Słów kilka o zapustnych zwyczajach


Tłusty czwartek kojarzy nam się głównie z... jedzeniem pączków. Sprawa bardzo prosta i nie wymagająca wyjaśnień. Tymczasem ten dzień ma swoją, całkiem ciekawą, historię.

PączkiO pączkach wspominać miał już... Mikołaj Rej! Jak to dawniej w Polsce bywało...

Tłusty czwartek był pierwszym dniem ostatniego tygodnia karnawału. Był to tydzień specjalny. Okres ten zwany był zapustami, lub mięsopustami (z tego powodu, iż z racji postu mięso przestawało, w teorii, gościć na stołach). Wcześniej i tak dni pełne zabaw, kuligów i in. (kończące się nieraz bijatykami, zwykle pijatykami i rozbitymi łbami „panów braci”) przybierały jeszcze na sile. Wszystkie powinny się skończyć w Środę Popielcową (zwaną w XVIII w. Wstępną, podobnie jak kolejne dni czyli np. Wstępny Czwartek...).

Bywało jednak nie raz i nie dwa, że i w czwartek kończono to co zaczęło się wiele dni wcześniej. Rekordziści leczyli efekty dni wcześniejszych pijąc nawet we Wstępny Piątek. Kończenie karnawału wśród bogatych dworów we środę, z samego rana, obowiązywało tylko domy i pałace biskupie oraz duchowne, zaś w bardzo tradycyjnych domach z wybiciem północy z wtorku na środę, kończono zabawy, ostatnie tańce i popijawy, zaś cała wesoła kompania musiała rozejść się albo do swoich dworów, albo tam gdzie obowiązywało nieco swobodniejsze normy. Takie zabawy, na takim poziomie odbywały się zwykle u bogatej szlachty. Ta biedniejsza organizowała kuligi. Kilku sąsiadów zmawiało się, zabierając wszystkich kogo się dało, siadali na sanki i jechali kolejny do innych. Oczywiście wcześniej pilnowano, by tacy „wybrańcy” nie uciekli ze swoich siedzib. Przybywając, uczestnicy kuligu wyjadali wszelkie możliwe zapasy i prowiantu i napojów. Po czymś takim zabierano biedaka jadać szukać kolejnej ofiary... Kuligi takie zaczynały się w przedostatnim dniu karnawału, o tym, że było to li tylko obżarstwo i opilstwo – wspominać nie trzeba. Według Kitowicza najsławniejsze odbywały się w województwie rawskim, gdzie znakomita większość z nich była świadkiem i kilku bijatyk. O wszystko: o mało napojów, o mało mięsa, o...

Trzy ostatnie dni zapustne zwane były często „kusymi” (inaczej: diabelskimi). Przebierano się wówczas w różne osoby: Żydów, Cyganów, chłopów, dziadów, handlarzy wędrownych i na kogo tylko przyszła ochota. Tak przebrani ludzie, zachowywali się zgodnie ze swoim nowym wcieleniem. Z czasem zaczęły zastępować je maski, mające symbolizować ową zmianę. Zdarzało się, że najbogatsi sprowadzali je z zagranicy. We wtorek, przed Stępną Środą, do owej kompanii dochodził jeszcze ksiądz, z pasem zamiast stuły, który bywało, że stawał na stołku, w kącie po czym prawił kazanie, w temacie bardzo wesołym, oczywiście ku uciesze pozostałych współbiesiadników. Równie popularne były przebrania zwierząt i tych mitycznych i bardziej znanych. Znów na wsi spotykano turonie, niedźwiedzie czy wilki. O północy z wtorku na środę, na stół podawano tzw. podkurek [maślaną kolację] – czyli postne potrawy: mleko, jaja i śledzie, mające symbolizować nadchodzący okres Wielkiego Postu. Stępna (Popielcowa). Często o północy na zabawie pojawiał się człowiek, zwany Zapustem, ubrany w kożuch wywrócony na lewą stronę, przystrojony we wstążki czy gałązki jodły lub świerku.. Dzierżył oznaki władzy: drewniany toporem z dzwonkiem. Razem ze sługą obchodzili wieś, nie pomijając gospód i zajazdów. Z tych ostatnich z wybiciem północy starał się wyrzucić biesiadujących. Przedstawiał się jako „mantuański książę, przychodzący z dalekiego kraju, gdzie psi ogonami szczekają, ludzie gadają łokciami, a jedzą uszami”, do którego idzie. Prosił o jajka, krupy i jagły. Miało to przynieść szczęście. W różnych regionach nosił różne nazwy - zwany był także Bachusem czy włóczebnym. W Wielkopolsce żądał słoniny i mięsa - grożąc nieurodzajami.

