Największe i najtragiczniejsze trzęsienia ziemi w historii


Najsilniejsze trzęsienie ziemi w historii nie było zarazem najtragiczniejszym. O liczbie ofiar przesądza zwykle coś więcej niż sama magnituda: gęstość zaludnienia, jakość budownictwa, pora dnia i tsunami. Przypominamy największe i najbardziej śmiertelne trzęsienia ziemi w dziejach oraz tłumaczymy, dlaczego rekord sejsmologiczny rzadko oznacza najwyższy bilans ofiar.

Jak rozumieć skalę trzęsienia ziemi?


Ilustracja z książki wydanej w 1557 roku, przedstawiająca trzęsienie ziemi we Włoszech w IV wieku p.n.e.

Przy trzęsieniach ziemi najłatwiej pomylić dwie rzeczy: siłę samego wstrząsu i skalę zniszczeń. Magnituda mówi o energii uwolnionej w głębi ziemi. Im wyższa magnituda, tym potężniejsze zdarzenie geologiczne. Współcześnie największe trzęsienia opisuje się najczęściej w skali momentu sejsmicznego, oznaczanej jako Mw. Dawna skala Richtera nadal funkcjonuje w języku potocznym, ale przy największych katastrofach jest mniej precyzyjna.

Czym innym jest intensywność. Ona opisuje to, co stało się na powierzchni: czy ludzie czuli kołysanie, czy pękały mury, czy zawalały się całe dzielnice. Jedno trzęsienie ziemi ma jedną magnitudę, ale może mieć różną intensywność w różnych miejscach. Blisko epicentrum może niszczyć miasto, kilkaset kilometrów dalej może tylko poruszyć lampą.

Dlaczego silne trzęsienie nie zawsze jest najtragiczniejsze

Dlatego największe trzęsienie ziemi nie zawsze jest najtragiczniejsze. Silny wstrząs u wybrzeży słabo zaludnionego regionu może zabić mniej ludzi niż słabsze trzęsienie pod gęsto zabudowaną stolicą. O liczbie ofiar decydują także jakość domów, pora dnia, ukształtowanie terenu, tsunami, pożary i sprawność państwa.

W najprostszym ujęciu trzęsienia ziemi powstają wtedy, gdy naprężenia w skorupie ziemskiej zostają nagle uwolnione. Płyty tektoniczne poruszają się powoli, ale ich krawędzie często się blokują. Skały przez lata lub stulecia „czekają” pod naciskiem. Gdy dochodzi do gwałtownego przesunięcia na uskoku, ziemia zaczyna drżeć. Największe trzęsienia rodzą się zwykle tam, gdzie jedna płyta wsuwa się pod drugą, często pod dnem oceanu. Wtedy dodatkowym zagrożeniem staje się tsunami.

Największe trzęsienia ziemi według magnitudy

Zniszczenia po trzęsieniu w Chile w 1960 r.

Największe trzęsienia ziemi to nie zawsze te, które zabiły najwięcej ludzi. Jeśli patrzymy wyłącznie na magnitudę, czyli ilość energii uwolnionej w głębi ziemi, na pierwszym miejscu znajduje się trzęsienie w Chile z 22 maja 1960 r. Miało magnitudę Mw 9,5 i jest uznawane za najsilniejsze trzęsienie ziemi zarejestrowane przez nowoczesne pomiary. Było tak potężne, że wywołało tsunami, które dotarło przez Pacyfik aż do Hawajów, Japonii i Filipin.

Drugie miejsce zajmuje trzęsienie na Alasce z 1964 r., znane jako wielkie trzęsienie wielkopiątkowe. Miało magnitudę Mw 9,2. Potem wymienia się trzęsienie Sumatra-Andaman z 2004 r. oraz trzęsienie Tōhoku w Japonii z 2011 r., oba o magnitudzie około Mw 9,1. W pierwszej piątce znajduje się też Kamczatka z 1952 r., gdzie wstrząs osiągnął magnitudę Mw 9,0. Według zestawienia USGS aktualizowanego w 2025 r. do największych trzęsień zarejestrowanych instrumentalnie należą właśnie Chile 1960, Alaska 1964, Sumatra 2004, Japonia 2011 i Kamczatka 1952.

