Wojciech Korfanty – niedoceniony szermierz polskiej sprawy niepodległościowej?


W polskiej historiografii panuje twarde przekonanie, że kluczowymi postaciami w żmudnym procesie odzyskania przez Rzeczpospolitą niepodległości w listopadzie 1918 r. są przede wszystkim Józef Piłsudski i Roman Dmowski. Niekiedy do tego grona zalicza się także Ignacego Paderewskiego. Bardzo marginalnie wspomina się z kolei bogatą niepodległościową pracę Wojciecha Korfantego, sprowadzając jego zasługi wyłącznie do przyłączenia do Rzeczpospolitej części Górnego Śląska po krwawych śląskich powstaniach.

Wojciech Korfanty w 1925

Wojciech Korfanty w 1925

Na śląskim mateczniku

Owszem, Wojciech Korfanty swoje największe triumfy święcił w czasie działalności na Górnym Śląsku. Jednakże pamiętajmy, że walka ludu śląskiego o powrót do macierzy również wpisuje się w piękną kartę polskich walk niepodległościowych. Korfanty, urodzony w małej osadzie Sadzawka (obecnie część Siemianowic Śląskich) 20 kwietnia 1873 r., wychowywany był w duchu przywiązania do polskiego patriotyzmu. Na Śląsku przyłączonym do Prus w 1742 r. żyło wielu Polaków, którzy pomimo germanizacyjnych zapędów Niemców kultywowali tradycję swoich przodków. Podobnie było w rodzinnym domu Korfantego, który od najmłodszych lat namiętnie zaczytywał się w dziełach polskich romantyków. Podczas studiów w Berlinie zetknął ze środowiskiem socjalistów i działającym pod auspicjami Ligi Narodowej Związkiem Młodzieży Polskiej, popularnym „Zetem„. Młodego, energicznego, o dużych zdolnościach organizacyjnych Korfantego o jeszcze bliżej niesprecyzowanych poglądach dostrzegli liderzy LN – Zygmunt Balicki i Roman Dmowski. Zauroczeni Korfantym powierzyli mu ambitne zadanie budowy struktur Narodowej Demokracji na Górnym Śląsku oraz kierownictwo Towarzystwem Gimnastycznym „Sokół„ w Katowicach. Korfanty doskonale zdawał sobie sprawę z potrzeby unarodowienia tkwiącego w nihilizmie po powstaniu styczniowym polskiego społeczeństwa poprzez aktywną edukację i naukę kościoła. Jednym ze środków, za pomocą których zamierzano dotrzeć do większej rzeszy społeczeństwa, była prasa. Już w 1901 r. Korfanty został redaktorem naczelnym związanego z endecją ”Górnoślązaka”. W piśmie tym ostro krytykował politykę pruskiego rządu, domagając się większych swobód dla Polaków. Ceną za bezkompromisowe podejście i obronę interesów Polaków było skazanie przez poznański sąd Korfantego na karę 4 miesięcy więzienia za rzekome propagowanie „szowinizmu”. Paradoksalnie więzienny epizod Korfantego ułatwił mu polityczną karierę i pozwolił zbudować wokół siebie aurę narodowego męczennika. Idąc za ciosem Korfanty wystartował w wyborach do Reichstagu i pruskiego Sejmu Krajowego – Landtagu. Dotychczas monopol w tym regionie posiadała niemiecka partia Centrum. Skazywany na pożarcie Korfanty, ku zdziwieniu wszystkich obserwatorów, pokonał w wyborach z 1903 r. rywali z Centrum. Warto podkreślić, że Korfanty potrafił doskonale zareklamować swoją kandydaturę w niekonwencjonalny w tamtych czasach sposób, produkując m.in. papierosy i wódkę ze swoją podobizną. Jednak drogi młodego posła z Narodową Demokracją rozeszły się już po kilku latach. Korfanty nie akceptował prorosyjskiej polityki Romana Dmowskiego obliczonej na zdobycie autonomii w Cesarstwie Rosyjskim jako pierwszego etapu w drodze do pełnej niepodległości.

