Dmytro Klaczkiwski Kłym Sawur. Urzędnik spółdzielni, który wydał rozkaz rzezi Wołynia


Dmytro Klaczkiwski, dowódca UPA na Wołyniu, w czerwcu 1943 roku przekazał ustnie dyrektywę „o powszechnej fizycznej likwidacji całej ludności polskiej”. Kilka tygodni później, w ciągu jednego lipcowego miesiąca, jego podkomendni i zmobilizowani przez nich chłopi zamordowali co najmniej 11 407 osób. Oto historia człowieka, który przed wojną sprzedawał towary w ukraińskiej spółdzielni, a przeszedł do historii jako kat Wołynia.

Chłopak ze Zbaraża

Dmytro Klaczkiwski

Dmytro Klaczkiwski urodził się 4 listopada 1911 roku w Zbarażu, galicyjskim miasteczku znanym Polakom głównie z Sienkiewicza. Ukraińskie źródła podają sprzeczne informacje o jego pochodzeniu. Według jednej wersji był synem biednego chłopa, według innej urzędnika bankowego. Cokolwiek było prawdą, rodzinę stać było na jego edukację. Ukończył ukraińskie gimnazjum w Stanisławowie, a potem rozpoczął studia prawnicze na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, których nigdy nie skończył. W pierwszej połowie lat trzydziestych odbył obowiązkową służbę w Wojsku Polskim. Na chleb zarabiał w ukraińskiej spółdzielni handlowej.

Życiorys jak tysiące innych. Punktem zwrotnym okazała się przynależność do Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, popularnej wśród młodej ukraińskiej inteligencji. Jesienią 1937 roku Klaczkiwski został aresztowany przez polską policję i na krótko trafił do więzienia. W strukturach OUN nie pełnił jeszcze wtedy żadnych istotnych funkcji.

Dwa totalitaryzmy i jedna kariera

Taras Boroweć

Prawdziwa kariera Klaczkiwskiego zaczęła się paradoksalnie od sowieckiego wyroku śmierci. Po 17 września 1939 roku kierował młodzieżówką OUN w Stanisławowie. We wrześniu 1940 roku aresztowało go NKWD. W głośnym procesie 59 działaczy OUN we Lwowie skazano go na karę śmierci, zamienioną następnie na 10 lat łagru. Ocaliła go wojna. Na początku lipca 1941 roku, w chaosie po niemieckim ataku na ZSRR, wydostał się z więzienia w Berdyczowie i związał z banderowską frakcją OUN.

Awansował szybko. Od początku 1942 roku był prowidnykiem, czyli szefem OUN-B na tak zwanych ziemiach północno-zachodnich, obejmujących Wołyń i Polesie. To on, wraz z wojskowym referentem organizacji Wasylem Iwachiwem, tworzył na początku 1943 roku banderowską partyzantkę na Wołyniu. Nazwę dla niej po prostu przejęto. Ukraińska Powstańcza Armia była pierwotnie formacją Tarasa Borowcia „Bulby”, nawiązującą do tradycji petlurowskiej i niemającą z banderowcami nic wspólnego. Banderowcy przejęli szyld rozpoznawalny wśród wołyńskich chłopów, a oddziały „Bulby” z czasem rozbili i wchłonęli. Gdy 13 maja 1943 roku Iwachiw zginął w starciu z Niemcami, Klaczkiwski przejął dowodzenie całością sił UPA.

Zbrodnicza machina ruszyła wcześniej. W nocy z 7 na 8 lutego 1943 roku sotnia Hryhorija Perehijniaka „Dowbeszki-Korobki” zaatakowała Włodzimierz, a następnie wymordowała polską kolonię Parośla w powiecie sarneńskim. Zginęło co najmniej 155 osób, a część badaczy szacuje liczbę ofiar nawet na około 170. Tę masakrę uznaje się za symboliczny początek „antypolskiej akcji” OUN-UPA. Wiosną 1943 roku, po dezercji około 5 tysięcy ukraińskich policjantów ze służby niemieckiej, fala mordów objęła kolejne powiaty wschodniego Wołynia.