Warto jednak pamiętać, że takie zestawienia dotyczą przede wszystkim epoki nowoczesnych pomiarów, czyli głównie XX i XXI wieku. Dawne trzęsienia ziemi, takie jak Shaanxi z 1556 r., Antiochia z 526 r. czy Aleppo z 1138 r., znamy ze źródeł historycznych, kronik i późniejszych analiz. Można próbować szacować ich siłę, ale nie da się jej zmierzyć tak dokładnie jak współczesnych wstrząsów.

Dlatego w historii trzęsień ziemi istnieją dwa różne rankingi. Pierwszy pokazuje największą energię planety: Chile, Alaskę, Sumatrę, Japonię i Kamczatkę. Drugi pokazuje największe ludzkie tragedie: Shaanxi, Tangshan, Antiochię, Aleppo, Lizbonę czy Haiti. Najsilniejsze trzęsienie ziemi nie musi być najtragiczniejsze, bo o liczbie ofiar decyduje nie tylko geologia, ale także miejsce, czas, zabudowa, gęstość zaludnienia i przygotowanie ludzi na katastrofę.

Shaanxi 1556 - najtragiczniejsze trzęsienie ziemi w historii

Współczesne yaodongi / fot. CC-BY-SA 3.0

Jeśli ułożyć trzęsienia ziemi według liczby ofiar, na pierwszym miejscu zwykle pojawia się katastrofa z chińskiej prowincji Shaanxi z 1556 r. Tradycyjnie podaje się około 830 tys. zabitych, co czyniłoby ją najtragiczniejszym trzęsieniem ziemi w historii. Tę liczbę trzeba jednak traktować ostrożnie. Część badaczy wskazuje, że mogła ona obejmować nie tylko ludzi zabitych bezpośrednio przez wstrząs, ale także późniejsze zgony, zaginionych, przesiedlonych i ogólny ubytek ludności w rejestrach.

Nie zmienia to faktu, że była to katastrofa o wyjątkowej skali. W regionie mieszkało bardzo wielu ludzi, a część z nich żyła w domach i jaskiniach drążonych w lessowych zboczach (zwanych yaodongami). Less wygląda stabilnie, ale podczas silnego wstrząsu potrafi się gwałtownie osuwać. Tam, gdzie dom miał chronić przed zimnem i upałem, nagle zawalał się na mieszkańców. W Shaanxi o skali ofiar zadecydowała zatem energia wstrząsu w połączeniu ze sposobem zamieszkania ludności i charakterem lessowego krajobrazu.

Tangshan 1976 - katastrofa, która zrównała miasto z ziemią

Trzęsienie ziemi w Tangshanie

Jednym z najbardziej znanych przykładów katastrofy miejskiej jest Tangshan w Chinach. Trzęsienie z 28 lipca 1976 r. przyszło nad ranem, gdy większość mieszkańców spała. Miasto było dużym ośrodkiem przemysłowym, a jego zabudowa nie była przygotowana na tak silny wstrząs. Oficjalna liczba ofiar wyniosła 242 769 osób, ale w części szacunków pojawiały się liczby znacznie wyższe. Różnica pokazuje, jak trudne bywa liczenie ofiar w państwie dotkniętym ogromną katastrofą, zwłaszcza gdy informacje przez długi czas są kontrolowane politycznie.

Tangshan nie było największym trzęsieniem ziemi w historii pod względem magnitudy. Było jednak jednym z najtragiczniejszych, ponieważ wstrząs uderzył bezpośrednio w duży ośrodek miejski o słabej odporności budynków, w dodatku w środku nocy. Bilans ofiar zależał tu więc w równym stopniu od energii wstrząsu i od tego, że trafił on w gęsto zabudowane, słabo przygotowane miasto.