W ostatni dzień przed Popielcem, zwany czasem także śledzikiem, czy podkoziołkiem, przetrwały zabawy sięgające czasów pogańskich. Nazwa wiąże, się z figurka koziołka ustawianego tuz przez orkiestrą. Tam dziewczyny były proszone do tańca, a chłopcy wykonywali pieśń. Odpowiedzią były drobne datki, dawane właśnie na misę przed owym koziołkiem. Na wielu terenach Wielkopolski czy Kujaw przetrwał ów zwyczaj do początków XX wieku.

Środa była czasem kiedy kończono zabawy. Bawiono się jeszcze, ale bez obżarstwa, bawiono się – lecz były to już ostatnie chwile. W miastach czeladź cechowa przebierała się za dziadów czy Cyganów, oraz niedźwiedzia wchodząc do domów, do pomieszczeń – gdzie za różne pokazy i figle dostawali drobną zapłatę od podobnych im stanem. Równie popularną i na wsiach i w mieście zabawą było porywanie panien, które za mąż nie wyszły a których wiek wskazywał, że już to powinny dawno zrobić. Czasem takie niewiasty ciągnęły ciężki kloc... do momentu kiedy kolejna nieszczęśnica jej nie zmieniła. Na wsiach parobki sprawiali sobie kurka drewnianego, z dyszlem (kijem), który miał być potrawą główną dla zapraszanych z mijanych domów. Dostawali za to rozmaite wiktuały (ser, masło, słoninę i inne specjały).

W większych miastach, zwłaszcza takich gdzie były szkoły czy akademia żacy, uczniowie wieszali, lub starali się to robić, na strojach dam kurze nóżki, skorupy z jaj, indycze szyje... Cała zabawa polegała na tym by nie dać się złapać, zaś z szanowanej zwykle damy zrobić sobie używanie.

Pewną odmianą tych zabaw, znaną w Krakowie, był comber. Stanowił on niejako zakończenie zabaw karnawałowych. Odbywał się w pierwszy postny czwartek (tutaj są dwie wersje: Kitowicz określa termin jako pierwszy „postny czwartek”, Kuchowicz mówi o „tłustym czwartku”), w czasie którego przekupki , najmowały muzykantów, znosiły jadła i trunków, zajmowały środek rynku lub dużą ulicę, zwykle znajdowały największe błoto i zaczynały tańczyć zaciągając do zabawy mężczyzn. Część biedoty godziła się na to mając w perspektywie wypitkę i pełny żołądek. Bogatsi - często wykupywali się takiej „przyjemności”. Inny musieli ciągnąć kłodę drewna krzycząc „comber, comber”. Jak głosi legenda, sam nazwa comber, combrowy czwartek – pochodzi od nazwiska Combra, który był wójtem Krakowa. Podobno był „cięty” na przekupki krakowskie, które życzyły mu jak najgorzej. Zmarło się biedakowi w pierwszy postny (lub tłusty) czwartek... Opisy zaś mówią, że ta zabawa odbywała się już około roku 1600, nosząc nazwę „babski comber”.

Równie ciekawy przebieg miały ostatnie dni karnawału w Gdańsku. Cechy czuwały by zabawa miała w miarę spokojny przebieg, a także by była urozmaicona. Można było na ulicach tego portowego miasta spotkać kuśnierzy w roli Murzynów, wykonując moreskę, nieco dalej – rzeźnicy tańczyli z toporami, a marynarze z obnażonymi mieczami. Po 1637 roku miecze miały być „schowane” lecz był to jeden z wielu fikcyjnych zakazów. Oprócz tego, szły pochody nawiązujące do życia poszczególnych cechów, ich tradycji.

Najbogatsze miasta chlubiły się od XVII w balami urządzanymi przez znamienitych mieszczan czy szlachtę na których bywali nawet królowie. W XVIII w. zwyczaj bali karnawałowych rozszerza się coraz mocniej, z tym, że największe bale organizowane były wówczas w stolicy.

Opinia Grzegorza z Żarnowca pisarza i kaznodziei kalwińskiego o mięsopustach: „większy zysk czynimy diabłu trzy dni mięsopustując, aniżeli Bogu czterdzieści dni nieochotnie poszcząc”. Podobnie sądził także Rej.

Faworki

Faworki / Fot. Blazej Pieczynski Ten plik udostępniony jest na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 2.0.

Sam Tłusty Czwartek przez Glogera („Rok polski w życiu, tradycji i pieśni”) opisywany jest jako

dniem uprzywilejowanym u Polaków do biesiad zapustnych, na których muszą być u możniejszych pączki i chrust, czyli faworki, chruścik, a u ludu reczuchy, pampuchy.