Rozkaz, którego nikt nie zapisał

Województwo Wołyńskie w 1939

Ukraińscy historycy przez lata przedstawiali rzeź wołyńską jako spontaniczny bunt chłopski, a odpowiedzialność za pierwsze mordy przerzucali na bulbowców lub sowieckie prowokacje. Ich koronnym argumentem jest brak zachowanych pisemnych rozkazów kierownictwa OUN i dowództwa UPA. Problem w tym, że przebieg wydarzeń i dowody pośrednie układają się w obraz akcji zaplanowanej i systematycznej.

Sam „Bulba” Borowec już 25 marca 1943 roku pisał do kierownictwa OUN-B, że organizacja otworzyła nowy front, tym razem przeciw Polakom, i wyrzynani są bezbronni ludzie. Porozumienia między nim a banderowcami nigdy nie osiągnięto, a jednym z głównych punktów sporu był właśnie stosunek do ludności polskiej. Borowec odmówił udziału w „oczyszczaniu” terenu z Polaków.

Klaczkiwski przygotowywał grunt także propagandowo. W maju 1943 roku wydał odezwę do ludności polskiej, w której obarczył Polaków odpowiedzialnością za zaostrzenie konfliktu i współpracę z Niemcami. W czerwcu zwrócił się do Ukraińców, strasząc wybuchem nowej hajdamaczyzny i zapowiadając, że ukraiński lud potrafi się zemścić. Wreszcie w czerwcu 1943 roku przekazał dowódcom okręgów ustną dyrektywę. Jej treść znamy z zeznań Jurija Stelmaszczuka „Rudego”, komendanta Okręgu Wojskowego UPA „Turiw”, który otrzymał od Klaczkiwskiego rozkaz wymordowania wszystkich Polaków w rejonie kowelskim. Dyrektywa mówiła, jak zeznał, o fizycznej likwidacji całej ludności polskiej zachodnich obwodów Ukrainy. O istnieniu tajnej dyrektywy Stelmaszczuk informował zresztą już w meldunku polowym z 24 czerwca 1943 roku, kierując do jej wykonania trzy kurenie UPA.

„(...) powinniśmy przeprowadzić wielką akcję likwidacji polskiego elementu. Przy odejściu wojsk niemieckich należy wykorzystać ten dogodny moment dla zlikwidowania całej ludności męskiej w wieku od 16 do 60 lat (...) Tej walki nie możemy przegrać, i za każdą cenę trzeba osłabić polskie siły. Leśne wsie oraz wioski położone obok leśnych masywów powinny zniknąć z powierzchni ziemi” - brzmiał rozkaz Klaczkiwskiego.

Z zeznań Stelmaszczuka wyłania się jeszcze jeden istotny szczegół. Rozkaz wywołał sprzeciw całego dowództwa okręgu, z komendantem włącznie, na co Klaczkiwski zagroził oficerom sądem polowym. Stelmaszczuk zwlekał z wykonaniem dyrektywy w swoim rejonie do sierpnia 1943 roku, gdy „Sawur” ponowił żądanie. Trudno o lepszy dowód, że mordy nie były oddolnym odruchem chłopskiego gniewu. Ukraińscy polemiści podważają niekiedy wiarygodność zeznań składanych przed sowieckimi śledczymi, potwierdzają je jednak niezależne od nich meldunki polowe samej UPA, relacje ocalałych i wyniki ekshumacji.

Krwawy lipiec 1943 roku

Zygmunt Rumel

Skutki znamy z drobiazgowych ustaleń Ewy Siemaszko i Władysława Siemaszki oraz badań Tomasza Berezy. Do końca czerwca 1943 roku na Wołyniu zamordowano co najmniej 9130 Polaków, a mordy nie objęły jeszcze zachodnich powiatów. To właśnie tam uderzono z największą siłą. Apogeum przypadło na niedzielę 11 lipca 1943 roku, gdy oddziały UPA wspierane przez zmobilizowanych chłopów zaatakowały Polaków w 97 wsiach i koloniach oraz 13 majątkach powiatów horochowskiego i włodzimierskiego. Mordowano także wiernych zgromadzonych na mszach, między innymi w kościołach w Porycku, Chrynowie, Zabłoćcach i Kisielinie. Tego jednego dnia zginęło co najmniej 3102 Polaków i trzech księży, czwarty zginął nazajutrz w Stężarzycach. 12 lipca, w prawosławne święto Piotra i Pawła, zamordowano kolejne co najmniej 2020 osób.

