Obrona Westerplatte. Miało paść w kilka godzin, broniło się przez siedem dni


Obrona Westerplatte trwała siedem dni, od 1 do 7 września 1939 roku. Około 200 polskich żołnierzy pod dowództwem mjr. Henryka Sucharskiego odpierało ataki niemieckiej piechoty morskiej, ostrzał pancernika „Schleswig-Holstein” i bombardowanie lotnicze. Niemcy planowali opanować składnicę w ciągu kilkunastu minut. Pierwsze dwa szturmy załamały się jeszcze pierwszego dnia.

Czym była Wojskowa Składnica Tranzytowa?

Wejście do gdańskiego portu, po lewej półwysep Westerplatte i mur otaczający WST, po prawej Nowy Port, ok. 1937 r.

Polska składnica rozpoczęła działalność na Westerplatte w 1926 roku. Przeładowywano tam broń oraz amunicję dostarczaną drogą morską. Teren leżał w granicach Wolnego Miasta Gdańska, pozostającego pod ochroną Ligi Narodów, ale związanego gospodarczo z Polską.

Stała załoga mogła oficjalnie liczyć 88 ludzi. Latem 1939 roku Polacy potajemnie sprowadzili jednak dodatkowych żołnierzy, uzbrojenie i amunicję. Według ustaleń Andrzeja Drzycimskiego we wrześniu na Westerplatte znajdowało się około 210 osób, w tym mniej więcej 180 wojskowych i 30 zmobilizowanych pracowników cywilnych.

Dowódcą składnicy był mjr Henryk Sucharski, a jego zastępcą kpt. Franciszek Dąbrowski. Obronę oparto na pięciu wartowniach, koszarach oraz wysuniętych stanowiskach. Nazwy „Prom”, „Fort”, „Przystań”, „Wał” czy „Tor kolejowy” oznaczały konkretne odcinki pola walki, obsadzone przez kilku lub kilkunastu żołnierzy.

Załoga dysponowała karabinami maszynowymi, czterema moździerzami kalibru 81 mm, dwoma działkami przeciwpancernymi Bofors kalibru 37 mm oraz jedną armatą polową. Broń ciężką sprowadzono i ukryto przed władzami Wolnego Miasta Gdańska.

Jak długo Polacy mieli się bronić?

Od prawej. Henryk Sucharski, Leon Pająk, Wincenty Sobociński w cywilu i Franciszek Dąbrowski Westerplatte 1939 r.

Westerplatte miało wytrzymać około 12 godzin. Wcześniejsze plany przewidywały, że w razie niemieckiej próby opanowania Gdańska do akcji wejdzie Korpus Interwencyjny, skoncentrowany na Pomorzu. Jego oddziały miały przyjść z pomocą polskim placówkom w mieście.

Plan zmieniono tuż przed wojną. Korpus rozwiązano, a jego jednostki skierowano do innych zadań. Do obrońców Westerplatte nie dotarła jednak jasna informacja, że oczekiwana odsiecz nie przyjdzie. Jeszcze podczas walk część załogi liczyła na desant z Gdyni albo uderzenie polskich wojsk od strony lądu.

Dlaczego „Schleswig-Holstein” znalazł się w Gdańsku?

SMS Schleswig-Holstein w czasie „kurtuazyjnej” wizyty w Gdańsku

25 sierpnia 1939 roku niemiecki okręt liniowy „Schleswig-Holstein” wpłynął do Gdańska z oficjalną wizytą kurtuazyjną. Miał uczcić niemieckich marynarzy poległych w 1914 roku. Pod pokładem ukrywała się jednak kompania szturmowa Kriegsmarine, przygotowana do ataku na polską składnicę.

Okręt był stary, pamiętał jeszcze pierwszą wojnę światową, ale z niewielkiej odległości jego artyleria miała ogromną siłę rażenia. Do działań na lądzie przygotowano ponadto oddziały gdańskiej policji, formacje paramilitarne, saperów i stanowiska karabinów maszynowych w Nowym Porcie.

