1670, sezon 3 - recenzja. Adamczycha rusza w świat, ale nie zawsze wie, dokąd zmierza


Trzeci sezon 1670 jest większy, barwniejszy i bardziej widowiskowy od poprzednich. Adamczycha przestaje być centrum całego serialowego świata, a bohaterowie docierają do Warszawy, na królewski dwór i na Sicz Zaporoską. Twórcy rozszerzają skalę opowieści, inwestują w efektowną scenografię, kostiumy oraz liczne nawiązania do klasyki kina. Nie zawsze jednak większy rozmach służy serialowi. Sezon jest nierówny, a kilka ciekawie rozpoczętych wątków nie zostaje należycie wykorzystanych. 1670 nadal najlepiej działa w momentach czystego absurdu, krótkich scenach rodzajowych i zderzeniu siedemnastowiecznej rzeczywistości ze współczesną Polską.

Powiedzonka wracają, ale czar pierwszego sezonu już nie powraca

Trzeci sezon 1670 / fot. Netflix

Pierwszy sezon 1670 był świeżością. Wprowadził mnóstwo powiedzonek i scen, które natychmiast zaczęły żyć własnym życiem. Internet oszalał na punkcie bohaterów, ich gestów, sposobu mówienia i relacji. Twórcy trafili w moment, w którym niemal każdy odcinek dostarczał materiału na cytaty, memy i krótkie filmiki.

Drugi sezon sprawiał wrażenie częściowego wycofania się z tej formuły. Było w nim mniej charakterystycznych powiedzonek, a przede wszystkim zbyt mało interakcji pomiędzy Andrzejem a Janem Pawłem. Tymczasem właśnie ich relacja, pełna protekcjonalności, pogardy, chłopskiego sprytu i wzajemnej zależności, pozostaje jedną z najważniejszych komediowych sił serialu.

W trzecim sezonie znane elementy powracają. Znowu pojawia się „hop, hop, hop”, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że magia dawnych powiedzonek już nie działa tak samo. Nie dlatego, że żarty są słabsze, lecz dlatego, że przestały być zaskoczeniem. Pierwszego sezonu nie da się powtórzyć, ponieważ jego największą przewagą była właśnie nowość.

Twórcy próbują to rekompensować dalszym „znowożytnianiem” XXI wieku. Pojawia się dieta koszykowa, Jakub jest w Warszawie nazywany „koszykiem”, bohaterowie mówią o ograniczaniu śladu konnego, a w dialogach pada określenie „skrzyniomat”. Szczególnie dobrze wypada żart z określeniem, że „Polak czy Litwin - jeden pies”, które w realiach 1670 roku nabiera zupełnie innego, a przy tym wyjątkowo zabawnego znaczenia.

Im bardziej absurdalnie, tym lepiej

Trzeci sezon 1670 / fot. Netflix

Trzeci sezon jest wyraźnie nierówny. Pierwsze cztery odcinki są porywające, pełne energii i pomysłów. Później tempo siada, część wątków zaczyna się rozchodzić, a serial nie zawsze potrafi wykorzystać to, co sam wcześniej przygotował.

Najlepiej działa tam, gdzie twórcy pozwalają sobie na całkowity absurd. Wątek Jurodiwyjego jest tego znakomitym przykładem. Jest dziwny, przesadzony i kompletnie nieprawdopodobny, a właśnie dlatego idealnie pasuje do świata 1670. Serial nie musi być realistyczny, aby trafnie komentować rzeczywistość. Przeciwnie - jego siła ujawnia się wtedy, gdy sytuacja zostaje doprowadzona do groteskowego ekstremum.

Najzabawniejsze są nadal sceny rodzajowe: kłótnie, drobne upokorzenia, klasowe napięcia, rodzinne pretensje i rozmowy, w których siedemnastowieczny kostium zostaje nałożony na całkowicie współczesny sposób myślenia. To właśnie w takich momentach 1670 zachowuje własny charakter. Nie potrzebuje wielkich bitew ani dalekich podróży. Wystarczy Jan Paweł próbujący zachować godność w sytuacji, nad którą zupełnie nie panuje.