Wymowna jest też historia sprzed rzezi. 7 lipca 1943 roku na rozmowy z dowództwem UPA pojechali w mundurach Wojska Polskiego wysłannicy polskiego podziemia, poeta por. Zygmunt Rumel i ppor. Krzysztof Markiewicz. Mieli negocjować zatrzymanie mordów. Z rozmów we wsi Kustycze nigdy nie wrócili. Wśród Polaków rozeszła się wieść, że parlamentariuszy rozerwano końmi. Trzy dni po ich śmierci ruszyła wielka akcja eksterminacyjna.

Do końca miesiąca, jak wynika z ustaleń Ewy Siemaszko według stanu badań na 2016 rok, zamordowano co najmniej 11 407 Polaków w co najmniej 633 wsiach, koloniach, osadach i majątkach. Liczba ta pozostaje niepełna. Łączny bilans zbrodni wołyńskiej to od blisko 40 tysięcy ofiar udokumentowanych do około 60 tysięcy szacowanych, a wraz z Galicją Wschodnią i dzisiejszą Lubelszczyzną polskie straty w całym konflikcie oceniane są na 80 do 100 tysięcy zamordowanych. Większość ofiar zginęła od siekier, wideł i innych narzędzi gospodarskich, bo napastnikom brakowało broni palnej, a okrucieństwo miało zastraszyć ocalałych.

Rozkaz dla rejonu kowelskiego, wobec którego oficerowie „Turiwa” próbowali się jeszcze w czerwcu opierać, wykonano z opóźnieniem. W ostatnich dniach sierpnia 1943 roku podzielone na trzy zgrupowania oddziały okręgu wymordowały Polaków w zachodnich zakątkach Wołynia. Symbolem tej akcji stały się wsie Ostrówki i Wola Ostrowiecka w powiecie lubomelskim, gdzie 29 sierpnia zginęło co najmniej 1041 osób, z czego połowę stanowiły dzieci. Dowodzący na tym odcinku „Łysyj” meldował potem przełożonym, że zlikwidował wszystkich Polaków od małego do starego, spalił zabudowania, a dobytek i bydło zabrał na potrzeby kurenia. Zachowały się imienne listy ofiar, relacje ocalałych oraz wyniki przeprowadzonych po latach ekshumacji.

Czy Klaczkiwski działał samowolnie?

Roman Szuchewycz, listopad 1943

To jedno z pytań, o które historycy spierają się do dziś. Nie wiadomo, czy rozkaz wymordowania polskich wsi wynikał z tajnej dyrektywy Centralnego Prowidu OUN-B, czy Klaczkiwski rozpoczął ludobójczą akcję z własnej inicjatywy. Za drugą wersją przemawia fakt, że na zjeździe OUN-B w sierpniu 1943 roku część kierownictwa uznała fizyczną likwidację całych polskich społeczności za samowolę i błąd polityczny. Rzecz w tym, że większość prowidu, z Romanem Szuchewyczem na czele, stanęła po stronie Klaczkiwskiego. Zapadła wręcz decyzja o przeniesieniu jego metod do Galicji Wschodniej, co wkrótce stało się faktem, a wiele wskazuje na to, że „Kłym Sawur” już wcześniej miał akceptację Szuchewycza. Ukraiński historyk Ihor Iliuszyn nie ma wątpliwości, że odpowiedzialność za decyzję o wymordowaniu dziesiątek tysięcy polskich cywilów spada w pierwszym rzędzie na kierownictwo banderowskie.