Niemcy spodziewali się szybkiego sukcesu. Według jednej z relacji gdańska policja zapewniała dowódcę okrętu kmdr. Gustava Kleikampa, że składnicę będzie można opanować w dziesięć minut. Gen. Friedrich Eberhardt oceniał ostrożniej, że walka potrwa kilka godzin. Albert Forster chciał jeszcze wczesnym rankiem przekazać Hitlerowi wiadomość o likwidacji polskiego oporu w Gdańsku.

Co wydarzyło się o godzinie 4.48?

Płonące Warsztaty Portowe Rady Portu i Dróg Wodnych położone przy ogrodzeniu polskiej placówki, 1 września 1939 r,

O godzinie 4.47 Kleikamp wydał rozkaz otwarcia ognia. Minutę później padła pierwsza salwa. Pociski uderzyły w rejon muru, bramy kolejowej i polskich stanowisk, przygotowując przejście dla piechoty.

Po zakończeniu krótkiego ostrzału do natarcia ruszyła kompania szturmowa dowodzona przez por. Wilhelma Henningsena. Był to oddział liczący ponad 220 ludzi.

Atakujący weszli na teren składnicy przez przygotowane wcześniej wyłomy. Przed nimi znajdowały się powalone drzewa, zasieki, rowy i tory kolejowe. Polskie stanowiska pozostawały zamaskowane, dlatego Niemcy nie potrafili ustalić, skąd zostanie poprowadzony główny ogień.

Jak załoga zatrzymała pierwszy szturm?

Niemiecki generał Friedrich-Georg Eberhardt podczas pierwszych bitew II wojny światowej w Gdańsku, 1939 r.

Najcięższe walki rozgorzały w rejonie placówki „Prom”, którą dowodził por. Leon Pająk. Polacy dopuścili przeciwnika na bliską odległość, a następnie otworzyli ogień z broni maszynowej. Moździerze ostrzelały miejsca, w których gromadziły się kolejne grupy niemieckiej piechoty.

Patrol wysłany z „Promu” unieszkodliwił stanowisko policji gdańskiej przy bramie wjazdowej. W tym samym czasie żołnierze z innych placówek ostrzeliwali Niemców próbujących obejść polską obronę.

Por. Pająk został ciężko ranny. Dowodzenie na jego odcinku przejął chor. Jan Gryczman, a rannego przetransportowano do koszar. Pomocy udzielił mu kpt. dr Mieczysław Słaby, który w prymitywnych warunkach uratował mu życie.

Pierwsze natarcie załamało się. Po dłuższym przygotowaniu artyleryjskim Niemcy spróbowali ponownie, lecz także drugi szturm nie doprowadził ich do koszar i wartowni. Podczas walk ciężko ranny został Henningsen. Zmarł 2 września, a dowodzenie kompanią przejął por. Walter Schug.

Polska załoga posiadała jedną armatę polową, której obsługą dowodził kpr. Eugeniusz Grabowski. Działo ostrzeliwało niemieckie stanowiska po drugiej stronie kanału portowego, między innymi w rejonie latarni oraz budynków Nowego Portu. Obsługa oddała niespełna 30 strzałów. Niemcy zlokalizowali działo i trafili je ogniem artylerii, wyłączając z dalszej walki jeszcze 1 września.

Naloty bombowe na Westerplatte

Trzy Junkersy Ju 87 A

Po niepowodzeniu szturmów Niemcy zaczęli przeceniać siłę polskich umocnień. Na zdjęciach lotniczych doszukiwali się betonowych schronów i pancernych kopuł. Za elementy fortyfikacji uznano nawet stogi siana.

2 września po godzinie 18 nad półwysep nadleciały bombowce nurkujące Junkers Ju 87. Szacuje się, że było ich od 47 do 60.. Nalot wykonały przede wszystkim dwa dywizjony 2. Pułku Bombowców Nurkujących „Immelmann”.