Antiochia 526 i Aleppo 1138 - wielkie trzęsienia dawnych wieków

Do najczęściej wymienianych dawnych katastrof należy również trzęsienie w Antiochii z 526 r. Antiochia była jednym z wielkich miast późnego antyku, ważnym ośrodkiem administracyjnym, religijnym i handlowym. Tradycyjnie mówi się o około 250 tys. ofiar, choć dla tak dawnego wydarzenia nie mamy danych porównywalnych z nowoczesnymi statystykami. Wysoki bilans tłumaczy się między innymi tym, że w mieście przebywało wówczas wielu przybyszów z okolic, którzy zjechali na święto Wniebowstąpienia. Źródła mogły łączyć ofiary samego wstrząsu, pożarów i późniejszego chaosu. Pewne jest jednak, że katastrofa mocno uderzyła w jedno z najważniejszych miast wschodniej części świata śródziemnomorskiego.

Podobnie ostrożnie trzeba pisać o Aleppo z 1138 r. W starszych zestawieniach pojawia się liczba około 230 tys. zabitych, ale część badaczy uważa, że może ona wynikać z pomieszania kilku katastrof z lat 1137-1139. Bezpieczniej uznać Aleppo za jedno z najtragiczniejszych trzęsień ziemi średniowiecza, z bardzo wysokim, ale niepewnym bilansem ofiar. Miasto leżało w regionie aktywnym sejsmicznie, a średniowieczna zabudowa, ciężka i ciasna, zwiększała ryzyko masowych zniszczeń.

Trzęsienie w Lizbonie 1755, które wstrząsnęło Europą

Rycina z 1755 roku przedstawiający Lizbonę w ruinach i płomieniach po trzęsieniu ziemi w Lizbonie w 1755 roku, które zabiło około 60 000 osób. Tsunami przytłacza statki w porcie

W europejskiej pamięci szczególne miejsce zajmuje Lizbona. 1 listopada 1755 r., w Dzień Wszystkich Świętych, mieszkańcy stolicy Portugalii tłumnie uczestniczyli w mszach. Około godziny 9:40 ziemia zaczęła drżeć. Zawaliły się kościoły, klasztory, domy i budynki publiczne. Wielu ludzi zginęło właśnie dlatego, że znajdowali się w świątyniach, pod ciężkimi sklepieniami i murami.

Katastrofa nie skończyła się wraz z ustaniem wstrząsów. Ci, którzy uciekli nad Tag, szukając otwartej przestrzeni, zostali zaskoczeni przez tsunami. Morze najpierw się cofnęło, a potem wróciło falą, która zalała nabrzeża. W mieście wybuchły pożary, podsycane przez świece, lampy i zniszczone domy. Ogień trawił Lizbonę przez kilka dni. Liczbę ofiar szacuje się różnie: od około 30 tys. do 70 tys. w samej Lizbonie, a w szerszym ujęciu także z ofiarami w innych regionach Portugalii, Hiszpanii i Maroka.

Trzęsienie lizbońskie było wydarzeniem przełomowym nie tylko dla Portugalii. Wstrząsnęło wyobraźnią Europy. Jak to możliwe, pytali filozofowie, że katastrofa spadła na miasto w dzień święta, gdy ludzie modlili się w kościołach? O Lizbonie pisali Wolter, Rousseau i Kant. Katastrofa stała się argumentem w sporach o Opatrzność, naturę zła, rozum i odpowiedzialność państwa. Zniszczenie miasta przyspieszyło także przebudowę stolicy według bardziej uporządkowanych zasad urbanistycznych. Markiz de Pombal, faktyczny kierownik portugalskiej polityki po katastrofie, miał działać według zasady: pochować zmarłych i nakarmić żywych. Nawet jeśli formuła ta została później utrwalona w pamięci jako polityczny skrót, dobrze oddaje chłodny, praktyczny charakter odbudowy.