Wojciech Korfanty w początkach kariery politycznej 1905

Wojciech Korfanty w początkach kariery politycznej 1905

Niepodległość na horyzoncie

Korfanty nieprzerwanie do 1918 r. zasiadał w Landtagu, natomiast w Reichstagu, z krótką przerwą, w latach 1912‒1918. W swoich sejmowych przemówieniach raz po raz atakował germanizacyjną politykę Prus, domagając się większych swobód językowo-urzędniczych dla Polaków, a nawet autonomii. Po wybuchu I wojny światowej opowiedział się po stronie państw centralnych, szybko jednak zdając sobie sprawę z iluzoryczności aktu 5 listopada, w którym za mglistą obietnicę utworzenia państwa polskiego cesarz Wilhelm II chciał pozyskać polskiego rekruta. Bardzo nieprzychylnie był także nastawiony do Legionów Polskich walczących u boku Niemiec i Austro-Węgier, uważając je tylko za bezwolne narzędzie w rękach zaborców. Mimo znacznych uprzedzeń do Legionów podjął współpracę z wysłannikami Naczelnego Komitetu Narodowego: Witoldem Jodko-Narkiewiczem i Władysławem Sikorskim. Posiadając rozliczne kontakty w berlińskich sferach, Korfanty był nieoceniony dla emisariuszy NKN, jednak zdawał sobie sprawę ze złudnych nadziei NKN oraz iluzji pruskich obietnic względem Polski. Za najodpowiedniejszą taktykę uważał czekanie na rozwój wypadków i pracę organizacyjną wzorem Wielkopolski. Pod koniec wojny ponownie został wybrany na posła do Reichstagu. Widząc zbliżającą się klęskę Niemiec, otwarcie wystąpił z postulatem przyłączenia po wojnie do odradzającego się państwa polskiego Pomorza, Wielkopolski i Śląska. W swoich płomiennych przemowach w Reichstagu domagał się odbudowy niepodległej Polski i uwolnienia z magdeburskiej twierdzy  komendanta I Brygady Legionów ‒ Józefa Piłsudskiego. Korfanty ponownie zwrócił się w stronę Dmowskiego popierając Komitet Narodowy Polski, ściśle współpracujący z ententą i organizujący polskie wojsko we Francji. Koniec wojny zastał Korfantego w Berlinie ogarniętym rewolucją. Natychmiastowo udał się do Poznania, w którym pomimo defetystycznych i rewolucyjnych nastrojów w armii władzę sprawowali jeszcze Niemcy. 12 listopada 1918 r. wszedł w skład Naczelnej Rady Ludowej, pragnącej pokojową drogą przejąć władzę z rąk Niemców i objąć kontrolę nad Polską Organizacją Wojskową, która parła do wybuchu powstania. W zamyśle Korfantego spontaniczny zryw Wielkopolan mógł skończyć się klęską i zdyskredytować Polaków w oczach ententy. Ambitny Ślązak nie wykluczał jednak wystąpienia zbrojnego w razie nieustępliwości Niemców i terroru z ich strony. Sam NRL był wrogo nastawiony do rewolucyjnych mrzonek, chociaż nazwa pozornie mogła wydawać się myląca, co miało być pomysłem samego Korfantego. Po chwilowym uspokojeniu sytuacji w zaborze pruskim udał się do Warszawy, nie ukrywając swoich ambicji odegrania czołowej roli w odradzającym się państwie polskim. Korfanty był ustosunkowany bardzo negatywnie do jego zdaniem nazbyt socjalistycznego rządu Ignacego Daszyńskiego, w zupełności pomijającego w obsadzie ministerstw prawą stronę sceny politycznej. W trakcie pobytu w stolicy doszło do spotkania Korfantego z Piłsudskim. Nie znamy dokładnej treści i pełnego przebiegu ich rozmowy. Pewnym jest, że Ślązak chciał przeforsować trzy ministerialne teki dla przedstawicieli Wielkopolski, natrafiając na zdecydowaną odmowę Piłsudskiego. W podobnym tonie Piłsudski potraktował sugestię Korfantego o udzieleniu pomocy Wielkopolsce w razie wybuchu powstania. Rozgoryczony nieugiętą postawą Marszałka i odłożeniem spraw zaboru pruskiego na drugi plan, Korfanty powrócił do Poznania. Wydaje się, że już wtedy Józef Piłsudski i socjaliści wyczuwali w Korfantym groźnego pretendenta do zdobycia władzy, określając go wręcz ironicznie „Wielkim Księciem Poznańskim”.