Współczesna Polska nadal chodzi w kontuszu

Trzeci sezon 1670 / fot. Netflix

Podstawowy pomysł 1670 pozostaje niezmienny. Współczesne problemy, lęki, spory i mody zostają przebrane w kostium dawnej Rzeczypospolitej. Bohaterowie mówią językiem dzisiejszych korporacji, mediów społecznościowych, polityki tożsamościowej, ekologii, marketingu i terapii, choć żyją w świecie pańszczyzny, liberum veto oraz magnackich ambicji.

W trzecim sezonie ta metoda nadal działa, chociaż stała się bardziej przewidywalna. Widz już wie, że niemal każda nowoczesna moda zostanie przełożona na rzeczywistość szlacheckiego folwarku. Czeka więc nie tyle na sam pomysł, ile na sposób jego wykonania.

Adamczycha to już za mało

Trzeci sezon 1670 / fot. Netflix

Serial wyraźnie się rozrósł. Adamczycha nie jest już jedynym tłem wydarzeń, a twórcy pokazują miejsca, które wcześniej funkcjonowały głównie w opowieściach bohaterów. Zamek w Brzegu z powodzeniem gra Warszawę, pojawia się Sicz Zaporoska, a scenografia staje się znacznie bardziej zróżnicowana.

Jest bogato, kolorowo i efektownie. Kostiumy, wnętrza oraz plenery sprawiają, że trzeci sezon po prostu bardzo dobrze się ogląda. Można oczywiście wskazywać historyczne niedokładności, dyskutować o krojach, materiałach czy detalach uzbrojenia, ale całość tworzy przekonujący wizualnie świat.

Co więcej, jakkolwiek znawcy epoki krytykowaliby niektóre kostiumy z 1670, pozostają one bliższe siedemnastowiecznemu klimatowi niż część tego, co Christopher Nolan pokazał w Odysei w odniesieniu do epoki antycznej - a przecież mówimy o produkcjach z całkowicie nieporównywalnymi budżetami.

Rozszerzenie świata serialu było naturalnym krokiem. Problem polega na tym, że większa przestrzeń oznacza także większą liczbę wątków, a z nimi twórcy nie zawsze potrafią sobie poradzić.

Topa i Kłak nadal są siłą serialu

Trzeci sezon 1670 / fot. Netflix

Niezmiennie od pierwszego sezonu jedną z największych zalet 1670 pozostaje obsada. Bartłomiej Topa i Andrzej Kłak tworzą znakomity duet, a energia między nimi sprawia, że nawet prosty dialog potrafi zamienić się w jedną z najlepszych scen odcinka. Ich wzajemna niechęć, zależność i nieustanna walka o przewagę są rozgrywane z doskonałym wyczuciem komediowego rytmu.

Obaj często grają teatralnie, szerokim gestem i z wyraźnym przerysowaniem, ale właśnie takiej konwencji wymaga ten serial. 1670 nie próbuje być realistycznym dramatem kostiumowym. Bohaterowie są większymi wersjami samych siebie, dlatego przesadne spojrzenia, pauzy, gesty i sposób wypowiadania kwestii idealnie pasują do świata Adamczychy. Topa i jego ekranowy partner wydają się wręcz stworzeni do tych ról.

Popkulturowa zabawa w wyszukiwanie cytatów

Trzeci sezon 1670 / fot. Netflix

Jedną z największych przyjemności podczas oglądania trzeciego sezonu jest tropienie odniesień do znanych filmów. Twórcy nie ograniczają się do pojedynczych aluzji, lecz rekonstruują kadry, sytuacje i całe sekwencje nawiązujące do dzieł, które dawno weszły do popkulturowego kanonu.

Można odnaleźć tu echa Odysei kosmicznej, Potopu, Apollo 13, Władcy Pierścieni, Ojca chrzestnego czy Facetów w czerni. Zapewne nie wszystkie nawiązania da się wychwycić przy pierwszym seansie. Ich wyszukiwanie staje się osobną zabawą, podobną do rozpoznawania historycznych żartów ukrytych w dialogach i kostiumach.