Lizbona miała też drugi, mniej znany epizod. 31 marca 1761 r. silne trzęsienie ponownie poruszyło region południowo-zachodniej Iberii. Było odczuwane w Portugalii, Hiszpanii i Maroku, a związane z nim tsunami obserwowano także daleko na Atlantyku. W samej Lizbonie nie przyniosło zniszczeń porównywalnych z rokiem 1755, ale musiało działać na mieszkańców jak ponowne otwarcie świeżej rany. Miasto wciąż odbudowywało się po wielkiej katastrofie, a pamięć o ruinach, pożarach i fali była żywa.

San Francisco 1906 i Mesyna 1908 - pożar i fala groźniejsze niż wstrząs

Ruiny w pobliżu Post i Grant Avenue w San Francisco

Na początku XX wieku dwie katastrofy pokazały, jak wielką rolę w nowoczesnym mieście odgrywają wtórne skutki trzęsienia: pożar i fala morska.

18 kwietnia 1906 r. o godzinie 5:12 rano uskok San Andreas przesunął się na odcinku blisko 480 km, a wstrząs o magnitudzie około Mw 7,9 uszkodził znaczną część San Francisco. Największe szkody przyniosły jednak pożary, które wybuchły z pękniętych instalacji gazowych i trawiły miasto przez trzy dni. Wodociągi były zniszczone, więc strażacy mieli za mało wody, by powstrzymać ogień. Spłonęło około 28 tys. budynków, a bez dachu nad głową zostało nawet 250 tys. spośród około 400 tys. mieszkańców. Początkowo podawano około 700 ofiar, ale późniejsze badania podniosły tę liczbę do ponad 3 tys. Trzęsienie w San Francisco pozostaje najtragiczniejszym w historii Stanów Zjednoczonych, a zarazem stało się jednym z fundamentów nowoczesnej sejsmologii. Na podstawie pomiarów przesunięć wzdłuż uskoku sformułowano wtedy teorię sprężystego odbicia, opisującą, jak skały latami gromadzą napięcie, by uwolnić je w jednym gwałtownym ruchu.

Dwa lata później, 28 grudnia 1908 r., około godziny 5:20 rano trzęsienie o magnitudzie około Mw 7,1 (w dawnej skali Richtera podawano nawet 7,5) uderzyło w cieśninę Mesyńską, oddzielającą Sycylię od kontynentalnej Italii. Wstrząs niemal doszczętnie zniszczył Mesynę i Reggio Calabria. Podobnie jak w Lizbonie, waląca się zabudowa była dopiero początkiem. Kilka minut po wstrząsie nadeszło tsunami o falach sięgających kilkunastu metrów, które zalało nabrzeża obu miast, gdzie schronili się ludzie uciekający z domów. W Mesynie wybuchły dodatkowo pożary. Większość mieszkańców spała, więc wielu zginęło przygniecionych we własnych łóżkach. Szacunki liczby ofiar wahają się od około 75 tys. do ponad 120 tys., co czyni tę katastrofę najtragiczniejszym trzęsieniem ziemi w dziejach Europy. Po Mesynie Włochy zaczęły wprowadzać pierwsze przepisy o budownictwie odpornym na wstrząsy.

Haiti 2010 - kiedy o liczbie ofiar decyduje bieda

Haitański Pałac Narodowy, położony w Port-au-Prince na Haiti, został poważnie uszkodzony po trzęsieniu ziemi w 2010 roku. Pierwotnie był to dwupiętrowy budynek, ale drugie piętro całkowicie się zawaliło / fot. Logan Abassi / UNDP Global - United Nations Development Programme

W XX i XXI wieku do najtragiczniejszych trzęsień dołączyło Haiti z 2010 r. Magnituda Mw 7,0 nie wygląda imponująco, ale epicentrum znajdowało się jednak blisko Port-au-Prince, stolicy kraju o bardzo słabej infrastrukturze. Wiele budynków wznoszono bez odpowiednich norm, z ciężkich materiałów i bez kontroli technicznej. Oficjalna liczba ofiar była podawana jako ponad 220 tys., później władze Haiti mówiły o ponad 300 tys., a część analiz wskazywała niższe wartości. Rozbieżność pokazuje nie tylko skalę dramatu, ale też chaos państwa po katastrofie.