Ignacy Paderewski

Ignacy Paderewski

25 grudnia 1918 r. Korfanty powitał w Gdańsku Ignacego Paderewskiego, z którym pomimo zdecydowanego sprzeciwu Niemców udał się do Poznania żywiołowo przygotowującego się do zbrojnego wystąpienia przeciwko pruskiemu zaborcy. Dwa dni później sprowokowani przez Niemców mieszkańcy Wielkopolski chwycili za broń, a powstanie rozszerzyło się na obszar całej Wielkopolski. Dyplomatyczne talenty Korfantego uaktywniły się szczególnie podczas rokowań z Niemcami. Od pierwszych dni wielkopolskiej irredenty Korfanty prowadził wyszukaną grę z Niemcami, twardo broniąc terytorialnych zdobyczy powstańców. Jednocześnie w oczach Niemców i ententy jawił się jako osoba skłonna do natychmiastowego podpisania zawieszenia broni. Dodatkowo Korfanty położył podwaliny pod utworzenie armii wielkopolskiej, która wsławiła się nie tylko w czasie powstania wielkopolskiego, lecz także w walce z Ukraińcami i bolszewikami. Po sukcesie w Wielkopolsce Korfanty skupił się całkowicie na sprawach Górnego Śląska i urzeczywistnieniu swoich marzeń o tym, by Śląsk stał się perłą w koronie odrodzonej Rzeczpospolitej.

Początki marginalizacji pozycji i podważanie niepodległościowych zasług Wojciecha Korfantego datuje się już na czasy II RP. Obóz sanacji i sam marszałek Piłsudski dostrzegali w Korfantym nieprzejednanego adwersarza i jego znaczne zasługi, które bezwzględnie należało umniejszyć, dla przyłączenia Wielkopolski oraz części Górnego Śląska do Polski. Stąd też pomysł z wykreowaniem swoistej przeciwwagi dla powstańczej legendy Korfantego w postaci Michała Grażyńskiego, którego nieudolna próba objęcia dowództwa nad III powstaniem śląskim została powstrzymana przez stanowczą kontrakcję Korfantego.

Wojciech Korfanty bez cienia wątpliwości należy do wybitnych szermierzy polskiej sprawy niepodległościowej, którego należy stawiać w jednym szeregu z Józefem Piłsudskim, Romanem Dmowskim i Ignacym Paderewskim. Zasługuje na większe rozpropagowanie i pokazanie, że był nie tylko zaciekłym przeciwnikiem śląskiego separatyzmu, lecz także polskim mężem stanu.

Bibliografia:

  1. Chodakiewicz M., Muszyński W., Mysiakowska-Muszyńska J., Polska dla Polaków! Kim byli i są polscy narodowcy, Poznań 2015.
  2. Garlicki A., Józef Piłsudski 1867–1935, Kraków 2009.
  3. Lewandowski J.F., Wojciech Korfanty, Chorzów 2009.
  4. Rezler M., Powstanie Wielkopolskie, Poznań 2008.
  5. Trzeciakowski L., Posłowie polscy w Berlinie 1848–1928, Warszawa 2003.

Redakcja merytoryczna: Zuzanna Świrzyńska

Korekta: Aleksandra Czyż


Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Znajdujące się w portalu artykuły nie zawsze prezentują opinie zgodne ze stanowiskiem całej redakcji. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanych artykułów, by to zrobić wystarczy podać swój nick i wysłać komentarz. O naszych artykułach możesz także porozmawiać na naszym forum. Możesz także napisać własny artykuł i wysłać go na adres naszej redakcji.

3 komentarze

  1. Silesiak napisał(a):

    Świetny artykuł. Brawo! Więcej Korfantego, ten wielki Polak na to zasługuje.

  2. Hussar napisał(a):

    Z tych ojców założycieli to Piłsudski ustępuje innym ojcom założycielom.

  3. Bilbo napisał(a):

    A dlaczego?

Zostaw własny komentarz