Serial coraz wyraźniej funkcjonuje więc na kilku poziomach. Można oglądać go jako prostą komedię o Janie Pawle i jego rodzinie, jako satyrę na współczesną Polskę, ale również jako gęstą sieć cytatów kierowanych do widza, który zna historię, kino i internetowe konwencje.

Kazimierz Siemienowicz i niewykorzystany potencjał historii

Trzeci sezon 1670 / fot. Netflix

Bardzo dobrym pomysłem było wprowadzenie Kazimierza Siemienowicza, jednego z najciekawszych inżynierów wojskowych XVII wieku. Autor wydanej w 1650 roku Wielkiej sztuki artylerii opisywał między innymi konstrukcje rakiet, w tym projekty rakiet wielostopniowych. To postać historyczna, która brzmi niemal jak bohater wymyślony specjalnie na potrzeby serialu.

Obecność Siemienowicza ma również walor edukacyjny. Wielu widzów zapewne po raz pierwszy zetknie się z jego nazwiskiem właśnie dzięki 1670. Serial pokazuje, że historia Rzeczypospolitej nie musi sprowadzać się do husarii, magnatów i kolejnych wojen. Była to także epoka wynalazców, inżynierów, uczonych i ludzi próbujących opisywać świat za pomocą obliczeń oraz eksperymentów.

Szkoda jednak, że twórcy nie sięgnęli po więcej podobnych postaci. Skoro akcja wyszła poza Adamczychę, pojawiła się doskonała okazja, aby wpleść w fabułę kolejnych ludzi epoki, niekoniecznie w rolach głównych.

Bogdan Lachożerca, czyli świetny pomysł bez dobrego zakończenia

Trzeci sezon 1670 / fot. Netflix

Jednym z najbardziej obiecujących motywów jest historia Bogdana, który traci pamięć i jako Lachożerca zostaje kozackim przywódcą nienawidzącym Polaków. Nietrudno dostrzec w tej konstrukcji parodię historii Bohdana Chmielnickiego. Bohater o polskim pochodzeniu staje na czele ludzi kierujących swoją nienawiść przeciwko Lachom, a jego nowa tożsamość zostaje zbudowana na przemocy, micie i niepamięci.

Początkowo ten wątek zapowiada się znakomicie. Kozacy zostają pokazani jako bandycka czerń, brutalna i owładnięta nienawiścią do Polaków. W pewnym momencie twórcy jednak się wycofują. Być może zabrakło pomysłu na dalszy rozwój historii, a być może uznano, że kontynuowanie tej konwencji byłoby zbyt ryzykowne. Bogdan Lachożerca opuszcza Kozaków i wyrusza w podróż w poszukiwaniu sprawcy swojego nieszczęścia. Rozpędzony wątek siczowy urywa się niemal w połowie sezonu.

Adamczycha rusza więc w świat, ale nie zawsze wie, dokąd zmierza - podobnie jak sam trzeci sezon, który chętnie otwiera nowe kierunki, lecz nie każdy potrafi doprowadzić do satysfakcjonującego finału.

Michał Korybut Wiśniowiecki w płaszczu wyszywanym małpami

Kadr z serialu 1670 z królewskim płaszczem w małpy / fot. Netflix

Wyjątkowo okrutnie twórcy rozprawiają się z Michałem Korybutem Wiśniowieckim. Król został zbudowany niemal wyłącznie ze stereotypów. Nikt go nie słucha, nikt go nie szanuje, nie lubi podejmować decyzji, pozostaje bierny, a jego żona jawi się jako osoba znacznie bardziej sprawcza i rozsądna.

