o samolotach „RWD-15 Czapla„, czy ”LWS-4 Mewa”.

…i na świecie

Niestety – w dwóch rozdziałach, które faktycznie składają się na zapowiadany w tytule „światowy„ kontekst podjętej problematyki (choć i w innych natknąć się można na mniej lub bardziej rozległe do niego nawiązania) archiwalnych odniesień szukać by próżno. Natomiast znaleźć można stare, w części przynajmniej już wcześniej wytykane autorowi błędy. Stąd też np. dowiadujemy się, że lotnictwo Jugosławii „w 1936 r. zamówiło 36 Dornierów 17 E„ (w rzeczywistości kontrakt z 9 XI 1936 r. obejmował dostawę 20 maszyn; kolejną umowę na 16 samolotów zawarto dopiero 18 III 1938 r.), które ”zaczęły trafiać do jednostek powoli – pod koniec 1938 r.” (tymczasem pierwsze Do-17 jugosłowiański 3 Vazduhoplovni Puk otrzymał wiosną 1938 roku). Z kolei o zawartej 27 VI 1938 r. umowie na licencyjną produkcję 36 maszyn w wersji Do-17 Ka-3 T. Pawłowski nie wspomina w ogóle. Półprawdą natomiast jest, że z Belgradu „zwrócono się do Włochów, i jeszcze przed końcem 1939 1939 roku zamówiono 45 sztuk S.M. 79K”. Tak było w istocie – tyle że we wrześniu i październiku 1939 roku… trwały już dostawy tych maszyn.

Dobrze jednak, że w tym przypadku autor odnotował sam fakt. Nie uczynił tego względem 40 rozpoznawczo-bombowych samolotów Vultee V-11GBT, które od roku 1937 zaczęły wchodzić w skład tureckiego 3 Tayyare Taburu (batalionu lotniczego), a później i 4 Tayyare Taburu. Wbrew temu co można w książce przeczytać zakup przez Turcję brytyjskich samolotów Bristol Blenheim nie nastąpił też „równolegle„ do pojawienia się tam pierwszych maszyn Heinkel He-111. To pierwsze wydarzenie miało bowiem miejsce w kwietniu 1936 r. (następne zaś kontrakty zawarto w październiku 1938 i lutym 1939 r.; żaden z tych zakupów nie obejmował – jak twierdzi autor – 22 samolotów), drugie zaś – w październiku roku następnego. Wbrew twierdzeniom autora Blenheimy nigdy nie stanowiły wyposażenia 9 batalionu (sformowano z nich natomiast po dwie kompanie w batalionach 10 i 12). By pozostać jeszcze przy Turcji – „blisko 60 amerykańskich dwupłatowców Curtiss Hawk 1A oraz II„ to w praktyce… 45 maszyn typu Hawk II (samolotu określonego jako Hawk I Turcy nie posiadali, T. Pawłowski zapewne uwzględnił 7 egzemplarzy szkolno-treningowych samolotów Curtiss Fledgling 2C.1, które jednak nigdy nie służyły w jednostkach bojowych). Przy czym tureckie Hawki stanowiły wyposażenie nie sześciu (jak twierdzi autor), ale jedynie dwóch (53 i 54) Av Böluğü (kompanii lotniczych, a nie „eskadr„). Recenzent wyznać musi, że na weryfikację informacji tyczących się innych państw brakło mu sił. Z patriotycznego już tylko obowiązku odnotuje, że ”tuzin PZL P.24B” rząd Bułgarii nabył nie ”w 1938 r.”, jak utrzymuje T. Pawłowski, ale… 9 IV 1936 r.

Są także pozytywy

Oczywiście produkty zasługujące wyłącznie na przyganę nawet w naszym niedoskonałym świecie spotkać można naprawdę wyjątkowo. Recenzowana książka, choć istotnie, zgodnie z zapowiedzią, napisana w sposób „bardzo nowatorski, wprost bezprecedensowy”, takiego wyjątku jednak nie stanowi. Także i recenzent kilka jej fragmentów – całkiem zresztą obszernych – przeczytał z zainteresowaniem. Dotyczyło to np. rozdziału poświęconego polskiemu lotnictwu komunikacyjnemu. Musi też przyznać, że tekst pod względem literackiego dopracowania nie pozostawia wiele do życzenia. Irytować mogą powierzchowność ujęcia, publicystyczne zacięcie autora, czy popełniane przezeń poważne merytoryczne błędy oraz usterki wnioskowania – ale nie sam język (oczywiście jeśli zaakceptujemy samą konwencję). I właśnie chyba zainteresowani historyczną publicystyką, a przy tym skłonni podejrzewać, że większość tego, co dotąd napisano o armii II Rzeczypospolitej stanowią fałsze (lub choćby tylko nieprawdy czy półprawdy) będą najbardziej usatysfakcjonowani lekturą. Potencjalnych czytelników tej kategorii w Polsce nie brakuje – stąd sądzić można, że nowa praca T. Pawłowskiego ma przed sobą wcale niezłe perspektywy.

Plus minus:
Na plus:
+ interesujący dobór tematyki
+ książka została ładnie wydana
+ większość czytelników znajdzie pewne nowe informacje
+ publicystyczny styl autora ułatwia lekturę
+ recenzent znalazł wiele błędów i nie może się zgodzić z większością wniosków, a jednak
czytał z zainteresowaniem
Na minus:
- książka ma przypominać opracowanie naukowe, a jednak nim nie jest
- publicystyczny styl autora
- wiele poważnych błędów merytorycznych i warsztatowych
- tylko „wybrane zagadnienia”
- spora część tekstu stanowi powtórzenie wcześniejszych publikacji autora

Tytuł: Lotnictwo lat 30. XX wieku w Polsce i na świecie
Autor:
 Tymoteusz Pawłowski
Wydawca:
 Oficyna Wydawnicza RYTM
Rok wydania:
 2011
ISBN:
 978-83-7399-470-6
Oprawa:
 twarda
Ilość stron:
 257
Cena:
 ok. 40 zł
Ocena recenzenta:
 5/10

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Opinie i ocena zawarte w recenzji wyrażają wyłącznie zdanie recenzenta, nie musi być ono zgodne ze stanowiskiem redakcji. Z naszą skalę ocen i sposobem oceny możesz zapoznać się tutaj. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanej recenzji, by to zrobić wystarczy podać swój nick i e-mail. O naszych recenzjach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych recenzjach. Możesz także napisać własną recenzję i wysłać ją na adres naszej redakcji.

Zostaw własny komentarz