Z Tłustym Czwartkiem związane było powiedzenie:W Wielkopolsce z tym dniem związany był zwyczaj pomyjki. Mówił on, że kto nie będzie mył naczyń, pomagał przy stole, gotować potraw, ten nie będzie się cieszył zdrowiem przez cały kolejny rok. Być może odmianą tego przesądu był kolejny. Według niego, ten kto nie zje ani jednego pączka w Tłusty Czwartek, temu nie będzie się powodzić przez cały rok.

Powiedział nam Bartek, że dziś tłusty czwartek
Myśmy uwierzyli, pączków nasmażyli.

O pączku słów parę

Obecnie „pączek” kojarzy nam się z drożdżowym pulchnym ciastem, nadziewanym zwykle albo dżemem owocowym, albo dziką różą. Smażony w taki czy inny sposób, zwykle z jasnym paskiem pośrodku, posypanym cukrem pudrem, czy lukrem - w niedużej ilości. Nazwisko twórcy ginie w pomroce dziejów, ale dość jednoznacznie przypisywany jest do rejonu Austrii i południowych Niemiec. Erenburg, z kolei twierdzi, że jego pomysłodawcą jest kijowski piekarz: Bałabuch.

W dawnych wiekach, kuchnia była tłusta, jak na dzisiejszą modę, do obrzydzenia. Przepisy zalecały tłuszczu dużo, masła, słoniny. Przez dłuższy czas twierdzono że im bardziej zielone masło - tym lepiej. XVII wieczne pączki były takie, że jak pisał Kitowicz, zdolne były podbić oko, od XVIII wieku, można skosztować dużo lżejsze, z ciasta drożdżowego. Wiąże się to z coraz większymi zmianami w kuchni. Taki lekki pulchny pączek („wiatr go zdmuchnie„) określany jest potrawą nowomodną. Staromodny spotykany był najczęściej na wsiach - ten lekki - na pańskich i bogatych mieszczańskich stołach. Oczywiście istniały wersje ”dla dorosłych” nadziewane likworem czy adwokatem...

Dawne „ciężkie” pączki faszerowano mięsem, skwarkami, słoniną, smażono na smalcu z ciasta chlebowego.

Tłusty czwartek poza granicami Polski

Poza Polską także są resztki dawnych zwyczajów. We Francji karnawał kończy się tłustym wtorkiem -Mardi Gras. Choć formalnie karnawał zaczyna się w Trzech Króli, to dopiero na tydzień przed jego końcem zabawy osiągają swoje apogeum, zaś szczyt - we wtorek przed Środą Popielcową.

W Finlandii stoły są także zastawione, lecz króluje na nich zupa groszkowa, małe naleśniki (blini), a także słodkie bułeczki z bitą śmietaną, dżemem, pastą z migdałów.

Podobnie jak zwyczaje różnią się pączki. Każdy kraj smaży je po swojemu i po swojemu nadziewa. Na zachodzie Europy królują owoce, dżem lub krem, do ich produkcji używa się nawet specjalnej mąki. Niemieckie - są mniej tłuste, węgierskie - bez nadzienia...

Moreska: Moreska (lub moryska) - stary taniec ludowy, popularny w zachodniej Europie, wywodzący się z tańców obrzędowych związanych z kultem urodzaju. Nazwa wywodzi się od słowa moro – ciemny, smagły, Murzyn, Maur. Taniec wywodzi się prawdopodobnie z okresu walk z Maurami na terenach średniowiecznej Hiszpanii. W XVI czy XVII wieku były to przerywniki między poszczególnymi częściami baletu czy przedstawień teatralnych. Część badaczy uważa, że tradycja tego tańca sięga dużo głębiej niż tylko średniowiecza.

Władysław Broniewski Tłusty czwartek:

Góra pączków, za tą górą
Tłuste placki z konfiturą,
Za plackami misa chrustu,
Bo to dzisiaj są zapusty.
Przez dzień cały się zajada,
A wieczorem maskarada:
Janek włożył ojca spodnie,
Choć mu bardzo niewygodnie,
Zosia - suknię babci Marty
I kapelusz jej podarty,
Franek sadzy wziął z komina,
Bo udawać chce Murzyna.
W tłusty czwartek się swawoli,
Później czasem brzuszek boli.
Bezbolesnego Tłustego Czwartku życzy

Bibliografia:

  1. Kitowicz J., Opis obyczajów za panowania Augusta III, Warszawa 2003.
  2. Kuchowicz Z., Obyczaje staropolskie XVII-XVIII wieku, Łódź 1975.
  3. pl.wikipedia.org [dostęp: 1 marca 2011 r.].
  4. tarnowskikurierkulturalny.blox.pl [dostęp: 1 marca 2011 r.].
  5. przk.pl [dostęp: 1 marca 2011 r.].
  6. w-spodnicy.pl [dostęp: 1 marca 2011 r.].

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

Zostaw własny komentarz