Zagadka śmierci Stefana Batorego. Ropiejąca noga i błędy królewskich lekarzy |
12 grudnia 1586 roku krótko przed godziną piątą po południu w Grodnie zgasło życie jednego z najwybitniejszych władców w dziejach Polski. Choć Stefan Batory chorował zaledwie od kilku dni, gwałtowność objawów i jawna bezradność medyków sprawiły, że nad trumną monarchy natychmiast zaczęto szeptać o zbrodni. Tymczasem król, mimo opinii żelaznego wojownika, był człowiekiem od lat wyniszczanym przez skrywaną chorobę, a jego śmierć przyspieszyły medyczne zaniedbania.
Co Stefan Batory ukrywał pod królewskim płaszczem?
Legenda o mocarzu, który rzucił Moskwę na kolana, skutecznie maskowała fakt, że Stefan Batory od dawna zmagał się z poważnymi problemami zdrowotnymi. Najbardziej uciążliwą dolegliwością była niegojąca się, ropiejąca rana na prawej nodze, ciągnąca się od okolicy kolana aż do kostki. Jej początków doszukiwano się w pokąsaniu przez psa w młodości, choć nadworny lekarz skłaniał się ku obciążeniu dziedzicznemu, bo ojciec króla zmarł na podobną przypadłość krótko po pięćdziesiątce. Medycy, zgodnie z ówczesną doktryną, celowo jątrzyli ranę specjalnym „jątrznikiem” z kolcami, by „zła materia” miała ujście z organizmu.
Król doznawał również ataków kataleptycznych z utratą przytomności, które na dworze wiedeńskim kojarzono z epilepsją, a które dziś częściej interpretuje się jako objawy postępującej mocznicy. Tajemnica była zresztą skrywana gorzej, niż sądził sam zainteresowany. Już w 1585 roku cesarski szpieg Krzysztof Wagner donosił Habsburgom, że król polski „ma wilka na udzie, który go żre bardzo”. Moim zdaniem fizyczny rygor, któremu poddawał się monarcha na polowaniach i w obozach wojennych, był formą desperackiego maskowania słabości, która ostatecznie musiała doprowadzić do katastrofy.
Dlaczego dwaj włoscy lekarze nie potrafili się porozumieć?
Bezpośrednią opiekę nad królem sprawowali dwaj wybitni medycy z Italii, a ich narastający konflikt okazał się dla pacjenta zabójczy. Mikołaj Buccella, anabaptysta z Padwy, sam ironicznie ściągnął na dwór swojego późniejszego wroga. To za jego namową w 1583 roku przybył do Krakowa głośny lekarz i filozof Szymon Simonius z Lukki. Wzajemne stosunki obu Włochów psuły się odtąd powoli i bezustannie. Gdy w grudniu 1586 roku stan władcy gwałtownie się pogorszył, lekarze nie potrafili uzgodnić nawet podstawowej diagnozy.
Simonius bagatelizował objawy, rozpoznając „asthma cum sincope”, czyli dychawicę z omdleniami, i winił za nią grodzieńską wodę. Uważam, że ta profesjonalna zazdrość i brak pokory wobec faktów sprawiły, że najważniejszy pacjent ówczesnej Europy stał się de facto zakładnikiem dwóch ambitnych egocentryków. Po śmierci króla obaj medycy stoczyli trwającą trzy lata publiczną wojnę pamfletów, w której obrzucali się błotem i winili nawzajem za zgon monarchy. Zarzucali sobie braki w wykształceniu, wytykali grzechy z przeszłości, a nawet zbrodnie.
Jak wyglądało ostatnich pięć dni życia króla?
Początek grudnia 1586 roku był w Grodnie wyjątkowo mroźny i wietrzny, a król mimo to oddawał się ulubionej „kuracji”, czyli polowaniom, na których potrafił własnoręcznie kłaść po dwadzieścia dzików. To podczas łowów poczuł ucisk w piersiach, który ponowił się 4 grudnia. W niedzielę 7 grudnia, wbrew radzie Simoniusa, pojechał konno do kościoła, a po powrocie, około północy, stracił przytomność i upadł na ostrą krawędź ławy, zdarł skórę na czole i boleśnie zranił udo.
Od poniedziałku ataki połączone z omdleniami i dusznościami powtarzały się regularnie. Batory do końca zachowywał wiarę w wyzdrowienie. Ból uśmierzał winem, którego uparcie się domagał, choć Buccella niechętnie podsuwał mu trunek rozcieńczony wodą, i niecierpliwie zapewniał lekarzy, że „nic mu nie ma”. O tym, że sam nie wykluczał najgorszego, świadczy co innego. W niedzielę 7 grudnia, po powrocie z kościoła, zasiadł do pisania nowego testamentu, którego nigdy nie dokończył, bo pisanie przerwał mu atak duszności.
