Ołowiane dzieci - recenzja serialu Netflix inspirowanego prawdziwą historią Szopienic


Netflix po raz kolejny sięga po tragiczny temat z najnowszej historii Polski - i robi to z rozmachem. Po Wielkiej wodzie i Heweliuszu dostajemy Ołowiane dzieci. Jeśli tamte produkcje potrafiły przykuć do fotela, tutaj efekt jest podobny, a momentami nawet mocniejszy. To serial, który od pierwszej do ostatniej sceny trzyma w napięciu i nie pozwala zapomnieć, że w opowieści o systemie zawsze chodzi o konkretnych ludzi.

Ołowiane dzieci to napięcie bez przerwy

Ołowiane dzieci / fot. Robert Pałka, CC-BY-SA 3.0

Napięcie budowane jest konsekwentnie od pierwszego do ostatniego odcinka. Wiadomo, że dla władzy sprawa musi zostać wyciszona - bo w realiach państwa komunistycznego przyznanie, że strategiczna huta zatruwa własnych obywateli, jest nie do pomyślenia. Służba Bezpieczeństwa działa metodycznie, chłodno i bez skrupułów. Ważniejsze są cele, normy produkcyjne i mylnie rozumiany interes państwa niż zdrowie i życie ludzi. Ten konflikt - system kontra jednostka - napędza całą fabułę.

Warto przy tym podkreślić, że jest to historia inspirowana prawdziwymi wydarzeniami, a ta inspiracja pozostaje bardzo blisko faktów. Huta Szopienice była w rzeczywistości Hutą Metali Nieżelaznych - dumą Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i ważnym zakładem przemysłowym o znaczeniu strategicznym. Jednocześnie dla zwiększania wydajności stosowano w niej rozwiązania, których koszt ponosili mieszkańcy okolicy, a szczególnie dzieci, najbardziej podatne na zatrucie ołowiem.

W tym sensie Ołowiane dzieci oddają rzeczywiste zmagania lekarki Jolanty Wadowskiej-Król, która jako pierwsza zaczęła diagnozować i nagłaśniać problem ołowicy u dzieci z Szopienic. Choć serial operuje formą fabularną, jego rdzeń - konflikt między prawdą medyczną a interesem państwa - pozostaje wierny realiom epoki. Dzięki temu ta opowieść nie jest jedynie lokalną historią ze Śląska, lecz przykładem uniwersalnego mechanizmu znanego z całego bloku wschodniego.

Wielokolorowy portret PRL-u

Joanna Kulig (jako Jolanta Wadowska-Król) i Kinga Preis (jako Wiesława Wilczek) / fot. Robert Pałka, CC-BY-SA 3.0

Ogromną siłą serialu jest warstwa wizualna. PRL nie jest tu jedynie szarym tłem. Pokazano różne warstwy społeczne: robotników, inteligencję, aparat władzy. Ludzie chodzą kolorowo ubrani, a wnętrza - mieszkań, barów, urzędów - wyglądają jak żywcem wyjęte z epoki. Scenografowie wykonali fenomenalną pracę znajdując lub tworząc takie lokacje. Budki telefoniczne, wielorazowe strzykawki, gumki zaciskane przy pobieraniu krwi, fartuchy z lat 70-tych, popularna wówczas muzyka płynąca z radia i prywatki - wszystko to składa się na świat, który nie wygląda jak rekonstrukcja, ale jak naturalnie uchwycona codzienność. Pod tym względem to majstersztyk, ma się wrażenie oglądania filmu zrealizowanego w okresie PRL.

Szopienice i huta - serce historii

Joanna Kulig w Ołowianych dzieciach na tle Huty Szopienice / fot. Robert Pałka, CC-BY-SA 3.0

Szopienice i huta zostały pokazane wyjątkowo sugestywnie. Brud, pył, zanieczyszczenia i ciężar pracy są niemal namacalne. Huta dominuje nad dzielnicą jak potwór - z jednej strony chlebodawca, budowany rękami ojców i dziadków, z drugiej groźne kominy wiszące nad domami niczym zapowiedź nieszczęścia. To miejsce nie jest tylko tłem, ale jednym z głównych bohaterów serialu.

Ludzie i społeczność

Świetnie sportretowano mieszkańców Śląska - ludzi pracowitych, wierzących, prostolinijnych. Początkowo nieufnych wobec lekarki „z innego świata”, którą podejrzewają o wywyższanie się i zamknięcie huty. Ten dystans jest jednak stopniowo przełamywany, a proces ten pokazano wiarygodnie i bez uproszczeń. Serial nie idealizuje wszystkich postaw - są też donosiciele, ludzie łamiący się ze strachu albo dla kariery. To przekrój postaw ludzi tego okresu, co również trafnie oddaje ducha czasów. Śląska godka dodatkowo wzmacnia autentyczność, zwłaszcza dla polskiego widza.

Władza. Ziętek kontra Grudzień

Marian Dziędziel jako Jerzy Ziętek / fot. Robert Pałka, CC-BY-SA 3.0

Postać Jerzego Ziętka została pokazana wyraźnie hagiograficznie, a kluczową rolę odgrywa tu Marian Dziędziel. Aktor został bardzo dobrze ucharakteryzowany, a jego Ziętek jest spokojny, osadzony w realiach Śląska i bliski ludziom. Mówi gwarą, porusza się swobodnie w przestrzeni regionu, a jego obecność na ekranie buduje wrażenie naturalności. Dodatkową klamrą jest fakt, że Ziętka gra aktor pochodzący ze Śląska, co wzmacnia wiarygodność tej postaci w oczach widza.