Stukasy zaatakowały w dwóch falach. Bomby zniszczyły wartownię nr 5, uszkodziły koszary, zerwały łączność telefoniczną i wyłączyły z walki moździerze. W wartowni nr 5 zginęła większość jej obsady. Łącznie podczas nalotu poległo ośmiu obrońców.

W suterenie koszar kpt. Mieczysław Słaby opiekował się rannymi. Nie miał odpowiedniego sprzętu chirurgicznego, zapasu leków ani możliwości odesłania pacjentów do szpitala. Położenie rannych stawało się z każdym dniem jednym z najpoważniejszych problemów załogi.

Czy 2 września chciano przerwać obronę?

Po nalocie w dowództwie odbyła się rozmowa o dalszej walce. Mjr Sucharski wskazywał na wykonanie zadania, straty i brak odsieczy. Kpt. Dąbrowski meldował, że główne wartownie nadal pozostają w polskich rękach i mogą bronić dostępu do koszar.

Późniejsze relacje rozbudowały tę scenę o załamanie nerwowe Sucharskiego, odsunięcie go od dowodzenia oraz białą flagę zdjętą z dachu. Zeznania uczestników różnią się w szczegółach. Także niemieckie informacje o dostrzeżeniu 2 września białej flagi nie tworzą spójnego obrazu wydarzeń.

Pewne jest, że po bombardowaniu walka była kontynuowana. Sucharski pozostał dowódcą składnicy, natomiast Dąbrowski miał duży udział w kierowaniu jej bieżącą obroną. Ostateczną decyzję o kapitulacji podjął Sucharski pięć dni później.

Jak wyglądały kolejne dni pod ostrzałem?

Niemcy zrezygnowali z dużych szturmów piechoty. Westerplatte ostrzeliwała artyleria okrętowa i lądowa, prowadzono wypady rozpoznawcze, a 6 września podjęto nieudaną próbę podpalenia lasu za pomocą cysterny wypełnionej paliwem.

Obrońcy nocami naprawiali zerwane przewody telefoniczne, przenosili amunicję i odbudowywali uszkodzone stanowiska. W dzień poruszanie się po odsłoniętym terenie było niebezpieczne ze względu na niemieckich obserwatorów i karabiny maszynowe rozmieszczone w Nowym Porcie.

Załoga słyszała radiowe komunikaty o tym, że Westerplatte nadal się broni. Nie wiedziała natomiast wszystkiego o sytuacji na Pomorzu. Korpus Interwencyjny, który miał uczestniczyć w ewentualnej akcji w Gdańsku, rozwiązano jeszcze przed wybuchem wojny, a jego dywizje otrzymały inne zadania. W pierwszych dniach września niemieckie wojska odcinały Wybrzeże od reszty kraju.

W koszarach przybywało rannych. Pogarszały się warunki sanitarne, brakowało wody, a część zapasów żywności znalazła się pod gruzami. Ludzie od niemal tygodnia żyli bez normalnego snu, pod stałym ostrzałem i w oczekiwaniu na następne uderzenie.

Dlaczego załoga skapitulowała 7 września?

Gen. Friedrich Eberhardt salutuje przed mjr. Henrykiem Sucharskim podczas rozmów o poddaniu Westerplatte

Rankiem 7 września „Schleswig-Holstein” ponownie ostrzelał polskie pozycje. Do ognia włączyła się niemiecka artyleria lądowa. Wartownie nadal mogły odpierać piechotę, lecz stan rannych, wyczerpanie załogi i zniszczenie znacznej części ciężkiego uzbrojenia ograniczały możliwość dalszej obrony.

Sucharski wydał rozkaz kapitulacji. Wziął pod uwagę brak jakiejkolwiek szansy na odsiecz oraz groźbę kolejnych ofiar wśród rannych zgromadzonych w koszarach. Czas obrony wielokrotnie przekroczył zakładane 12 godzin.

Biała flaga pojawiła się około godziny 9.45. Po rozmowach z niemieckim dowództwem polscy żołnierze opuścili Westerplatte. Oficerów skierowano do obozów jenieckich, a szeregowych i podoficerów do niewoli oraz pracy przymusowej.