Przypadek Haiti pokazuje, że o liczbie ofiar w równym stopniu co energia wstrząsu decydują ubóstwo i jakość budownictwa. Ten sam wstrząs w państwie z lepszym budownictwem i sprawniejszym ratownictwem miałby zapewne inny bilans. Katastrofa z 2010 r. zrównała z ziemią domy mieszkalne, a wraz z nimi urzędy, szpitale, szkoły i podstawowe struktury państwa.

Sumatra 2004 i Tōhoku 2011 - siła oceanu i tsunami

Wybrzeże Japonii po przejściu tsunami

Do najtragiczniejszych zdarzeń najnowszych czasów należy też trzęsienie Sumatra-Andaman z 26 grudnia 2004 r. Jego magnituda wyniosła około Mw 9,1, a najwięcej ludzi zabiło tsunami na Oceanie Indyjskim. Fale uderzyły w Indonezję, Sri Lankę, Indie, Tajlandię i inne wybrzeża. Najczęściej podaje się około 228 tys. ofiar, choć w różnych zestawieniach liczby są nieco odmienne. Szczególnie dotknięta została indonezyjska prowincja Aceh. W wielu miejscach ludzie nie wiedzieli, że po silnym wstrząsie i cofnięciu morza trzeba natychmiast uciekać na wyżej położony teren.

Japonia w 2011 r. pokazuje z kolei, że nawet świetnie przygotowane państwo nie jest całkowicie bezpieczne. Trzęsienie Tōhoku miało magnitudę około Mw 9,1 i wywołało potężne tsunami. Same budynki w wielu miejscach przetrwały drgania lepiej niż w krajach słabiej przygotowanych. Najwięcej ofiar przyniosła jednak fala, która przeszła przez nabrzeża, porty i miasteczka północno-wschodniej Japonii. Zginęło ponad 18 tys. osób, a katastrofa doprowadziła do awarii elektrowni jądrowej Fukushima Daiichi.

Co decyduje o skali katastrofy

Historia największych i najtragiczniejszych trzęsień ziemi układa się więc w dwa różne porządki. Jeden pokazuje energię planety: Chile 1960, Alaska 1964, Sumatra 2004, Japonia 2011. Drugi pokazuje ludzką bezbronność: Shaanxi 1556, Tangshan 1976, Antiochia 526, Aleppo 1138, Lizbona 1755, Haiti 2010. Te dwa zestawienia rzadko się pokrywają. O tym, czy silny wstrząs przejdzie do historii jako rekord sejsmologiczny, czy jako masowa katastrofa, decyduje przede wszystkim to, w jakie miasto i w jakie społeczeństwo trafi.

Bibliografia:

  1. M. Działoszyńska-Kossow, San Francisco. Dziki brzeg wolności, Warszawa 2020.
  2. M.A. Jones, Historia USA, Warszawa 2016.
  3. P. Moczo, E. Rutšeková, J. Kristek, M. Galis, M. Kristekova, Eartquakes, 2024.
  4. A.H. de Oliveira Marques, Historia Lizbony, Warszawa 2021.
  5. A.H. de Oliveira Marques, Historia Portugalii, Warszawa 1987.
  6. J. Tubielewicz, Historia Japonii, Wrocław 1984.

Lubisz czytać nasze historie?
Na historia.org.pl codziennie opowiadamy dzieje Polski i świata tak, jak na to zasługują - rzetelnie, pasjonująco, z szacunkiem do faktów. Ale żadna opowieść nie przetrwa bez tych, którzy chcą jej słuchać i ją wspierać.
Postaw nam wirtualną kawę - to darowizna, która realnie pomaga nam działać dalej. To dzięki takim gestom możemy nadal pisać o zwycięstwach, bohaterach i wydarzeniach, które zbudowały naszą tożsamość.

Postaw nam kawę za:


Opcja dodawania komentarzy została wyłączona.