Sam Klaczkiwski nie ograniczył się przy tym do wydania dyrektywy. Według zeznań złożonych po wojnie przed śledczymi jeszcze w październiku 1943 roku osobiście przyjechał w rejon Turu i rozkazał zniszczenie mieszkających tam Polaków. Do mordów wówczas nie doszło, ponieważ Niemcy skierowali w ten rejon około 1500 żołnierzy. Antypolska akcja trwała zresztą długo po apogeum rzezi. Dyrektywa OUN z 9 lutego 1944 roku nakazywała wycinanie drzew i sadów pozostałych po polskich koloniach, a „ostateczna likwidacja” śladów polskości miała się zakończyć do 25 listopada 1944 roku.

Uzasadnienie było wprost: jeśli cokolwiek polskiego pozostanie, Polacy będą mieli roszczenia do tych ziem. Raport polityczny UPA z 27 czerwca 1944 roku meldował krótko, że na kontrolowanym terenie Polaków już nie ma. Pod koniec 1943 roku Klaczkiwski został dowódcą grupy UPA-Północ. Za rzeź Wołynia nikt go w organizacji nie rozliczył.

Śmierć pod Klewaniem i dwie pamięci

Po powrocie Sowietów Klaczkiwski ukrywał się w rejonie Klewania na Wołyniu. Zginął 12 lutego 1945 roku w starciu z grupą operacyjną NKWD podczas obławy w okolicznych lasach. Miejsce jego pochówku pozostaje nieznane, co nie przeszkodziło w budowie upamiętnień. W miejscu śmierci koło Orżewa stoi poświęcony przez prawosławnego duchownego pomnik, kolejne monumenty wzniesiono w Zbarażu i Równem, a jego imię noszą ulice w kilku ukraińskich miastach. 

W Polsce pamięć o „Kłymie Sawurze” wygląda zupełnie inaczej i trudno się dziwić. Prokuratorzy pionu śledczego IPN zakwalifikowali zbrodnię wołyńską jako ludobójstwo w rozumieniu konwencji ONZ z 1948 roku, a ustalenia śledztwa wskazują, że Polaków mordowano wyłącznie z powodu ich narodowości, w ramach planu uzyskania terenów czystych etnicznie pod przyszłe państwo ukraińskie. Człowiekiem, który ten plan na Wołyniu wprawił w ruch i osobiście nim kierował, był absolwent stanisławowskiego gimnazjum ze Zbaraża.

Bibliografia:

  1. A. Kaczmarek, Historia Polski 1914-1989, Warszawa 2014.
  2. G. Motyka, Od rzezi wołyńskiej do akcji „Wisła”. Konflikt polsko-ukraiński 1943–1947, Kraków 2011.
  3. T. Piotrowski (red.), Genocide and Rescue in Wolyn, Jefferson 2000.
  4. E. Siemaszko, Lipiec 1943 roku na Wołyniu, „Biuletyn IPN” 7–8/2018.
  5. W. Siemaszko, E. Siemaszko, Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939–1945, Warszawa 2000.
  6. M. Szumiło, Dmytro Klyachkivsky „Klym Savur” - the main perpetrator of the Volhynian genocide, https://przystanekhistoria.pl/pa2/tematy/english-content/77551,Dmytro-Klyachkivsky-quotKlym-Savurquot-the-main-perpetrator-of-the-Volhynian-gen.html.
  7. Kto tego nie widział, nigdy w to nie uwierzy... Zbrodnia Wołyńska - historia i pamięć, Warszawa 2013

Lubisz czytać nasze historie?
Na historia.org.pl codziennie opowiadamy dzieje Polski i świata tak, jak na to zasługują - rzetelnie, pasjonująco, z szacunkiem do faktów. Ale żadna opowieść nie przetrwa bez tych, którzy chcą jej słuchać i ją wspierać.
Postaw nam wirtualną kawę - to darowizna, która realnie pomaga nam działać dalej. To dzięki takim gestom możemy nadal pisać o zwycięstwach, bohaterach i wydarzeniach, które zbudowały naszą tożsamość.

Postaw nam kawę za:


Opcja dodawania komentarzy została wyłączona.