Ilu obrońców Westerplatte zginęło?

Westerplatte po zakończeniu walk, 9 września 1939 r.

Najczęściej przyjmuje się, że poległo 15 obrońców, a około 30-40 zostało rannych. Liczba strat niemieckich pozostaje przedmiotem rozbieżnych ustaleń. Pierwsze polskie szacunki mówiły nawet o około 300 zabitych Niemcach oraz 700-1000 rannych. Nowsze ustalenia, oparte między innymi na niemieckiej dokumentacji, obniżają ten bilans do około 30-50 zabitych i 105-150 rannych.

Przez dziesięciolecia nie znano miejsca pochówku części żołnierzy poległych w rejonie wartowni nr 5. Jesienią 2019 roku archeolodzy Muzeum II Wojny Światowej odnaleźli szczątki dziewięciu obrońców. Siedmiu zidentyfikowano dzięki badaniom genetycznym, natomiast tożsamość dwóch pozostałych nie została dotąd ustalona.

Wśród rozpoznanych znaleźli się plut. Adolf Petzelt, kpr. Jan Gębura, kpr. Bronisław Perucki, st. strz. Władysław Okrasa, st. leg. Ignacy Zatorski, st. leg. Zygmunt Zięba i leg. Józef Kita. W 2022 roku szczątki wszystkich dziewięciu żołnierzy pochowano na nowym cmentarzu Wojska Polskiego na Westerplatte.

Jakie znaczenie miała obrona Westerplatte?

Adolf Hitler wizytuje pobojowisko na Westerplatte

W skali całej kampanii była to bitwa lokalna. Jej wynik nie mógł zatrzymać niemieckiego natarcia prowadzonego z Prus Wschodnich, Pomorza i Śląska. Obrona utrudniała jednak Niemcom korzystanie z wejścia do portu gdańskiego, angażowała oddziały lądowe, artylerię, okręty i lotnictwo.

W Polsce nazwę półwyspu powtarzało radio. Komunikat „Westerplatte broni się jeszcze” docierał do żołnierzy i cywilów w chwili, gdy niemieckie wojska wdzierały się w głąb kraju. Niewielka składnica stała się pierwszym powszechnie rozpoznawalnym miejscem polskiego oporu.

7 września obrońcy wyszli z koszar w kolumnie. Rannych niesiono na noszach. Za nimi zostały rozbite wartownie, leje po bombach oraz ciała żołnierzy, których miejsce pochówku udało się odnaleźć dopiero osiemdziesiąt lat później.

Bibliografia:

  1. E. Czapiewski, J. Tyszkiewicz, Historia powszechna. Wiek XX, Warszawa 2022.
  2. A. Czubiński, Historia Drugiej Wojny Światowej 1939-1945, Poznań 2006.
  3. F. Dąbrowski, Wspomnienia z obrony Westerplatte, Gdańsk 1957.
  4. P. Derdej, Westerplatte-Oksywie-Hel 1939, Warszawa 2009.
  5. A. Drzycimski, Westerplatte, t. 1: Reduta w budowie 1926-1939, t. 2: Reduta wojenna 1939, Gdańsk 2014.
  6. R. Kaczmarek, Historia Polski 1914-1989, Warszawa 2010.
  7. J. Tuliszka, Westerplatte 1926-1939, Toruń 2011.

Lubisz czytać nasze historie?
Na historia.org.pl codziennie opowiadamy dzieje Polski i świata tak, jak na to zasługują - rzetelnie, pasjonująco, z szacunkiem do faktów. Ale żadna opowieść nie przetrwa bez tych, którzy chcą jej słuchać i ją wspierać.
Postaw nam wirtualną kawę - to darowizna, która realnie pomaga nam działać dalej. To dzięki takim gestom możemy nadal pisać o zwycięstwach, bohaterach i wydarzeniach, które zbudowały naszą tożsamość.

Postaw nam kawę za:


Opcja dodawania komentarzy została wyłączona.