Brakuje tu niuansów historycznych. Michał Korybut był słabym władcą, osaczonym przez konflikty magnackie i wybranym w dużej mierze dzięki nazwisku ojca, Jeremiego Wiśniowieckiego. Jednocześnie jego panowanie przypadło na niezwykle trudny okres wewnętrznego chaosu i wojny z Imperium Osmańskim. Serial nie jest oczywiście wykładem historycznym, ale w tym przypadku karykatura niemal całkowicie zastępuje postać.

Najbardziej bezlitosny jest jednak żart z „małpą”. W jednej ze scen bohaterowie używają wobec króla tego obraźliwego określenia. Nawiązuje ono do epitetu rzeczywiście stosowanego przez przeciwników monarchy. Twórcom samo wypowiedzenie obelgi jednak nie wystarczyło. Ubrali Korybuta w królewski płaszcz przypominający strój koronacyjny, na którym wyhaftowano złote małpy.

To dowcip hermetyczny, wymagający pewnej wiedzy historycznej. Wielu widzów zapewne go nie zauważy albo uzna małpy za przypadkową dekorację. Dla tych, którzy znają kontekst, jest to żart przeokrutny, ale niezwykle trafny i znakomicie wpisany w wizualny język serialu. Pokazuje też, że twórcy potrafią myśleć o historii nie tylko na poziomie dialogów, ale również kostiumu i scenografii.

Większy, piękniejszy, lecz niekoniecznie lepszy

Trzeci sezon 1670 / fot. Netflix

Trzeci sezon 1670 pokazuje, że serial nie chce już pozostawać kameralną opowieścią o mieszkańcach jednej wsi. Rozszerza świat, wprowadza postacie historyczne, zabiera bohaterów do Warszawy i na Zaporoże, inwestuje w scenografię, kostiumy oraz popkulturowe widowisko.

Niestety niektóre wątki urywają się, inne zostają spłycone, a żaden nowy element nie zastępuje w pełni tego, co od początku było największą siłą serialu. Relacji między bohaterami, scen rodzajowych i absurdu wyrastającego z codzienności.

Nie jest to już świeżość pierwszego sezonu i zapewne serial nigdy nią już nie będzie. Nie ma też lawiny powiedzonek, które następnego dnia przejmie cały internet. Nadal jednak 1670 pozostaje jedną z najciekawszych polskich produkcji komediowych i kostiumowych wielu ostatnich lat - odważną wizualnie, inteligentnie bawiącą się historią i zdolną połączyć żart bardzo prosty z dowcipem zrozumiałym wyłącznie dla widza, który wie, dlaczego Michał Korybut Wiśniowiecki został ubrany w płaszcz wyszywany złotymi małpami.

Trzeci sezon przypomina więc Rzeczpospolitą Obojga Narodów, którą sam pokazuje. Jest efektowny, ambitny i chwilami błyskotliwy, ale nie zawsze potrafi dobrze wykorzystać własny potencjał. Najlepsze pomysły przynoszą znakomite sceny, lecz część z nich zostaje porzucona, zanim zdąży się w pełni rozwinąć. Mimo tych słabości nadal bardzo dobrze patrzy się na ten świat z dystansu - kolorowy, chaotyczny, pełen sprzeczności i śmieszniejszy, niż zapewne chcieliby jego bohaterowie.

Zobacz także:

Więcej o serialach historycznych i kostiumowych przeczytasz klikając tutaj lub na poniższą grafikę:
Seriale historyczne i kostiumowe – przewodnik

Te artykuły również mogą Cię zainteresować:
Opinie i ocena zawarte w recenzji wyrażają wyłącznie zdanie recenzenta, nie musi być ono zgodne ze stanowiskiem redakcji. Z naszą skalę ocen i sposobem oceny możesz zapoznać się tutaj. Zachęcamy do dyskusji nad treścią przeczytanej recenzji, by to zrobić wystarczy podać swój nick i e-mail. O naszych recenzjach możesz także porozmawiać na naszym forum. Na profilu "historia.org.pl" na Facebooku na bieżąco informujemy o nowych recenzjach. Możesz także napisać własną recenzję i wysłać ją na adres naszej redakcji.

Opcja dodawania komentarzy została wyłączona.