Konflikt Ziętka ze Zdzisławem Grudniem - partyjnym aparatczykiem, I sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego, skupionym przede wszystkim na własnej karierze - sportretowano bardzo celnie. Zbigniew Zamachowski został równie starannie ucharakteryzowany, a jego Grudzień jest typowym karierowiczem żądnym władzy, dla którego cel uświęca środki. Obaj bohaterowie funkcjonują w wyraźnym kontraście, a ich wspólne sceny ogląda się z dużą uwagą, bo napięcie między nimi budowane jest nie tylko dialogami, lecz nawet spojrzeniami, pauzami i samą obecnością na ekranie.

Zbigniew Zamachowski (jako Zdzisław Grudzień) i Michał Żurawski (jako Hubert Niedziela) / fot. Robert Pałka, CC-BY-SA 3.0

Symboliczne ich „patrzenie na siebie z okien” ma charakter alegoryczny, ale opiera się na rzeczywistym układzie przestrzennym w Katowicach, gdzie siedziby władz znajdowały się blisko siebie. To prosty i czytelny obraz dwóch modeli sprawowania władzy w jednym województwie, którzy rywalizują o wpływy na tle wizyty Breżniewa w Katowicach. Tutaj pojawia nieścisłość historyczna dotycząca odsunięcia Ziętka „na emeryturę” podczas tej wizyty. W rzeczywistości nastąpiło to rok później.

W tym układzie ważną rolę odgrywa także Hubert Niedziela - funkcjonariusz SB działający na usługach Grudnia, grany przez Michała Żurawskiego. To postać, która konsekwentnie wykorzystuje cały arsenał metod aparatu bezpieczeństwa: szuka haków, prowadzi inwigilację, stosuje zastraszanie i manipulację, próbując złamać lekarkę i zmusić ją do milczenia. Jego obecność na ekranie stanowi ciekawe studium działania systemu na poziomie wykonawczym.

Ciekawym zabiegiem jest sposób pokazania Edwarda Gierka. Postać niemal zawsze widzimy od tyłu, z boku lub z oddali. Także w scenach obrad Biura KC PZPR kamera konsekwentnie unika frontalnych ujęć. To wyraźna decyzja formalna twórców, która mi nie przypadła do gustu.

Kobiety, które niosą ten serial

Agata Kulesza (jako Bożena Hager-Małecka) / fot. Robert Pałka, CC-BY-SA 3.0

Wątek lekarki badającej dzieci został pokazany wiernie i z dużym wyczuciem. Bohaterka grana przez Joannę Kulig konsekwentnie stawia zdrowie i życie dzieci ponad własną karierę, pozycję zawodową i osobiste bezpieczeństwo. Serial jasno pokazuje, że jej działania niosą realne ryzyko - zawodowe i osobiste - a mimo to nie wycofuje się ani na krok. Jest dociekliwa, nieustępliwa i zdeterminowana, ale jednocześnie pozostaje wiarygodna w codziennych gestach i reakcjach. Nie udaje kogoś innego, niż jest - to postać zanurzona w realiach epoki, działająca w ich ramach, ale niegodząca się na kompromis kosztem dzieci. Nawet za cenę kariery naukowej, ale okoliczności z tym związane zostały w serialu zmienione względem prawdziwej historii. Jolanta Wadowska-Król to w pewnym sensie polska Erin Brockovich - z tą kluczową różnicą, że zamiast starcia z korporacją w państwie prawa mamy tu walkę z aparatem państwa komunistycznego, w którym władza nie podlega kontroli, a interes systemu stoi ponad człowiekiem.

Bardzo dobrze wypada zestawienie jej postawy z innymi kobietami. Profesor Hager-Małecka została pokazana jako postać chłodniejsza w kalkulacjach - pomaga, wspiera badania i rozumie wagę problemu, ale robi to ostrożnie, tak, by nie narazić siebie ani swojej kliniki. To ważne i uczciwe pokazanie różnicy strategii działania w systemie, który karze za zbytnią otwartość. Jeszcze inną perspektywę wnosi pielęgniarka grana przez Kingę Preis - bliska ludziom, obecna przy dzieciach, zakorzeniona w codzienności przychodni, znająca ludzi i ich problemy.

Te trzy kobiece role tworzą razem spójną i bardzo mocną oś serialu. Każda działa inaczej, w innych granicach i na innym poziomie odpowiedzialności, ale wszystkie zmierzają w tym samym kierunku. To serial, w którym kobiece postacie realnie „zbawiają świat” - nie w deklaracjach, lecz w konkretnych decyzjach, pracy i konsekwencji, jakie za sobą niosą.

To jeden z najmocniejszych polskich seriali Netflixa - poruszający, świetnie zrealizowany i ważny.

Zobacz także:

Więcej o serialach historycznych i kostiumowych przeczytasz klikając tutaj lub na poniższą grafikę:

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Opinie i ocena zawarte w recenzji wyrażają wyłącznie zdanie recenzenta, nie musi być ono zgodne ze stanowiskiem redakcji. Z naszą skalę ocen i sposobem oceny możesz zapoznać się tutaj. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanej recenzji, by to zrobić wystarczy podać swój nick i e-mail. O naszych recenzjach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych recenzjach. Możesz także napisać własną recenzję i wysłać ją na adres naszej redakcji.

Opcja dodawania komentarzy została wyłączona.