Tajemnicy pilnowano do ostatnich godzin. Na zamku obowiązywał rozkaz królewski zabraniający komukolwiek mówić o rzeczywistym stanie zdrowia monarchy. Lekarze odważyli się go złamać dopiero 12 grudnia, gdy zobaczyli u chorego zamglony wzrok i gorączkowo, nierówno bijący puls. O bliskim niebezpieczeństwie uprzedzili wtedy podkanclerzego Sapiehę i biskupa Baranowskiego. Stąd dla niewtajemniczonych wieść o śmierci króla była szokiem i wywołały plotki o otruciu monarchy.
Co wykazała sekcja zwłok monarchy?

Regalia królewskie oraz szabla króla odrysowane po otworzeniu trumny w 1877 / rys. Encyklopedia staropolska
Otwarcie ciała króla, przeprowadzone w Grodnie, uchodzi za pierwszą udokumentowaną sekcję zwłok polskiego monarchy. Relację z niej zawdzięczamy najpewniej Jakubowi Gosławskiemu, jednemu z polskich lekarzy obecnych przy badaniu. Medycy odkryli, że Batory miał „nerki nadzwyczajne, jako wołowe” i niegładkie, jakich żaden z obecnych nigdy wcześniej nie widział u człowieka.
Właśnie ten opis pozwolił badaczom XX wieku postawić diagnozę. Franciszek Giedroyć w 1906 roku, a po nim zespół profesora Franciszka Waltera z Uniwersytetu Jagiellońskiego w 1934 roku wskazali na mocznicę, czyli uremię, jako bezpośrednią przyczynę zgonu. Olbrzymie, zniekształcone nerki współczesna medycyna interpretuje najczęściej jako obraz wielotorbielowatości, przewlekłej choroby prowadzącej do niewydolności narządu. Zabójcza dla organizmu okazała się kumulacja toksyn, których nerki nie były już w stanie filtrować. Zespół Waltera odrzucił przy tym wcześniejsze hipotezy o apopleksji, chorobie serca i kile.
Komu zależało na rozpowszechnianiu plotek o otruciu?
Nagły zgon zdrowego z pozoru, pięćdziesięciotrzyletniego mężczyzny był tak szokujący, że wiadomość o nim, jak pisano, „jak piorun uderzyła w Polskę”, a opinia publiczna natychmiast zaczęła szukać winnych wśród heretyków i agentów obcych mocarstw. Podejrzenia padły na otoczenie Zborowskich, którzy po ścięciu Samuela w 1584 roku mieli świeże rachunki krzywd do wyrównania.
Krzysztof Zborowski twierdził wręcz, że to sam Buccella miał mu wcześniej oferować otrucie króla. W rzeczywistości plotki te były na rękę wszystkim frakcjom politycznym, które w obliczu nadchodzącego bezkrólewia chciały zdyskredytować przeciwników. Perspektywa zbrodni jest zawsze bardziej atrakcyjna dla tłumu niż prozaiczna niewydolność narządów, co skutecznie odwracało uwagę od zapaści dworskiej medycyny.
Jakie błędy popełniono w leczeniu króla?
Analiza przebiegu choroby wskazuje, że medycy przez lata stosowali metody, które zamiast ratować, dodatkowo obciążały organizm Batorego. Jeszcze w Siedmiogrodzie niemieccy lekarze przyżegali ranę na nodze ogniem, co skończyło się ciężkim stanem zapalnym i tygodniowym porażeniem ośrodków mowy. W Polsce ranę celowo utrzymywano otwartą i drażniono, a król przez lata zużywał ogromne ilości bandaży, płótna i maści z apteki Anioła Kobarta.
Nie pomagało puszczanie krwi, a zalecenia ograniczenia wina i forsownych polowań władca konsekwentnie ignorował, co przy ukrytej niewydolności nerek było prostą drogą do grobu. Brak porozumienia między lekarzami uniemożliwił w krytycznych dniach wdrożenie jakiejkolwiek spójnej terapii. Trudno nie odnieść wrażenia, że Stefan Batory stał się ofiarą własnego zaufania do zagranicznych autorytetów, które pod błyszczącymi dyplomami skrywały brak elementarnej umiejętności obserwacji klinicznej.
Śmierć Stefana Batorego była wynikiem splotu nieszczęśliwych okoliczności i wieloletniej, nierozpoznanej choroby, a nie spisku. Monarcha, który budował potęgę państwa na fundamencie twardego realizmu, zmarł otoczony przez ludzi uwięzionych w pułapce ówczesnych doktryn medycznych i osobistych ambicji.
Bibliografia:
- J. Besala, Stefan Batory, Warszawa 1992.
- S. Grzybowski, Król i kanclerz, Kraków 1988.
- T. Jankowski, Śmierć Stefana Batorego w Grodnie, Grodno 1930.
Lubisz czytać nasze historie?
Na historia.org.pl codziennie opowiadamy dzieje Polski i świata tak, jak na to zasługują - rzetelnie, pasjonująco, z szacunkiem do faktów. Ale żadna opowieść nie przetrwa bez tych, którzy chcą jej słuchać i ją wspierać.
Postaw nam wirtualną kawę - to darowizna, która realnie pomaga nam działać dalej. To dzięki takim gestom możemy nadal pisać o zwycięstwach, bohaterach i wydarzeniach, które zbudowały naszą tożsamość.





